hello stranger
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r
aurelie
diosmio
vincent
dAuvergne
robert
myre
laura
audrey


Just come back to me



job
Trenerka personalna

feelings
Thanks to you

and more
I'm better person

Adaya Castellano
29 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-04-07, 21:47


Uśmiechnęła się wiedząc, że ten drobny łańcuszek z tą śliczną zawieszką w kształcie serce jest już praktycznie jej. Chyba pierwszy raz w życiu dostała jakiś prezent od kogoś z kim się spotykała. Taki namacalny, który zostanie na dłużej nie kwiaty czy czekoladki. Artemis wiedziała jak sprawić by Castellano poczuła się wyjątkowo.
Ściągnęła łańcuszek i podała kobiecie by zaraz mało się nie przewrócić gdy usłyszała cenę. Dziesięć tysięcy funtów to pewnie kupa pieniędzy i naprawdę teraz chciała zrezygnować z prezentu. Nawet zaczęła mówić, ale kobieta już wyciągnęła kartę by zapłacić za swój zakup. Westchnęła tylko cicho. Teraz to już po wszystkim właśnie stała się właścicielką najdroższej rzeczy jaką ma w swoim życiu. Pożegnała dziewczynę za kasą i obie opuściły jubilera.
-Jesteś niemożliwa Arti. - pokręciła głową z rozbawieniem. Może nie zrobiła niczego złego, ale naprawdę nie musiała jej kupować nic tak drogiego. Liczył się przecież przede wszystkim gest.
-No z tym to nie mogę dyskutować, ale tak serio to równie dobrze mogę mieć jakąś Twoją bluzę do której będę mogła się przytulić - wzruszyła ramionami. I tak wygrzebie z szafy kobiety bluzę lub koszulkę w której będzie spała. Potrzebowała tego, bo na odwyku łatwo nie będzie o tym wiedziała doskonale. Prościej jest nie brać gdy ma się obok Artemis... ale tam będzie kompletnie sama i zdana tylko na swoją silną wolę i chęć wyjścia z nałogu.
-Za to ja Cię zabieram na kawę - pociągnęła ją za rękę w stronę pobliskiej kawiarni. Resztę dnia spędziły razem. Wieczorem pokazała agentce jak bardzo jej zależy i jak szczęśliwa przy niej jest.
Mów mi:Daya
MULTI:Niet
 



job
agentka do zadań specjalnych

feelings
Now close your eyes,

and more
and give me big supermagic smile

Artemis Fisher
40 lat
178 cm
mieszka w South Park

2021-04-07, 22:39


Właśnie kończyły kolację w jej mieszkaniu oglądając jakąś denną komedię romantyczną gdy dostała smsa. Prawie nikt nie posiadał jej numeru więc było to niemałe zaskoczenie, zwłaszcza gdy odczytała od kogo on jest. Z początku myślała, że może to jest jakiś żart ale jednak nie.
- Zaraz wrócę. – wstała odkładając na stolik talerz z nadgryzionym kawałkiem pizzy. Widać, że było coś niepokojącego w jej zachowaniu, ale nie chciała dać po sobie tego poznać, dlatego pocałowała Adayę w głowię i uśmiechnęła się. Nie było w tym przekonania, więc czym prędzej udała się do sypialni i zamknęła drzwi. Castellano zapewne podejrzewała, że to ktoś z pracy, albo lekarz, który przekaże jej jakieś okropne wiadomości.
Artemis weszła w wiadomość i zmarszczyła brwi.
Nie chce Ci przeszkadzać Artemis, ale Ady nie pisze do mnie od kilku dni. Nic jej nie jest? Po tym co ostatnio się działo wolę zapytać.
Oczywiście blondynka nie zamierzała zostawić smsa bez odpowiedzi, ale zamiast wysłać jak normalny człowiek odpowiedź i wrócić do oglądania z Dayą filmu, wybrała numer do jej młodszej siostry. Ostatnia część wiadomości zainteresowała ją najbardziej, a wiadomo jej agencyjna ciekawość i wnikliwość nawet teraz nie dała spokoju.
- Cześć Ellie, tak wszystko w porządku z Adayą. Wiem, że może nie powinnam się wtrącać, ale o co chodzi z tym ostatnio? Ady imprezowała, tak? – bo tego to się sama mogła domyślić. Po jej wyjeździe kobieta na pewno lekko się podłamała ale nie podejrzewała, że może to być w takim stopniu. Słychać było, że młoda się wahała czy powiedzieć coś więcej Brytyjce i szczerze? Art zamierzała ją docisnąć, ale wcale nie trzeba było, sama zaczęła szybko opowiadać.
-… mówię to tylko dlatego ponieważ się o nią martwię. Nie chciałabym jej zobaczyć w podobnym stanie. Tata już opłacił odwyk ale… boimy się o nią. Wiem, że masz na nią dobry wpływ, więc rozumiesz że po twoim wyjeździe kompletnie się załamała. Proszę, tylko się nie obwiniaj… - na to oczywiście już za późno bo myśli blondynki zeszły na tory, gdzie to ona jest główną winną nałogu amerykanki, za co sama będzie wieszać na sobie psy. - pozdrów ją ode mnie, dobrze? I żeby dała znać. – słychać było, że dziewczyna jest przejęta, bo martwi się o siostrę. Fisher spojrzała na drzwi i odetchnęła. Musiała przyswoić to, czego się dowiedziała. Pożegnała się z Els i wróciła do pokoju, odkładając telefon na stolik. Usiadła koło Adayi i tak jak wcześniej ją objęła ramieniem.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś o narkotykach? – pytanie z grubej rury, ale agentka była znana z tego, że nie owija w bawełnę i strzela między oczy (także z broni). Chciała poznać prawdę, bo czuła się winna i to ona powinna sponsorować odwyk Castellano. - Els dzwoniła… martwiła się, bo nie odpisywałaś na smsy. – dodatkowe wytłumaczenie skąd blondynka wie o dragach.
Mów mi:Art
MULTI:-
 



job
Trenerka personalna

feelings
Thanks to you

and more
I'm better person

Adaya Castellano
29 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-04-08, 00:17


Lepsza denna komedia romantyczna niż oglądanie jakiegoś meczu piłki nożnej jak jeszcze jakiś czas temu uskuteczniała z Chrisem. Poza tym Ady było wszystko jedno co oglądały do jedzenia. Nie zarejestrowała, że ktokolwiek do blondynki napisał czy zaczął dzwonić, bo była lekko senna. Objadła się pizzą, a że film zaczynał odrobinę przynudzać to i powoli czuła, że jeszcze dwadzieścia minut i kompletnie odpłynie w objęcia Morfeusza. Uniosła wzrok by spojrzeć na Artemis i zaraz uniosła brew. Coś było nie tak, ale znając pracę blondynki to podejrzewała, że MI6 czegoś od niej potrzebowało. Nie wnikała, nauczyła się nie pytać i wróciła do oglądania co chwilę delektując się pizzą. Przy Fisher to ona z pewnością przytyje. Powinna się wziąć za siebie, ale nie miała siły. Narkotyki były priorytetem i powoli zabierały jej życie.
Trenerka wręcz była pewna, że młodsza siostra dochowa tajemnicy. Obiecała jej, wszyscy obiecali. Ale widocznie Ellie nie potrafiła trzymać języka za zębami i musiała wypaplać. O tym miała się dowiedzieć za chwilę.
Usłyszała jak drzwi od sypialni się otwierając i przesunęła się delikatnie robiąc swojej kobiecie miejsce. Wtuliła się w nią bardziej jednak kiedy padło pytanie zerwała się na równe nogi i spanikowana spojrzała na Artemis.
-Szlag... Ellie miała nic nie mówić - przeklęła pod nosem i automatycznie chwyciła za łańcuszek. Robiła tak co jakiś czas sprawdzając czy prezent od Artemis jest wciąż na miejscu.
-Miałaś nie wiedzieć... Art... Nie chciałam Ci mówić, bo będziesz mnie uważać za nieudacznika - rzuciła machając rękami. Zaczęła panikować. Westchnęła nie mogą spojrzeć kobiecie w oczy. Ady miała iść na odwyk nic nie mówiąc agentce. Miała wyjść z tego i wszystko miało rozejść się po kościach by nikt o tym nie wspominał. -To ja może zacznę się już pakować - ruszyła do swojego plecakach i niedbale zaczęła wrzucać swoje rzeczy. Wynajmie pokój w hotelu, zmieni bilet i wróci szybciej do domu z podkulonym ogonem. Zjebała i to po całości.
Mów mi:Daya
MULTI:Niet
 



job
agentka do zadań specjalnych

feelings
Now close your eyes,

and more
and give me big supermagic smile

Artemis Fisher
40 lat
178 cm
mieszka w South Park

2021-04-08, 00:37


Oczywiście jej myśli zaraz schodziły na fakt iż to ona zawiniła. Najpierw przyzwyczaiła Adayę do swojej obecności w jej życiu, a później tak szybko jak się pojawiła, tak zniknęła. Miała wrażenie, że dalej popełnia błędy, bo gdyby wiedziała, to czy by to cokolwiek zmieniło? Była świadoma swoich uczuć do trenerki, starała się je zagłuszyć listem, ale nie wyszło. Kobieta pojawiła się w Londynie, a Artemis nie potrafiła jej ot tak odrzucić jakby nic a nic nie znaczyła.
Widziała tą panikę w oczach kiedy tylko powiedziała o narkotykach. Czuła, że to było coś o czym miała się nigdy nie dowiedzieć, a Ellie po prostu nie wytrzymała mówiąc o problemie. Nagłe zerwanie się Castellano z kanapy wcale nie pomogło, wręcz zasmuciło agentkę.
- Nieudacznika? O czym Ty mówisz Ady... - nigdy by o niej w ten sposób nie pomyślała. Art widziała w ciemnowłosej to co najlepsze. Nigdy nie zwracała uwagi czy jest po kresce, czy czegoś nie wzięła na pobudzenie. Miłość jest ślepa a w ich wypadku nawet bardzo.
Kiedy odwaliła tekstem o pakowaniu się, blondynka lekko zdębiała. Co ona sobie wyobrażała? Że da jej tak wyjść z mieszkania?! Ruszyła za nią, spoglądając na to co wyrabia.
- Nigdzie stąd nie idziesz. - powiedziała stanowczo i wręcz wyrwała z rąk plecak Castellano. Rzuciła go gdzieś obok aby nie miała do niego dostępu. - Nie puszczę Cię, słyszysz? - chciała jej to wyperswadować, bo nie zamierzała jej zostawić, nawet po informacji o narkotykach. Ady nie była jej pierwszym mężem. Nie poniżała jej, nie stawała się obiektem kpin i ciągłych drwin. Nawet jeśli brała, to Art zamierzała o nią walczyć.
- Zostajesz tu ze mną. - złapała trenerkę i zamknęła w uścisku, gładząc dłonią włosy. - Jestem przy Tobie... i nie pozwolę aby coś Ci się stało, jasne? Pomogę Ci z nałogiem, bo tak robi porządna partnerka. - spojrzała na amerykankę której oczy były już wilgotne. - Nie zostawię Cię. - musiała przypomnieć, że skoro są w jakimś tam związku, bo trudno to dalej określić, to zależy jej na tyle aby się nie poddać. Ucałowała ją w czoło i mocniej przytuliła do piersi.
Mów mi:Art
MULTI:-
 



job
Trenerka personalna

feelings
Thanks to you

and more
I'm better person

Adaya Castellano
29 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-04-08, 07:29


To nie tak miało wyglądać. Artemis miała sie nie dowiedzieć o tym i żyć sobie w przekonaniu, że Adaya nie skończyła jak rodzice. Ostatecznie jej siostra miała za długi język i trenerka już wiedziała, że nie można było jej ufać jeśli chodziło o Art. Chyba za bardzo polubiła starszą kobietę i dlatego z łatwością jej przychodziło zwierzanie się z sekretów. Przynajmniej tych dotyczących samej Ady. Najmłodsza Castellano wiedziała, że Brytyjka ma najlepszy wpływ na jej siostrę i tylko ona może przemówić jej ostatecznie do rozsądku.
-O tym, że skończyłam jak biologiczni rodzice - machnęła dłonią. Jej myśli były tak bardzo rozbiegane. Nie chciała nic mówić, bo naprawdę nie chciała rozczarować swojej kobiety. Artemis była jedyną osobą, która widziała jak skończyli biologiczni rodzice Adayi i jak bardzo sama trenerka ich nienawidziła. Niestety poszła w ich ślady jak jej matka powiedziała. Nic nie zdały się adopcje, wychowanie państwa Castellano. Adaya i tak wciągnęła się w narkotyki i próbowała powoli wyjść na prostą. Było trudne jeśli kobieta, którą się kocha nagle z dnia na dzień od tak znika zostawiając jedynie list. To było częściowo przyczyną, ale walkę z nałogiem powinna już zacząć dawno, bo przed poznaniem Arti również brała.
Naprawdę była święcie przekonana, że blondynka każe jej się stąd wynosić i właśnie dlatego zaczęła się pakować. Dopiero co wczoraj wreszcie dorwała się do marychy. Znalazła odpowiednich ludzi gdy Arty musiała spędzić kilka godzin w pracy... musiała chociaż zapalić by nie złapała ją delirka jak za każdym razem gdy dłużej nie brała.
Stanęła jak wryta patrząc na własne dłonie gdy kobieta wyrwała jej plecak z rąk. Słyszała, ale chyba nie do końca ogarnęła fakt, że Arti naprawdę chciała by została.
-Chciałam Ci powiedzieć - wymamrotała obejmując kobietę -Przynajmniej na początku... a potem stwierdziłam, że będę rozczarowaniem i że przez to mnie nie będziesz chciała - łzy same spływały po pliczkach i zaraz Art będzie mogła zostać miss mokrego podkoszulka. -Odwyk ma mi pomóc, bo sama nie sobie nie potrafię - wzruszyła ramionami. Artemis nie zamierzała jej zostawiać i Ady dodała kolejną osobę do listy osób dla których ma walczyć z tym przeklętym nałogiem. -Jednak nadal Els będzie miała przewalone jak wrócę - mruknęła cicho. Tego siostrze nie zamierzała wybaczyć.
Mów mi:Daya
MULTI:Niet
 



job
agentka do zadań specjalnych

feelings
Now close your eyes,

and more
and give me big supermagic smile

Artemis Fisher
40 lat
178 cm
mieszka w South Park

2021-04-08, 10:49


Artemis jeszcze nie mierzyła się z niczym podobnym, dlatego nie wiedziała z czym to się będzie wiązać. Sama narkotyki wzięła tylko kilka razy w życiu i to te lżejsze. Nałóg też posiadała, o którym Ady doskonale wiedziała. Nie mogła sobie odmówić papierosa raz na jakiś czas, ale nie było to tak niebezpieczne jak uzależnienie amerykanki.
Słuchała uważnie kobiety choć czuła jak trzęsie się w jej ramionach. Musiało to być dla niej naprawdę okropne doświadczenie, skoro nie chciała jej powiedzieć.
- Jak mogłabym Cię nie chcieć? - złapała jej policzki i uniosła głowę, tak aby spojrzeć w mokre oczy. Jeśli Fisher już jej oddała swoje (nieistniejące) serce to przecież nie zostawiłaby jej ot tak po dowiedzeniu się o narkotykach. Byłaby zagubiona ale próbowałaby pomóc, tak samo jak wtedy kiedy zapłaciła chociażby za rękę ciemnowłosej w szpitalu.
- Nie jesteś rozczarowaniem dla mnie Ady. Nigdy nie będziesz. - w tej chwili takie zapewnienia mogły być wszystkim dla Castellano. Może nie znały się jakoś super długo i Art jest mistrzem w mijaniu się z prawdą, ale tym razem mówiła jak najbardziej poważnie.
- Kiedy go zaczynasz? - musiała dopytać bo jeśli jest za kilka dni, to może uda jej się polecieć okrężną drogą do Australii zahaczając o Stany. - Odpuść Ellie, chciała dobrze i martwiła się. Zresztą, teraz kiedy już wiem możesz na mnie polegać. - co skwitowała delikatnym uśmiechem spoglądając na ciemnowłosą. Chciała ją jakoś pocieszyć i przede wszystkim być wsparciem w nadchodzącej walce o trzeźwość.
Odłożyły jej torbę w to samo miejsce i wróciły na kanapę, kończąc pizzę. Art nawet na moment nie wypuściła trenerki z objęć. Chciała mieć pewność, że kobieta czuje się bezpiecznie.


Wieczór kilka dni później...

Martwiła się. Po pracy w biurze i ustaleniu terminu wyjazdu z szefem wróciła do... pustego mieszkania, nie zastając w nim Adayi. Oczywiście nie myślała od razu w złych kategoriach, dalej lekko wypierając że jej partnerka jest uzależniona od prochów. Próbowała coś przygotować na bardzo bardzo późną kolacje bo dochodziła północ, ale poddała się, zamawiając chińszczyznę. Liczyła cicho na to że Castellano przechadza się gdzieś po mieście, zwiedzając je. W końcu nie była tu jak w klatce, mogła robić co chce. Art nie była strażnikiem Teksasu.
Usłyszała siłowanie się z drzwiami. Coś co z początku nie było ani trochę podejrzane.
- Zamówiłam nam chińszczyznę. - zawołała z salonu, wyciszając dźwięk w tv. Wstała z kanapy, gdy kobieta weszła do środka.
- Ady? Wszystko w porządku? - spoglądała na nią nieufnie widząc ten zamglony wzrok, jakby zupełnie nie kontaktowała. Co się tutaj działo?
Mów mi:Art
MULTI:-
 



job
Trenerka personalna

feelings
Thanks to you

and more
I'm better person

Adaya Castellano
29 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-04-10, 00:54


Mało który człowiek wiedział z czym się mierzy jeśli chodziło o osobę z uzależnieniem jakim były narkotyki. Adaya tak naprawdę sama nie wiedziała jak sobie z tym radzić i dlatego też interwencja rodziców. W innym wypadku byłoby już po niej i o tym doskonale wiedziała.
To wszystko było naprawdę za dużo jak na nią dlatego też zaczęła się niekontrolowanie trząść. Trafiła do szpitala w okropnym stanie po przedawkowaniu i lekarza wręcz byli zdziwieni, że się z tego wylizała.
Wzruszyła ramionami. A to nie było tak, że praktycznie wszyscy jej nie chcieli? Bo tak zazwyczaj kończyły się jej wizyty u kolejnych rodzin zastępczych. Nikt jej nie chciał oprócz Castellano i teraz najwidoczniej Artemis.
Zapewnienia były wszystkim co teraz miała tak na dobrą sprawę. Pomagało to w najgorszych momentach, chociaż i tak była praktycznie wiecznie na haju. Nawet jeśli jedynie zapaliła.
-Wracam za dwa tygodnie i następnego dnia wyjeżdżam - wymruczała. Szczerze powiedziawszy, że gdyby nie fakt iż to jej może pomóc to prawdopodobnie odpuściłaby sobie. Wróciła na stare tory imprez, dragów. Gdyby nie fakt, że nie chciała rozczarować blondynki i własnych rodziców.
Wróciły do oglądania, bo apetyt Adyayi całkowicie przeszedł i była w ramionach Arti do momentu, w którym nie odpłynęła.


Normalnie nie wychodziłaby nigdzie. Przyjechała tu dla Artemis i z nią chciała naprawdę spędzać tylko czas. Jednak musiała wyjść. Fisher była w biurze MI6 i nie było pewne kiedy wróci, a Ady stwierdziła ostatecznie, że potrzebuje poszaleć trochę.
Nie planowała tego co się stało. Nie planowała wypić za dużo i dać się przekonać by wciągnąć kilka kresek. Nagle zniknęło z jej życia kilka kolejnych godzin nie bardzo wiedziała, która była godzina gdy zaczęła siłować się z durnymi drzwiami wejściowymi do mieszkania Artemis.
Uniosła rękę by machnąć jej na przywitanie. Nie bardzo pojmowała co się działo i wszystko wydawało się jakby było za mgłą. -Fantastycznie - pokiwała głową i zamierzała skierować się do sypialni. Potrzebowała to odespać i gdy Artemis złapała ją za dłoń by porozmawiać mocno ją wyszarpnęła. -O co Ci chodzi hm? Nie podoba Ci się widok? - wzięła chyba delikatnie za dużo. Przede wszystkim nie wiedziała, że potrafiła być agresywna. Urwał się jej film totalnie i nie ręczyła za swoje czyny.
Mów mi:Daya
MULTI:Niet
 



job
agentka do zadań specjalnych

feelings
Now close your eyes,

and more
and give me big supermagic smile

Artemis Fisher
40 lat
178 cm
mieszka w South Park

2021-04-10, 01:18


Artemis pod żadnym pozorem nie chciała aby Adaya czuła się ograniczona. Uważała, że kobieta jest na tyle odpowiedzialna aby przynajmniej przy niej nie brać. Zresztą Fisher starała się zająć cały dzień trenerki. Niestety w MI6 pilnie jej potrzebowali, a ona nie mogła odmówić, w końcu była na ich każde zawołanie. Tego wymagał od niej zawód. Nie podejrzewała, że wieczór może skończyć się małą katastrofą. Cieszyła się, że Castellano wróciła do mieszkania, chciała spędzić z nią wieczór, może napić się trochę wina (które powinna ograniczyć ze względu na serducho). Chińszczyzna już czekała na nie w salonie na stole, także nie zostało nic innego jak się wtulić w siebie i po prostu pogadać o tym co ciekawego dzisiaj się wydarzyło.
Chciała ją zatrzymać aby porozmawiać, lecz amerykanka od razu się wyrwała. Fisher nie wiedziała czy powinna teraz walczyć. Może lepiej ją puścić, ale z drugiej strony... widziała że coś jest nie tak. Powoli domyślała się co zaszło. Odetchnęła delikatnie i spojrzała na partnerkę.
- Nie, nie podoba. - tak, musiała to zaakcentować. Od razu mówiła gdy coś jej nie pasuje, dlatego i tym razem się nie obyło bez tego. Przede wszystkim chciała wiedzieć co zaszło, że postanowiła nagle wziąć coś mocniejszego.
- Ady... - próbowała raz jeszcze złapać ją za rękę, ale znów to samo. - hej... chce tylko porozmawiać, spokojnie. - nie zamierzała jej oceniać, chciała jedynie pomóc, ale ktoś był na tyle uparty, aby nawet nie spróbować.
Skąd miała wiedzieć, że Adaya może stać się agresywna? Nigdy tego u niej nie zaobserwowała dlatego z pełną ufnością spróbowała ją raz jeszcze przekonać do jakiegokolwiek dotyku, tylko w tym momencie poczuła silne uderzenie w okolicy oka i policzka. Automatycznie zapiekło. Przyłożyła dłoń do miejsca czując że skóra w tamtym miejscu jest rozcięta. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Przysiadła na oparciu kanapy dalej trzymając się za bolące miejsce. W jednym momencie zrozumiała, że odwyk nie jest jedynie opcją, a koniecznością.
- Dobranoc. - wyszeptała jedynie, widząc że kobieta niczym się nie przejęła. Zupełnie jakby była w transie. Artemis poczekała, aż Castellano faktycznie odpłynie i położyła się do koło niej. Jednak... nie przytuliła, tym razem leżała na swojej połowie, nawet nie sprawdzając jak wygląda jej twarz.
Wstała koło jedenastej. Nigdy nie spała tak długo, ale miała za sobą nieprzespaną noc. Spojrzała na Ady ze spokojem. Jakby wiedząc, że nie może jej nic powiedzieć. Złamałoby to ją...
Wzięła szybki prysznic i po wszystkim popatrzyła na siebie w lustrze. Miała widocznego fioletowo-czerwonego siniaka i rozcięty policzek blisko dolnej powieki. Zapewne przez pierscionek jaki trenerka miała na palcu. Przemyła jeszcze raz ranę i posmarowała maścią. Ubrała się w bieliznę i wyszła w szlafroku z łazienki.
- Nie śpisz już? - to pierwsze się rzuciło w oczy kiedy weszła do sypialni. Kobieta miała otwarte oczy i spoglądała na zegarek. - Chcesz może wody, albo ciepłej herbaty? Aspirynę?
Mów mi:Art
MULTI:-
 



job
Trenerka personalna

feelings
Thanks to you

and more
I'm better person

Adaya Castellano
29 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-04-10, 11:54


Wiedziała, że godząc się na tą jedną kreskę w klubie nie skończy się to dobrze, ale w momencie kiedy narkotyki trafiły do jej sytemu wszystko inne przestało się liczyć. Były tylko dragi, dobra zabawa i nowo poznani ludzie. Na szczęście miała jeszcze jakieś wewnętrzne hamulce i z nikim się nie przespała. Miała Artemis, więc akurat do tego jej nie ciągnęło.
Nie miała pojęcia, że po dragach potrafi być agresywna. To chyba był pierwszy taki epizod. Była nabuzowana po sprzeczce w klubie i jakiekolwiek czynności wykonywane przez Arti w jej kierunku były odbierane przez ciemnowłosą jako kolejny atak. Dlatego jej reakcja była prosta i widocznie skuteczna. Była na tyle naćpana, że nawet nie ogarnęła co robi. Uderzyła Artemis, rozcięła jej policzek nawet, a zamglony umysł nic nie zarejestrował. Głos w jej głowie wręcz namawiał ją do tego by położyła się teraz na kanapie i poszła spać. Stała tak chwilę obserwując starszą kobietę i uśmiechała się głupkowato by wreszcie odwrócić się na pięcie i skierować do sypialni. Przy okazji nie trafiła w drzwi i przywaliła czołem we framugę. Zaklęła pod nosem, wystawiła kobiecie środkowy palec i zniknęła ostatecznie w sypialni. Nie przebierała się tylko legła na łóżku i praktycznie momentalnie zasnęła. Rano będzie się czuła okropnie, ale to się teraz nie liczyło. Miała całkiem spoko odlot, a muzyka techno, którą grali w klubie skutecznie odbijała się jeszcze w jej snach.
Rano obudziła się z bolącą głową i świadomością, że przesadziła wczorajszego wieczoru. Była zmęczona, a jej mózg pracował na naprawdę wysokich obrotach. Wzięła zdecydowanie za dużo, a to znaczyło że Artemis prawdopodobnie widziała ją pierwszy raz w takim stanie. Było gorzej niż za pierwszym razem gdy znajomi odprowadzali ją pod drzwi Fisher. Spojrzała na miejsce obok. Art nie było, więc może nie wróciła do domu na noc? Wtedy Adayi by się wszystko upiekło. Potrafiła się ogarnąć w przeciągu godziny. Nie udało się, bo blondynka wyszła z łazienki. Wzrok Castellano wylądował na tej uroczej twarzy i serce na moment przestało bić. Szlag.
-Nie - rzuciła krótko. Poczuła się jak najgorsze gówno i uciekła wzrokiem gdzieś indziej byle nie patrzeć na agentkę. -To ja to zrobiłam prawda? - spytała prosto z grubej rury. Czuła, że Art jednak była w domu. Zresztą trenerka przypomniała sobie, że wchodząc do mieszkania usłyszała coś o chińszczyźnie. Czyżby aż tak przypominała rodziców? Że po dragach zaczynała się zachowywać jak ojciec? Odwyk był koniecznością, bo jeśli pociągnie tak dalej to szybciej zejdzie z tego świata niż młodsza siostra, której zostawało coraz mniej czasu.
Mów mi:Daya
MULTI:Niet
 



job
agentka do zadań specjalnych

feelings
Now close your eyes,

and more
and give me big supermagic smile

Artemis Fisher
40 lat
178 cm
mieszka w South Park

2021-04-10, 12:37


Normalnie już dawno byłaby w makijażu, lecz bezsenna noc dała jej porządnie w kość. Zamierzała sobie zrobić kawę, zapalić papierosa a dopiero później wziąć się za ogarnianie swojej buźki. Jeden problem… nie spodziewała się, że trenerka nagle się obudzi. Była wręcz przekonana, że trochę jej zajmie zanim dojdzie do siebie i postanowi otworzyć oczy. Żałowała, że jednak najpierw pomyślała o przyjemności. Może gdyby już miała makijaż Adaya by nawet nie zauważyła? Delikatnie uśmiechnęła się na odpowiedź ciemnowłosej. I tak jej zrobi herbatę i przyniesie coś co ją postawi na nogi. Jednak kolejne pytanie ścięło ją trochę z nóg.
Miała przestać kłamać, ale tego wymagała sytuacja. Chciała chronić Castellano, dlatego mijanie się z prawdą było jedyną opcją, zwłaszcza gdy zauważyła jak ucieka wzrokiem. Zapewne już zakładała najgorsze…
- To z pracy. – kłamanie przychodziło jej bardzo łatwo. W końcu była szkolona aby robić to profesjonalnie. Tylko teraz czy Adaya w to uwierzy. W zawodzie Art siniaki, otarcia, i rozcięcia są na porządku dziennym, dlatego dyskutowanie o tym nie miałoby sensu. Aby uwiarygodnić swoją wersję na prędce wymyśliła co tak naprawdę mogło się wydarzyć.
- Chcieli sprawdzić jak sobie radzę po zawale i czy aby na pewno bezpiecznie jest mnie wysłać do Australii. Wyszło dobrze, poza tym że nie uchyliłam się przed ciosem kumpla, który miał obrączkę na palcu. - wskazała na miejsce rozcięcia lekko drżącą ręką. Brzmiało to na tyle wiarygodnie, że sama Fisher chciała w to wierzyć. Okłamywanie trenerki to najcięższa rzecz jaka jej przychodziła. Zazwyczaj przy niej zdradzały ją oczy, ale teraz stała na tyle daleko aby kobieta miała problem z odczytaniem kłamstwa. I dobrze, bo Art by nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego nie mówi prawdy.
- Dobrze się czujesz? Bo wczoraj … - w sumie sama nie wiedziała jak to delikatnie ująć. -… mocno zabalowałaś. – nie chciała używać stwierdzenia o braniu narkotyków. Zdjęła szlafrok rzucając go na komodę i założyła czarną koszulkę z golfem którą włożyła w jeansy. Przysiadła na łóżku koło jeszcze nie ogarniającej życia Castellano.
Mów mi:Art
MULTI:-
 



job
Trenerka personalna

feelings
Thanks to you

and more
I'm better person

Adaya Castellano
29 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-04-10, 15:04


Naprawdę chciała wiedzieć czy to ona rozcięła policzek blondynki i przyprawiła ją o podbite oko. Jeśli tak to spakuje manatki i zniknie z życia Arti, bo nie chciała jej bardziej ranić. Zakładała najgorsze wiedząc jaki jest jej biologiczny ojciec. Sam mało jej krzywdy nie zrobił, więc teraz obawiała się najgorszego względem siebie i swojego uzależnienia.
Poprawiła się na łóżku, a raczej usiadła próbując skupić się na Artemis, ale nie mogła. Miała wrażenie, że kobieta kłamie. Niestety nie mogła powiedzieć dokładnie czy tak było faktycznie, bo blondynka była za daleko. Zazwyczaj po prostu mogła spojrzeć w jej oczy i jakimś cudem wiedziała. Jakby nie było to przy Castellano Artemis pokazywała prawdziwą siebie.
Chciała jej wierzyć naprawdę, ale mały głosik w głowie podpowiadał zupełnie co innego i nie mogła się tego pozbyć. Przełknęła ślinę i skinęła głową. Mogłaby naciskać, ale chyba nie chciała znać prawdy. Dobiłoby ją to i utwierdziło w przekonaniu, że naprawdę nie zasługuje na miłość Fisher ani nawet na jej obecność. Była w stanie teraz zgarnąć rzeczy i po prostu wyjść, wsiąść w jakikolwiek autobus i zniknąć z życia agentki i rodziców.
-Odleciałam... wiem - przetarła dłonią twarz i spojrzała ponownie na przebierającą się kobietę. Nie mogła się powstrzymać przed zlustrowaniem jej ciała wzrokiem. Jak na swoją czterdziestkę to Artemis trzymała się zajebiście dobrze i nadal była cholernie seksowna. Nic dziwnego, że wszyscy się za nią obracali i próbowali poderwać. Ady ma naprawdę pierwszy raz w życiu farta, że taka kobieta zwróciła na nią uwagę.
-Art, nie chciałam... to było silniejsze ode mnie. Stwierdziłam, że jedna kreska to nie będzie dużo i nawet nie zauważysz. Czasem zapominam, że wystarczy jedna bym kompletnie straciła panowanie. - przełknęła ślinę -Nie wiem ile wiesz od El, ale ostatnim razem... skończyłam w szpitalu po przedawkowaniu. Lekarze nie wierzyli, że się z tego wyliżę - spojrzała na kobietę i uśmiechnęła się smutno. Wtedy uparcie chciała się obudzić, bo trzymała ją myśl, że może jeszcze kiedyś natknie się na Fisher jakimś cudem.
Mów mi:Daya
MULTI:Niet
 



job
agentka do zadań specjalnych

feelings
Now close your eyes,

and more
and give me big supermagic smile

Artemis Fisher
40 lat
178 cm
mieszka w South Park

2021-04-10, 15:27


Na szczęście Arti za długo nie miała przyjemności z nabuzowaną Castellano. Jedynie moment wymiany słów i tyle, resztę nocy kobieta spała jak niemowlę. Jednoznacznie nie mogła stwierdzić jak bardzo odleciała. Nieobecny wzrok, agresywność… to coś co ją zmartwiło. Już nie sam fakt, że oberwała od trenerki, a to że nie kontrolowała tego co robi. Można odnieść wrażenie, że Fisher mało czym się przejmuje i jest zimna, ale Adaya jest pięknym zaprzeczeniem tego. Jeśli agentce zależy, to potrafi być ciepła i faktycznie dbać o osoby które kocha. Słuchała więc uważnie słów partnerki siadając na skraju łóżka.
- Tak mi przykro Ady… - poczuła jak jej gardło się zaciska i nie może wydobyć jakiegokolwiek innego słowa. Nie wyobrażała sobie, że ktoś może się do takiego stanu doprowadzić. To po części i jej wina. Artemis rozumiała jaka była reakcja na jej wyjazd, a raczej Ellie ją w tym uświadomiła. Zostawiając bez słowa ciemnowłosą doprowadziła do małej tragedii, która teraz będzie się z nimi ciągnąć. Było jej ciężko, ale bagaż doświadczeń pozwalał jej na uodpornienie się. Postawienie muru i niepokazywania co tak naprawdę dzieje się w jej głowie.
Mimo początkowego zawieszenia i spoglądania na trenerkę ze smutkiem, przyciągnęła ją do siebie i ucałowała we włosy. - Wiem, że jestem winna. Nie zaprzeczaj… - nawet jeśli chciała to zrobić tylko z grzeczności. - Mój wyjazd na pewno Cię do tego popchnął wtedy… zrobiłam to w najgorszy sposób i wiem, że to był błąd. – miała tego świadomość, dlatego jedyne co mogła teraz zrobić to pomóc partnerce w walce z nałogiem.
- Zostawiłam Cię samą… ale drugi raz nie popełnię tego błędu, obiecuję. – a jak już ona coś przyrzeka to tak jest. Nie złamie danej obietnicy choćby nie wiadomo co. Czuła, że przed nimi oboma ciężkie czasy, ale jeśli będą tylko razem to dadzą radę.
- Ale Ty też mi coś obiecaj. – pozwoliła Adayi się troszkę podnieść i spojrzeć w jej niebieskie oczy. - Że postarasz się dla Ellie, dla rodziców i dla mnie. – obie wiedziały, że mówi tu o odwyku. Art będzie na innym kontynencie i będzie im naprawdę trudno, ale miała nadzieję, że zmotywuje Castellano do próby walki, o posiadanie normalnego życia. Fisher nie miała pojęcia jak długo będzie w Australii i jak ułoży się jej misja, ale będzie żyła nadzieją powrotu do trenerki.
Mów mi:Art
MULTI:-
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, marzec - 440 punktów
Trzydziestoletnia panna, urodzona i wychowana w Seattle. Studia medyczne ukończyła na uczelni wojskowej, więc panie i panowie miejcie się na baczności, bo strzelec z niej wyborowy. Nie jest najlepszą panią domu, ale za to świetnie radzi sobie za kółkiem. Uwielbia sport, trenuje boks i chętnie spędza czas na świeżym powietrzu. Jeżeli nie jesteś na jej czarnej liście, to możesz spać spokojnie.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, marzec - 266 punktów
Najpopularniejszy żyd w Seattle, jeśli jesteś kobietą - ładną, długonogą i masz piękny biust - na pewno go poznałaś. Ptaki ćwierkają, że został usidlony i planuje życie u boku pewnej brunetki, jednak mamy podstawy aby w to wątpić. Przystojny, szczery do bólu, świetny lekarz, choć nieco ciężki w obyciu. Albo go kochasz albo nienawidzisz.