kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Zobacz temat - Non, je ne regrette rien
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre
uwaga
WEATHER ALERT! Ostrzeżenie przed burzami dla obszaru Seattle.Czytaj dalej.
uwaga
Powstało subforum o nazwie "Alternatywna rzeczywistość".Więcej tutaj
uwaga
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.


Non, je ne regrette rien



job
bawi się zapałkami

feelings
rozpala pożary

and more
pachnie dymem

Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-02-20, 23:35


Po ostatnim spotkaniu w kawiarni Ariana przeszła przez pięć sławnych etapów żałoby. Pierwszy: zaprzeczenie trwał najkrócej. Przez niecały dzień wmawiała sobie, że to był zwykły sen. W końcu ile wynosiło prawdopodobieństwo natknięcia się na kogoś w Seattle? Google podpowiadało, że obliczenia powinny wynieść około jednej siedemset tysięcznej, a taka liczba wykraczała poza jej wyobraźnię. Zakładała nawet, że łatwiej by było uwierzyć jej w szczęście trafienia szóstki w lotto niż w to, że po dwóch latach w końcu minie na ulicy Liane. Kolejny etap: gniew zaszedł ją od tyłu i zaskoczył. Nagle złościło ją wszystko. Zaczynając od tego co powiedziała i kończąc na tym co przemilczała. Zażenowanie otuliło na tyle szczelnie każde wspomnienie z tamtego poranka, że na pojedyncze skojarzenie cała się jeżyła i kąsała co tylko miała w zasięgu. Koledzy z pracy przestali ją wtedy zagadywać na teamsach, a jej własna matka poprosiła, żeby zadzwoniła później. Rozdział negocjacji rozpoczął się w nocy. Gdyby, jeśli i może splotły się w warkocz ciasnych rozmyślań. Co by się stało, gdyby uciekła, zmieniła numer, wyjechała na tydzień lub dwa? Czy jeśli odda dziś Liane sweter i się z nią pożegna, to na zawsze przekreśli ich znajomość grubą, czerwoną kreską? A może tego właśnie potrzebowały? Musiały w końcu domknąć te drzwi, wystarczająco już zmarzły stojąc w tym przeciągu.
Rezygnacja zapukała do niej dzień przed wizytą Liane. Trzy razy sprzątała całe mieszkanie, wątpiąc przy tym w sens każdego ruchu. Czuła, że się przeliczyła, wcale nie była gotowa na ostateczne rozliczenie ich przeszłości. Nie chciała oddać jej tego swetra, przyzwyczaiła się do niego. Ubierała go w swoje samotne wieczory. Siadała wtedy z kubkiem herbaty przed telewizorem i pozwalała żeby czas przeciekał jej przez palce. Czy bez tego kłębka poliestru z Chin będzie wstanie zamknąć się przed resztą świata? Szczerze w to wątpiła.
Gdy postawiła na kuchennym stole dwa kubki, przejęła inicjatywę i sama przywitała się z ostatnim etapem: akceptacją. Pogodziła się z tym, że nie jest wstanie przygotować się na nieznane, nie wie co się wydarzy. I to normalne, że towarzyszy jej w tym lęk. Nie musi się go wstydzić ani się irytować. Skoro tak wiernie przy niej trwał, Liane nie była tylko wyblakłym wspomnieniem. Nadal jej na niej zależało. I jakaś część niej nie mogła się doczekać tego spotkania.
Mów mi:-
MULTI:-
 



job
Wszak tylko poprzez

feelings
formę

and more
uświadamiamy sobie pustkę

Liane Gagneux
23 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-21, 20:03


Budzik zadzwonił wybudzając ją ze snu, w którym po raz kolejny splatały się ich drogi. Spotkanie w kawiarni otoczone było mgłą oniryczności sprawiającej, że wydawało się nieomal nierealne. Wybudzając się po raz kolejny zadawała sobie pytanie czy to faktycznie się wydarzyło czy było ledwie następnym ze snów zaprzątających jej głowę. Wiadomość od Bastiana mówiąca by skorzystała z okazji i koniecznie odwiedziła Arianę stanowiła dowód na realność poprzednich wydarzeń. Momentami nie była pewna czy chciałaby by to zdarzyło się naprawdę. Przeciągnęła się ociężale wstając z otulającego ją ciepłem łóżka. Telefon zabrzęczał pokazując alert na temat pogody. Wichury, nawałnice i deszcz. Zaraz obok była wiadomość od Ariany z ich umówieniem się na dziś. Logika podpowiadała jej odwołanie spotkania i poczekanie na lepszy moment atmosferyczny, jednak od kiedy odnalazła Arianę na nowo nie miała zamiaru rezygnować. Za bardzo się bała, że jedno odwołanie może wiązać się z jej ponowną utratą. Straciła ją raz, drugiego już by nie przeżyła. Zerknęła za okno upewniając się czy da radę przemierzyć drogę do Fremont, póki co wszystko wskazywało na to, że było to wykonalne.
Często wracała myślami do spotkania w kawiarni. Do słów urwanych w połowie i przeprosin, które nie zdążyły wybrzmieć. Wracała do chwil ulotnych i na nowo utraconych odmalowując je co rusz w swojej głowie na jaśniejsze barwy. Żałowała tak krótkiego czasu jaki dla siebie miały czując, że jeszcze miliony zdań nie zostały wypowiedziane. W głowie tworzyła scenariusze, które się nie zrealizowały, układała zdania, które chciała powiedzieć, a które umknęły w pośpiechu dnia codziennego. Na nowo odtwarzała te, które zdążyły paść próbując sobie przypomnieć każde słowo, które padło z ust Ariany. Kiedy w końcu stanęła z nią twarzą w twarz zdała sobie sprawę jak bardzo tęskniła za jej obecnością w swoim życiu. Nie tylko w kontekście romantycznym, pełnym bliskości i czułości, ale głównie w kontekście przyjacielskim. Żałowała utraty najlepsze przyjaciółki jaką miała, swojej powierniczki i wsparcia, osoby, z którą mogła rozmawiać na każdy temat zarywając kolejną noc z rzędu.
Przygotowała dzień wcześniej karton rzeczy, które miała Arianie do oddania, choć żadnej z nich nie chciała się pozbywać. Stara koszulka z głupim nadrukiem, którą kiedyś dostała w ramach piżamy, gdy zostawała u niej na noc zanim jeszcze zamieszkały razem, jeden z ulubionych kubków, który omyłkowo spakowała wyprowadzając się, krem do rąk, który zawsze jej podkradała, jedną z lepszych opasek do włosów, której używała częściej niż Ariana, książkę pożyczoną lata temu, wiersz, który napisała dla niej, a jakimś cudem został wśród jej rzeczy i ten felerny list pożegnalny pisany ponad pół miliona razy. Karton pełen wspomnień, których nie chciała tracić. Te wszystkie pojedyncze rzeczy przypominały jej o piękniejszych momentach jej życia. Uwielbiała parzyć sobie poranną kawę w kubku, który teraz spoczywał na dnie kartonu. Patrząc z rana na niego natychmiastowo uśmiechała się wierząc, że ten dzień może przynieść jeszcze coś dobrego.
Wyjrzała przez okno zaraz po dostaniu kolejnego alertu pogodowego przestrzegającego przed opuszczaniem mieszkania. Zaczynało padać, a wiatr zbierał się z każdą chwilą coraz intensywniejszy. Zakleiła z góry karton z cichym westchnieniem. Spakowała go do reklamówki nie chcąc y przypadkiem zamókł. Nie chciała oddawać jej żadnej z rzeczy, marzyła o zatrzymaniu ich, o spaniu w jej koszulce udając, że wciąż czuć na niej zapach Ariany. Zapach świeżo mielonej kawy i rosy pojawiającej się nad ranem na zimnej trawie. Pachniała jak poranki. Poranki, które przynosiły nadzieję i siłę na przeżycie kolejnego dnia. Żarówka mignęła zapowiadając rychłe zerwanie się prądu. Niczego więcej nie spodziewała się po mieszkaniu w najtańszej dzielnicy miasta. Założyła na siebie gruby płaszcz, czapkę i rękawiczki wierząc, że mimo przeszkód uda jej się dotrzeć do Fremont.
Poczuła jak wiatr rozwiewa jej włosy z pierwszą chwilą, w której opuściła mieszkanie zapowiadając Conorowi, że wróci późno. O ile pogoda pozwoli na powrót. Odpaliła szybkim ruchem papierosa zbierając w sobie odwagę do drogi. Stres przeplatał się z podekscytowaniem na myśl o ponownym spotkaniu z Arianą. Zaciągnęła się mocniej trzymaną między wargami fajką i ruszyła w drogę. Zanim zdążyła dotrzeć na miejsce powitał ją silny deszcz moczący zarówno papierosa jak i dłonie. Wyrzuciła go do niedalekiego śmietnika, nasunęła kaptur mocniej na głowę i trzymając przy piersi torbę z kartonem ruszyła przed siebie. To nie była pogoda na powitania, a na pożegnania. Mimo tego chciała marzyć, że idzie na powitanie, ponowne pojednanie, a nie kolejne rozstanie. Stojąc u drzwi domu Ariany zadzwoniła dzwonkiem biorąc głęboki oddech zupełnie niegotowa by znów stanąć z nią twarzą w twarz.
Mów mi:pianka
MULTI:-
 



job
bawi się zapałkami

feelings
rozpala pożary

and more
pachnie dymem

Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-02-22, 11:11


Każda minuta oczekiwania trwała nieskończoność. Martwił ją coraz mocniejszy deszcz. Może powinna zaproponować Liane, że po nią wyjdzie? Przecież doskonale wiedziała, że blondynka nie zamówi sobie taksówki ani nie będzie siłować się z parasolką. Co najwyżej naciągnie kaptur po sam czubek nosa, tylko po to by chwilowo uchronić się przed wiatrem i móc rozpalić papierosa. Dwa razy sięgała już po telefon, w międzyczasie układając w myślach ponad sto sms-ów. Żadnego nie wysłała. Krążyła jedynie między kuchnią i salonem, zawieszona między tym czego chciała, a tym co powinna.
Hałas dzwonka ją zaskoczył, choć Liane była zadziwiająco punktualna. Nagle dopadło ją poczucie, że wszystkie wyobrażenia wypadają jej z rąk. Dotarło do niej, że otwierając drzwi otworzy również starą ranę. A dotychczasowe tabletki przeciwbólowe w postaci tak jest lepiej i gdybym mogła się przeterminowały. Lęk wyszedł w końcu z cienia i stanął za jej plecami, uśmiechając się szeroko. Co jeśli miała rację i milczenie było jedynie dokuczliwym urazem, przypominającym o sobie przed zaśnięciem? Jeśli to słowa pożegnania zostawią na jej sercu prawdziwe blizny? I nigdy od nich nie ucieknie, nie przykryje ich skupieniem na błahostkach dnia codziennego.
- Idę! - zawołała, czując, że potrzebuje wyrzucić z siebie ten oddech zawahania. Nie mogła teraz stchórzyć. A nawet nie tyle co nie mogła, co nie chciała. Nieważne jak mocno podgryzał ją strach i jak głośny był chaos w jej własnej głowie, jedna myśl była jej ognikiem w ciemności, latarnią, do której prowadziła ją nadzieja. Ariana chciała ponownie zobaczyć Liane. Tęskniła za nią, za tym jak czuje się w jej towarzystwie.
- Cześć. Mam nadzieję, że… - nie zmokłaś zostało jej na języku, gdy zobaczyła jej pobladłe od chłodu usta i policzki oblepione przemokniętymi włosami. - Cholera, Liane, co Ty wyprawiasz...
Nie zastanawiała się nad tym co robi. Jej ciało samo znalazło takt, w którego rytmie zaczęło się poruszać. Chwyciła za karton i odłożyła go byle gdzie, byle nie zawadzał. Po czym złapała ją za rękaw i przeciągnęła przez próg.
- Rozbie… znaczy się, zdejmij buty i kurtkę. To co masz pod spodem też możesz, zaraz Ci przyniosę coś na zmianę i pokażę gdzie jest łazienka - postanowiła, nie pytając jej o zdanie. Nie widziała w tym sensu. Gagneux jak zwykle postawiłaby się w roli postaci z tła i zaczęłaby jej wmawiać, że nie musi się martwić, jej nic nie będzie. - Nie mogłaś zamówić taksówki? Gdybym wiedziała…
Nie dokończyła, nie wiedząc co by było gdyby. Obróciła się za to na pięcie i zniknęła na dwie, trzy minuty w głębi mieszkania. Szybkie kroki najpierw zaprowadziły ją do sypialni. Z niskiej komody wyjęła świeży ręcznik. Potem zatrzymała się na chwilę w salonie i schyliła się za przygotowany sweter Liane. Wciąż był przesiąknięty lawendowym płynem do płukania i ciepłem żelazka.
- Po prawej jest łazienka. Niby to ta mojego współlokatora, ale nic nie szkodzi i tak go nie ma w tym miesiącu. W każdym razie jak zauważysz tam coś… dziwnego, to pamiętaj, co złego to nie ja - wyjaśniła, rozkładając ręcznik na jej czubku głowy. Pozwoliła sobie też na kilka okrężnych ruchów palcami, by materiał wsiąkł resztki deszczu. - Na wprost jest duży pokój, będę tam na Ciebie czekać. Wstawię nam w międzyczasie herbatę, co? Czy twój rozstrojony zegar biologiczny raczej ma ochotę na kawę?
Mów mi:-
MULTI:-
 



job
Wszak tylko poprzez

feelings
formę

and more
uświadamiamy sobie pustkę

Liane Gagneux
23 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-22, 12:24


Sekundy mijały w zastraszająco powolnym rytmie, kiedy oczekiwała przed drzwiami mieszkania Ariany. Co rusz kolejne krople deszczu spływały po naciągniętym po czubek kapturze. Przemoknięte kosmyki blond włosów przyklejały się do zmarzniętych policzków. Palce zaciskane na torbie z kartonem zaczynały powoli przybierać siny kolor, kiedy naciągnięte po nadgarstki rękawiczki zaczęły przemakać. To zdecydowanie nie był najlepszy dzień na wyprawę na drugi koniec miasta, jednak nie była w stanie sobie odpuścić możliwości przebywania w otoczeniu Ariany. Dobiegł ją głos zbliżającej się dziewczyny. Uśmiechnęła się mimowolnie na dźwięk głosu, który niegdyś był jej ulubionym. Niegdyś zasypiała słysząc z jej ust dobranoc i budziła się słysząc dzień dobry, kochanie, a wieczory i poranki automatycznie stawały się odrobinę lepsze i przyjemniejsze.
Drzwi mieszkania otwarły się z impetem witając ją wizerunkiem dziewczyny, za którą tęskniła bardziej niż była gotowa to przyznać. Patrząc teraz w jej oczy dopiero uświadomiła sobie jak przez te kilka dni od spotkania w kawiarni do teraz brakowało jej obecności Ariany w jej życiu. Co prawda pisały przez chwilę na tinderze, ale to było ledwie parę wiadomości wymienionych w wolnych chwilach. Nie spodziewała się trafić na nią w odmętach tej aplikacji, a może nie chciała na nią trafić. Chciała wierzyć, że Ariana tak samo jak i ona nie jest gotowa stawiać kroku w kierunku nowej, stałej relacji. Chciała wierzyć, że gdzieś głęboko w sobie nadal darzy Liane specjalnymi uczuciami. Rzeczywistość jednak powitała ją solidnym kopniakiem pokazując, że Ariana była gotowa na kolejny krok. Nie powinno ją to dziwić skoro sama założyła tę felerną aplikację, ale głęboko w sobie nie była w stanie pogodzić się z możliwością, że jej Ukochana znalazła kogokolwiek kto mógłby ją zastąpić. Chciała być niezastępowalna, choć wiedziała, że to nie jest możliwe. Ostatecznie, każdego dało się szybciej lub później zastąpić.
-Cześć! - nie zdążyła powiedzieć nic więcej wciągnięta przez dziewczynę do środka mieszkania. Kurtka momentalnie zaczęła ociekać na podłogę przedsionka. - Przepraszam, że ci wszystko zamoczę, byłam pewna, że uda mi się dotrzeć tu zanim zbierze się ulewa, ale chyba trochę się przeliczyłam.- dodała zdejmując z siebie zimną od deszczu kurtkę. Prawda była taka, że choćby chciała to nie była w stanie zamówić taksówki. Kończył się miesiąc, a wypłata z pracy grabarki nie była zbyt duża, przez co zwyczajnie brakowało jej funduszy na takie ekscesy jak dowożenie się na miejsce, a cały ruch autobusowy stał w miejscu od rana. Pozostawały jej jedynie nogi, a wolała trochę zmoknąć niż odwołać spotkanie z Arianą nie wiedząc czy miała szansę na kolejne. Zdjęła z siebie czapkę, rękawiczki, buty i kurtkę odwieszając wszystko z odpowiednie miejsca. Pokażę gdzie jest łazienka... Na jej usta wstąpił smutny uśmiech, gdy uświadomiła sobie, że faktycznie musi przebrać się w łazience, choć niegdyś nie raz oglądały się nago, choć niegdyś codziennie przebierały się przy sobie, jakby to nie było nic wielkiego. Czasy się zmieniły, ich relacja się zmieniła i choć doskonale pamiętały jak wyglądają pod tymi wszystkimi warstwami musiała teraz zachować pozory jakoby wcale tak nie było. Mimo tego Ariana zaskoczyła ją nakładając na głowę Liane ręcznik i przesuwając nim delikatnie po włosach dziewczyny. Ten mały gest troski natychmiastowo sprawił, że mimowolnie się uśmiechnęła. Chwyciła w dłonie ręcznik, który trzymała Ariana powoli odciskając w niego przemoczone pasma włosów. Przejęła też od niej podany jej sweter, który już dawno stracił miano jej swetra. Ariana często jej go podkradała, gdy tylko na zewnątrz zaczynało się robić odrobinę zimniej.
-Dzięki.- rzucła krótko patrząc z rozrzewnieniem na trzymany w dłoniach sweter. Nie chciała go. Cholera, naprawdę nie chciała go z powrotem. Już dawno przestała go uważać za jej własny, już dawno przywykła do myśli, że należy teraz do Ariany, a jego zwrot kojarzył się jedynie z pożegnaniami, na które nie miała ani siły ani chęci. - Możesz zrobić herbatę, chętnie napiję się czegoś ciepłego.- powiedziała znikając za wskazanymi jej drzwiami. Stres zmieszany z podekscytowaniem po raz kolejny ukuł ją w brzuch. Dopiero stojąc we wnętrzu mieszkania Ariany w pełni zrozumiała, że nie była zupełnie przygotowana na to spotkanie. Nie była gotowa usłyszeć co miała jej do powiedzenia Ariana, nie była gotowa patrzeć jej znowu w oczy i udawać, że nie widzi w nich całego swojego świata, nie była gotowa wyjść i udawać, że nic już nie czuje. Wytarła pośpiesznie włosy odwieszając mokry ręcznik na wieszak. Zdjęła z siebie lekko przemoczoną koszulkę i założyła na wierzch jeszcze ciepły od żelazka sweter. Pierwszy krok pożegnania, którego nie była w stanie zaakceptować. Wzięła parę głębokich oddechów próbując się choć trochę uspokoić. Spojrzała w lustro, w którym nie dostrzegała siebie, a tę zagubioną dziewczynę sprzed lat, dziewczynę, która nie wiedziała co ma zrobić, jak się zachowywać, nie wiedziała czego się od niej oczekuje. Kolejny głęboki oddech. Dasz radę. Ze stresem wgryzającym się w jej wnętrzności opuściła łazienkę kierując się do pokoju, który wcześniej wskazała jej Ariana.
- Przyniosłam ci chyba wszystkie twoje rzeczy. Możliwe, że o czymś zapomniałam, nie byłam do końca pewna co jest twoje a co już moje. Wszystko jest w kartonie. Oddaję ci w końcu też twój ulubiony kubek, wiem jak go lubiłaś.- A jednocześnie żegnała się ze swoimi porannymi kawami parzonymi w nim z myślą o tym co było, a co już prawdopodobnie nie wróci. Zerknęła przez okno obserwując jak narastająca wichura uginała drzewa, a uporczywy deszcz uderzał o szare płytki chodnikowe. Wyglądało to jak początek katastrofy klimatycznej, idealnie nastrojowo do katastrofy, którą odczuwała wewnątrz siebie.
Mów mi:pianka
MULTI:-
 



job
bawi się zapałkami

feelings
rozpala pożary

and more
pachnie dymem

Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-02-23, 11:13


- Mogłabyś chociaż połowę swojego zamartwiania podłogą poświęcić temu co ważne. Mam mop i wodę, posprzątam korytarz. A Ty jak złapiesz jakieś choróbsko…
Westchnęła gorzko. Od samego początku irytowało ją jak Liane się postrzega. Wszystko wokół było ważniejsze. Na pierwszym planie zawsze stawiała cudze ciężary i obowiązki, własne spychając w kąt między poradzę sobie i nie martw się, to nic takiego. I już nawet pomijając to jak niezdrowe było omijanie wiadomości na poczcie głosowej od swojego serca, Ariana widziała w tym zwyczaju także wyjątkowo szpetną bliznę na ich związku. Liane tak bardzo skupiała się na tym by być jak najlepszą partnerką, że zapominała o jednym, małym fakcie. Ludzie prócz miłości w postaci bezpieczeństwa i bezwarunkowej akceptacji, potrzebowali jeszcze zakochania, poczucia, że ktoś ich chce. Nieważne czy na jedną noc, czy na każdą, aż do końca życia. Chodziło o samą świadomość pragnienia. Dlatego mężowie zdradzali żony, a panienki z tak zwanych dobrych domów wolały łobuzów. Francuzka bez wątpienia ją kochała, nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Ale czy jej wewnętrzny głos był na tyle silny by przekrzyczeć wszelkie muszę i przedrzeć się przez kompleksy Ariany?
Zerknęła na nią, dwa razy. Ostrożnie, dbając o to by nie zauważyła, że opiera na niej swój wzrok. Jakoś tak… dziwnie było ją tu widzieć. Wynajęła to mieszkanie już po tym jak zamknęła ich przeszłość w pudełku z tyłu głowy. Właściwie ich rozstanie było jednym z głównym argumentów za zamianą adresu. Nie potrafiła spać w łóżku, w którym doskonale znała granicę między jej i swoją stroną. Tak samo przeszkadzała jej kanapa, kuchenny stół, zbyt znajome kubki i plamy na wykładzinie. Tamta kawalerka była ich, więc gdy życie podzieliło my na Ona i ja, musiała ją opuścić.
- Wymienić Ci co mam w menu czy ja mam jakąś wybrać?
Zapytała już w połowie drogi do kuchni, choć tak naprawdę nie chciała znać odpowiedzi. Bała się, że minęło zbyt wielu czasu i ta dzisiejsza Liane nie jest tą, którą znała.
Całe szczęście nie zdążyła utonąć w tej refleksji, prosty mechanizm przejął nad nią kontrolę. Z wyraźną rutyną zalała czajnik świeżą wodą i wstawiła go na gaz. A potem wspięła się na palce i zaczęła przeszukiwać górną szafkę.
- Kubek? Tamten biały, z wytartym nadrukiem? - dopytała z żywą ekscytacją. Tęskniła za nim. Albo za chwilami, z którymi jej się kojarzył. - Ja… Przyznam Ci się szczerze, że jakoś niespecjalnie szukałam twoich rzeczy. Wiem, że ten sweter był… jest twój. Więc pewnie też o czymś zapomniałam. Jak zauważysz gdzieś coś swojego to się nie krępuj i mów. Będziemy się licytować.
Zaśmiała się trochę na siłę. Przez co prędko wpadła w zasadzkę zawstydzenia i zaczęła przeciągać wolne dotąd kosmyki za ucho.
- Postoimy na razie w kuchni czy chcesz usiąść w dużym pokoju? Nie wiem czy zdążyłaś zauważyć, ale mam tu stół. Taki prawdziwy, to nie tekturka z IKEI. I mamy krzesła. Chociaż… nic się nie zmieniło. Ja i tak jem na kanapie, a krzesła są dla mnie najczęściej wieszakami.
Mów mi:-
MULTI:-
 



job
Wszak tylko poprzez

feelings
formę

and more
uświadamiamy sobie pustkę

Liane Gagneux
23 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-23, 13:41


U podstaw zachowań Liane leżało nadmierne przejmowanie się innymi. Przywykła do stawiania każdego powyżej siebie, nawet nie z chęci deprecjonowania samej siebie, a z czystego umiłowania do ludzi. Chciała dla wszystkich jak najlepiej dosyć często zapominając o dobru dla samej siebie. W taki sposób sprawiła, że zawsze ważniejszy był dla niej interes Ariany niż jej samej, co zdążyło odcisnąć swoje nieprzyjemne piętno na ich związku. Nie umiała odmawiać, nawet, gdy nie miała na coś ochoty, by nie sprawić nikomu przykrości, by nikogo nie zasmucić. Liczyło się dla niej by ludzie w jej otoczeniu czuli się dobrze, aż zapominała o tym, że sama też musi czuć się dobrze. Momentami sama nie umiała ocenić, gdzie znajduje się jej poczucie bycia dobrze. Zgubiła je dawno temu oddając swój komfort diabłu by móc sprawiać innym jedynie przyjemność. Cholernie bała się łamania serc, łamania wrażliwych uczuć, wpływania w negatywny sposób na kogokolwiek, przez co gubiła całe meritum sprawy. Zapominała, że na tym właśnie polega życie, miłość i uczucia- na rozbijaniu ich i sklejaniu powoli na nowo, ciągle na nowo, aż w chudych rękach zabraknie siły, a opuszki palców skleją się ze sobą tak, że jedynie strach będzie w stanie rozeprzeć zaciśnięte dłonie.
Czuła się w mieszkaniu Ariany wyobcowana, tak samo jak czuła się we własnym mieszkaniu. Na świecie istniały jedynie dwa miejsca, które była w stanie z czystym sumieniem nazwać domem. Mały domek wśród alpejskich zboczy i ta mała, felerna kawalerka ze stanowczo zbyt wygórowanym czynszem jak na standard mieszkania. Nie znosiła myśli, że ktokolwiek inny może tam teraz mieszkać. jeść z tych samych talerzy, z których one jadały oglądając serial do obiadu, pracować przy tym samym biurku, przy którym czytały książki, spać w ich łóżku. Pamiętała to mieszkanie dokładnie, w głowie malowały jej się szare zasłony opadające na podłogę, rozstaw kubków w szafce nad zlewem czy pocztówki przypięte magnesami do lodówki zaraz obok karteczki "miłego dnia. kocham cię!- L.". Od kiedy musiały opuścić mieszkanie Liane nie przyczepiła już żadnej pocztówki do lodówki, zaczęła układać inaczej kubki, nikomu już nie zostawiała karteczek na poprawę humoru. Odpuściła stare nawyki bo wracanie do nich okazywało się zbyt bolesne.
-Ufam twojemu wyborowi.- odparła przypatrując się płynności, z którą Ariana poruszała się po swoim mieszkaniu. Widząc jak przemieszczała się po kuchni Liane zaczęła się zastanawiać czy Ariana uznaje to miejsce za swój dom, czy jest gotowa spojrzeć na te ściany, meble i dekoracje i powiedzieć: tak, to mój dom. A może, tylko może, zupełnie jak ona nie miała odwagi na tak duże słowa względem kolejnego mieszkania. Może, tak jak ona, nie umiała się w pełni odnaleźć w nowej przestrzeni, mimo że minęły dwa lata. Dwa lata częstych przeprowadzek i skakania z miejsca na miejsce, w poszukiwaniu mieszkania, które odpowie jej budżetowo i, w którym przy odrobinie szczęścia znajdzie współlokatora, którego nie będzie się bała widywać na korytarzu.
-Tak, dokładnie ten. Przyznam szczerze, że jest w stanie trochę bardziej zużytym niż kiedy go zostawiłaś. Przywykłam do picia porannej kawy w nim. - Jako wspomnienia chwil w których kubki nie były ani Liane, ani Ariany, a ich wspólne. Teraz rozstawały się na stałe ze współdzieleniem. Malowały żelazną linię między tym co moje a twoje. -Możliwe, że też o czymś zapomniałam. Starałam się znaleźć wszystko, ale nie zdziwię się jeśli zapomniałam o czymś zostawionym na strychu czy zakopanym głęboko między moimi ubraniami. Stanowczo za często podkradałam ci koszulki.- uśmiechnęła się pod nosem na myśl o tych wszystkich wieczorach, kiedy zamiast otworzyć swoją szufladę wyjmowała sweter czy koszulkę Ariany wyłącznie dla czystej satysfakcji noszenia jej ubrań. Jednocześnie uśmiechała się wykorzystując zagrywkę, o której jeszcze parę dni temu mówił jej Bastian. Zostaw sobie asa w rękawie, jakikolwiek pretekst do kolejnego spotkania.
-Możemy usiąść w dużym pokoju. Przyznam, że jestem trochę zmęczona spacerem w tych chorych warunkach, więc chętnie usiądę. U mnie nadal króluje Ikea, ale nie spodziewałam się niczego więcej po mieszkaniu z najtańszym czynszem. Nie zdziwię się jeśli od tej wichury moje mieszkanie runie w posadach. Jestem na to praktycznie gotowa.- zerknęła znów przez okno zauważając jak bardzo wzbierał się wiatr wyginający drzewa, a ulewa z minuty na minutę stawała się coraz silniejsza zapowiadając, że szybko nie będzie mogła opuścić progów mieszkania Ariany.
Mów mi:pianka
MULTI:-
 



job
bawi się zapałkami

feelings
rozpala pożary

and more
pachnie dymem

Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-02-24, 10:56


Ktoś kiedyś mówił, że jeśli nie nauczysz się kochać samego siebie to nigdy nie będziesz wstanie szczerze pokochać innej osoby. Póki nie poznała Liane, była pewna, że to typowy frazes. Ładny, ale pusty cytat, który zdobi ściany hipsterskich kawiarni czy sypialni nastolatek. Uważała, że ludzie z natury są egoistami. Rodzą się z nienasyconą potrzebą złapania nieuchwytnego więcej. Jedni kierują ją na karierę, inni ścigają się z wiatrem i chcą każdego dnia oddychać pełnią płuc. Ale wszystkich łączy jedno: wierzą, że to ich życie jest słońcem. Wokół nich krążą inni, to ich grawitacja przyciąga najjaśniejsze marzenia i najgroźniejsze meteoryty w postaci problemów.
Francuzka była inna. Krążyła po obcych orbitach, dostosowywała się pod ich tor. Zmieniła sens chcę i potrzebuję na chcę by inni mnie chcieli, potrzebuję żeby inni mnie potrzebowali. Ariana starała się ją zrozumieć. I podczas kłótni, w akcie bezsilności, szeptała o tym, że tęskni za dziewczyną z początków listów. Tamtą Liane, która wciąż miała na sobie swoje własne odczucia i myśli, która nie próbowała wtopić się w zarys ideału. I choć brzmiało to groteskowo, Ariana miała do niej największy żal właśnie o to. Gdy chciała ją poznać w całej palecie barw, z zaletami, wadami i wszystkim co stało pomiędzy na granicy szarości, nie zgadzać się z nią, dyskutować, godzić z jej argumentami - Liane robiła krok w tył, zamykając się w skąpym dobrze lub masz rację. Więc choć była w końcu obok, na wyciągnięcie ręki, to tak naprawdę Ariana codziennie na nią patrząc zazwyczaj jej nie widziała.
Odetchnęła z ulgą słysząc jej odpowiedź.
- To zaleję nam mieszankę. Pamiętasz może piekarnię na South Lake Union, tamtą, w której byłyśmy kilka razy? Mieli bagietki, które Ci smakowały i… - urwała, orientując się, że trochę przesadnie tonie w wspomnieniach. - I w każdym razie to już nie piekarnia tylko jakby knajpko-kawiarnio-herbaciarnia. Można tam teraz kupić na wagę kawę i herbatę. Myślę, że by Ci się tam teraz jeszcze bardziej podobało. Nadają śmieszne nazwy mieszankom. Dzisiaj spróbujesz świętego spokoju.
Trajkotała, widocznie rozpływając się na zadowoleniu z faktu, że ma kolejną szansę na pokazanie jej fajnej części Seattle. Niezmiennie chciała żeby Liane lubiła te małe, wąskie uliczki tak samo jak ona.
- Hmm, to jeśli do niego tak przywykłaś to przecież możesz go sobie zostawić - stwierdziła zanim to przemyślała. Myśl, że te jasne dłonie będą codziennie otulać pamiątkę po niej nieznośne mąciła jej samokontrolę. - Możemy się chyba dogadać, co? Nie musimy wszystkiego tak kategorycznie rozdzielać na to co moje i twoje.
Zaproponowała, mimo że część niej krzyczała, że to bardzo zły pomysł. Przecież spotkały się po to by postawić ostatnią kropkę.
- Słodzisz? - prędko zmieniła temat, odwracając się w stronę czajnika. Pośpieszyła go samym natężeniem spojrzenia. - Pogoda dzisiaj to jakieś piekło… Więc skoro jesteś zmęczona to możesz się rozsiąść na kanapie, będzie Ci wygodniej, przyniosę koc.
Mów mi:-
MULTI:-
 



job
Wszak tylko poprzez

feelings
formę

and more
uświadamiamy sobie pustkę

Liane Gagneux
23 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-25, 13:14


Prawda była taka, że Liane nikt nigdy nie nauczył jak radzić sobie w związku, jak się zachowywać, czego unikać, a co robić. Choć w czasach licealnych miała kilkoro adoratorów gotowych zmącić jej życiem nigdy nie godziła się na żaden związek. Uważała, że w pełni wystarczy jej oddawanie się pracy, którą i tak ledwo co łączyła z chodzeniem do szkoły w zupełnie innym mieście. Większość jej czasu zajmowały dojazdy, edukacja, powroty i praca na lawendowym polu. Oddawała nauce sporo siebie czując w głębi, że kiedyś opłaci jej się biegła znajomość angielskiego. Często z tegoż powodu spotykała się z niezrozumieniem ojca, który uważał, że jej edukacja jest zupełnie zbędna, nie chciał by kiedykolwiek poszła na studia, uważał, że powinna oddać całe swoje życie pracy na ich farmie. Z tego powodu też nie rozumiał czemu chciała się wyprowadzić. Zawsze wierzył, że do końca swojego życia będzie pracowała z nim by przejąć interes, gdy jej ojciec umrze. Sama długo była pewna, że tak też się stanie. Dopiero Ariana zawładnęła jej światem do tego stopnia, że była gotowa zmienić całe swoje życie. Nikt jej nigdy nie powiedział jak powinna się zachowywać, nikt jej nie nauczył jak wyglądają prawdziwe związki, a nie te ulotne, krótkotrwałe relacje wyjęte ze szkolnych korytarzy. Była głupią nastolatką, kiedy się poznały i poniekąd do tej pory nią została. Uporczywie wierzyła, że jeśli odpuści w kłótniach i przyzna rację Arianie to szybciej wrócą do stanu początkowego, szybciej się pogodzą i wszystko znów będzie na swoim miejscu. Nie potrafiła się kłócić oddając się lękowi przed utratą jej na stałe, zupełnie nieświadoma, że i tak przyjdzie jej ją stracić.
Piekarnia South Lake Union przywiodła natychmiastową falę wspomnień. Chodziły tam często, gdy jeszcze mieszkały razem. Kiedy nudziły im się poranne kawy z wysłużonego ekspresu Liane chwytała ją za rękę i zaciągała do piekarni, w której była gotowa wydać wszystkie swoje napiwki z pracy kelnerskiej. Siadały pod oknem obserwując ludzi biegnących do pracy i goniących za ułudnym szczęściem same delektując się chwilą tego, o ironio, świętego spokoju.
-Tak, pamiętam ją! Była wspaniała, pamiętam jak ci smakowały ich ciastka. Czasami przynosiłam ci je na poprawę humoru po ciężkim dniu w pracy... Nie byłam tam od czasów...-naszego rozstania. Te dwa słowa stanęły jej ością w gardle i nie była w stanie przymusić się do przyznania otwarcie, że się rozstały, wierząc, że jeśli te słowa nie padną głośno to może wcale do tego nie doszło.-W każdym razie długo mnie tam nie było.- piekarnia, o której mówiły była jednym z nielicznych miejsc w Seattle, które naprawdę lubiła, a z którego dobrowolnie zrezygnowała bojąc się dnia, w którym spotkałaby w niej Arianę i musiałaby stawić czoła konfrontacji, z którą mierzyła się teraz. Konfrontacji, na którą była zupełnie nieprzygotowana. Niestety, było to jedno z tych wydarzeń, na które nigdy nie będzie się gotowym. Jedno z tych wydarzeń, które zawsze będą rozrywać połatane na ślinę serce, otwierać ledwo zabliźnione rany i sypać w nie kwas wszczypujący się w najdelikatniejsze tkanki odsłoniętego ciała.
-Sądziłam, że będziesz chciała go zatrzymać- powiedziała delikatnie ważąc w ustach każde słowo. Nie spodziewała się, że Ariana zgodzi się by zostawiła sobie cokolwiek po niej, namacalną pamiątkę czasów, które, tylko być może, bezpowrotnie minęły. Nie potrafiła rozstawać się z rzeczami, które do niej nie należały. W każdym drobiazgu dostrzegała momenty mimowolnych uśmiechów i dni przepełnionych ciepłem, wspominała chwile, które prawdopodobnie powinna już dawno zapomnieć, zakopać, pochować w grobie, którego nie miała siły nawet wykopać. - Ale masz rację. Nie musimy tego tak mocno rozdzielać. W końcu kiedyś nie było ani moje ani twoje. Myślałam przez chwilę, że może będziesz chciała odzyskać też listy, które od ciebie dostałam, wyrzucić je, spalić czy zakopać w jakiejś szufladzie, ale zostawiłam je w domu. Trochę o tym zapomniałam, ale też nie wiem czy chciałabym je... stracić. - prawda była taka, że Liane nawet przez chwile nie myślała o zwróceniu jej listów. Były dla niej największą pamiątką ubiegłych lat, namacalnym dowodem, że nie wyśniła tego co się wydarzyło, nie zmyślił tego jej domagający się miłości mózg. Lubiła do nich wracać w cięższych momentach, siadać wieczorami przy zapalonej lampce i czytać wybite na papierze słowa, które z czasem zaczynały tracić swoją wyrazistość pozwalając blaknąć kolorowej papeterii.
-Nie, nie słodzę.- to przyziemne pytanie wyrwało Liane z ciągu wspomnień, w który wpadła na chwilę po wspomnieniu o listach. Niekontrolowanie zatapiała się w czasach, które uleciały zapominając gdzie jest i co się dzieje. Nie rób żadnych głupot- słowa Bastiana rozbrzmiewały w jej głowie, a ona miała poczucie, że od samego początku plecie jedynie głupoty. Nie kontrolowała ani siebie, ani swoich słów, ani nawet myśli. Dopadało ją odrealnienie.
- W drodze do ciebie dostałam alert by nie opuszczać mieszkania, ale uznałam, że skoro już i tak jestem na końcówce drogi to nie będę zawracać. Jakoś wrócę też do domu, jeszcze nie jestem pewna jak, parząc na tę ulewę i przestój w transporcie, ale coś ogarnę.- albo zostanę tutaj bo powrót będzie zbyt niebezpieczny. Przeniosła się do dużego pokoju rozsiadając się na wskazanej przez Arianę kanapie. Przypatrywała się ścianom, obrazom, dekoracjom szukając mimowolnie czegokolwiek co kiedyś dała Arianie, a co nadal zdobiłoby jej mieszkanie. Sama na półce do tej pory trzymała ich oprawione zdjęcie. Ciągle powtarzała sobie, że jak tylko wróci z pracy to schowa je, ale rezygnowała z tego planu na moment po przekroczeniu progu domu. Do tej pory nosiła też w portfelu muszelkę, którą dostała lata temu w pierwszym liście od Ariany. Liczyła, że i teraz wskaże jej odpowiednią drogę.
Mów mi:pianka
MULTI:-
 



job
bawi się zapałkami

feelings
rozpala pożary

and more
pachnie dymem

Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

2021-02-28, 18:54


Ariana wcale nie była bardziej doświadczona w materii związków. Tak, miała za sobą kilka dłuższych i krótszych relacji, dwa razy ustawiła sobie status na facebooku i przez chwilę nadużywała słowa kocham, gdy miała naście lat i wszystko wydawało się takie poważne. Potem skończyła liceum. Jej świat zaczął się kurczyć, a obietnice na zawsze porwał czas zupełnie tak jak wiatr liście na jesień. Wtedy nauczyła się, że większość więzi ma swoją datę ważności i nie warto się w nie przesadnie angażować. Nie miało to sensu, nieważne jakby się starała dzisiejsza miłość musiała któregoś jutra zostać wspomnieniem. Dlatego przywykła do pustego powtarzania ja Ciebie też i zasypiania w ramionach, którym bliżej było do chłodu hotelu niż ciepła domu.
Poznanie Liane smakowało jak otworzenie okna w upalny, lipcowy dzień. To dzięki niej zrozumiała, że dotąd jedynie mijała ludzi zamiast ich poznawać. W jej przypadku chciała więcej. Kusiła ją każda jej myśl, każde przypadkowe muśnięcie dłoni. I nic nie mogło powstrzymać tego pragnienia. Nie liczyło się ani to, że wcześniej nie postrzegała kobiet w ten sposób, ani odległość oceanu, ani jej głęboko zakorzenione, katolickie wychowanie. Jej życie jednocześnie skończyło się na ich pierwszych spotkaniu i od niego rozpoczęło. Na nowo uczyła się chodzić, poznawała wagę słów. Aż w końcu to z nią zbudowała swój pierwszy, własny dom, z fundamentami ślepego zakochania, ścianami wyolbrzymionych problemów i nieszczelnym dachem, przez który czasem przeciekał deszcz żalu, a czasem wkradało się słońce nadziei. Nigdy jednak o zapomniała o tym kim jest. Doskonale znała kształt granicy między ja, a my, bo jej przekroczenie zawsze kończyło się cierpkim samouświadomieniem. Ariana nie była tak wyjątkowa jak Liane. Wręcz przeciwnie. Była jak wszyscy. Egoizm wychylał się spod jej skóry nawet gdy próbowała o nim zapomnieć.
Uśmiechnęła się blado, niemo poświadczając, że rozumie tę pauzę w odpowiedzi.
- Powinnaś tam w wolnej chwili zajrzeć, szczerze polecam.
Związała ten wątek staranną wstążką, zdając sobie sprawę z tego, że nie są gotowe na takie zwyczajne pogawędki. Wspomnienia zbyt łatwo wytrącały je z równowagi.
- To, że mogę Ci go oddać nie oznacza, że go nie chcę - odpowiedziała zanim wstrzymała oddech. I z widoczną irytacją na samą siebie obróciła się w stronę kubków. Powinna czujniej pilnować swojego wylewnego języka. Liane nie musiała już mierzyć się z jej wewnętrznym chaosem. - Nie! Ja… ja nie chcę niczego wyrzucać ani palić. Nie chcę tych listów, są Twoje. Ty…
Pytanie ugrzęzło jej w gardle, więc zaciągnęła się głęboko myślą, że to może być ostatni raz gdy ma okazję je zadać.
- Ty chciałabyś z powrotem swoje? - wydusiła po chwili, niepewnie zerkając na nią zza ramienia. W jej spojrzeniu głośno płonął strach. Nagle nie potrafiła wyobrazić sobie świata z kolejnej minuty, tego co się stanie jeśli Liane przytaknie. Czy pochłonie ją panika i bezmyślnie zajdzie do sypialni po pudełko z najważniejszymi pamiątkami? Czy jednak pęknie jej serce, krew zatrzyma się w połowie drogi i przestanie myśleć, czuć… istnieć.
Nie, nie słodzę nieumyślnie zapukało do jej rozsądku. Od lat powtarzała, że nie ufa ludziom, którzy nie słodzą herbaty. Kawa mogła być gorzka i nieprzyjemna, mogła parzyć w usta i kraść cenną przerwę w środku zabieganego dnia. Herbata natomiast była pocałunkiem spokoju, pasowała do niej łyżeczka bezwarunkowego zrozumienia.
- Wysłali więcej niż jeden alert? Kojarzę tylko ten o latarkach, o których swoją drogą pisali w kółko, jakby miały kogoś uratować. Nie wspomnieli nawet o zasadach bezpieczeństwa, albo choćby o najprostszym wyposażeniu apteczki - przewróciła oczami, ostrożnie transportując herbaty na niski stolik stojący przed kanapą. - Na razie nie martwmy się o pogodę, na szóstym piętrze raczej nie dosięgnie nas powódź. Poza tym chyba na wszystko się przygotowałam. Mam świeczki, zapas wody mineralnej, słoiki gotowych sosów do spaghetti i nawet kupiłam tę nieszczęsną latarkę. Więc… powinniśmy być tu bezpieczne.
Zapewniła ją, nie biorąc pod uwagę scenariusza, w którym Liane chciałaby wyjść i zmierzyć się ponownie z tym koszmarem zza okna. Aczkolwiek nie zastanawiała się też nad tym jak to zorganizują, która z nich będzie spała w sypialni, która na kanapie. Póki co było to dla niej odległą, ciemną chmurą, którą zasłonił aktualny kłopot z zacinającą się szufladą. Siłowała się z nią, aż sapnęła ciężko i szarpnęła nią całą siłą.
- Noo… mówiłam, to nie IKEA, to wystrój retro. Czasami mam wrażenie, że te meble mają własny charakter. Jedne mnie nawet lubią, inne nienawidzą. Tak jak ta jędza - westchnęła, na szczęście wygrywając tę bitwę. Z głębi swojego wroga wyjęła dwa koce, po czym wsunęła go na miejsce z wyraźną satysfakcją. - Nie będzie Ci przeszkadzać jak usiądę na podłodze? Ostatnio mam problemy z kręgosłupem od wiszenia nad komputerem.
Spytała, podając jej zwitek materiału. Po czym rozścieliła obok stolika swój i usiadła na nim po turecku.
- Zapomniałam! Chciałam Cię o coś zapytać jeszcze w kawiarni… - przypomniała sobie nieoczekiwanie, podczas oplatania kubka zimnymi palcami. Większość osób śmiała się z tego, że trzyma naczynia obiema rękami i zestawiała ją z obrazkiem małego, niezdarnego dziecka. Przy Liane się jednak tego nie wstydziła i z zadowoleniem ogrzewała dłonie. - Jaką książkę wtedy przy sobie miałaś? Ostatnio zdecydowanie za mało czytam, może akurat polecisz mi coś dobrego.
Mów mi:-
MULTI:-
 



job
Wszak tylko poprzez

feelings
formę

and more
uświadamiamy sobie pustkę

Liane Gagneux
23 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

2021-03-02, 16:01


Odróżnianie ja od my na pewnym etapie ich związku stało się dla Liane wręcz niemożliwe. Popadała w toksyczny schemat oddawania się całkowicie relacji, która stała się dla niej całym światem. Zaczynała z czasem tracić potrzebę przebywania wśród innych ludzi, znajdywania znajomych, z którymi spędzałaby wolny czas, chcąc oddać go w całości Arianie. Bywało, że miała problem o zmęczenie Crawfordównej po całym dniu pracy. Kochała ją do bólu przez co chcąc zrobić wszystko byleby jej nie stracić sama spychała ją na granicę. Granicę wytrzymałości, miłości, granicę, na której pojawiało się to jedno bolesne i dotkliwe pytanie: czy to nadal ma sens? Dla Liane ich związek nigdy nie stracił sensu, zawsze dostrzegała w nim nieuścięgniony cel, jeśli nie życiowy to chociaż momentalny. Nie bez przyczyny odnalazła się pewnego dnia stojąc u witryny sklepu jubilerskiego przeglądając pierścionki zaręczynowe. Chciała wierzyć, że mają przed sobą przyszłość, którą to Ariana ukróciła niedługo potem rozrywając szczeniacko zakochane serce francuski. Była naiwna zakochując się w Arianie i oddając jej całe swoje życie na dłoni, ale to właśnie tak głupia naiwność dawała jej w życiu wszystko co zaskakujące i wspaniałe. Nie żałowała ani sekundy, które poświęciła jej, żadnej decyzji ani żadnego wyznania. W pewien sposób Ariana nadała rytm jej życiu, odmieniła je, a ostatnio zaczęła myśleć, że może nawet wychodziło jej to powoli na dobre. Do pewnego momentu zaczynała uczyć się żyć w samotności i kiedy już wszystko zaczynało wskakiwać w swoje miejsce, ona pojawiła się znowu wywracając cały skrzętnie budowany domek z kart. Teraz, kiedy patrzyła w jej niebieskie oczy marzyła by wziąć je na zeszyt, by móc napawać się tym widokiem jeszcze chwilę dłużej, by nie tracić ich na nowo.
Poniekąd rozumiała decyzję Ariany o odejściu. Rozumiała, że potrzebowały w życiu innych wartości, że niekoniecznie do siebie pasowały, że Liane nie potrafiła być tą osobą, której potrzebowała. A przynajmniej starała się zrozumieć. Jednak to nie pomagało w pozbyciu się tego felernego uczucia niesprawiedliwości, które wgryzało się w serce z każdą chwilą spędzoną w otoczeniu osoby, której nie potrafiła przestać nazywać Ukochaną.
-Loulou, nie chce ci zabierać tego co lubisz. Jest twój i taki raczej powinien pozostać. - dopiero po chwili zdała sobie sprawę z określenia, które wymsknęło jej się z ust. W angielskim nie istniał odpowiednik tego słowa. Czuły, francuski zwrot, którego używała często w kierunku Ariany. Lubiła go zdecydowanie najbardziej ze wszystkich słoneczek, kochań i ptysiów z kremem, właśnie za ten brak zdefiniowania. Loulou najbliżej było do Ukochanej, bliskiej osoby, która znaczy więcej niż są w stanie opisać to słowa. W pierwszym momencie chciała przeprosić, ale przeprosiny utknęły jej w gardle i nie pozwalały przejść dalej. Putain, ciągle robisz coś źle. Poczynając od delikatnego starcia łez Ariany w kawiarni po nazwanie jej loulou. Ciągle robiła coś czego doszczętnie żałowała w następnej sekundzie, ale bliskość Ariany sprawiała, że nie była w stanie zachowywać się racjonalnie. Resztki zdrowego rozsądku oddała Bastianowi w trakcie rozmowy o zbliżającym się spotkaniu. Jakim cudem wtedy była w stanie spojrzeć na to chłodno i wiedzieć co odpowiada, a co nie, a teraz traciła zupełnie głowę?
-Non, non, non. One są Twoje, zawsze były, od pierwszych słów po ostatnie, należą do ciebie. Możesz zrobić z nimi co tylko chcesz. Nie byłabym nawet w stanie cię o nie prosić. Są zbyt... twoje.- zareagowała gwałtownie na pytanie Ariany. Tak jak nie chciała jej oddawać jej listów tak nie chciała zwrotu swoich. Wszystko co na nich napisała, całe serce jakie w nie włożyła i każdy zawieruszony płatek lawendy, który się między nimi znalazł należały całkowicie do niej. Nigdy nie należały do Liane i nigdy do niej należeć nie będą. Wiedziała, że w momencie, w którym dostałaby je z powrotem coś by się na zawsze skończyło. Zamknąłby się rozdział jej życia, którego zamykać nie chciała. Pragnęła zostawić lekko uchylone drzwi, na milimetry otwarte tak by zawsze była szansa przekroczenia progu lub choćby otworzenia odrobinę szerzej. -Twój wzrok...Wyglądasz, jakbyś się czegoś przestraszyła, Ari.
Zanim zdążyła powiedzieć za dużo przerwał jej dźwięk przychodzącej wiadomości. Kolejny alert pogodowy, tym razem nakaz pozostania w mieszkaniach. Zerknęła intuicyjnie za okno obserwując jak gałęzie drzew uginały się od szalejącego wiatru. Choć na zewnątrz było niebezpiecznie, a wszystkie alerty zapewniały, że to w domu znajdzie się schronienie, Liane czuła się dużo bardziej zagrożona we wnętrzu mieszkania niż w trakcie spaceru tutaj.
-Właśnie wysłali kolejny. Nakaz nieopuszczania mieszkań z powodu niebezpieczeństwa pogodowego i kolejne przypomnienie o latarkach. Ewidentnie się na nie uwzięli. Mam nadzieję, że w Chinatown nie dojdzie do zerwania prądu bo wątpię byśmy z Conorem mieli jakiekolwiek świeczki. Chociaż on pewnie ma jakiś erotyczny wosk do masażu, więc może sobie poradzi...- nie żałowała zostawienia go samego, ale momentalnie zaczęła się o niego martwić. Wiedziała, że sobie poradzi z tak drobną niedogodnością jaką jest brak prądu, jednak mimo wszystko z tyłu głowy balansowała jej uporczywa myśl o tym, że coś może się wydarzyć, gdy nie ma jej obok. Coś, z czym potrzebowałby pomocy, której nie może mu udzielić. Dopiero po chwili tę myśl wyparła kolejna uświadamiająca ją, że teoretycznie nie może wyjść od Ariany. Teoretycznie są ze sobą uwięzione na najbliższe godziny, jeśli nie do rana. Rana, które zwiastowałoby powrót do swojego własnego, szarego świata, który zalewał się, niekoniecznie ulewą, a rzewnymi łzami. Rana, które oznaczałoby spanie u Ariany po raz pierwszy od rozstania, po raz pierwszy w oddzielnych łóżkach, po raz pierwszy nie przytulone do siebie we śnie. Uśmiechnęła się mimowolnie na wspomnienie nocy, kiedy zasypiały wtulone w siebie. Wracały po ciężkim dniu pracy i odnajdywały spokój we własnych ramionach, w cieple i bezpieczeństwie drugiej osoby. Osoby, która teraz była w pewien irytujący sposób nieosiągalna.
-Nie krępuj się.- odparła chwytając w ręce podany wcześniej koc, którym otoczyła się momentalnie zatapiając się w miękkości i zapachu Ariany. Lekkim, delikatnym zapachu przypominającym rosę osadzającą się na trawie o poranku. Otoczyła rękoma ciepły kubek herbaty, która przygotowana przez Arianę zdawała się mieć słodszy smak niż normalnie. Święty spokój...-Ach, ta książka. Pożyczyłam ją od znajomego, kiedy rozmawialiśmy w środku nocy o naszych pół miliona zawiedzionych marzeń. Nazywa się A million little pieces. Pożyczyłam ją w sumie przez jeden konkretny cytat, który mi przeczytał wtedy. O rozbiciu, którego nie da się już naprawić bo jest w milionie małych kawałeczków.- pominęła fragment, w którym Bastian porównywał ten cytat do jej własnego serca sugerując, że choć nie da się go naprawić jest może szansa by delikatnie je posklejać i próbować dalej, aż pół miliona zamieni się w milion i w tej ostatniej próbie osiągnie się sukces, którego tak uporczywie poszukiwała.-Wiesz, mogę ci ją pożyczyć. Bastian na pewno nie będzie mieć z tym problemu.- a my będziemy musiały spotkać się znów.
  
Mów mi:pianka
MULTI:-
 



job
bawi się zapałkami

feelings
rozpala pożary

and more
pachnie dymem

Ariana Crawford
26 lat
170 cm
mieszka w Fremont

Dzisiaj 0:01


Niedościgniony cel. Od narodzin zakorzenia się w nas poczucie, że zawsze powinien migotać na skraju horyzontu. Bez niego życie jest puste, bez znaczenia. Więc wypatrujemy go, niecierpliwie nadgryzamy usta, martwimy się czy to co znajdziemy wystarczy, czy będzie równie wartościowe w oczach wszystkich wokół. A potem nie mamy czasu na radość gdy się pojawia, rozglądamy się nerwowo, porównujemy go do innych. Zaglądamy w lustro i widzimy więcej skaz niż zalet. Czy naprawdę tego potrzebujemy? Ariana jeszcze tydzień temu mówiła, że tęskni za jasno określonym celem, ale nie była przekonana czy naprawdę w to wierzy. Może powtarzała tę formułę z pamięci, tak samo jak i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, mimo że jej pamiętliwa złośliwość nigdy nie wybaczała.
Właśnie tu się pomyliłyśmy, obie niepotrzebnie starałyśmy się być k i m ś. Jej własne słowa wracały do niej echem, stawiając pytania, na które wcale nie chciała znać odpowiedzi. Bo co zmieni świadomość tego czy gdzieś poza granicą bycia dobrą córką i siostrą, dobrym pracownikiem czy po prostu dobrym człowiekiem, ma miejsce na bycie kimś kto wcale nie dąży do bycia dobrym? Bądź co bądź nawet gdyby była na tyle odważna i sobie na to pozwoliła, zaraz by tego pożałowała. Udusiłaby się od nadmiaru krytyki. Łatwiej było więc w tym trwać. Recytować powszechne doktryny jak modlitwy, bez zastanowienia.
Ironia uniosła kącik jej ust gdy padło stanowcze: nie chce ci zabierać tego co lubisz. Co w takim razie z resztą rzeczy, które lubiła? Z ich rozmowami, poczuciem bezpieczeństwa i zrozumienia? Z uroczymi karteczkami na lodówce? Z zapachem lawendy na poduszce? Z ciepłem na jej sercu? Zabrała jej to wszystko, gdy pozwoliła jej odejść.
- Jak chcesz - odpuściła gorzko, w myślach odnotowując wielkimi literami, że to ostatni raz, nie będzie się więcej narzucać. Szczególnie, że przyzwyczajenie ukryło drobne loulou. W jej uszach brzmiało jak synonim jej imienia, nie zorientowała się, że już do niej nie należy.
- To dlaczego… dlaczego pomyślałaś, że ja mogłabym chcieć te listy? Że chciałabym je zniszczyć, albo wepchnąć gdzieś tylko po to, żeby o nich zapomnieć? Ty… tak teraz na mnie patrzysz? Ty nie jesteś wstanie, a ja bym mogła… - zdania urwane w połowie nijak nie odzwierciadlały jej wewnętrznego rozłamu. Z jednej strony szarpał nią gniew, z drugiej żal, a poczucie winy wiwatowało im w tle tej walki. Wiedziała, że perspektywa Liane się zmieniła… nie, nie się zmieniła tylko to ona ją odwróciła mówiąc pewnego dnia to koniec. Jednak… nie spodziewała się, że zostanie przemalowana na matową czerń. - Zostawmy to, to nieważne. Zresztą…
Nie dokończyła, speszył ją dźwięk wiadomości i fakt, że Liane natychmiast na nią spojrzała. Jakby tylko czekała na pretekst, który pozwoli jej choć na chwilę mentalnie stamtąd uciec.
- Czyli wcale się nie poprawia, niedobrze. Będę musiała później zadzwonić do rodziców - martwiła się, mama lubiła panikować i zapętlać się w pytaniach a co jeśli, do których dopowiadała najczarniejsze scenariusze. - Conor, to twój współlokator? Brzmi… ciekawie po tym wstępie.
Zapytała z lekkością, mimo że ciekawość niecierpliwie ciągnęła ją za język. Tysiące razy wyobrażała sobie jej życie po ich rozstaniu. To gdzie mieszka, co robi… i z kim. Ale po tym jak dowiedziała się, że francuska została grabarką, zakładała że los był bardziej kreatywny.
Ściągnęła lekko brwi przy wspomnianym cytacie, niepewna tego czy przypadkiem nie był on nawiązaniem do ich relacji. Zakładała, że tak, ale cichy głos z tyłu głowy mamrotał o jej naiwności. Minęły lata. Liane miała czas, żeby zakochać się i odkochać, nawet te pół miliona razy.
- Możesz mi o niej opowiedzieć, przy tej pogodzie pewnie i tak zarwiemy noc. Tak będzie prościej. Nie będę musiała się zastanawiać czy pożyczenie pożyczonej książki wymazuje z niej właściciela. A właśnie, jak już przy nim jesteśmy, to kolejne, męskie imię, o którym wspomniałaś. To znajomy, bliższy znajomy… ktoś więcej?
Mów mi:-
MULTI:-
 



job
Wszak tylko poprzez

feelings
formę

and more
uświadamiamy sobie pustkę

Liane Gagneux
23 lata
175 cm
mieszka w Chinatown

Dzisiaj 12:18


W pewien sposób Liane całe życie brakowało celu, za którym mogłaby uporczywie gonić. Przyzwyczaiła się do szarówki codzienności przeplatanej pracami domowymi i tymi związanymi z prowadzeniem farmy, przywykła do codziennego wstawania skoro świt by zająć się zwierzętami, które miały w jej sercu specjalne miejsce, zbieraniu kolejnych gałęzi lawendy by zapakować je na wywóz do pobliskiego miasta, gdzie zostawały skupowane przez ręce mieszczuchów, jak zwykła nazywać kupców. Dopiero, gdy na liczniku jej wieku pojawiła się liczba dziewiętnaście, a ona zaczęła się zastanawiać czy nie powinna iść na studia, rozwinąć się i być może wyjechać ze swojej małej mieściny, w jej życiu pojawiła się Ariana, która w pewien sposób stała tym celem, którego jej od lat brakowało. Wizja kontynuowania edukacji i osiągniecia czegoś więcej niż jedynie prowadzenia farmy została wyparta przez nieodgadnioną niewiastę z drugiego końca świata. Tak naprawdę pomysł wyprowadzki zrodził się w jej głowie dużo szybciej niż Ariana to zaproponowała przy którejś z całonocnych rozmów na kanapie w mieszkaniu, które niedługo później stało się ich mieszkaniem. Choć Liane nie zwykła nazywać Seattle swoim domem to właśnie tamto jedno mieszkanie w jej głowie figurowało jako drugi dom i nie była w stanie w żaden sposób pogodzić się z tym, że mieszka tam teraz ktoś inny, ktoś inny korzysta z ich lekko przypalonych garnków, pije herbatę na wysłużonej kanapie, myje się pod tym cholernym przeciekającym prysznicem. Ariana stała się jej króliczkiem, za którym goniła nieugięcie, nie zważając na przeciwności losu czy odległości, które w pewnym momencie zaczęły dawać się we znaki dużo bardziej niż by się tego spodziewała. Choć była daleko, w innym świecie, w innym dniu, w innym życiu to nadawała rytm dniom Liane. Wyczekiwała z trzęsącymi się rękami listonosza, który przynosił jej skrzętnie zapakowane koperty z małymi prezencikami włożonymi między kartki, wyczekiwała wieczornego telefonu by usłyszeć jedynie co u niej, by przeżyć razem z nią jej zmęczenie wynikające z zupełnie innego czasu dnia niż jej, by być choć trochę bliżej, gdy nie miała jej na wyciągnięcie ręki, wyczekiwała spotkań, które przez to, że zdarzały się tak rzadko były otoczone aurą niesamowitości i ulotności. Goniła za nią chcąc dorównać jej pędowi, a gdy w końcu miała ją tuż obok zapomniała, że już za niczym nie musi gonić, że już nie musi gnać na połamanie karku. Nie chciała nigdy przestawać się o nią starać, licząc, że im będzie jej bardziej zależało tym lepiej będzie im się układało. Aż do rozłamu, który rozerwał wszystko w co naiwnie wierzyła. Rozłamał jej serce na miliony kawałków, których nie była w stanie do teraz, mimo upływu lat, poskładać z powrotem. Zawsze znajdował się ten jeden kawałek, który niczym zagubiony puzzel ze starej układanki nigdzie nie pasował. Zawsze coś zgrzytało i kiedy już skrzętnie poskładała wszystko do kupy kolejne wspomnienie, które atakowało znienacka niszczyło tę naiwną układankę.
-Non, non, non, nie patrzę na ciebie w taki sposób.- zareagowała gwałtownie chcąc wyprowadzić Arianę z błędnego przekonania. Prawda była taka, że ciągle patrzyła na nią w taki sam sposób w jaki zobaczyła ją pierwszy raz, ciągle naiwnie zakochana.-Po prostu nie wiem jaki masz do tego stosunek... Mogłabyś chcieć się ich pozbyć by zakończyć w pewien sposób ten rozdział. - rozdział, który dla niej na zawsze będzie miał otwarte zakończenie, bo choć spotkały się teraz by oddać sobie rzeczy to nie mogła zaakceptować tego jako zamknięcia. Nie chciała go, nie potrzebowała go. Chciała wierzyć, że jest jeszcze szansa na to by odnowić to co utracone, posklejać to co rozłamane i pojednać to co poróżnione. -Ja nie chce tego robić, ale ty mogłabyś chcieć. W końcu to ty...-zakończyłaś to co było między nami. Nie dokończyła zdania urywając je w pół choć wydźwięk zdawał się całkowicie oczywisty. Nigdy jej do końca tego nie wybaczyła, choć starała się wierzyć, że miała ku temu dobre pobudki. Nie potrafiła się pogodzić ze stratą, która rozrywała jej serce z każdą myślą o tym co było, a co już nie powróci. Chciała mieć tę bastianową naiwność, że jest jeszcze szansa na odbudowanie tego co było, ale brakowało jej wiary. Zwłaszcza teraz, gdy siedziała naprzeciw Ariany i starała się zrozumieć kogo widzi patrząc na nią. Zacisnęła mocniej ręce na kubku gorącej herbaty biorąc kolejny łyk by namyślić się nad tym co chce jej powiedzieć. Do ust cisnął się milion słów, które nie mogły być wypowiedziane, a w kącikach oczu majaczyły łzy na samą o nich myśl. Podkuliła kolana pod siebie jak zwykła robić, gdy się czymś martwiła. Zwijała się w kulkę niczym skarcone dziecko.
-Ta, Conor to mój aktualny współlokator. Pracuje na sex kamerkach. - dodała gwoli wyjaśnienia wcześniejszego komentarza o wosku. Conor był specyficzny, ale odnajdowała się w jego towarzystwie stanowczo lepiej niż się tego z początku spodziewała. W głowie przez chwilę zamajaczyło wspomnienie walentynkowej nocy, która przebiegła zupełnie inaczej niż by się tego spodziewała, ale szybko je wyparła wracając myślami na ziemię. A przynajmniej starając się wrócić tam gdzie być powinna.
-Jest dosyć ciężka, jeśli mam być szczera. Nie należy do najszczęśliwszych. Głównie mówi o uzależnieniu narkotykowym, ale myślę, że spokojnie można to przełożyć na uzależnienie od czegokolwiek i kogokolwiek innego.-w końcu dostała ją po tym, gdy przyznała się, że sama jest uzależniona od pewnej osoby, która to teraz zasiadała naprzeciw jej.- Doszłam do wniosku, że chodzi w niej o to, że każda destrukcja daje początek czemuś nowemu. Z każdego popiołu rodzi się coś nowego, być może lepszego, że z każdego upadku da się podnieść, choćby spadło się na sam dół własnego wąwozu porażek. - przypomniały jej się słowa Bastiana, który zapewniał ją, że jeśli po dzisiejszym dniu znów spadnie na swoje dno wyciągnie ją z niego choćby miał użyć wszystkich dostępnych lin.- Bastian to... ktoś na kształt brata. Poznaliśmy się na cmentarzu i jakoś tak to się teraz potoczyło, że jest mi chyba jedną z najbliższych osób, ale to nikt więcej niż, no właśnie, swoisty brat. - ceniła go bardziej niż była w stanie słowami opisać. Oddałaby mu wszystko byleby zobaczyć uśmiech na jego twarzy. -A ty? Masz kogoś więcej?- spytała zupełnie nie chcąc usłyszeć odpowiedzi. Znów zadawała pytania, których nie chciała zadać. Gdzieś w tle mgliła się wizja zaprzeczenia i to właśnie w nią usilnie chciała wierzyć. Choć życzyła Arianie szczęścia to nie była w stanie pogodzić się z myślą, że mogłaby kimkolwiek ją zastąpić.
Mów mi:pianka
MULTI:-
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, luty - 423 punkty
Dwudziestosześcioletnia wielbicielka zwierząt, która absolutnie nie ma ręki do opieki nad nimi. Bezrobotna panna, która przyjechała do Seattle zaledwie kilka miesięcy temu. Uwielbia śpiew i grę w rzutki. Kolekcjonuje ozdoby, co świetnie jej wychodzi, nie ma jednak talentu kulinarskiego. Jej największym marzeniem jest, aby nazwano kebaba jej imieniem.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, luty - 335 punktów
Czterdziestoczteroletni biznesmen, urodzony i wychowany w Seattle. Krążą pogłoski, że niedługo zostanie rozwodnikiem i wróci do gry jako świeżutki singiel. Łebski z niego gość, ale to nic dziwnego, skoro ma zapał do nauki. Odstresowuje się przyciskając gaz do dechy w swoim sportowym aucie lub popijając dobrą whiskey. Kocha podróżować.