hello stranger
W najnowszym ogłoszeniu można przeczytać o naborze do ekipy administracyjnej! Sprawdź sam.
ZADANIA WIELKANOCNE. Krótsze rozgrywki za więcej punktów fabularnych!
LEPRECON -dzień Świętego Patryka! Weź udział w zabawie, odwiedź sześć pubów, znajdujących się na specjalnej mapce i zbieraj punkty fabularne!
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r
boom
kiara
aurelie
diosmio
vincent
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre


#11 I might drink a little more than I should



job
Kardiochirurg, który walczy

feelings
o serce Marysi

and more
i boi się, że przegra...

Jonathan Wainwright
39 lat
189 cm
mieszka w Belltown

2021-04-07, 22:10


Zrozumienie, to wszystko czego od niej oczekiwał. Nie łudził się, że mogłaby kiedykolwiek przyjść do szpitala z uśmiechem, bo nie znał osoby, której badania sprawiałyby jakąkolwiek przyjemność. Chciał jednak, aby Marianne nie widziała w nich bezpotrzebnych sytuacji, które wymuszał Jona, a działania mające zamierzony cel. Niestety rozmowa nie szła im najlepiej, a uniesiony głos i nerwy jakim poddał się Jonathan na pewno w niczym nie pomagały. Wcześniej, gdy zdarzały im się konflikty, Jona starał się panować nad sobą, ale tym razem wyszło inaczej i pewnie rozkręciłby się jeszcze bardziej, ale przerażenie, które dostrzegł w oczach Marianne kazała mu powściągnąć nerwy.
Krótka przerwa jaką zrobił, a potem wyznanie, które wcale do łatwych nie należało, także pomogło mu wyciszyć emocje. Skrzywił się jednak, słysząc określenie jakim obdarowała go Marianne. Może sam nie hamował się w słowach, ale nie uważał, aby postawą, którą prezentował zasłużył sobie na tak karcące miano. Aczkolwiek puścił to mimo uszu, bardziej skupiając się na reszcie wypowiedzi Mari.
- Wiem, Marianne.. Zdaję sobie sprawę, że nie jest ci łatwo z tym przez co przechodzisz, ale nie jesteś w tym sama - zaczął. Starał się organizować wszystkie badania tak, aby Mari czuła się na nich najbardziej komfortowo jak to możliwe, wiedział o jej fobii i rozumiał ile stresu kosztowały dziewczynę kolejne wizyty w szpitalu, ale przecież nie robił tego jej na złość. - Nawet nie wiesz jakbym chciał, uniknąć tego wszystkiego, ale. to niemożliwe. I chcę, żebyś zrozumiała, że to co robię ma jakąś przyczynę i jeśli o coś ciebie proszę to nie dlatego, że mi się tak podoba, a dlatego, że mam ku temu powody, rozumiesz? - Oczywiście jako jej facet, też nie był zadowolony z faktu, że włóczyła się po centrum Seattle pijana. Nie mniej jednak chciał, aby Mari rozpoznawała kiedy zalecał jej coś jako lekarz, a kiedy był dla niej partnerem. Chociaż... Może gdyby ktoś inny zajmował się jej przypadkiem, rudowłosa poważniej podchodziła by do całej sprawy. - Nie jesteś moim problemem, ani zawodem! Przestań tak o sobie myśleć! - Ponownie uniósł głos, bo emocje nadal były w nim żywe. Poza tym nienawidził jak Marysia określała siebie w tak pejoratywny sposób, gdy Jona, jej osobę stawiał na piedestale. - Nie wiem, co mam jeszcze zrobić, abyś zrozumiała jak istotna dla mnie jesteś. Staram się ze wszystkich sił ci to pokazać, a ty i tak wmawiasz sobie, że jesteś dla mnie problemem... Może to ze mną jest coś nie tak? Może tylko mi się wydaje, że robię dobrze, skoro na litość boską nadal nie pojmujesz, że cię kocham. - Po raz kolejny poddał się niepożądanej irytacji, ale tym razem zaprowadziła go ona w zupełnie inne miejsce. Niby był zły, bo wypowiadając te słowa gestykulował nerwowo, a wzrok jego niezmiernie taksował Marianne pełnymi wyrzutów spojrzeniami, ale ostatecznie Jonathan wyrzucił z siebie coś, co w innych warunkach skrywałby jeszcze długi czas. Przerażony więc swoim wyznaniem zamarł, z palcami wtopionymi we włosach, które nerwowo przeczesywał, a jego niepewne spojrzenie spoczęło na, zapewne równie zaskoczonej jak on sam, Mari.
_____________
Mów mi:Borsuk
MULTI:Will // Remi
 



job
Robi zamieszanie w kancelarii

feelings
i w życiu Jonathana,

and more
powoli podupadając na zdrowiu

Marianne Chambers
25 lat
163 cm
mieszka w Fremont

2021-04-07, 23:02


Po prostu chciała już spokoju. Chociaż odrobinę, chociaż na chwilę. Miała wrażenie, że jej oddech był bardzo płytki i nie potrafiła nic na to zarazić. Co prawda Jonathan zmienił teraz narrację, ale czy była w stanie uwierzyć w jego słowa? Nie miała co do tego pewności.
- Nie jestem? - zmarszczyła brwi. - Stale wytykasz mi co robię źle odnośnie swojego zdrowia, robisz awantury taka, jak ta, ale nie jestem w tym sama? - zmarszczyła czoło, kręcąc głową na boki. - Przeraża mnie to wszystko, wczoraj pierwszy raz od dawna mogłam chociaż na moment zapomnieć o jakichkolwiek obawach i jakie są tego skutki? Wrzaski od samego rana, jakbym kogoś zabiła - podsumowała, bo znów wezbrały w niej emocje. Nie lubiła czegoś takiego, najpierw na nią krzyczał, a teraz nagle udawał, jakby od samego początku w tej rozmowie nie popełnił żadnego błędu. Przerastało ją to zwyczajnie, bo nie była wybitnie dobrym rozmówcą. - Rozumiem! - odpowiedziała równie żywo na jego kolejne słowa. - Tylko do cholery jasnej, zrozum, że jak przyznam ci rację, to będzie koniec! Póki się tego wypieram, jest mi dobrze, nie boję się i zasypiam w nocy. Rae o niczym nie wie. Pomyślałeś chociaż raz, jak się czuję, jak zasypiam na kanapie w naszym mieszkaniu i jestem z tymi wszystkimi myślami sama? - wkurzył ją. Czuła się, jakby była w rozsypce. Fakt, podchodziła do wszystkiego lekceważąco, ale to było jej odruchem obronnym. Dzięki temu zachowywała spokój, nadal się uśmiechała, żartowała. Jakby przyznała się przed samą sobą, że jest chora... spanikowałaby od razu. Po prostu poddałaby się, a nie po to opuściła Asotin. Chciała żyć pełnią życia, nie znajdując w tym planie miejsca dla jakiejkolwiek choroby. Drgnęła nieco, kiedy znów podniósł głos, nawet jeśli ona sama robiła to już od jakiegoś czasu. Wiedziała, że nie jest jego problemem, ale mimo to stale prezentował jej zachowanie w takim świetle. Nie odpowiedziała nic, nie będąc w stanie, poza tym Wainwright zaraz podjął dalszą wypowiedź. Sądziła, że to kolejna zapowiedź awantury i już się zbierała w sobie na jakąś ripostę, kiedy dotarło do niej to co, powiedział. Sam też wyglądał na zaskoczonego i w sumie trudno było zdecydować, które z nich było w większym szoku. - Coś ty powiedział? - udało jej się w końcu dojść do głosu, ale nie wiedziała ile czasu minęło. Nogi miała jak z waty i miała wrażenie, że w każdej chwili mogą odmówić jej posłuszeństwa. Cała reszta nagle straciła na znaczeniu. Kochał ją? Nie była pewna, czy czegoś sobie nie ubzdurała. Nie mogłaby przecież. Słyszała co powiedział, ale mimo to nie mogła w to uwierzyć. - To prawda? - kolejne pytanie. - Czy powiedziałeś to w nerwach? Bo jeśli w nerwach, to... - nie dokończyła groźby, bo w zasadzie nie miała na nią żadnego pomysłu. Była w zbyt dużym szoku i w głowie miała całkowitą pustkę. Jeśli ją kochał, to to by znaczyło... wiele. Przede wszystkim to, że była dla niego ważna w ten sam sposób, w który on był dla niej. Nie chciała wybiegać w przód, być kochliwą małolatą, więc niczego nie nazywała po imieniu, ale teraz... teraz mogła dostać pewność, że to co czuła, nie było głupotą, a co najważniejsze, było odwzajemnione.
Mów mi:Lilka
MULTI:Posiadam
 



job
Kardiochirurg, który walczy

feelings
o serce Marysi

and more
i boi się, że przegra...

Jonathan Wainwright
39 lat
189 cm
mieszka w Belltown

2021-04-08, 00:18


On także był z tym wszystkim sam i nadal nie zamierzał Marianne zdradzać swoich podejrzeń. Póki będzie to możliwe, póty będzie w pojedynkę radził sobie z informacjami i podejrzeniami jakie wysnuwał na podstawie przeprowadzonych badań. Postanowił to jeszcze zanim Mari powiedziała mu o tym, co sama czuła, ale jej słowa umocniły go w tej decyzji. Niewielu ludzi żałował. Doświadczył w życiu takiego gówna, że naprawdę niekiedy tracił cierpliwość do użalających się nad własnym losem osób. Zwykłe codzienne problemy go nie ruszały, czasem więej uwagi poświęcał prawdziwie skomplikowanym sytuacjom, w których zwykle cierpieli jego bliscy i z których wcale nie było im łatwo wyjść. Nie mniej jednak to w jak skomplikowało się życie Marianne, było dla niego prawdziwym ciosem. Nie tylko dlatego, że żywił do niej uczucia, ale dlatego też, że los nigdy nie rozpieszczał biednej panny z prowincji. Uciekła do Seattle, bo nie chciała poddawać się trudnej rzeczywistości w jakiej przyszło jej dorastać. Miała wielkie nadzieje, była iskierką, która rozpaliła radość nawet w tak ponurym i chłodnym człowieku jak on i co? I po raz kolejny rzucono jej kłody pod nogi. Dlatego Jonathan nie chciał mówić jej wszystkiego od razu, wolał samemu radzić sobie ze zmartwieniami niż odbierać Mari resztki radości jaka w niej jeszcze była. Nie mógł natomiast pozwolić jej samej na robienie sobie krzywdy i dlatego zareagował tamtego dnia w tak impulsywny i porywczy sposób.
Nie spodziewał się jednak tego, że poranna kłótnia jaką wywołał może przynieść tak niespodziewane efekty. Nadal milcząc spoglądał na ubraną w zaskoczenie twarz Marianne. Opuścił już rękę, ale nie wypowiedział ani słowa, bo najzwyczajniej w świecie przerosła go ta sytuacja. Nie bez powodu na co dzień ze wszystkich sił starał się zapanować nad emocjami i nerwami - to strach przed momentami podobnymi temu zmuszała go do kontroli. Chwila nieuwagi i pieprznął coś, co może i prawdą było, ale czy nie powinien póki co zachować jej także dla siebie?
- Ja... - Wyburczał pod nosem w odpowiedzi na pytanie Marianne. No co powiedział? Zbyt wiele, ale w gruncie rzeczy nie było to przecież kłamstwem. - Nie! W sensie... - Chciał odpowiedzieć na ostatnie słowa Marianne, a zabrzmiało to jakby zaprzeczył temu co powiedział, przez co na kilka chwil stracił na pewności siebie. - Nie powiedziałem tego w nerwach - wyjaśnił na wydechu, a jako, że zaczął mówić to powoli stres go opuszczał. Prędzej, czy później prawdopodobnie i tak wyznałby jej co czuje. Brak przygotowania w zasadzie był dobrą stronę tego wszystkiego, ale z drugiej strony zaczęła w Jonathanie budzić się obawa, że Marianne wcale nie chciała usłyszeć tego co powiedział. Może nie była jeszcze gotowa na tak odważne słowa, które jednoznacznie wiązały się z poważnym związkiem, a przecież ona ledwo co uciekła z podobnej relacji. - Dlatego tak się o ciebie boję. Kieruje mną coś więcej niż zwykły, lekarski racjonalizm - dodał i spojrzał tęsknie w stronę leżących na stole papierosów, ale wiedział, że w tej chwili sięgnięcie po jednego z nich byłoby sporym nietaktem. Zwalczył więc tę chęć i ponownie, nieśmiało uniósł wzrok na Mari. - Zrozumiem jeśli to dla ciebie zbyt wiele. - Nienawidził takich sytuacji. Marianne nie pisała się na nic takiego, a on czuł jakby własną postawą ograniczał ją w sposób, który niekoniecznie musiał jej odpowiadać. Była młoda, chciała zasmakować życia, a on chyba za mocno ingerował w to wszystko. Dlatego poniekąd samego siebie przygotowywał na to, że jego uczucia wcale nie musiały spotkać się z odwzajemnieniem. Wręcz przeciwnie - coraz bardziej przekonany był o tym, że lada moment zobaczy zamykające się za Marianne drzwi i przyjdzie mu pogodzić się z kolejną porażką.
Mów mi:Borsuk
MULTI:Will // Remi
 



job
Robi zamieszanie w kancelarii

feelings
i w życiu Jonathana,

and more
powoli podupadając na zdrowiu

Marianne Chambers
25 lat
163 cm
mieszka w Fremont

2021-04-08, 13:23


Wcześniej była pewna, że szybko złość na Jonathana jej nie przejdzie, bo nie ma co ukrywać, uważała, że podczas tej kłótni padło wiele niesprawiedliwych zarzutów pod jej adresem, ale teraz... całkowicie ją ścięło. Nie spodziewała się takiego wyznania, co więcej naprawdę nie sądziła, że w oczach Wainwrighta może pełnić tak ważną rolę. Był raczej wycofanym człowiekiem, tak by go opisała, więc nie łudziła się, że kiedyś usłyszy od niego podobne słowa, nawet jeśli cóż... lubiła wyobrażać sobie, że będą ze sobą raczej dłużej, niż krócej. Czekała więc na jego wyjaśnienie, chociaż te z początku nie następowało, a kiedy już coś w końcu powiedział, to chyba sam się w tym pogubił. Ulżyło jej dopiero w chwili, w której powiedział, że to nie przez nerwy padły te słowa. W tym samym momencie zdała sobie sprawę z tego, że wcześniej wstrzymywała oddech i teraz dopiero mogła zaczerpnąć nieco tlenu. Nie oznaczało to natomiast, że wyszła ze stanu głębokiego szoku, bo na to było za wcześnie. W głowie jej się kręciło, próbowała jakoś to sobie poukładać, ale wydarzyło się tak dużo. Przede wszystkim jeszcze chwilę temu była wściekła, a teraz co? Cieszyła się? Bo Jonathan ją kochał? I czy to miało być dla niej za wiele, tak jak teraz sugerował to Wainwright? Z jednej strony tak, bez wątpienia, a z drugiej chciała mu zaprzeczyć.
- Zbyt wiele? - powtórzyła za nim kręcąc głową na boki. Nogi już jej odmawiały po prostu. - Muszę sobie usiąść - poinformowała go zaraz i niewiele myśląc, po prostu usiadła tak, jak stała, na ziemni, krzyżując nogi. Naciągnęła bardziej koszulkę Jonathana i próbowała sobie wszystko nadal jakoś poukładać. Przetarła sobie oczy, ale i tak widziała Jonę dość niewyraźnie, bo stał za daleko i pod światło. - O ja.... - mruknęła w końcu, nadal kręcąc głową na boki. - O ja... - powtórzyła mało elokwentnie, czy odkrywczo, po czym wzięła głębszy wdech. - Jonathan Wainwright mnie kocha - mruknęła sama do siebie, zasłaniając usta dłońmi, a skoro i tak już siedziała, to po chwili położyła się na plecach, patrząc w wysoko zawieszony sufit i nadal tego nie rozumiejąc. Może w innych okolicznościach zachowywałaby się lepiej, ale miała kaca, jak stąd do kosmosu, także tak... stąd to leżenie nie ziemi. - Masakra - oceniła rozsądnie, patrząc sobie w sufit i przeżywając to wszystko cały czas dość intensywnie. Kompletnie nie wiedziała, jak się zachować, co powiedzieć. Pewnie dlatego też, jakże adekwatnie do ich wcześniejszej kłótni, parsknęła śmiechem. Może nie jakimś wybitnie widowiskowym, ale jednak jak najbardziej wesołym. W końcu też zdecydowała się na niego spojrzeć z tej podłogi, a raczej w jego kierunku, bo wizja nadal była nieostra. - Nie mówi się kobiecie, którą się kocha, że śmierdzi - upomniała go z przekąsem, po czym i tak parsknęła. - Co ja się z tobą mam - kolejny raz pokręciła głową, ale co tu dużo mówić, wiedziała, że będzie dobrze. Była szczęśliwa, ale też pogubiona i chyba dopiero za kila dni dotrze do niej, co tak naprawdę powiedział jej Jonathan.
Mów mi:Lilka
MULTI:Posiadam
 



job
Kardiochirurg, który walczy

feelings
o serce Marysi

and more
i boi się, że przegra...

Jonathan Wainwright
39 lat
189 cm
mieszka w Belltown

2021-04-08, 21:47


Pokręciła głową, a Jona poczuł jak zimne dreszcze przemykając wzdłuż jego kręgosłupa paraliżując każdy ruch. Nie umiał się odezwać, nie wiedział co powinien zrobić. Stał i patrzył na Marianne analizując wszystko co mówiła i robiła, a przy tym coraz bardziej umacniał się w przekonaniu, że jednak się pospieszył... Śmiech Marysi sprawił, że na twarz Jonatana przybrała nieprzyjemny wyraz. Odbijał się echem w jego myślach, wraz ze słowami, które powtórzyła. Drwiła z niego. Wiedział, że to się źle skończy. Od samego początku czuł do niej zbyt wiele, poza zwykła fascynacją i zainteresowaniem obdarzył ją opieką jaką zwykł darować naprawdę bliskim mu osobom. To była więc kwestia czasu, aby romans (właściwie od początku kierowany czymś więcej niż tylko pożądaniem), wywołał w Jonathanie tak silne emocje. Głupi był sądząc, że ona będzie zdolna poczuć to samo. W przeciwieństwie do niego, była świeżo po związku, gdy Jona od lat unikał jakichkolwiek zobowiązań, nie będąc gotowym na żadne emocjonalne zaangażowanie. Nic więc dziwnego, że zareagowała w taki sposób, wyśmiewając jego miłosne wyznania, tak nieodpowiednie wobec wizji związku jaki prawdopodobnie malowała zupełnie inaczej niż on.
W momencie, w którym Mari położyła się na drewnianej podłodze, Jona nie wytrzymał i koniec końców sięgnął po te cholerne papierosy. Dłonie trzęsły mu się z nerwów, gdy po znalezieniu nowej zapalniczki, starł się ją odpalić. Ostatecznie zaniechał tego działania na kilka sekund, gdy Marianne zwróciła się słowami bezpośrednio w jego stronę.
- Powiedziałem to w złości i odnośnie twoich ubrań. Zresztą nie ma to już teraz żadnego znaczenia, prawda? - Wymamrotał nie ukrywając swojego niezadowolenia tym na jakiego idiotę wyszedł. Nie miał jednak zamiaru kajać się przed nią. Trudno... Przetrwa to. Niech tylko Chambers wyjdzie, a butelka whisky, albo dwie pomogą mu zapomnieć na kilka chwil o tym, że po raz kolejny spieprzył daną mu szansę. A może łudził się, że w ogóle ją dostał? W końcu wiedział jak bardzo różnił się od ideałów z komedii romantycznych, które tak uwielbiała Marianne. Dlaczego więc miałaby w ogóle chcieć być z kimś takim jak on? Kretyn... Wmówił sobie sobie niemożliwe i pretensje może mieć tylko do samego siebie. Odpalił wreszcie papierosa i usiadł w fotelu, odwracając spojrzenie od Mari. Był zmieszany, skrępowany i wściekły, ale nie chciał dawać po sobie poznać tego stanu. Jedyne na co sobie pozwolił, a raczej nad czym zapanować nie umiał to wyraz twarzy, ewidentnie zdradzający, że nastrój Jony nie należał do najlepszych. - Mogłabyś łaskawie przestać? - Burknął wreszcie, bo już dość miał tego jej niejednoznacznego zachowania. Możliwe, że ktoś o nieco większym poczuciu humoru i empatii dostrzegłby w reakcji Marysi zaskoczenie i radość, ale dla Jony miała ona tylko negatywny wydźwięk. - Po prostu wyjdź - dodał jeszcze, bo wiele był w stanie znieść, ale wyśmiewanie go w jego własnym mieszkaniu nie należało do sytuacji, które jakkolwiek byłby wstanie tolerować. Poza tym wiedział już wszystko (oczywiście, też we wszystkim się mylił, ale nie ważne) i nie widział potrzeby ciągnięcia tej rozmowy dalej. Chciał zostać sam, chociaż jeszcze kilka minut temu oddałby wszystko, aby Marianne nigdy nie odchodziła.
_____________
Mów mi:Borsuk
MULTI:Will // Remi
 



job
Robi zamieszanie w kancelarii

feelings
i w życiu Jonathana,

and more
powoli podupadając na zdrowiu

Marianne Chambers
25 lat
163 cm
mieszka w Fremont

2021-04-08, 22:53


Nie spodziewała się, że cała ta ich rozmowa skończy się dla niej tak pozytywnie. Była przeszczęśliwa i mimo wcześniejszej złości, a także okropnego samopoczucia, teraz śmiała się w najlepsze, nadal nie wierząc w to, ile znaczyła dla Wainwrighta. Z każdą sekundą robiło jej się coraz cieplej na sercu. Szkoda, że w tym samym czasie Jonathan zawalał egzamin z interpretowania jej zachowania. Nawet nie wzięła pod uwagę tego, że mógłby tak idiotycznie to wszystko odebrać. Na jego pierwsze słowa nic nie powiedziała, za bardzo przejęta rozpatrywaniem wyznania, ale kiedy warknął, nieco się w jej głowie pozmieniało. No bo ona uznała, że jest już między nimi dobrze, a tym czasem... najwyraźniej tylko ona tak na to patrzyła. Spięła się nieprzyjemnie, jakby dotarło do niej, że sama popełniła błąd, bo może dla niej wyznanie miłości było czymś innym, niż dla niego. Z resztą chwila, w której kazał jej wyjść zadziałała jak kubeł zimnej wody. Aż jej się zakotłowało w żołądku ze stresu i Jonathan miał sporo szczęścia, że nie zwróciła wczorajszego jedzenia na jego drewniany parkiet. Było naprawdę blisko. Uniosła się do siadu, najnormalniej w świecie przerażona, ale w całkiem innym stopniu, niż wtedy, gdy rzucał zapalniczką. Tego było za wiele, nawet jak na nią.
- Ale jak to? - zapytała, a to jak płaczliwy był jej głos, zaskoczyło nawet ją samą. Rzadko kiedy była tak bliska poryczenia się, jak w tej konkretnej chwili, ale to pewnie przez stres i kaca. - Powiedziałeś, że mnie kochasz - przypomniała mu, teraz już w ogóle nic z tego nie rozumiejąc. - A teraz mnie wyganiasz? - dodała, bo chyba... chyba jednak miała dość. Nie rozumiała go kompletnie. Jeszcze kilka sekund temu cieszyła się, jak dziecko, a teraz? Teraz coś zaczęło w niej pękać zwyczajnie i z niemałym trudem podniosła się z tego parkietu, czując się... no nie dało się tego opisać słowami. - Zdecyduj się do cholery! Jak mnie nie chcesz, to nie mów mi, że mnie kochasz! - warknęła, patrząc, jak jaśniepan pali sobie w fotelu. Poczuła się przez niego, jak śmieć i po prostu nie mogąc wytrzymać tego upokorzenia, ruszyła szybko w stronę sypialni, z początku tylko idąc, ale ostatecznie przyspieszając kroku do biegu. Była za bardzo zagubiona, by coś jeszcze powiedzieć, wierzyła, że wychodzą na prostą, a tym czasem... musiał naprawdę mieć jej dość, skoro powiedział o takich uczuciach, a mimo to nie chciał jej widzieć. Dopadła do swoich ubrań, ale nie było tam koszulki, więc pewnie Jonathan wziął ją do prania.
- Kurwa... - skomentowała ten brak niezbyt ładnie, bo nie chciała już z nim wchodzić w żadną interakcję. Skoro tak niewygodna była mu osoba Marianne w pobliżu. Nie mniej jednak mieszanina uczuć robiła swoje i z rozpaczy, przechodziła w gniew, więc złapała za poduszkę leżącą na łóżku i cisnęła nią przez jego sypialnie. Poczuła się z tym w prymitywny sposób lepiej, więc złapała za drugą, a potem przyszedł czas na kołdrę, z którą już nie szło tak dobrze. Zmachała się przez to, zaplątała, potknęła, wylądowała w tej pościeli, jeszcze bardziej przez to zła. Trudno, wyjdzie w jego koszulce, taki był plan... nie miała żadnego planu. Nie rozumiała po prostu, co się tego poranka wydarzyło.
Mów mi:Lilka
MULTI:Posiadam
 



job
Kardiochirurg, który walczy

feelings
o serce Marysi

and more
i boi się, że przegra...

Jonathan Wainwright
39 lat
189 cm
mieszka w Belltown

2021-04-09, 00:47


Był idiotą. Nie dość, że nie zrozumiał Marianne to jeszcze sam wmówił sobie kompletnie nie prawdziwą historię. Na swoje usprawiedliwienie mógł mieć tylko tyle, że był furiatem, a tamtejsza kłótnia sprawiła, że nadal odczuwał więcej negatywnych emocji, niż tych pozytywnych. Dlatego wystarczył byle impuls, aby zdenerwował się na nowo i oczywiście wszystko widział w czarnych barwach.
Smutek w głosie Marianne kazał mu spojrzeć ponownie w jej kierunku. Coś się nie zgadzało. Jeszcze chwilę temu jawnie drwiła z tego co wyznał, a teraz wydawała być się kompletnie zaskoczona jego reakcją. Zadawala pytania nieadekwatne do postawy jaką miałaby prezentować wedle Wainwrighta i dopiero, gdy wybiegła w stronę sypialni zdał sobie sprawę jakim naprawdę jest kretynem. Mógł być wyśmienitym kardiochirurgiem, mógł wykładać na sympozjach i dyrektorować w szpitalu, ale podczas takich momentów był jak dziecko we mgle. Zagubiony, bezsilny i kompletnie nie pojmujący co dzieje się wokół. Chciał dobrze, wyszło znakomicie, pomyślał, że spieprzył wszystko i ostatecznie faktycznie tak się stało. Wściekły na siebie dopiero po chwili wstał z fotela uprzednio gasząc papierosa w popielniczce stojącej obok. W otwartych drzwiach dostrzegł poduszkę przelatującą wzdłuż sypialni. Sekundę później następną, a gdy wszedł do pomieszczenia, Marianne lądowała właśnie na materacu zaplątana w pościel.
- Co ty wyrabiasz? - Kompletnie zbity z tropu podszedł do łóżka, aby pomóc rudowłosej stanąć na nogi i wyplątać się z kołdry. Prawdopodobnie i ona chciała zapytać go o to samo, więc ich spojrzenia na moment spotkały się, gdy wokół zapanowała złowroga cisza. - Nie rozumiem… Myślałem, że ze mnie kpisz, a ty złościsz się o to, że.. - Zdecydowanie pogubił się w tej rozmowie. Nie wiedział nawet jak wyjaśnić wszystko co zaszło w jasny i klarowny sposób. Postanowił więc zacząć od początku, ale nim zaczął potrzebował chwili by zebrać myśli. Lepiej by się wyciszył niż znów palnął coś bez sensu. - Marianne, nie możesz mi tak robić - mruknał oskarżycielsko, ale zaraz potem westchnął i odłożył na bok kołdrę, która do tej pory ściskał w dłoniach. Chciał powiedzieć, że przecież wie jaki bywa impulsywny, ale w zasadzie pierwszy raz tak naprawdę mogła przekonać się o tym jak ciężko jest, gdy zapętlił się za bardzo, gdy na wszystko spoglądał wzrokiem zasnutym mgłą złości i frustracji. - To co powiedziałem, nie było dla mnie wcale łatwe. Cholera jasna… Nie czułem czegoś takiego od lat, a ty zaczęłaś się śmiać i kompletnie opacznie to zinterpretowałem. - Widział wymalowanych na twarzy Marianne gniew, a może rozczarowanie. Był przekonany, że jeszcze kilka sekund temu to on na nią tak patrzył. Eh.. Gdyby tylko ktoś wyjaśnił mu jak reagować w takich chwilach. Nie znał tego. Uczył się dopiero Marianne i jak widać był średnio pojętnym studentem. - Wcale nie chce, żebyś wychodziła. Masz tu zostać i być ze mną, bo ja… - Czuł się jak młodziak, który pierwszy raz ma wyznać swoje uczucia i robi to w najmniej przemyślany i odpowiedni sposób, wstydząc się każdego z wypowiadanych słów, a zarazem nie pragnąć niczego innego jak wyznać je swojej ukochanej. Może obejrzenie tych kilku ckliwy h filmów u boku Marianne w przyszłości wyjdzie Jonie na dobre, bo póki co to kiepski był z niego romantyk i mówca. - Kocham cię, Marysiu - wyznał. Tym razem spokojnie i z pewnością, a chociaż czuł się niezwykle zestresowany to jakimś cudem na jego zmęczonej emocjami i zdenerwowaniem twarzy, pojawił się praktycznie niezauważalny uśmiech.
_____________
Mów mi:Borsuk
MULTI:Will // Remi
 



job
Robi zamieszanie w kancelarii

feelings
i w życiu Jonathana,

and more
powoli podupadając na zdrowiu

Marianne Chambers
25 lat
163 cm
mieszka w Fremont

2021-04-09, 01:24


Warczała do samej siebie, próbując się uwolnić z kołdry, ale przez to tylko się zgrzala i zdenerwowała jeszcze bardziej. Jakby tego było mało, do sypialni musiał wejść Jonathan, a przecież jego teraz oglądać nie chciała, bojąc się, że jeszcze ją pospieszy i przez to Mari jeszcze bardziej się załamie, świadoma tego, jak bardzo Wainwright nie chce jej widzieć.
- Sama sobie poradzę! - warknęła, wcale nie chcąc jego pomocy, więc próbowała go od siebie odsunąć, ale ostatecznie i tak jej pomógł. Najważniejsze, że wyszła z tej kołdry i próbując zachować resztki godności, poprawiła na sobie jego koszulkę, a następnie włosy, które przykleiły się do jej zgrzanegi czoła. Była w naprawdę kiepskim stanie i chyba wszystko na tym etapie już ją bolało. - Ja z ciebie kpię?! To chyba Ci się z kimś pomyliłam - była opryskliwa, ale nie zamierzała sobie tego odmawiać. Bardzo ją skrzywdziło jego zachowanie sprzed chwili i wierzyła, że tylko taką postawą zachowa resztki dumy, która dość mocno została nadszarpnięta tego poranka. - A ty mi możesz?! - warknęła, bo naprawdę miała już dość. Była pozytywnym typem człowieka, ale też miała swoje granice. Nie wiedziala nawet w jakim celu Jonathan tutaj przyszedł, więc cała ta jej buńczuczna postawa wydawała się jej najlepszą opcją, do momentu, w którym nie zrozumiała, o czym Wainwright mówi. To wszystko było dla niej po prostu absurdalne. - Śmiałam się że szczęścia, głupku! - wyłożyła mu to wprost, jeśli walanie tego potrzebował, patrząc na niego z niedowierzaniem. - Widziałeś mnie kiedyś wyśmiewającą się z kogoś?! - dodała, nadal szargana silnymi emocjami. Powinna była zapanować nad oddechem, złością, myślami, ale to nie było wcale takie łatwe. Serce jej biło jak szalone, czuła, że się spociła i głowa zdawała się pulsować, jakby zaraz miała wybuchać. Tym razem powiedział że ją kocha w całkiem inne sposób, ale nie wiedziała już jak ma zareagować. Była pogubiona, nawet jeśli sam Wainwright się uśmiechał. - Boję się jakkolwiek na to zareagować, żebyś mnie znów nie wyrzucił - tradycyjnie postawiła na szczerość, biorąc przy tym głębszy wdech. - Pgubilam się już w tym wszystkim i strasznie mi niedobrze z nerwów - dodała, chociaż na pewno nie takiej odpowiedzi oczekiwał. No, ale ta entuzjastyczna sprzed kilku chwil została przez niego raczej źle przyjęta więc już po prostu nie wiedziała czego od niej oczekuje. Po prostu przysiadła na brzegu łóżka i schowała twarz w dłoniach, ponownie próbując zapanować nad oddechem. Potrzebowała kilku chwil, w trakcie których co jakiś czas niby poruszała się jakby miała coś powiedzieć i zaraz rezygnowała. - Cholera, co ty że mną robisz? - jęknęła w końcu. - Jestem jednocześnie szczęśliwa, ale też... Tak kurewsko na ciebie zła - prychnęła kręcąc głową na boki. Taka prawda. Zagubiła się w tym wszystkim, a gdyby nie to, jak jej wcześniejszy śmiech został odebrany, pewnie teraz nadal chichrałaby się na podłodze w najlepsze.
Mów mi:Lilka
MULTI:Posiadam
 



job
Kardiochirurg, który walczy

feelings
o serce Marysi

and more
i boi się, że przegra...

Jonathan Wainwright
39 lat
189 cm
mieszka w Belltown

2021-04-09, 07:24


Od początku rozmowa ta nie szła im najlepiej. Na zmianę albo Jonathan, albo Marianne unosili się złością, co nie prowadziło do niczego dobrego. Chociaż zdecydowanie to ten pierwszy przesadził z reakcją i poddał się negatywnym emocjom w najmniej odpowiednim momencie, przez co zaognił konflikt, który powoli cichł. Pretensje o ten stan rzeczy mógł więc mieć tylko do samego siebie. Przepychali się słownie, aż do momentu, w którym nazwała go głupkiem oczywiście instynktownie Jona skrzywił się, bo nie potrafił jeszcze odpowiednio reagować, gdy Marianne pozwalała sobie na tego typu zwroty w stosunku do niego, ale zaraz potem na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie.
- Nie wiem... Nie, masz rację - burknął pod nosem, bo faktycznie miał Mari za ucieleśnienie dobra, ale jakby w tamtej chwili niekoniecznie trzeźwo myślał. Musiał więc ponieść konsekwencje swojej głupoty, a w tym poradzić sobie z jawną dezorientacja, którą przedstawiało zachowanie Marianne. - Zrozum ja... Wcale nie chciałem ciebie wyrzucać. Byłem poirytowany, bo opatrznie zinterpretowałem twoje zachowanie, a to wszystko dlatego, że w nerwach nie myślę racjonalnie - westchnął cicho i nadal nie ruszył się z miejsca, gdy ona przysiadła na materacu tuż obok. - Niedobrze ci? - Zerknął w bok, po czym przykucnął tuż przed Marianne i zaczął baczniej przyglądać się jej osobie. Przeprowadzał te swoje lekarskie oględziny, gdy dodała kolejnych kilka słów, ponownie wprawiając go w poczucie zmieszania. - Jesteś cała zgrzana. Już spokojnie, już dość. Potrzebujesz odetchnąć, bo serce wali ci jak oszalałe. - Zamiast odnieść się do jej słów, póki co skupiony był na stanie jej zdrowia. Wcześniej w nosie miał doskwierającego Marianne kaca, ale obecnie z połączeniu z nerwami wywołał w ciele rudzielca niepokojące reakcje, których Wainwright nie potrafił dłużej ignorować. - Może chcesz się położyć? - Zapytał zmartwiony, gdy już zabrał palce z jej nadgarstka kończąc swój lekarski taniec. Zaraz potem uniósł wzrok na twarz Mari, dostrzegając w niej wszystkie te emocje o których opowiadała i całe zmęczenie, które zapewne także jej towarzyszyło. - To z obawy o to, że wcale nie jestem dla ciebie najlepszym wyborem. Wciąż widzę przed oczami ciebie z naszego spaceru zaraz po nowym roku. Byłaś taka radosna, pełna nadziei na spotkanie kogoś idealnego jak ze swoich wizji, a ja - chociaż wiedziałem, że nie pasuję do tego wyobrażenia - i tak usilnie starałem się zaistnieć w twoim świecie. - Pierwszych kilka słów wypowiedział patrząc Marianne w oczy, ale z każdym kolejnym szło mu to znacznie ciężej, aż ostatecznie wtulił głowę w jej ciało, które objął ramionami nadal klęcząc na podłodze przed łóżkiem. - Za każdym razem, gdy wątpisz w moje uczucia wmawiam sobie, że to z mojej winy, bo w końcu staram się dla ciebie i myślę, że robię dobrze, a jak widać wszystko potrafię spieprzyć - dokończył i cieszył się, że nie mogła widzieć teraz jego twarzy, nakreślonej zawodem wobec samego siebie. Poza tym tak otwarte ukorzenie się i przyznanie do słabości nie leżało w jego naturze, ale przy Marianne coraz częściej pozwalał sobie na tego typu zwierzenia i zaczynał dostrzegać płynące z nich plusy. Szkoda tylko, że często zdobywał się na nie zbyt późno, najpierw ulegając niepotrzebnym nerwom.
_____________
Mów mi:Borsuk
MULTI:Will // Remi
 



job
Robi zamieszanie w kancelarii

feelings
i w życiu Jonathana,

and more
powoli podupadając na zdrowiu

Marianne Chambers
25 lat
163 cm
mieszka w Fremont

2021-04-09, 10:25


Na pewno byłoby łatwiej, gdyby nie zdążyła się zdenerwować i teraz po prosty zbyła to wszystko typowymi dla siebie żartami. Tylko, że w ten sposób już zareagowała dzisiaj i nie skończyło się to najlepiej, więc kompletnie nie wiedziała w jakim kierunku powinna iść. Radość radością, ale była zmęczona i to w naprawdę dużym stopniu. Nie oznacza to jednak, że nie wiedziała, z czym wiąże się wyznanie Jonathana. Nie miała też wątpliwości, że sama czuje do niego to samo, ale teraz po prostu nie czuła się na siłach, by o tym mówić. Już od dawna Wainwright był dla niej cholernie ważny, jeśli nie najważniejszy, tylko, że wolałaby mu o tym powiedzieć, gdy będzie spokojniejsza, a nie zła na niego i siebie i cały świat przy okazji.
- Tak, ale spoko, nie zamierzam przy tobie teraz wymiotować - odniosła się dopiero do jego pytania, bo po prostu nie wiedziała co jeszcze o tym wywaleniu jej stąd mogłaby powiedzieć. Poza tym mimo emocji, w jakich oboje trwali, Wainwright dość szybko przeszedł do trybu lekarskiego, a Chambers nie chcąc być dzieckiem, po prostu westchnęła, już nie mówiąc, że nie potrzebuje teraz żadnych badań. - Teraz się o mnie martwisz? - wymsknęło jej się dość nieprzyjemnie i sama siebie nie poznawała w takich odżywkach, ale to przede wszystkim przez kaca, rozgoryczenie i urażoną dumę. Z drugiej strony skarciła siebie w myślach za takie zachowanie, bo nie powinna sama przesadzać, wychodząc tym samym na hipokrytkę. - Chciałam się umyć, jestem spocona i śmierdzę - zauważyła jeszcze markotnie, bo chociaż leżenie też brzmiało jak marzenie, to były sprawy ważne i ważniejsze. Czuła, że powinna się jakoś zdystansować, bo za bardzo się w tym wszystkim pogubiła, ale zamiast to zrobić, teraz skupiona była na słowach Jonathana. Wiedziała, że jest mu ciężko, tak samo jak jej. Zaskoczona trwała chwilę w bezruchu, gdy się w nią wtulił, ale ostatecznie westchnęła i objęła go ramionami, mając wrażenie, że w tej chwili Jona bardziej przypominał małego chłopca, którym trzeba się zaopiekować, niż tego posępnego mężczyznę. No, a w takiej sytuacji po prostu nie mogła się już na niego gniewać. - Wątpię w twoje uczucia, bo to raczej ja sobie na nie nie zasłużyłam - mruknęła z przekąsem, bo w głowie jej się nie mieściło, że mógł to tak opatrznie rozumieć. - Jonathan, jesteś dojrzałym, przystojnym, inteligentnym człowiekiem sukcesu. Ludzie z twojej branży się z tobą liczą, pochodzisz z takiej rodziny, że... No masakra, a ja... Ja jestem z Asotin, nie mam studiów, pracuje jako asystentka po znajomości, mam mniej ubrań, niż Ty samych marynarek i moje lokum, to salon mojej kuzynki... Na twoim miejscu w tym związku mało który facet chciałby się znaleźć, podczas gdy ja mam świadomość, że za mną może stać dość długa kolejka - wyjaśniła, kończąc to wszystko dość długim wdechem. Nie lubiła tłumaczyć takich spraw, ale musiała, żeby już sobie nie wmawiał, że to on mógłby być niewystarczający w ich relacji. Dla niej taka myśl była po prostu absurdalna i nie wiedziała, jak ma mu ją wybić z głowy.
- Dobra, a teraz nie wtulaj się już we mnie, bo jestem spocona - rzuciła niby już lżej, może nawet żartobliwie, ale jednak nie bez powodu. Naprawdę nie chciała, żeby ją taką nieświeżą wąchał, nawet jeśli te słowa z początku ich kłótni były podyktowane jedynie irytacją.
Mów mi:Lilka
MULTI:Posiadam
 



job
Kardiochirurg, który walczy

feelings
o serce Marysi

and more
i boi się, że przegra...

Jonathan Wainwright
39 lat
189 cm
mieszka w Belltown

2021-04-10, 18:23


Zasłużył sobie na przytyk ze strony Marianne, nawet jeśli ten był niezbyt odpowiedni zważywszy na okoliczności i opadający już kurz. W każdym razie wcześniej Jonathan niespecjalnie zwracał uwagę na samopoczucie Mari, bardziej zaabsorbowany własnymi emocjami i złością. Zrobiło mu się więc, najzwyczajniej w świecie głupio, ale postarał się nie zareagować na te słowa w żaden sposób. Co innego dalsza wypowiedź Marysi, ta odnośnie sposobu w jaki postrzegała ona Jonę. Był zaskoczony, a zarazem mile połechtało to jego ego. Jednakowoż Marianne przedstawiła w tej wizji siebie w sposób, który na Jonę działał niezbyt dobrze, toteż tym samym wprawiła go w nieznacznie niezadowolenie. Więc zanim spełnił jej prośbę, potrzebował lepiej nakreślić cała sytuację.
- To co mówisz jest bardzo miłe i doceniam każde twoje słowo, ale ja patrzę na to wszystko trochę inaczej, słońce - zaczął, gdy już podniósł się lekko, ale móc spojrzeć w twarz Marianne. - Wiem jaki jestem, a może jaki wydaję się być i chociaż to co powiedziałaś stawia mnie w dobrym świetle, to i tak nie ma znaczenia, bo widzisz... Może i jesteś tylko Marysią z Asotin, ale masz do zaoferowania więcej niż niejedna osoba jaką poznałem. I nie będzie przesadą jak powiem, że to co masz tu i tu... - Mówiąc te słowa wskazał odpowiednio najpierw czoło, a potem miejsce na klatce piersiowej Marianne, w którym znajduje się serce. - ... sprawia, że jesteś tysiąckroć lepszym człowiekiem niż ja. Dlatego uważam, że spotkało mnie niebywałe szczęście, że to właśnie mnie wybrałaś, rozumiesz? - Dokończył i uznał, że tym samym wyczerpał limit szczerości i wylewności na ten dzień, tydzień, a i prawdopodobnie cały miesiąc. Aczkolwiek przy Marii otwierał się coraz częściej i coraz bardziej, a przy tym zdążył już zauważyć jak pozytywny miało to na niego efekt. I chociaż było to wbrew jego naturze, aby tak uzewnętrzniać się ze wszystkim, to względem rudzielca robił wyjątek, była ona bowiem jego niezwykła słabością.
- Może ci pomogę? - Zagadnął, gdy już stanął na nogi i wyciągnął dłonie w kierunku Marysi. - Z kąpielą. W sensie... Jeśli źle się czujesz to może będzie bezpieczniej jak wezmę prysznic z tobą, albo przygotuję ci kąpiel? - Dodał trochę zmieszany, bo nie chciał wyjść obecnie na kogoś, kto w całą tą konwersację miał zamiar wpleść nieodpowiednie podteksty. - Nadal nie wyglądasz najlepiej... - Mruknął oceniając jej stan i dotykając czoła, a gdy zdał sobie sprawę co powiedział, ponownie spiął się jak dzieciak. - Mam na myśli to, że jakbyś się źle czuła, bo jesteś śliczna, nawet taka skacowana i... Jezu, lepiej jak zamilknę - burknął odwracając lekko głowę do boku, bo naprawdę czasem miał wrażenie, że przy Marianne zapomina o racjonalnym myśleniu. Tym bardziej, że nadal na uwadze miał to jak zwróciła mu uwagę na komentarz odnośnie zapachu piwa i jakoś tak uznał, że powinien trzymać się na baczności, ale gdzie tam... Spieprzył przy najbliższej możliwej okazji.
_____________
Mów mi:Borsuk
MULTI:Will // Remi
 



job
Robi zamieszanie w kancelarii

feelings
i w życiu Jonathana,

and more
powoli podupadając na zdrowiu

Marianne Chambers
25 lat
163 cm
mieszka w Fremont

2021-04-10, 21:39


Mógł sobie sam patrzeć na to wszystko nieco inaczej, ale Marianne i tak wiedziała swoje. Tym bardziej, że ludzie patrzący z boku nie patrzyli na to, jaki Jonathan był, niezależnie od tego, co to znaczyło, a na pewne pozory, a one były jasne. Dziewczyna znikąd, bez większych możliwości i bogaty, wpływowy mężczyzna. Każdy powiedziałby, że ten związek po prostu nie przetrwa, że Wainwright wybawi się i z nią zerwie, bo dlaczego miałby chcieć trwać przy kimś takim, jak Chambers.
- Przypominam, że to raczej ty mnie wybrałeś - zauważyła, ale o dziwo już z uśmiechem, o który wcześniej było jej znacznie trudniej. Pokręciła głową na boki, bo mimo wszystko miło było usłyszeć słowa, jakie jej powiedział, ale też nie chciała im za bardzo zawierzać. - Poza tym naprawdę głupek z ciebie, masz o sobie zbyt złe mniemanie i zaczyna mnie to niepokoić - przyznała zgodnie z prawdą, ale znacznie lżej, niż te słowa mogłyby sugerować. Po prostu tak, jak on nie lubił gdy ona mówiła źle o sobie, tak samo ona nie lubiła, gdy to on nie doceniał samego siebie. Tym bardziej, że dla niej był wspaniałym człowiekiem... nawet jeśli miał dość sporo wad, takich jak chociażby łatwe wpadanie w złość, podczas której pozwalał sobie na słowa, których Mari wolałaby nie słyszeć.
Faktycznie źle się czuła, chociaż nie chciała robić z siebie ofiary i jakoś przesadnie tego pokazywać. Poza tym jeszcze chwilę temu zażarcie się kłócili, więc teraz potrzebowała jeszcze chwili, by dojść do siebie i odnaleźć się w tym wszystkim, ale przy tym... Jonathan był niemożliwy. Kilka minut temu ciskał w nią podłościami, a teraz gubił się, jak dziesięciolatek w rozmowie. Dlatego też na moment zamarła, jakby nie wierząc w tą sytuację, po czym po prostu parsknęła śmiechem i cóż, tym razem....faktycznie śmiała się już z niego.
- Jej, tylko ty potrafisz w jednej chwili być skończonym dupkiem, a w następnej uroczym, zagubionym chłopcem - pokręciła głową na boki, by w końcu pozwolić sobie na głęboki, pełen ulgi oddech, którego naprawdę teraz potrzebowała. - Najpierw mówisz, że śmierdzę, potem, że źle wyglądam... och, no i dałeś mi już do zrozumienia, że nie lubisz mojego stylu przy wyborze okularów. Musisz mieć cholernie kiepski gust do kobiet... a raczej ci się zepsuł, bo przecież Linden jest przepiękna - przewróciła oczami, chcąc trochę się nad nim poznęcać, bo cóż... nie było to wcale takie okropne. Poza tym kupowała tym samym czas, jaki był jej potrzebny, by wziąć się nieco w garść. - Wcześniej myślałam o prysznicu... ale po naszej rozmowie planowałam już tylko ucieczkę, więc teraz chyba wybrałabym wannę - rzuciła na wydechu, bo naprawdę nie miała ochoty za dużo wstać. - Ale serio nie wiem, czy nie zwymiotuję, a przy tobie wolałabym tego nie robić. Do śmierdzącej i brzydkiej, doszłaby jeszcze obrzydliwa - no nie mogła się powstrzymać przed takim kąśliwym uwagami, a przy tym odwracały uwagę od jej samopoczucia. No i nadal była świadoma tego, jak go zawiodła swoim wyjściem na imprezę i jak napięta była sytuacja między nimi jeszcze kilkanaście minut temu.
Mów mi:Lilka
MULTI:Posiadam
 



job
Kardiochirurg, który walczy

feelings
o serce Marysi

and more
i boi się, że przegra...

Jonathan Wainwright
39 lat
189 cm
mieszka w Belltown

2021-04-12, 00:47


Chyba jeszcze nigdy nikt w żadnej konwersacji tyle razy nie zastosował wobec Jonathana tylu niekorzystnych określeń. W sensie możliwe, że w jakiś nerwowych dyskusjach zdarzało się ich więcej, ale wtedy Wainwright nie pozostawał dłużny swemu rozmówcy, a w przypadku Marianne po prostu słuchał tego co mówiła z niekoniecznie najsympatyczniejszym wyrazem twarzy.
- Nie jestem uroczy, ani nie jestem dupkiem... Chyba. - Skrzywił się nieładnie i burknął pod nosem co miał do powiedzenia, ale nie było w tym zbyt wiele siły i przekonania, a więc Mari nie miałaby problemu, aby kontynuować swoją wypowiedź. Chociaż po tym co usłyszał, chyba wolałby, aby jednak nie dokończyła myśli. Nie mniej jednak tym razem zamiast się zdenerwować (co pewnie by uczynił, gdyby nadal negatywne emocje były w nim silne), Jona poniekąd zrozumiał co Marianne chciała mu przekazać. Może nie w pełni, bo nie zawsze łapał jej sarkazm tak jak powinien, ale wyczuł o co chodziło.
- Jezu, Marianne nie mów tak! Przecież wiesz, że to nie prawda! - Jęknął jednak, bo słowa odnośnie Linden, Marysia mogłaby już sobie podarować. - Chociaż... Teraz przynajmniej rozumiem skąd w tobie ulubowanie do nazywania mnie dupkiem - dodał z przekąsem. -[b] Wiesz, chyba pójdę przygotować ci tą kąpiel - mruknął zrezygnowany i skruszony, co poniekąd było trochę teatralnym zagraniem, ale skrywało w sobie całkiem sporą dozę prawdy.
Jona odwrócił się na pięcie i właściwie przeszedł kilka kroków w stronę łazienki, ale zawrócił i ponownie stanął tuż przed rudowłosą. - Czekaj nim zapomnę... Musimy sobie wyjaśnić pewną kwestię. Nie mam kiepskiego gustu, wręcz przeciwnie. Uważam, że uległ on znacznej poprawie i teraz to ja nie spełniam oczekiwań mojej pyskatej kobiety. - Zmierzył Marianne wzrokiem, a gdy dotarł do jej twarzy, na swojej własnej przywołał cwany uśmieszek. - Która dostanie zaraz zakaz mówienia o sobie samej, bo przychodzą jej do głowy kompletne bzdury - dodał, ujmując w dłonie policzki Mari i pocierając je delikatnie kciukami, nim ostatecznie zdecydował się sięgnąć wargami jej ust. Mogli się kłócić, sprzeczać, denerwować na siebie, ale chwila takiego zapomnienia niwelowała wszystkie złe wspomnienia. Miała być tylko momentem, ale tęsknota i pragnienie przejęły kontrolę nad Jonathanem i dopiero po chwili, i to wcale niechętnie, odsunął się od Mari. - Tak lepiej - mruknął na koniec, po czym jeszcze ostatni raz cmoknął usta Marysi i ostatecznie poszedł do tej łazienki przygotować dla niej kąpiel. Wciąż miał na uwadze to, że dziewczyna nie czuła się najlepiej, więc ani na sekundę nie odstępował jej boku, gdy oboje znaleźli się w łazience. - Wiem, że to niby kac, ale.... Ehh. Po prostu chcę już dokończyć te badania. - Szczerze zmartwiony był tym jak kiepsko wyglądała i czuła się Chambers. W dodatku dopadły go wyrzuty sumienia, bo poniekąd to z jego winy, a właściwie tylko z jego winy, tak okrutnie się zdenerwowała. Zwykle chuchał na nią i dmuchał, a w chwili słabości i nerwów nie zważał na nic. - I przepraszam, że dziś tak się uniosłem... - mruknął cicho pod nosem i chciał dodać jeszcze kilka słów o tym, że Marianne jeszcze niewiele o nim wie, ale ugryzł się w język, bo w zasadzie wcale nie musiała poznawać jego impulsywnej natury. O ile uda mu się nad sobą zapanować.
_____________
Mów mi:Borsuk
MULTI:Will // Remi
 



job
Robi zamieszanie w kancelarii

feelings
i w życiu Jonathana,

and more
powoli podupadając na zdrowiu

Marianne Chambers
25 lat
163 cm
mieszka w Fremont

2021-04-12, 12:12


Wiadomo, ze nikt nie lubi usłyszeć o sobie czegoś złego, a już Wainwright na pewno, bo wydawał się być osobą, która po prostu nie miała wielu okazji do usłyszenia czegoś złego pod swoim adresem. W końcu roztaczał taką aurę, że pewnie większość ludzi bała się mu wytknąć jakiś błąd, w sumie Marianne na początku ich znajomości też się bała.
- No mi się wydaje, że nie masz racji i z jednym i z drugim - odpowiedziała, niekoniecznie chcąc dawać za wygraną. Nie, żeby się z nim kłócić, ale po prostu uważała, że nie ma co ukrywać jej odczuć w tym temacie. Naturalnie też nie uważała go za zwyrola, ale no... potrafił zachować się niekoniecznie sympatycznie i wbić szpilkę w odpowiednie miejsce.
- To prawie twoje słowa - no trochę się nad nim znęcała, ale w dobrej wierze. Mieli wybitnie nieprzyjemny poranek, a ona też dopiero dochodziła do siebie i oswajała się z tym wszystkim, co między nimi zaszło. - Wcale nie lubię ciebie tak nazywać - sprostowała jeszcze tę kwestię, marszcząc nieco nos. - Ale robię to, gdy twoja gburowata część za bardzo przeważa - wyjaśniła, bo taka była prawda. Chciała odprowadzić go też wzrokiem do łazienki, nawet jeśli sama dałaby radę napuścić sobie wody, ale w zasadzie Jonathan nie zniknął za drzwiami, tylko się cofnął. - Masz jakąś inną dziewczynę? - mruknęła z przekąsem, ale był on o wiele bardziej teatralny, niż szczery. Najwyraźniej mimo złego samopoczucia i ich kłótni, humor w końcu zaczął do niej wracać. Ostatecznie teraz było już dobrze, a Jona nie tak dawno wyznał jej miłość, więc miała powody do radości. - Hoho, patrzcie go, powiedział, że mnie kocha i teraz co? Zaczniesz mi dawać zakazy? - znów burknęła głównie po to, aby trochę utrzeć mu nosa, ale mimo wszystko podobało jej się to, jak złapał ją za twarz, bo było to jakąś oznaką, że będzie w końcu lepiej. Dlatego też nie oponowała, a wręcz przeciwnie, z zapałem oddała pocałunek, czerpiąc z niego realne uczucie ulgi. Uśmiechnęła się nawet po wszystkim i razem z nim przeszła do łazienki, wierząc, że już naprawdę będzie tylko lepiej.
- Znów przypominasz mi na każdym kroku, jak źle wyglądam - odwróciła nieco kota ogonem, bo niekoniecznie miała teraz siły, aby rozmawiać o badaniach. - Jak kiedyś będziesz miał kaca, też ci tak będę mówić - dodała, przewracając oczami, ale faktycznie czuła się kiepsko. - Może kiedyś ci wybaczę, ale to będzie kosztowało pizzę - skwitowała, chcąc trochę zaburzyć tą patetyczną atmosferę, a potem, widząc, że wody w wannie jest coraz więcej, spojrzała na niego wyczekująco. - No, a teraz się odwróć - poprosiła, pokazując palcem w powietrzu jakiś ruch mający sugerować to, o czym mówiła. Sama też się zaraz odwróciła i dopiero wówczas zrzuciła z siebie koszulkę i bieliznę, wskakując do wody. To znaczy wskakując... trochę koślawo do niej weszła, bo naprawdę nie czuła się najlepiej, no ale nie chciała już tego podkreślać.
Mów mi:Lilka
MULTI:Posiadam
 



job
Kardiochirurg, który walczy

feelings
o serce Marysi

and more
i boi się, że przegra...

Jonathan Wainwright
39 lat
189 cm
mieszka w Belltown

2021-04-13, 23:16


Niby lubił święty spokój, ale wbrew wszystkiemu to właśnie temperament Marianne od początku wzbudzał w nim największe zainteresowanie. Była pyskata i często paplała co jej ślina na język przyniosła, ale w tym wszystkim zachowywała swego rodzaju urok. Może i niekiedy wprawiała Jonę w zakłopotanie, wzbudzała niezbyt przyjemne emocje, albo najzwyczajniej w świecie rozbudzała w nim frustrację (bo był dość skomplikowanym człowiekiem), jednakże zwykle umiała w posty sposób dotrzeć do Wainwrighta. W jej słowach odnajdywał wszystko to, co samemu niekiedy trudno było mu nazwać we własnych myślach.
Tylko, że akurat ta rozmowa nie należała już do tych górnolotnych, a żarciki Marianne wywołały na twarzy Jony raczej niezbyt sympatyczny grymas. Nie było w nim jednak złości, bo oczy blondyna zdecydowanie pozostawały radosne.
- Żadna inna nie jest taką masochistką jak ty - odpowiedział, a zaraz potem pokręcił głową z lekkim politowaniem, gdy pozwoliła sobie na kolejną dawkę humoru. - Nie wiem, a chcesz? Możemy o tym potem porozmawiać... - dodał i już wolał zamknąć usta Mari pocałunkiem, bo za bardzo się panna z prowincji rozbestwiła.
Znaleźli się w łazience, a humor Marianne widocznie się poprawił, bo nadal pozwalała sobie na żarciki. Tylko, że chyba nie do końca pojęła całą sytuację, bo i owszem Jona przeprosił za to jak się uniósł, ale absolutnie nie miał zamiaru przepraszać za całą kłótnię. W jego ocenie była ona uzasadniona i chyba musiał to podkreślić, bo jednak.... Nagroda w postaci pizzy na pewno Marianne się nie należała.
- Nie to miałem na myśli, już nie wpędzaj mnie w takie poczucie winy. Dobrze wiesz, że się o ciebie martwię - burknął, bo nie lubił jak mówiła o sobie w ten sposób, a jeszcze bardziej drażniło go, gdy to jemu wciskała w usta podobne twierdzenia. - Dlatego też byłem i nadal jestem zły, a więc zapomnij o pizzy. - Wyjaśnił klarownie, po czym zakręcił kran, bo wody było już pod dostatkiem, a biała piana przyjemnie falowała na jej tafli roznosząc po całym pomieszczeniu miły zapach. - Przykro mi, słońce, ale przesadziłaś. Jak już wspomniałem martwię się o ciebie i nie będę ukrywał, że to jak wyglądała ta noc będzie przeze mnie akceptowane . - Owszem wyznał jej uczucia i otoczył opieką, bo była jego słabością, dbał o nią bardziej niż o samego siebie, ale nie oznaczało to, że był też w stanie przyjąć jej punkt widzenia za słuszny. A w szczególności, gdy w grę wchodziło coś tak poważnego ja upicie się do nieprzytomności. - I jakie odwróć? Nie jesteśmy już w szpitalu. Nie przesadzaj i wskakuj - dodał i niby naturalnie sięgnął po ręcznik, aby przygotować go dla Mari i dać jej tę chwilę intymności, ale gdy wchodziła do wody asekuracyjnie był gotowy, aby ją przytrzymać w każdej chwili. - Przygotuję ci elektrolity. Pomogą ci stanąć na nogi - mruknął, gdy rudzielec znalazł się w już w pianie, a ona sam na dłużej zawiesił na niej spojrzenie. W sumie nie miałby nic przeciwko wspólnej kąpieli, ale przecież był na nią zły. Okazał już dość swojej czułości, a więc tego typu przyjemności postanowił jednak póki co ograniczyć. Ot tak, w ramach kary.
_____________
Mów mi:Borsuk
MULTI:Will // Remi
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, marzec - 537 punktów
Dwudziestopięcioletnia panna, która niedawno temu przyjechała do Seattle z miasta Asotin, gdziekolwiek to jest. Zgrabna blondynka o pełnych ustach i pięknym uśmiechu, romantyczka z marzeniami i ambicjami. Pracuje jako stażystka w kancelarii prawniczej, interesuje się modą i kocha jeść fast foody. Może nie jest specjalnie wysportowana, a jej umiejętności za kółkiem pozostawiają wiele do życzenia, ale za to złota z niej rączka i świetnie sobie radzi z narzędziami.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, marzec - 413 punktów
Trzydziestoletnia panna, urodzona i wychowana w Seattle. Studia medyczne ukończyła na uczelni wojskowej, więc panie i panowie miejcie się na baczności, bo strzelec z niej wyborowy. Mimo wzlotów, ale i bolesnych upadków, wyszła na prostą, aby sprawdzać się jako rezydentka chirurgii. Nie jest najlepszą panią domu, ale za to świetnie radzi sobie za kółkiem. Uwielbia sport, trenuje boks i chętnie spędza czas na świeżym powietrzu. Jeżeli nie jesteś na jej czarnej liście, to możesz spać spokojnie.