kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Zobacz temat - #1 bal wszystkich świętych
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre
uwaga
WEATHER ALERT! Ostrzeżenie przed burzami dla obszaru Seattle.Czytaj dalej.
uwaga
Powstało subforum o nazwie "Alternatywna rzeczywistość".Więcej tutaj
uwaga
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.


#1 bal wszystkich świętych



job
I am a museum

feelings
full of art

and more
but you had your eyes shut

ulysses hartwood
35 lat
183 cm
mieszka w Ballard

2021-01-03, 12:01


#1

Zapach papierosów unosił się w pomieszczeniu, wyznaczając tor dla dzisiejszego spotkania - większość chwil współdzielonych z innymi dla Ulyssesa zaczynało powoli przypominać prawdziwy danse macabre. Czyżby otaczał się podobnymi nieszczęśnikami, by towarzyszyli mu w tej potwornej drodze od upadku? Ostatnia przejażdżka z równymi sobie - nieszczęśliwy autobus pędzący autostradą do piekła. Zajrzał już w prawie pustą szklankę, wpatrując się w bursztynowy kolor whisky mieniącej się na dnie. Nie liczył kolejek, kiedy zapijał sumienie po olejnym nieodebranym od matki telefonie - ba, czyż nie powinien traktować tego bardziej jako osiągnięcia? Testu silnej woli lub resztek instynktu przetrwania szumiącym razem z alkoholową mieszanką w jego krwi. Nie zamierzał jednak marnować ani jednej chwili na tę wątpliwą przyjemność konwersacji z kobietą, która powołała go na świat... a teraz z umiłowaniem zatruwała powietrze, jakim oddychał resztką sił. W najmniejszym stopniu nie interesowała go sprawa ojca; korzystającego nawet po wyroku z luksusów własnej pozycji - czym jest areszt domowy w porównaniu do więziennej celi?
Wyrwał się z chwilowego letargu wraz z dźwiękiem otwieranych drzwi wejściowych - nieliczni wchodzili do tego piekiełka jak do siebie. Uniósł wzrok w tym samym momencie, gdy jego najdroższa kuzynka przekroczyła próg salonu i zatrzymała się w niewielkiej odległości od niego. Uważnym spojrzeniem wprawionego obserwatora, wędrował po emocjach malujących się na jej twarzy okalanej ciemnymi lokami. - Co tym razem trapi Twoją nieszczęsną duszę? - z westchnięciem, uniósł się ze skórzanego fotela ustawionego pod samymi oknami rozciągającymi się na całej ścianie - Ulysses ubóstwiał dobrze oświetlone pomieszczenia, a przynajmniej do czasu, kiedy chwytały go szpony własnych demonów. Te zawsze dopadały go w chwilach słabości, jakby już nie potrafił oprzeć się ich niszczycielskiej sile. Teraz jednak pozwolił złudnemu uczuciu trwać w najlepsze; chował się za cudzym zmartwieniem, które wypchnął bez chwili namysłu na pierwszy plan. Nie zdziwiła go przecież wizyta Cordelii, od której zdążył dostać już kilka niepokojących wiadomości. Nieśpiesznym krokiem przeciął pomieszczenie, kierując się do braku ustawionego pod ścianą obwieszoną przeróżnymi obrazami wylicytowanymi na aukcjach. - Whisky? Rum? - rzucił do stojącej za nim krewniaczki, nie odrywając przy tym spojrzenia od szkła i trunków znajdujących się na srebrnej tacy kontrastującej z hebanowym blatem.
_____________
    I've been shipwrecked and left for dead,
    and I have seen the darkest sights
Mów mi:da vinky
MULTI:lance, philip, esther, fergus
 



job
chirurg dziecięcy

feelings
you don't have to call me yours, my love

and more
damn it, I'm calling you mine

Cordelia Hartwood
32 lata
170 cm
mieszka w Queen Anne

2021-01-06, 17:33


[1.]

Szalejący na zewnątrz rzęsisty deszcz, obmywający okna z niezauważalnych gołym okiem zabrudzeń, nie był w stanie zmyć poczucia winy, które towarzyszyło Cordelii niczym niechciany kompan podróży, gdy powolnym krokiem zmierzała w kierunku doskonale sobie znanej destynacji. Wszystkie sentencje z mądrych poradników krzyczały jednogłośnie, że upodlanie się w stanie wewnętrznego marazmu było równoznaczne z opróżnieniem duszkiem buteleczki ze słodką trucizną, ale ona, niekwestionowana mistrzyni w poszukiwaniu usprawiedliwień, zasłaniała się potrzebą spędzenia czasu ze swoim ulubionym krewnym. Wszakże tyle przygnębiających nieszczęść spadło nie tak dawno na ich rodzinę; musieli więc wzajemnie podnosić się na duchu, choćby przez nurzanie się w niezdrowych przyzwyczajeniach, których nie chcieli potrafili się wyzbyć. Skoro przyświecała jej tak iście cnotliwa motywacja, to być może nie powinna analizować tego ciążącego uczucia, które ogarniało ją coraz bardziej i bardziej z każdym krokiem podjętym w stronę posiadłości Ulyssesa, znajdującej się już w polu widzenia? Czy nie tak byłoby prościej? Utkać jeszcze jedną wymówkę, jeszcze jedno kłamstwo i dać zasłonić sobie oczy? Kroczyć po omacku, nie dostrzegać, jak droga staje się coraz bardziej pochyłą i prowadzącą do miejsca, gdzie kończą wszystkie nieszczęśliwe dusze?
Hartwood nie wiedziała, ale z każdą wizytą w domu kuzyna, z każdym łykiem palącej whisky, zbliżała się ku poznaniu odpowiedzi na zadawane przez siebie pytania. Już samo otworzenie drzwi było metaforyczną zgodą na zaplamienie już i tak porządnie niestabilnego sumienia. Z tego punktu nie było powrotu, nie dało się zawrócić - należało iść do salonu, wprost na spotkanie z własną słabością. - Nieustannie to samo... życie - odrzekła z nutą ironii, która już bezwiednie wkradała się w ton jej głosu, odnajdując w nim swój spokojny przybytek. Ściągnąwszy z siebie ciemny płaszcz i przewiesiwszy go przez oparcie jednego z foteli, sama zasiadła na skórzanej kanapie, nieco rozkojarzone spojrzenie lokując w plecach kuzyna. - Whisky - zadecydowała w końcu, dając sobie sekundę wątpliwości, jakby mogła nie wybrać w ogóle. A przecież wybierała zawsze, czując przy tym wypełniającą ją iskrę oczekiwania; formowało się stopniowo, subtelnie, swoje spełnienie osiągając w zetknięciu miękkich warg z zimnym szkłem. - Przeprosiłabym za najście, ale chyba już minęliśmy ten etap, prawda, Ulyssesie? Chyba że swoją wizytą przerwałam Ci proces twórczy? - spytała, mimochodem wzrokiem obejmując pomieszczenie spowite przez pozostałości po papierosowym dymie i osamotnioną pustą szklaneczkę stojącą w pobliżu skórzanego fotela, z którego przed kilkoma chwilami podniósł się jej kuzyn. Czy to nie było niezapisaną nigdzie symboliką prawdziwego artysty?
_____________

    He said, It's not now or never, wait ten years,
    we'll be together.
    I said, Better late than never,
    just don't make me wait forever.
Mów mi:zabłąkany wędrowcze
MULTI:count your blessings
 



job
I am a museum

feelings
full of art

and more
but you had your eyes shut

ulysses hartwood
35 lat
183 cm
mieszka w Ballard

2021-01-10, 22:31


Pogoda najwyraźniej stała się odzwierciedleniem ich obecnego nastroju - lustrzane odbicie smutków przysłaniających promienie nadziei. I będąc zupełnie szczerym - Ulysses kochał deszcz, wprowadzający całe miasto w melancholijność. Nie przepadał za to za męczącymi upałami, przy których koszula nieprzyjemnie przyklejała się do spoconego ciała. Dlatego nigdy nie zdecydowałby się do przeprowadzki do takiej Kalifornii - pomijając już, z jaką niechęcią spoglądał na sztuczność przykładowo takiego Miasta Aniołów. Mekka nieszczęśników spragnionych światła reflektorów, którzy w stanie są zrobić prawie wszystko dla chwili sławy... a historia pokazywała jak to upajanie potrafiło niespodziewanie obrócić się przeciwko nowej gwiazdce - wypalała się do cna, lądując na bruku z marzeniami zgniecionymi pod butami nowego odkrycia show-biznesu. I tak umierały pragnienia młodych - smutny widok, ale niczym niezaskakujący. Poza tym tłumy turystów na zatłoczonej plaży? Bardzo podziękuje za takie atrakcje.
Wizyty Cordelii stały się w pewnym sensie rytuałem potępionych Hartwoodów, nadrabiających upadlanie się za całą ich nieszczęsną rodzinę - nie zdziwiłby się, jakby w tych kilku literach układających się w rodzinne nazwisko skrywała się klątwa. Dlatego nie zaskoczyło go te nagłe odwiedziny, a nawet jeśli - zdążył już przywyknąć do kuzynki w roli niespodziewanego gościa. - Oczywiście, zwykli goście zazwyczaj nie opróżniają mi prawie całego barku na jednym posiedzeniu. - odparł z uśmiechem tańczącym w kącikach ust, kiedy potwierdzał jej założenia. Kogoś innego już dawno zdążyłby przegonić ze swojej oazy cierpienia jakąś uroczą wiązanką przekleństw. Wprawdzie Delii nawet i to nie powstrzymałoby w korzystaniu z jego domu - daleko nie miała, mieszkali w końcu po sąsiedzku. Chciałoby się rzecz, iż zasłużenie zdobyliby miano czarnych owiec okolicy... lecz zdawało mu się, że w sąsiedztwie wprowadziło się kilka gorszych od nich ziółek - prawdziwe osiągniecie! - Och, moja wena dogorywa gdzieś w beznadziejności ostatnich dni, nie ma się czym martwić - zauważył gorzko, a do kontrastu jego uśmiech nieznacznie się powiększył. Sprawy rozwodowe niekoniecznie dobrze wpływały na jakikolwiek proces twórczy. Płótno zachlapane czarną farbą, a następnie rozdarte w szale w paru miejscach - cóż za prawdziwa sztuka! Wrócił ze szklankami pełnymi whisky do Cordelii, podając jej jedną z nich z krótkim "proszę". Rozsiadł się wygodnie na kanapie naprzeciwko brunetki wielce spragniony informacji, jakie czaiły się w jej spojrzeniu. - Coś konkretnego w tym życiu poprowadziło Cię do mojego domu? - dopytywał z zainteresowaniem w głosie, jakby liczył na porządną dawkę plotek zebranych przez kuzyneczkę. Czymś musieli zabijać wkradającą się do ich życia nudę!
_____________
    I've been shipwrecked and left for dead,
    and I have seen the darkest sights
Mów mi:da vinky
MULTI:lance, philip, esther, fergus
 



job
chirurg dziecięcy

feelings
you don't have to call me yours, my love

and more
damn it, I'm calling you mine

Cordelia Hartwood
32 lata
170 cm
mieszka w Queen Anne

2021-01-21, 01:22


Nadzieja była kosztownym luksusem, na który Cordelia nie potrafiła sobie pozwolić, nie po tym wszystkim. Zresztą doskonale wiedziała, z czym wiązało się poddanie zwodniczym mackom jednej z cnót boskich; jak powoli rozchodził się po ustach cierpki smak rozczarowania, jak skóra stawała się zimna niczym lód, gdy po raz kolejny szklane domy okazywały się być jedynie czczym wytworem wyobraźni. Po co więc świadomie wkraczać na tę drogę wiodącą donikąd, po co wierzyć znakom niegwarantującym niczego definitywnie, a jedynie oferującym marną wiązankę obietnic bez pokrycia? Cóż, mimo że ten koncept wydawał się Delii całkowicie pozbawiony sensu, to nie miała jakoś specjalnych oporów przed karmieniem nim rodziców swoich małych pacjentów. Bóg jeden wiedział, ile razy z jej ust padało to pieprzone niech Państwo nie tracą nadziei. Równie dobrze mogłaby popychać tych ludzi pod koła rozpędzonego autobusu, efekt prawdopodobnie byłby ten sam, ogrom cierpienia przesadnie by się nie różnił. Zapewne każdy rozsądny człowiek powiedziałby, że zdając sobie z tego faktu sprawę, powinna przestać. Ale i tego nie umiała, prędzej czy później i tak stając się niewolnikiem cudzych oczekiwań. Pokładamy w Pani nadzieję. I tym cholernym sposobem błędne koło toczyło się w nieskończoność, a ona coraz mocniej oplatała się sznurem własnej hipokryzji.
Zważywszy na liczne nieszczęścia dotykające zarówno starsze, jak i młodsze pokolenie, niewykluczonym było, że na którejś karcie rodzinnej historii jakaś wyjątkowo złośliwa wiedźma postanowiła z nich sobie zadrwić. Opór w takim razie był zupełnie bezcelowy, skoro i tak skazani byli na zderzenie ze swoimi ułomnościami, prawda? - Dzięki temu masz idealny pretekst do jego ciągłego uzupełniania, więc chyba powinieneś być mi wdzięczny - posłużywszy się tą jakże pokrętną logiką, odwzajemniła uśmiech swojego ulubionego kuzyna, głowę zaraz opierając o zagłówek kanapy. Była tu zaledwie kilka minut, a już czuła przypływ długo oczekiwanego spokoju, którego źródła nie chciała się doszukiwać, może z lekkiej obawy, że znalazłaby je w kieliszku, aktualnie wypełnianym brunatnym płynem. - Czyli wbrew ogólnemu przekonaniu, osobiste przeżycia nie są najlepszym źródłem inspiracji? - pozwoliła sobie na dość luźny komentarz, brwi do góry przy tym unosząc, mając nie lada problem z zamaskowaniem troski, która wyraźnie teraz odmalowywała się na jej twarzy. Rozwód nie był niczym przyjemnym, ba, najczęściej wyciągał z ludzi to, co najgorsze, więc naturalnym było, że przejmowała się stanem psychicznym Ulyssesa, nawet jeśli nie mówiła tego wprost, jakby to zrobił każdy normalny człowiek na jej miejscu. Na dłuższy moment zamilkła, przyjmując od niego z wdzięcznością szklaneczkę, mając w sobie jeszcze na tyle samokontroli, by nie od razu upić z niej łyk. To powinno choć odrobinę przechylać szalę błędnych decyzji na tę mniej ponurą stronę, tak? Z kolei na zadane pytanie wzruszyła obojętnie ramionami, krzyżując przy tym z mężczyzną nieprzeniknione spojrzenie. - Nic szczególnego. Ojciec od ostatnich dwóch tygodni nie odbiera ode mnie telefonów, najwyraźniej obawiając się przesłuchania. Mój narzeczony wybrał życie na walizkach, co prawdopodobnie powinno mnie zaboleć, ale właśnie w tym tkwi cała pieprzona ironia, Ully, że wcale mnie to nie rusza. Właściwie... - zawiesiła głos na ułamek sekundy, marszcząc z rozmysłem czoło. - Na tym polega problem. Czuję, że się uniewrażliwiłam. To źle? - nawet pytając, nie umiała ukryć zawahania w głosie, więc pokornie spuściła wzrok na trzymaną przez siebie szklaneczkę z whisky, jakby całkowicie w ten sposób poddając się osądowi kuzyna.
_____________

    He said, It's not now or never, wait ten years,
    we'll be together.
    I said, Better late than never,
    just don't make me wait forever.
Mów mi:zabłąkany wędrowcze
MULTI:count your blessings
 



job
I am a museum

feelings
full of art

and more
but you had your eyes shut

ulysses hartwood
35 lat
183 cm
mieszka w Ballard

2021-01-31, 18:12


Nadzieja była czymś, na co stać nie było nawet Ulyssesa Hartwooda wydającego niebotyczne sumy na własne zachcianki. Na palcach jednej ręki zdołałby zliczyć sytuacje, w których jej widmo majaczyło gdzieś na horyzoncie. Oszukiwała wtedy zmysły mężczyzny, iż wcale nie jest czymś niedostępnym dla ludzi jak on.
- Zabiłaś logikę, Delia... gdyby barek nie był pusty, nie musiałbym go ponownie uzupełniać - wywrócił przy tym oczami, choć tak naprawdę nie widział żadnego problemu w odwiedzinach drogiej kuzynki. Dotrzymywała mu towarzystwa w dotykaniu dna i staczaniu się w nieszczęściach życia - kto jak nie ona był idealnym kompanem do wędrówki przez hartwoodzką gehennę? Upił łyk whisky i przez moment z zamkniętymi oczami chłonął palące uczucie spływające mu w dół gardła. - Myślę, że to zależy od wielu czynników. Czego szukasz... i do czego może Cię to zainspirować - Na przykład do wcześniejszego zejścia ze sceny własnego życia, więc niekoniecznie wiązałoby się to z twórczą działalnością. Na pewno nie w rozumieniu, do jakiego nawiązywała Cordelia. Utrata syna przyniosła wiele cierpienia, które w założeniu dało się przenieść na płótno - te uczucia niczym mury odgradzały go od wyzwalającego od ciążących emocji malarstwa. Uniósł powoli powieki, ponownie wędrując spojrzeniem do krewniaczki siedzącej nieopodal. Nie zamierzał poruszać tematu własnej straty - uwaga, niebezpieczeństwo; temat tabu! Prychnął za to krótko, gdy poruszona została sprawa rodzinnej firmy i związanych z nią ostatnich niepowodzeń. Z finansami i policją w tle. - Nasi ojcowie są bezsprzecznie żałośni. Zabrali się za coś, co najwidoczniej ich przerastało, a teraz trzęsą się na samą myśl o poniesieniu konsekwencji. - Poniekąd podzielał niechęć matki do całej tej sytuacji - niepotrzebne zamieszanie z ich własnej głupoty. Czy mogło ich wszystkich pociągnąć na dno? Jedno nieodpowiednie zeznanie stałoby się gwoździem do ich trumny? Taki chaos brzmiał jak ciekawe wypełnienie leniwego popołudnia, gdyż Ulysses nie zakładał, by sytuacja przerodziła się ostatecznie w coś poważniejszego. Nie z takiego bagna Hartwoody wychodziły bez szwanku, żeby teraz czyjś brak kompetencji pogrążyłoby pokolenia.
- To nadal jesteś zaręczona? Gratulacje, proponuję po ślubie zmienić nazwisko i jak najszybciej odciąć się od nas - Dla postronnego słuchacza mogło wydawać się to tylko mało śmiesznym żartem między członkami rodziny, ale Ulysses w pewnym sensie dawał jej dobrą radę. Szczęście zdecydowanie nie szło w parze z ich nazwiskiem, co odbijało się w życiu każdego z nich - różne dramaty, ta sama rodzina. - Dobrze jeśli chcesz egzystować, a źle jeśli marzysz o prawdziwym życiu... - odpowiedział po namyślne, ciężko westchnąwszy nad prawdziwością tego stwierdzenia. Niejednokrotnie zdarzały mu się dni, w których w myślach błagał o wymazanie barwnych uczuć z płótna jego duszy - metaforycznie, gdyż dziecię dwóch religii dawno pogodziło się ze spisaniem na straty.
_____________
    I've been shipwrecked and left for dead,
    and I have seen the darkest sights
Mów mi:da vinky
MULTI:lance, philip, esther, fergus
 



job
chirurg dziecięcy

feelings
you don't have to call me yours, my love

and more
damn it, I'm calling you mine

Cordelia Hartwood
32 lata
170 cm
mieszka w Queen Anne

2021-02-22, 23:01


- I tym samym uniemożliwiłbyś sobie i swoim kubkom smakowym szansę na dalszy rozwój, co byłoby oczywiście nieocenioną stratą - pozornie niewinnym tonem zwróciła uwagę kuzynowi; jedynie pozornie, ponieważ w momencie wypowiadania tych słów przekorne iskierki zdawały się tańczyć w spojrzeniu ciemnych oczu, a wargi wygięły się w figlarnym uśmiechu. W perspektywie życiowych dramatów barek ogarnięty stagnacją raczej nie znalazłby się na szczycie listy personalnych problemów Delii, niemniej jednak, przyjemnie było czasem pomarzyć, że do tego właśnie kalibru sprowadzały się jej zmartwienia. - Udało Ci się znaleźć odpowiedź na to pytanie? Wiesz już, czego szukasz? - mogło się to wydawać banalne; w końcu po tylu latach egzystencji należało już mieć bardziej lub mniej sprecyzowany plan na teraz, później, a także i odległą przyszłość. Przekucie zebranych doświadczeń w coś powinno być jedynie majestatycznym zwieńczeniem długoletnich wysiłków. Należało, powinno - Delia już dawno zdążyła pojąć, iż nader często te słowa niewiele potrafiły mieć wspólnego z rzeczywistością, bardziej odnosząc się do czczych życzeń niż do twardych faktów. Czując ogarniające znajome uczucie rezygnacji, znów podsunęła do ust szklaneczkę w celu zatopienia warg i smutków w przyjemnie chłodnym alkoholu. - Chciałabym móc ich usprawiedliwić, ale to niewykonalne, ponieważ nie potrafię znaleźć choć jednego dobrego argumentu przemawiającego na ich korzyść. Ale jedno jest pewne, nasze matki z całą pewnością zasługują na tytuł świętych za cierpliwe znoszenie tej błazenady - stwierdziła kąśliwie, prychając przy tym z niesmakiem, bo samo rozmawianie o całej tej sytuacji napełniało ją irytacją, zresztą całkowicie uzasadnioną, ponieważ takie mieszanie z błotem rodowego nazwiska przez jej ojca zdecydowanie nie wpływało zbyt pozytywnie na jej własną reputację. Była zmęczona odpowiadaniem na pytania, na które nie posiadała odpowiedzi; cholera, była zmęczona samym faktem, iż te pytania wciąż były do niej kierowane pomimo publicznego odcięcia się od tej głośnej sprawy. - Za późno, już przekonałam narzeczonego, by wziął moje nazwisko - skomentowała sarkastycznie i przewróciła wymownie oczami, bo tak, musiałaby chyba upaść na głowę, by w obliczu rodzinnego skandalu taki pomysł swojemu ukochanemu podsunąć. Już nie wspominając nawet o przekleństwie, które było nieodłącznym dodatkiem do nazwiska Hartwood. - Prawdziwe życie nie brzmi zachęcająco, Ulyssesie - nagłe wzloty, bolesne upadki i przeplatające się pomiędzy nimi nieliczne chwile spokoju; momenty ciszy pośród porywistych burz emocji, niedających zamknąć się w szklance. Czy właśnie tego miałaby pragnąć? Odczuwania wszystkiego bez najmniejszego wyjątku?
_____________

    He said, It's not now or never, wait ten years,
    we'll be together.
    I said, Better late than never,
    just don't make me wait forever.
Mów mi:zabłąkany wędrowcze
MULTI:count your blessings
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, luty - 423 punkty
Dwudziestosześcioletnia wielbicielka zwierząt, która absolutnie nie ma ręki do opieki nad nimi. Bezrobotna panna, która przyjechała do Seattle zaledwie kilka miesięcy temu. Uwielbia śpiew i grę w rzutki. Kolekcjonuje ozdoby, co świetnie jej wychodzi, nie ma jednak talentu kulinarskiego. Jej największym marzeniem jest, aby nazwano kebaba jej imieniem.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, luty - 335 punktów
Czterdziestoczteroletni biznesmen, urodzony i wychowany w Seattle. Krążą pogłoski, że niedługo zostanie rozwodnikiem i wróci do gry jako świeżutki singiel. Łebski z niego gość, ale to nic dziwnego, skoro ma zapał do nauki. Odstresowuje się przyciskając gaz do dechy w swoim sportowym aucie lub popijając dobrą whiskey. Kocha podróżować.