kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Zobacz temat - #1 Put me out of my misery, please
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre
uwaga
WEATHER ALERT! Ostrzeżenie przed burzami dla obszaru Seattle.Czytaj dalej.
uwaga
Powstało subforum o nazwie "Alternatywna rzeczywistość".Więcej tutaj
uwaga
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.


#1 Put me out of my misery, please



job
robi dziary i barmanuje w Dragons Club

feelings
Reputation precedes me, they told you I'm

and more
crazy. So here's a truth - I swear I don't love the drama, it loves me.

Caesar Flanagan
25 lat
191 cm
mieszka w South Park

2021-01-19, 23:06


[2]

W jednej chwili wszystko straciło sens - kiedy zdał sobie sprawę, że stracił ją raz na zawsze. Uświadomił sobie, że już nigdy nie zobaczy jej cudownego uśmiechu, nie usłyszy jej śmiechu, nie zobaczy jej zgarbionego noska w trakcie zamyślenia. Nie zobaczy już jej obrazów (jeden z nich zachował) Coś się skończyło - pewna część jego serca oderwała się wraz z jej odejściem i nie był pewny czy kiedykolwiek się chociażby zasklepi. Nie oczekiwał, że stanie się to za kilka miesięcy czy kilka lat. Być może nigdy, ale nie zastanawiał się teraz nad tym. Wiedział jednak, że nie mógł zostać w rodzinnym mieście - dosłownie zbyt dużo miejsc kojarzyło mu się z nią, a każde wspomnienie wbijało się w pamięć. Jedynym wyjściem był przyjazd tutaj, zostawienie całego życia tam by tutaj...w Seattle zacząć wszystko od nowa; proste, prawda? Nie w jego przypadku. Tak zupełnie nie mógł zrezygnować z tamtego życia. Sprawy gangu wciąż musiały być realizowane, nie zależnie od tego jak bardzo czuł się psychicznie zrujnowany. Przynajmniej tak mu się wydawało zanim nie pogadał tak szczerze, ze swoim ojcem. Wolał chwilowo usunąć się w cień, czując podskórnie, że nie da rady się wykonywać zleceń - choć z drugiej strony myślał, że rzucenie się w wir pracy pozwoli mu zapomnieć ale studia okazały się pilniejsze. W przeciwieństwie do młodszej siostry, gang zszedł na dalszy plan. Może to chwilowy kryzys, który szybko zażegna? Nie powinien mieć takich myśli o swojej rodzinie, ale co raz częściej się na tym łapał. Choć do tej pory nigdy nie zawiódł się na gangu, to jednak czuł się przytłoczony. Ojciec zrozumiał. Tylko ta jedna myśl pozwalała mu wierzyć, że nie okazał się całkowicie tchórzem, a nowy start mógł już całkowicie zacząć w zupełnie innym miejscu. Z dala od tego przeklętego miasteczka.
Nie podejrzewał, że zerwanie więzi będzie mu przychodziło aż z takim trudem. Mijały jednak już kolejne tygodnie, a on co raz rzadziej odwiedzał swoje rodzinne strony. Kontaktował się jedynie ze swoją najbliższą rodziną, co jakiś czas o sobie przypominając, ale nie był jeszcze gotowy aby tam wrócić. Nie wiedział, czy w ogóle w tej chwili miał na to ochotę gdy właśnie tutaj w Seattle...powoli zaczynało się układać. W końcu złapał robotę, może nie jakąś porządną, ale całkiem nieźle płacili w Dragons więc nie mógł narzekać - przynajmniej nie musiał martwić się o kasę czy prosić się o niego ojca, bo tego właściwie by nie chciał. Tylko dlaczego miał wciąż te cholerne wyrzuty sumienia, których nie potrafił wyrzucić od tak ze swojej głowy? Bez Maze miało być lepiej? Niby jak?
Jak miał na nowo przeżywać to samo z kimkolwiek innym, skoro nie miał żadnej gwarancji, że ta historia się nie powtórzy? Każdej nocy wracała do niego myśl, że przynosił jedynie nieszczęścia, jakby nie mógł być z kimkolwiek. Samotny wilk, ale jednak nie chciał nim już być.
- Ten pomysł z knajpą u meksykanów był strzałem w dziesiątkę! Nie sądziłem, że damy radę to wszystko zjeść...a widziałaś jak się na nas gapili jak prosiliśmy o trzecią dokładkę? - zaśmiał się gdy wyciągał z kieszeni czarnych spodni klucze od mieszkanka. Był na nim doczepiony bryloczek w kształcie jaszczurki, ot taki mały sentyment wygasającego poprzedniego życia. Gdy w końcu drzwi ustąpiły, wpuścił rudowłosą przyjaciółkę do środka -Uprzedzam, że mam straszny bałagan i możesz natknąć się na niepożądane rzeczy - uprzedził jeszcze Alt, pomagając zdjąć z jej ramion kurtkę i powiesił ją obok swojej na wieszaku. To była prawda, ciuchy miał porozrzucane po różnych miejscach i jego gacie pewnie były jak miny na wojnie. O tyle jednak czuł się swobodnie przy przyjaciółce, że nigdy się tym nie przejmował i zapewne była przyzwyczajona do wiecznego bałaganu jaki zawsze u niego. -To...na co masz ochotę? - zapytał przechodząc parę kroków w głąb by znaleźć się w salonie, nie przejmując się praktycznie wcale jak bardzo jego słowa mogły zabrzmieć dwuznacznie. Na jego twarzy padł blady cień uśmiechu gdy tak po prostu rozłożyła się na jego kanapie a on teraz patrzył na nią z góry - Zawsze możemy jeszcze zamówić pizzę i jak chcesz...możemy odpalić jakiś serial..ale nie jestem pewny czy jestem jeszcze wstanie coś zjeść - przyznał, wolnym krokiem podszedł do lodówki z której wyciągnął po dwie butelki piwa i postawił je na stole. Jedną z nich wręczył w ręce Alt, a swoją otworzył l wysunął ją w jej kierunku - Za nowy początek, co? - zaproponował toast, który właśnie chciał złożyć razem z nią. Nikim innym.
Mów mi:Lama
MULTI:...
 



job
Czasem, tak dla hecy lubię patrzeć, jak

feelings
Coraz bliżej świecy ruda krąży ćma

and more
Tańcz głupia, tańcz, swoim życiem się baw

Alt Cunningham
22 lata
158 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-25, 22:53


Zrywanie więzi było dla Alt czynnikiem zupełnie naturalnym. Przychodziło tak, jakby było czymś nieodłącznym. Pojawiała się w mieście, spędzała w nim trochę czasu, poznawała ludzi i wyjeżdżała. Z początku było jej trudno. Mając zaledwie naście lat, czujesz się jakbyś zostawiał całe swoje życie. Tak właśnie było. Nie mogła pogodzić się z myślą, że prawdopodobnie połowy z osób, z którymi spędziła wtedy niemalże całe swoje nastoletnie życie, nigdy więcej już nie zobaczy. Serce rozrywało jej się i za drugim razem, gdy kolejna przeprowadzka była na horyzoncie, a potem to przestawało boleć. Zostawiała małe kawałki bijącego wewnątrz klatki piersiowej organu, w każdym z miejsc, w których mieszkała. I wreszcie nie było już czego rwać. Puste miejsce się zasklepiło, a jej zainteresowanie nowymi ludźmi było czysto powierzchowne, bo wiedziała, że prędzej czy później dla niej przestaną istnieć. Ona dla nich też.
Caesar należał do tej nielicznej gromadki osób, które się ostały. Zaczepiły się niczym natrętne rzepy, których nie dało się oderwać, bo zaplątały się za głęboko, Nie narzekała. Chociaż uchodziła za osobę zdystansowaną i rzadko okazującą głębsze emocje. Była ziomalką. Super koleżanką do piwa i imprezy, ale taką, którą łatwo się poznawało i łatwo o niej zapominało. Ale nie dla niego. Przynajmniej do czasu, w którym poznał Maze, a Alt pozwoliła mu się odsunąć. Nie było już dla niej miejsca i nie było to też zaskoczeniem. Świetnie się z Tobą gadało, ale materiał na żonę z Ciebie żaden. Nie obrażała się. Nie chciała nawet zostawać niczyją żoną. Po prostu była. Nieco zawieszona między niebem, a rzeczywistością. Trwała w próżni, nie planując nic, bo życie od samego początku było nieprzewidywalne. Jednak jakaś jej cząstka pragnęła opuścić kotwicę i zostać w jednym miejscu. Dlatego właśnie wróciła do Seattle i nie bez powodu teraz siedziała z nim wspominając dawne czasy, wtopiwszy się w nastrój niespełnionych marzeń i melancholii.
- Ja mam same najlepsze pomysły - odpowiedziała nieskromnie, z dumą zadzierając mały, upstrzony piegami nosek do góry. Przyzwyczaiła się do ukradkowych spojrzeń. Przede wszystkim dlatego, że była ruda, a Ci ryżowłosi mieli równie przerąbane co czarnoskórzy. Wzrok wiecznie się ich trzymał. Po drugie, jej małe, niepozorne ciałko wyglądało jakby nie było w stanie pomieścić w sobie nawet połowy burito, a co dopiero takich dwóch. No i nie mówiąc o guacamole, które wzięli na dokładkę. - Zobaczyłbyś jakie by dopiero mieli miny, gdyby zobaczyli ile dzisiaj w siebie wlejemy - dodała, nie kryjąc podstępnego uśmieszku. Wcale nie dlatego, że planowała go spić i wyciągać z niego jakieś brudy. O ile nie zasieje w nim ziarna smutku, a tego się wystrzegała, w jego życie zagoszczą choć na kilka pijackich chwil pozytywne wibracje. Może znowu poczują się jak w liceum, wydzwaniając starych znajomych sprzed lat, wyłącznie po to żeby przedstawić się jako właściciel domu uciech, który oferuje zniżkę na usługi matrymonialne. Albo zamówią dużo pizzy sąsiadowi z dołu, a gdy ten będzie rzucał wiązanki, od których więdną uszy, zejdą do biednego dostawcy i miłosiernie zaoferują swoją pomoc przy pozbyciu się nieszczęsnej pizzy.
- C, mówisz tak jakbym nigdy nie widziała majtek Twoich lasek, leżących na mojej poduszce - mruknęła z przekąsem, przywołując wspomnienia wszystkich nocy, które u niego spędziła. Kanapa była niemalże jej drugim domem i była prawie pewna, że spędziła na niej więcej nocy niż we własnym łóżku. - Albo innych, interesujących rzeczy - uśmiechnęła się tajemniczo, jakby w głowie skrywała właśnie jakiś sekret, o którym nie wiedział nawet on. Wiele było rzeczy, które spotkała na swojej drodze, począwszy od pleśniejących opakowań po żarciu na wynos, a skończywszy na zaplamionych dziwną mazią skarpetkach, z których praktycznie zawsze pozwalała sobie żartować.
- I wszystko po staremu - stwierdziła, opadając wygodnie na kanapę. Zarzuciła nogi jak zawsze na poręcz i przymknęła oczy, ciesząc się chwilą. W ciągu tych paru minut poczuła się jakby nic się nie zmieniło, a koszmary nie nawiedziły ich życia, zawodząc ponad plecami, przypomniawszy o sobie w każdym newralgicznym momencie. - Może być czysta z lodem. Chyba, że chcesz się popisać swoimi umiejętnościami barmańskimi to poproszę coś smacznego i mocnego, ale Ty pijesz to samo. Może nawet mocniejsze - zarządziła, nie otwierając oczu. Usta rozciągnęły jej się szerzej i chwilę tak sobie trwała w błogości, aż wreszcie uchyliła oczy, zerkając na niego spod kurtyny jasnych, pociągniętych tuszem rzęs.
- Pizza, to jest to! W zasadzie to przed chwilą o tym myślałam, ale niekoniecznie żeby zamawiać to... jako my. No wiesz. Trzeba zabezpieczać fundusze. Po co niepotrzebnie przepłacać - zaśmiała się. Chociaż czuła się wciąż napchana, wiedziała, że po kilku głębszych znowu zgłodnieje. Była jak wór bez dna i nikt nie potrafił się nadziwić jakim cudem w tej małej, filigranowej sylwetce, potrafi się zmieścić tyle czystych węglowodanów.
- Za nowy początek. Może już być tylko lepiej - odpowiedziała, siadając tym razem i prostując plecy. To była obietnica. Nie wiedziała, czy uda jej się dotrzymać, ale włoży w to wszystkie siły na jakie ją stać.
_____________
Mów mi:Alt
MULTI:lipa krzyzanowska
 



job
robi dziary i barmanuje w Dragons Club

feelings
Reputation precedes me, they told you I'm

and more
crazy. So here's a truth - I swear I don't love the drama, it loves me.

Caesar Flanagan
25 lat
191 cm
mieszka w South Park

2021-01-26, 23:28


Nigdy nie był postawiony w takiej sytuacji jak Alt, że co chwile musiał zmieniać swoje miejsce - tkwił w jednym od początku co też traktował jak swego rodzaju klatkę. Podwójną, bo drugą był gang ojca. Nie zwracał uwagi na to że przez tyle lat była to jak kula przywiązana do nogi - gang był całym jego życiem i jedynym tym co miał. W gangu miał swoją najbliższą rodzinę, za nimi wskoczyłby w ogień. Oni, Flanaganowie przeszli naprawdę wiele, ale najgorzej chyba zniósł aresztowanie ojca i atak glin - wszystko to teraz było odległym wspomnieniem, które ledwo co już pamiętał. Po prostu starał się nie wracać do tych chwil kiedy nie czuł, że byli silni i niezwyciężeni. Ale to wszystko było jego życie dotychczas - ciągle bycie gotowym na każde skinienie palca wodza. Pod ciągłą presja udawadniania mu, że zasłużył nosić jego nazwisko. Dlatego nie miał czasu dla siebie, dla nikogo - unikał głębszych relacji, bo zawsze kończyło się źle. I tym razem było tak samo. Nie potrafił mieć kogoś przy sobie. Mógł jedynie polegać na swojej rodzinie, która była jedynym stałym i trwałym elementem w jego pogmatwanym życiu.
Ulotne marzenia, aby wyrwać się z tego marazmu były wręcz nieosiągalne - dopiero studia i uczelnia pozwoliły mu na odrobinę oddechu wolności. Wymówka, którą łatwością mógł się posłużyć aby tylko wyjechać z dziury, w której tak ciągle tkwił. Wcale nie odsunął od siebie Altie, kiedy z Maze tworzył coś na kształt tego prawdziwego związku - nie potraktował jej oschle, nie potraktował jej jak każdej innej, nic nie znaczącej bo dalej trzymał drugą rudowłosą przy sobie. Niczym anioła stróża, który ochraniał go od złego. I kiedy wszyscy z reguły źle patrzyli na tych z rudymi włosami i piegami, jemu jak na złość trafiły się dwie. W jednym czasie, niemalże podobne do siebie, a jednak tak różne od siebie. Nigdy do tej pory nie skupiał się na tym, nie miał jakiegoś określonego typu. Liczył się bardziej charakter niż to czy panna miała odpowiednie kształty - choć z pozoru mogło wyglądać to zupełnie odwrotnie kiedy każda kolejna przekraczała jego próg, czasami zostawiając po sobie tylko kawałek materiału. Był tak sprzeczny w swoich działaniach, ale to był mur - który do tej pory był nienaruszony.
-Nie zaprzeczę - wyciągnął rękę i zdążył wsunąć swoje palce w jej rude kosmyki i nieco jej potargał i tak niesforne kosmyki. -Bo niechcący mi przypomniałaś o tych wszystkich swoich krętactwach i właściwie to powinienem się zrewanżować, nieprawdaż? - uniósł brew do góry ale wyglądał tak, jakby właśnie po głowie chodził mu jakiś niecny plan. I trochę tak było, bo dawne ohydne krewetki jednak przesądziły o tym. - Już zapomniałem, że jesteś w stanie tyle w siebie wcisnąć, już myślałem, że mnie pokonasz ostatnim kęsem - parsknął śmiechem, kiedy obydwoje ledwo już tą trzecią dokładkę dawali radę pochłonąć i chyba tylko cud się zdarzył, że dali radę to zrobić. Albo był potwornie głodny po nieprzespanej nocce, ale nie chciał się do tego jej przyznawać. I tak wyglądał nieprzyjemnie blado z podkrążonymi oczyma, niezbyt zachęcający widok. Kiedy wszystko jest nie tak, to tak nie miało do końca największego znaczenia. -Chyba, że polegnę po jednym, bo aktualnie nie jestem wstanie nawet patrzeć na żarcie - zrobił gest, jakby miał zaraz zwymiotować na podłogę, ale na szczęście nie brało go jeszcze na to, ale przerwa się zdecydowanie przyda od żarcia. Nawet jeśli chwilę później zaproponował jej pizze, to pizzę zawsze można zamówić, nawet o czarnej godzinie. -To wcale nie NIE były moje laski, Alt Cunningham, okej? - nastroszył oburzony piórka, kiedy tak mu nieładnie wytknęła jego małe grzeszki, od których nie mógł się czasem odpędzić -A co, zazdrosna? - dopytał jeszcze, na moment pochylając się nad rudowłosą i patrząc prosto w oczy, delikatnie odsuwając jej niesforny kosmyk z policzka - A to moja mała, słodka zemsta - dodał ciszej, by zaraz schylić się nad nią, tak, że usta prawie stykały się z jej wargami i przez chwilę dosłownie wahał się czy ich nie pocałować, ale...szybko zgiął się tak, że zaraz zaczął ją gilgotać dosłownie wszędzie, tam, gdzie wiedział, że miała gilgotki . I sam się przy tym śmiał jak szalony, bo pewnie się tego w ogóle nie spodziewała - Angard! - rzucił w nią poduszkę, chociaż nie był pewny czy dobrze powiedział to słowo co się do szermierki mówi jak się atakuje przeciwnika - No dobrze, zasłużyłaś mimo wszystko na tego drinka. Stworzę coś z niczego, bo nie mam aż tylu dobrych alkoholi co w Dragons, więc się nie nastawiaj na nie wiadomo co, dobra? - wciąż się śmiejąc w końcu przestał ją gilgotać by mogła złapać oddech. Sam wstał z niej, przejechał dość wolno palcami po swojej opadającej czuprynie i z szerokim uśmiechem na ustach ruszył do aneksu kuchennego by zacząć majstrować dla nich drinki, a po drodze włączył telewizor by w mieszkaniu nie było takiej nieznośniej ciszy - No to wznoszę toast za nas, moja droga przyjaciółko. Za lepszy początek - odpalił przemówienie godne mistrza ceremonii kiedy wrócił do niej wprost na kanapę z wybranym zamówieniem -Mam nadzieję, że się nie porzygasz - dodał, trochę mniej romantycznie, ale wolał uprzedzić, że to wcale mogło być nie dobre i sam upił pierwszy łyk - Chyba nie najgorszy - skomentował niemal od razu, zerkając na nią w głębokim oczekiwaniu, jakby to miała być najważniejsza ocena w jego życiu.
_____________
Caesar Flanagan
How can we let this happen and just keep our eyes closed 'till the end - There's the feeling once again.
Mów mi:Lama
MULTI:...
 



job
Czasem, tak dla hecy lubię patrzeć, jak

feelings
Coraz bliżej świecy ruda krąży ćma

and more
Tańcz głupia, tańcz, swoim życiem się baw

Alt Cunningham
22 lata
158 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-01, 19:48


Ogniste, rude włosy Maze, w niczym nie przypominały tych Alt. Przy niej sprawiały wrażenie wyblakłych, jak gdyby słońce poświęcało im zbyt dużo uwagi. Twarz Maze była gładka, delikatna, a jej usłana piegami, jak dziecka, którym wciąż wewnątrz była. Nie dziwiła się, że to właśnie ją wybrał spośród nich wszystkich, nie na jedną noc, a na wieczność. To dlatego sama postanowiła się odsunąć, nie mogąc się równać z tą drugą i nie potrafiąc niszczyć szczęścia najlepszego przyjaciela. Ukochanego. Rozpostarła nad nim (nad nimi) swoje skrzydła, trzymając się na uboczu, w pogotowiu, w razie jakby miało dojść do czegoś złego. Niefortunnego splotu wydarzeń, kłótni dwójki kochanków. Zawsze była w pobliżu, gotowa zareagować i zaprowadzić pokój. Ale ten jeden raz jej nie było przy nim. Zbyt daleko żeby cokolwiek zrobić. Zbyt słaba, by móc się sprzeciwić. Mogła tylko patrzeć jak jej Caesar powoli umiera w środku, trawiony przez tęsknotę za kimś, kogo mu brutalnie odebrano.
I choć miał rodzinę, miał gang, to nagle został sam i ona to rozumiała w stu procentach. Była mu oddana całą sobą, przyjmując go jakim był. Zbolałym, złamanym, uszkodzonym. Mogli oboje trwać w tej symbiozie popsutych ludzi jakimi się stali, ale nie na długo. Bo nie była w stanie patrzeć jak toksyny z jej życia przelewają się na niego. Im bardziej jej zależało, im mocniej czegoś pragnęła, tym więcej czarnej mazi wypływało z jej życia.
Braterski gest, który wykonał, zagłębiając palce w jej włosach sprawił, że przez jej ciało przeszedł dreszcz. Tysiące malutkich szpilek wbiły się w jej czaszkę i rozproszyły po ciele. Był blisko, a równocześnie daleko, bo ona zawsze pragnęła go w inny sposób.
Ułamek sekundy zajęło jej pozbycie się kwaśnego uśmiechu, nadciągającego szturmem do jej ust. Wygięła je w serdecznym łuku, wydobywając z siebie całe pokłady ciepła jakimi dysponowała.
- Nonsens, miałeś czas żeby mi się za nie odpłacić. Teraz to się już przedawniło i wracanie do tego byłoby nie fair - stwierdziła z udawaną powagą. Znała ich aż za dobrze. W niespodziewanym momencie mogła spodziewać się odwetu, który nadejdzie szturmem zanim zdąży zamrugać. Przyciągnęła więc kolana do siebie, leżąc w tak zwanej kołysce, jakby to było wystarczającym zabezpieczeniem przed ewentualnym atakiem.
- Zobaczysz, alkohol szybko to strawi i jeszcze będziesz mi dziękować za tą pizzę - wyjaśniła tonem rzeczowym, sprawiając wrażenie osoby, która zna się na rzeczy. Doświadczonej życiem staruchy w ciele młodej dwudziestoparolatki, która teraz swoimi mądrościami zalewała przyjaciela, w próbie niewielkiej perswazji, jakoby zamówienie tej pizzy było tak dobrym pomysłem, że aż żal z niego zrezygnować.
Jego twarz zbliżyła się niebezpiecznie do jej własnej. Sparaliżowało ją na kilka sekund, a przez gardło nie wycisnęła żadnej, złośliwej uwagi, choć jeszcze kilka minut temu miała ich cały zapas. Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Wodziła po jego chłodnych, jasnobłękitnych oczach i pojedynczych kosmykach włosów, które opadły mu w tej pozycji na twarz. Jeszcze chwila, a miała wrażenie, że jej serce wyskoczy z klatki piersiowej, ale zacisnęła tylko usta i utkwiła w bezruchu, czekając na jego kolej. Jakby ta chwila mogła zaważyć na wszystkim.
- Ty podła istoto! - pisnęła, broniąc się przed łaskotkami, a elektryzujący nastrój prysnął, rozpadając się w nicość. Zaśmiała się, chwytając za poduszkę, która trafiła ją w głowę i natarła w najszybszym sprincie na jaki było ją stać na niego, ciskając nią mu prosto w twarz. - Zazdrosna o Ciebie? Nigdy w życiu - prychnęła, udając, że Caesar byłby ostatnią osobą, o którą mogłaby być zazdrosna. Oczywiście, że była! Nienawidziła tych wszystkich długonogich blondynek i brunetek, przewyższających ją o dobrych kilkanaście centymetrów. Były piękne, choć nie tak bystre jak ona. Dobrze ubrane, ale nie miały za grosz poczucia humoru. A jednak to one znikały za drzwiami jego sypialni, a nie ona.
- Liczę na to, że po takiej męczarni nawet z byle czego uda Ci się wyczarować coś finezyjnego. Zresztą... Zawsze możemy obrabować sąsiadów z limonki i cukru trzcinowego - zaśmiała się, ale trochę nieobecna. Może dlatego tak mało składników wpadło jej do głowy. W całym tym przepychaniu się rękami i poduszkami, zauważyła różowe, jeszcze nie do końca zagojone sznyty na jego rękach. Świeże ślady zbrodni, zatuszowane długim rękawem bluzy, przez kilka chwil migały przed jej oczami, sprawiając, że żołądek zacisnął jej się mocniej.
Chciała zapytać dlaczego, chociaż znała odpowiedź. Ale widziała jego szczęście, błysk w oczach, którego dawno nikt nie zauważył i nie śmiała zapytać. Nie teraz. Jeszcze nie w tym momencie. Uniosła naczynie z alkoholem do góry, stukając się z przyjacielem z miną godną podniosłego toastu. Lepszy początek. Tylko tego dla nich pragnęła. Dla niego.
- Wyborny - skomentowała tonem smakosza kulinarnego, który delektował się jakąś skomplikowaną, wytworną potrawą. - W zasadzie to nie ma takiego jaki by mi nie smakował. Sam wiesz, że i picie czystej przychodzi mi z łatwością, ale doceniam starania - kończąc swą wypowiedź, zwieńczyła ją wspięciem się na palce żeby cmoknąć czubek jego głowy, po czym opadła tym razem na dywan, nie kanapę. Lubiła przesiadywać na podłogach.
_____________
Mów mi:Alt
MULTI:lipa krzyzanowska
 



job
robi dziary i barmanuje w Dragons Club

feelings
Reputation precedes me, they told you I'm

and more
crazy. So here's a truth - I swear I don't love the drama, it loves me.

Caesar Flanagan
25 lat
191 cm
mieszka w South Park

2021-02-06, 16:23


Miał złudną iluzję, że skoro poznali się w tak nieprzyjemnym miejscu jak szpital to nic złego się nie wydarzy. Czasem żałował, że wdał się w przekomarzanie z rudowłosą pacjentką, z którą z czasem zaczął się widywać. Najpierw były to niewinne spotkania przy budce z burgerami, stopniowo odkrywając przed nią swoje tajemnice; chociaż już od początku wiedziała z kim ma do czynienia, na jakiego drania trafiła. Nie miał nic do ukrycia, kiedy poznała jego niechlubne nazwisko. I nawet miał nadzieję, że to ją odstraszy, zniechęci do utrzymywania z nim jakiegokolwiek kontaktu. W końcu kto normalny chciałby ładować się w pochrzanione życie, pełne niebezpiecznych zakrętów i wyborów? Bo tym dokładnie było życie w gangu. A ona wcale nie widziała w nim tych wszystkich wad, które inne widziały niemal od razu. Czasem zastanawiał się czy to był błąd, że ona go postrzegała w zupełnie innym wydaniu. Cały czas obwiniał się, że gdyby jej nie dopuścił do siebie, potraktował zupełnie tak samo jak wszystkie inne to nie wydarzyło by się nic złego. Ona mogła by żyć, a on jedynie byłby z boku i to by było rozwiązanie najbardziej bezpieczne. Dlaczego pozwolił sobie zakochać się ten jeden raz za dużo? Siostry nie do końca popierały ten związek i cóż mógł im teraz tylko pogratulować, że jak zwykle miały rację. Teraz już było za późno .
Tkwił w jakimś martwym punkcie, który nie pozwalał mu na zrobienie krok do przodu - czerń jego ubrań doskonale oddawała jego ponury nastrój, a jeśli już miał liczyć na jakikolwiek dobry humor to tylko ten spowodowany napiciem się zbawiennego alkoholu. Nie pamiętał kiedy ostatnio był na imprezie, bo nawet w Dragons było ich mniej a gdy już się zdarzały to prosił szefa o inną zmianę. Na szczęście był wyrozumiałym człowiekiem. Nie wiedział jak miał żyć na nowo. Bez niej? Wydawało mu się na ten moment niemożliwe, dlatego tak bardzo cenił sobie usilne starania rudowłosej przyjaciółki. Choć i względem niej miał takie same obawy, czy na pewno powinna utrzymywać z nim jakąkolwiek znajomość, bo co jeśli..co jeśli to znów się powtórzy? Za każdym razem gdy widywał się Alt, obiecał sobie, że to on zrobi i usunie się z jej życia. Chciał, ale nie potrafił, kiedy przyciągała go do siebie, a on nie czuł się tak paskudnie źle. Nie potrafił tego zrobić, w końcu zdając sobie sprawę, że była teraz jego najbliższą osobą. I tym samym nie mógłby w ten sposób jej zranić, bo..możliwe, że na pewno by mu tego nigdy nie wybaczyła. Czasem zastanawiał się skąd posiadała tyle energii, aby poświęcać właśnie jemu czas, zamiast sobie odpuścić. Owszem, tak się zachowują przyjaciele, ale chyba na próżno były jej starania. Tyle, że swoją upartością zaczęła sprawiać, że postanowił się dźwignąć. Dźwignąć i zacząć od nowa, aby chociaż jej nie zawieść.
-Oh, no dobra, przyznaję, wyleciało mi to z głowy a ty mi o nich przypomniałaś! - pokręcił głową nieco rozbawiony, bo właśnie zdał sobie sprawę, że znów jej się to udało. Udało jej się rozpędzić w nicość jego zduszone myśli, które były tylko skupione na Maze od chwili jej śmierci. -Masz rację, jedzenia nigdy za wiele! Na szczęście mam mikrofalówkę to nie będziemy jeść skamieniałego ciasta. I ja płacę, bo ostatnio wleciała mi wypłata - wyprostował dumnie ramiona kiedy nadarzyła się okazja do pochwalenia się o swoich osiągnięciach. Nie dostrzegał w sobie tych starań jakie czynił; w końcu znalezienie pracy nigdy nie należało do najłatwiejszych, a tu mu się trafiły aż dwie fuchy: barmanowanie i tatuowanie. A z drugiej strony nałożył na siebie tyle rzeczy by....nie tkwić w mieszkaniu cały dzień. Od tego zawsze przychodziły najgłupsze pomysły...jak ostatnio gdy sięgnął bo ostrą żyletkę. Nie był z siebie dumny, ale to był jeden z tych wieczorów tragicznych gdy za dużo wypił alkoholu, a na nowo wszystko mu się przypomniało. Wanna była zalana krwią, a następnego dnia miał potężnego kaca. Nie chciałby tego opowiadać swojej przyjaciółce.
Kiedy zawisł nad nią w ostatniej chwili powstrzymał się by nie wbić się w jej kształtne usta. Nie wiedział co to było, że nagle pomyślał o Alt w zupełnie inny sposób niż dotychczas siedziała w jego głowie. Odgarniał jej rudy kosmyk za ucho i miał wrażenie, że coś się w niej zmieniło kiedy tak bezczelnie wpatrywał się w jej oczy. - Odwet za odwet! - wybuchnął również śmiechem kiedy zaatakował ją nagle gilgotaniem, choć mógł przyznać, że nie wiedział skąd mu to przyszło do głowy. - Ściemniasz, dobrze wiem, kiedy kłamiesz - dalej bawił się w tą gierkę, ale tutaj akurat była prawdą. Czasem udawało mu się rozpoznać to, kiedy kłamała tylko teraz... nie miał do końca takiej pewności. Jednak nie przeszkadzało mu się to z nią troszeczkę podroczyć! -Brawo Alt, moje nauki o alkoholach nie poszły w las! Zapamiętałaś raptem dwie rzeczy - wykrzywił usta w drwiącym uśmieszku ale nie spostrzegł, że właśnie w tym momencie dokonała niechlubnego odkrycia. Wciąż łudził się, że rękaw bluzy to idealny kamuflaż, ale najwidoczniej się przeliczył. Chciał, aby przez krótką chwilę tak było jak teraz; aby wszystkie troski poszły w niepamięć a liczyli się teraz tylko oni. - Całkiem niezły z ciebie krytyk alkoholu - przyznał jednak po chwili by mimo wszystko nie zrobiło jej się za bardzo przykro, bo przecież nie o to chodziło. Zrobiło mu się jakoś nawet tak lepiej na duszy, że ktoś doceniał jego umiejętności jakie nabywał teraz w Dragons Wiesz, tak się zastanawiam czy po prostu miałem głupie szczęście, że udało mi się tą robotę znaleźć bo tak...chyba musiałbym ci się zwalić na głowę - zauważył błyskotliwie kiedy Alt przemieszczała się by usiąść na podłodze. Zsunął się z kanapy by zająć tą samą pozycję obok niej z szklanką w ręku -Mam nadzieję, że moja przyjaciółka ma plany na walę w tynki? - podniósł brwi do góry, chociaż może nie powinien zaczynać tego tematu? Ostatnie walentynki spędził w towarzystwie Maze, i chyba właśnie serce mu się na nowo ścisnęło, ale jego twarz pozostawała nadal uśmiechnięta, wyczekująca szczerej odpowiedzi, chociaż...na co on właściwie liczył? Nie wiedział.
_____________
Caesar Flanagan
How can we let this happen and just keep our eyes closed 'till the end - There's the feeling once again.
Mów mi:Lama
MULTI:...
 



job
Czasem, tak dla hecy lubię patrzeć, jak

feelings
Coraz bliżej świecy ruda krąży ćma

and more
Tańcz głupia, tańcz, swoim życiem się baw

Alt Cunningham
22 lata
158 cm
mieszka w Chinatown

2021-02-10, 20:58


To był jeden z tych chłodnych wrześniowych dni, które przychodzą nagle, zupełnie niespodziewanie. Promienie gorącego, wczesnojesiennego słońca, nie zdążą jeszcze zajść na dobre, gdy zastępuje je wszechogarniający chłód, zapowiadający listopad. Miała wtedy raptem ponad metr, dwie puste dziury po zębach, które czekały na rozliczenie z Zębuszką i dwa rude warkocze, które mama zaplotła jej w pośpiechu. Sterczały nierówno w dwie strony. Jeden był tak ściągnięty, że ułożył się zdecydowanie za wysoko, jakby próbował pomachać któremuś z przechodniów. Marszczyła nos, niechętnie kierując się w stronę szkolnego budynku. Był usiany piegami. Całym mnóstwem drobnych mniejszych i większych kropek, których doszło po wakacjach.
Znów się przeprowadziły. Tym razem Berrylane, więc niedaleko do jej przyjaciółek ze Seattle. Szkopuł w tym, że ich nie miała. Nie miała do czego wracać. Rozsądnie urwała wszystkie więzi, wiedząc, że nie będzie w stanie ich kontynuować. Miała raptem siedem lat, a zachowywała się jakby w jej małym, kruchym ciele, chowała się stuletnia dusza.
Nie lubiła tej szkoły. To był jej pierwszy dzień, a już jej nie lubiła. Zimnego gmachu, łypiącego na nią znad obskurnej wiaty, dzieciaków śledzących uważnym wzrokiem każdy jej ruch, cichych szeptów, złośliwych, komentujących jej rude włosy. Zaczynała od nowa, a miała wrażenie jakby wszyscy już dawno ją zaszufladkowali. Tylko nie on. Wpadła na niego przed pierwszą lekcją, wylewając shake'a, rozsypując książki i niemalże łamiąc mu nos, kiedy podnosiła głowę z zamachem do góry. Nie wściekł się. Nie spojrzał krzywo. Jego spojrzenie rozumiało wszystko. Mieścił się w nim cały wszechświat i było nawet miejsce dla niej.
Zdawałoby się, że już wtedy się w nim zakochała. W jej małym, szczerbatym bohaterze, wyższym o głowę albo i dwie. Ale jeszcze tego nie wiedziała. Bo nie trzymała nikogo blisko. On jeden stanowił wyjątek, zupełnie przypadkiem wśliznąwszy się w szczelinę w jej sercu.
Znała jego wszystkie sekrety, a on jej obawy. Mimo to byli nierozłączni, zawiązali między sobą niewidzialny sojusz, który nie zakładał pozostawienia drugiego na lodzie. Nawet gdy się waliło i paliło, a w grę wchodziły gangi. Może i Alt wcale nie miała takiego życia, rodem z filmów science-fiction, ale była równie popaprana, o czym mógłby zaświadczyć Finn, jej były chłopak, któremu miała wrażenie, że choć niechcący to z premedytacją każdorazowo niszczy życie.
- Taki z Ciebie bogacz? - zaśmiała się, podnosząc na chwilę z ziemi i podbiegając do lodówki. Świeciła pustkami, chociaż kilka samotnych jajek, pół kostki masła, dwa zeschnięte kabanosy i bardzo dojrzały pomidor świadczyły o tym, że ich właściciel raz na jakiś czas stara się coś ugotować. - Zawsze moglibyśmy zrobić jajecznicę z... - wzięła do ręki pomidora, ale zaraz wrzuciła go do kosza z lekkim obrzydzeniem. Gdyby planował zrobić jej zemstę pokroju tej krewetkowej, mógłby służyć za składnik bomby biologicznej. Nie mogła ryzykować. -... Z jajkami - dokończyła, znów siadając obok niego. Plan z pizzą był znacznie lepszy pod względem strategii, a skoro mieli ją w czym odgrzać, nie połamią sobie zębów. Chociaż akurat w przypadku Alt, zimna pizza była zjawiskiem całkiem normalnym. Gdy żyje się z matką, pracującą na dwa etaty, stosunkowo często dojada się pizzę sprzed dnia albo dwóch. Bez użycia mikrofalówki, bo ta nigdy nie była dla pani Cunningham niezbędnym wyposażeniem mieszkania, nad czym jej jedyna córka wiecznie ubolewała.
- Zostawmy je na śniadanie - szepnęła, marszcząc zabawnie nos. Podejrzewała jednak, że ogromna pizza (bo żadnej innej nie śmiałaby zamówić) doczeka się jeszcze chluby podczas poranku, bo... Alt nie zakładała inaczej. Nie miała zamiaru wracać dzisiaj do domu, ani nie podejrzewała, że przyjaciel wróci do starych nawyków i nagle zza zasłony wyłoni się długonoga zdzira, którą będzie musiała odprowadzić wzrokiem do drzwi. Zresztą te czasy się zmieniły, bo a) rudowłosa była w zbyt wojowniczym nastroju, by dopuścić się takiej kurtuazji, b) nie podejrzewała Caesara o romansowanie w ostatnim czasie. Nawet dla zabicia emocji, czy zapomnienia. Widziała jak wielkie piętno odcisnęła na nim śmierć Maze.
- No i dwie najważniejsze rzeczy, a te wszystkie likiery, syropy i inne duperele może kiedyś wygoogluje i kupię Ci na urodziny żeby nie musieć o nich pamiętać. Ty jesteś od tego - zawyrokowała, dając mu prztyczka w nos za ten złośliwy przytyk. W jej oczach zaś malowała się troska. Mimo, że wiedziała jak bardzo cierpiał, nie podejrzewała, że skłoniło go to do tak drastycznych działań. Och, gdyby tylko mogła przy nim być cały czas i upilnować przed całym złem świata... Obawiała się tylko, że sama zalicza się do tych ciemnych mocy. Im bardziej próbowała kogoś ochronić, im bardziej jej zależało, tym gorzej się to kończyło. Za każdym razem.
- Nie miałabym nic przeciwko. Tania siła robocza do sprzątania, gotowania i polewania drinków, jest zawsze mile widziana. Jak stracisz pracę to wiesz, nie krępuj się, miejsce na kanapie cały czas na Ciebie czeka - pociągnęła kilka solidnych łyków ze szklanki, z której w przypływie emfazy zawartość prawie wyskoczyła na zewnątrz. Jedynie kilka małych kropel znalazło się na jej kolanie i ręce przyjaciela.
Zerknęła na niego badawczo, jakby zastanawiała się czy postradał właśnie zmysły zadając to pytanie, ale wciąż, grając według jego własnych zasad, jej twarz pozostawiała wykrzywiona w uśmiechu. Nawet jeśli teraz był sztuczny i przyklejony na siłę. Czy miała jakieś plany? Otóż niekoniecznie. Nie tak dawno zerwali z Finnem i została znowu sama jak palec. Zresztą... Nie przepadała za tym świętem, obściskującymi się na każdym kroku parami i tysiącem lizaków w kształcie serduszek, zaśmiecających każdą ulicę. Najchętniej zaszyłaby się w domu i właśnie taki chyba miała plan.
- Oczywiście, że mam - odparła poważnie, klepiąc go otwartą dłonią po kolanie. - Wpadasz do mnie z alkoholem i dobrym jedzeniem, a ja na ten dzień wypożyczam Ci walę w tynkowego pada, który będzie tego dnia cały Twój i tak się składa, że ja będę miała drugiego, a wybór gry, niech stracę, będzie należał do Ciebie! No i co? Najlepsze walę w tynki w Twoim życiu? - jakaś część jej chciałaby spędzić ten dzień jak należy. Głupio trzymać się za ręce, jeść lody z jednego pucharka, popijać jeden koktajl dwiema słomkami i robić te wszystkie idiotyczne rzeczy, za które tak bardzo nienawidzi tego dnia.
_____________
Mów mi:Alt
MULTI:lipa krzyzanowska
 



job
robi dziary i barmanuje w Dragons Club

feelings
Reputation precedes me, they told you I'm

and more
crazy. So here's a truth - I swear I don't love the drama, it loves me.

Caesar Flanagan
25 lat
191 cm
mieszka w South Park

2021-02-19, 23:21


Kiedyś było inaczej. Choć od początku została mu przylepiona łatka największego łobuza w mieście przez wzgląd na nazwisko jakie nosił - syn lidera gangu przecież nie ma szans na lepszą przyszłość. Łatwiej kogoś skreślić na samym początku, dlatego trudno się dziwić, że lubił uprzykrzać życie do tego stopnia, że praktycznie w każdym tygodniu lądował na dywaniku u dyrektora słuchając mnożących się uwag i gróźb wylotu ze szkoły. A on nic sobie z tego nie robił, bowiem doskonale był uświadomiony w tym, jak dyrektor bał się gangu jego ojca. Pozycji kapitana w drużynie koszykówki nie zdobył jednak silnym nazwiskiem (no dobra, to zawsze pomagało, nigdy już tego nie zmieni) ale jednym meczem udowodnił, że się na niego zwyczajnie nadawał, aby poprowadzić drużynę ku lepszej przyszłości. Koszykówka była jedyną rzeczą na której w tamtym czasie mu zależało. I sprawiała, że w czasie meczu czuł się wolny.
Byli okropnymi przeciwieństwami - nikt z jego kumpli nie podejrzewał, że ta nowa, niezdarna rudowłosa stanie się mu bliższa niż ktokolwiek inny. Pomimo tego niezbyt udanego pierwszego spotkania jaki zaliczyli i kiedy nic nie wskazywało na to, że chociaż będą siebie tolerować. Każdy obstawiał, że stanie się raczej nowym obiektem drwin, ale nie mógł. Brakowało mu zdań gdy za każdym razem dochodziło do krótkiej, nerwowej wymiany zdań. Sam nie wiedział co go pokusiło by pewnej nocy wybrać się pod jej dom i tradycyjnie rzucić kamieniem w okno by przez nie wyjrzała, a potem zabrał ją na przejażdżkę przez Berrylane. Motorem ( swojego wujka) i zabrał ją w swoje ulubione miejsce aby mogli napić się razem piwa i bliżej się poznać. Nie potrafił wytłumaczyć jej wtedy dlaczego wpadł na taki pomysł, To była chwila. Wyzwanie jakiego chciał się podjąć, przekraczając wszelkie granice. A ona, nie skreśliła go, kiedy poznała prawdę o nim. Nie utrzymywał jej długo w tajemnicy, zwyczajnie nie widząc w tym po prostu sensu. A on nie chciał zmarnować tej szansy jaką dostał.
Nie tylko ona miała obawy - im bardziej pozwalał jej wkraczać do swojego świata tym bardziej obawiał się, że będzie chciała być taki jak on. Do dziś się dziwił, że jeszcze go o to nie zapytała, czy by nie chciała zostać jaszczurką. Czyżby była rozsądniejsza od Maze, za którą tak szalał? Nie chciał pytać o to przyjaciółki, niepotrzebnie tylko podsunąłby jej może ten szalony pomysł do realizacji. Nie wybaczyłby sobie nigdy, gdyby i ją miał stracić na zawsze.
- Do milionera sporo mi brakuje - żachnął się, kiedy stwierdziła, że tak mu się dobrze powodziło, skoro postanowił mężnie sypnąć trochę zielonymi, ale właściwie nie było tak najgorzej wcale nie zwracając uwagi na jej szpiegowanie w jego własnej lodowce. Fakt, tam było zwyczajnie marnie ale prawda była taka, że nie miał czasu na zakupy. - Pizza brzmi jednak bardziej ekskluzywnie, prawda? A tak po za tym dość często od ciebie sępiłem, dlatego chciałbym się teraz zrewanżować - prawda była taka, że zdążyła mu już narobić na nią smaka, więc zwyczajnie się bez niej nie obejdzie, a odniósł dziwne wrażenie jakby chciała zmieniać nagle plany. Odetchnął jednak z ulgą kiedy potwierdziła ostatnim zdaniem, że nigdzie się nie wybiera - Taki jest plan- pokiwał głową z lekkim uśmiechem na twarzy na samą myśl, że spędzą te kilka godzin we swoim własnym towarzystwie. Ostatnio przecież nawet jemu tego brakowało, wiecznie czymś zajęty. Przeżywający to co się wydarzyło w Berry każdego wieczora zastanawiając się czy....Maze była teraz szczęśliwa w jakiś pokręcony sposób. To wszystko powoli zaczynało go przerastać, a świadczyły o tym jeszcze świeże blizny na jego rękach.
- Przynajmniej ta jedna rzecz mi wychodzi - westchnął ciężko trochę poddając się z dalszym przekomarzaniem się z przyjaciółką i dając jej tym razem wygraną w tej bitwie, bo hej, zawsze jednak był tym gentelmenem!
Miała rację - jakichkolwiek randek unikał jak ognia, chociaż niby miał założonego tindera to zwyczajnie jeszcze to było dla niego za wcześnie. Nie chciał pakować się w jakieś toksyczne relacje, które tylko by go jeszcze bardziej rozwalił. Potrzebował czasu na poukładanie własnych uczuć, zanim wkręci się na nowo w jakiś pokręcony związek. Nie był gotowy, chyba też głównie ze względu na Maze. A na tą chwilę wsparcie Alt było bezcenne.
Rozejrzał się po swoim mieszkaniu - niestety nie było w nim super czysto, jak przystało na chłopaka w jego wieku trudno było mu utrzymać perfekcyjny porządek a potem przeniósł zmartwiony wzrok na przyjaciółkę i pokiwał głową -Chyba jestem marnym kandydatem, ale z tym robieniem drinków to bym się postarał - wypiął klatkę piersiową by już się tak ze wszystkim przed nią nie karać i nie kleić jak jakaś rozpłakana dziewczyna. Pomyślał, że kiedyś to ona u niego ciągle bywała, a teraz to wszystko by się zmieniło i on u niej by teraz przesiadywał? - Myślę, że mogę u ciebie leniuchować nawet bez tego tracenia roboty, co nie? - podszedł do niej i pochwycił ją za dłoń i okręcił w kółko zanim przenieśli się na kanapę.
-Co ja bym bez ciebie zrobił? - zapytał z wyraźną ulgą, że tych walentynek nie spędzi mimo wszystko sam bo...chyba to byłby dla niego istny koszmar. Pierwsze walentynki bez niej, będą naprawdę ciężkie do przeżycia i jedyne co mu przychodziło na ten wieczór to schlanie się w trzy dupy. Całe szczęście, że się przełamał i zapytał o to Alt, bo pewnie tak by się beznadziejnie skończył ten wieczór. A tak, przynajmniej jakoś go przetrwa w towarzystwie najlepszej przyjaciółki Co mogło się nie udać? - To mamy ustalone - posłał jej uśmiech, z wyraźną ulgą. Ten wieczór może nie będzie przez to aż tak tragiczny? Kto wie! Wyciągnął telefon z kieszeni spodni, by w końcu wejść w ulubioną apkę do zamawiania jedzenia i zamówił im pizzę, o której zdążył zapomnieć.
_____________
Caesar Flanagan
How can we let this happen and just keep our eyes closed 'till the end - There's the feeling once again.
  
Mów mi:Lama
MULTI:...
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, luty - 423 punkty
Dwudziestosześcioletnia wielbicielka zwierząt, która absolutnie nie ma ręki do opieki nad nimi. Bezrobotna panna, która przyjechała do Seattle zaledwie kilka miesięcy temu. Uwielbia śpiew i grę w rzutki. Kolekcjonuje ozdoby, co świetnie jej wychodzi, nie ma jednak talentu kulinarskiego. Jej największym marzeniem jest, aby nazwano kebaba jej imieniem.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, luty - 335 punktów
Czterdziestoczteroletni biznesmen, urodzony i wychowany w Seattle. Krążą pogłoski, że niedługo zostanie rozwodnikiem i wróci do gry jako świeżutki singiel. Łebski z niego gość, ale to nic dziwnego, skoro ma zapał do nauki. Odstresowuje się przyciskając gaz do dechy w swoim sportowym aucie lub popijając dobrą whiskey. Kocha podróżować.