kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Zobacz temat - #1 happy birthday? well, not exactly...
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre
uwaga
WEATHER ALERT! Ostrzeżenie przed burzami dla obszaru Seattle.Czytaj dalej.
uwaga
Powstało subforum o nazwie "Alternatywna rzeczywistość".Więcej tutaj
uwaga
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.


#1 happy birthday? well, not exactly...



job
już oficjalnie pracuję u siebie

feelings
umowa została anulowana

and more
dlatego zaczynam wszystko "od nowa"

Daniel Graham
30 lat
184 cm
mieszka w Belltown

2021-01-18, 19:37


    27
Zorganizowanie wszystkiego zajęło Danielowi ponad trzy tygodnie. Najpierw znalezienie odpowiedniej lokacji. Później dostosowanie jej pod konkretny projekt. Posprzątanie bałaganu oraz skoordynowanie wszystkiego na określony termin. Gdy coś nie szło zgodnie z planem - a zdarzało się to nader często - irytacja Grahama niejednokrotnie osiągała swoje apogeum, ale znosił ją z cierpliwością godną świętego. Naprawdę.
Może nie byłoby to nic specjalnego, gdyby nie fakt, że musiał utrzymać to w tajemnicy przed Penelope. Dopóki mieszkali osobno i widywali się w pracy, ewentualnie umawiali się popołudniami w określonych porach, dało się to jeszcze jakoś wytrzymać. Ale od kiedy znów zamieszkali razem - chociaż to szumnie powiedziane, bo raz nocowali u niego, raz u niej, jakby jednak nie patrzeć większość czasu spędzali w swoim towarzystwie - jego zasoby czasowe zostały mocno ograniczone. Ile razy prawie chlapnął jakąś głupotę, z której musiał się zwinnie wygrzebać, żeby tylko się czegoś nie domyśliła! Ile wymówek musiał wymyślić, żeby móc wyrwać się z apartamentu czy jej mieszkania, żeby coś odebrać, przetransportować bądź nadzorować. A ile razy miał już tego wszystkiego dość, że chciał rzucić to w cholerę i dać sobie spokój!
A jednak udało mu się. Cały weekend pracował jak mrówka, wykręcając się Penny obowiązkami przy zakończeniu i tak opóźnionego projektu BlueCorp i oto patrzył na efekt. Nie dowierzał. Oczywiście w jego wyobraźni wyglądało to nieco inaczej, znalazłoby się także kilka niedociągnięć, ale Daniel naprawdę nie umiał kłamać. A ukrywanie tego dalej coraz bardziej go męczyło. Chciał zabrać tam Penelope od razu po pracy, ale od rana w poniedziałek chodził tak podekscytowany, że nie mógł skupić się na obowiązkach. W porze lunchu zaproponował zatem Penny wspólny posiłek na mieście. Tylko że po wyjściu z biura, zamiast do lokalu, porwał ją na nieco dłuższą wycieczkę w południową część miasta. Oczywiście nie udzielił jej po drodze żadnych wyjaśnień. Po kilkunastu minutach jazdy zatrzymał auto na podjeździe niewielkiego domku i zaprosił Penny do środka. Wbrew całej ekscytacji, jaka od niego biła, nie interesował go wcale budynek sam w sobie. Bo i nie był specjalnie spektakularny. Poprzedni lokatorzy opuścili go zabierając cały swój dobytek. Oprócz stałej zabudowy kuchennej nie było żadnych mebli, a całe oświetlenie stanowiło kilka prostych sufitowych lamp utrzymanych w jednym klasycznym stylu. Daniel zresztą nie oprowadził jej po domu, a korytarzem pociągnął na tyły w stronę konkretnego pomieszczenia. Zatrzymał się przy drzwiach i zanim wpuścił ją do środka - a jakże! - musiał udzielić wstępnego zarysu całej sytuacji.
- Zaczynam chyba coraz bardziej lubić niespodzianki - rzucił wesoło, a jego głos odbił się echem po pustych ścianach. Oczywiście miał na myśli te przygotowywane dla niej. Sam ciągle nie przepadał za byciem zaskakiwanym. W końcu jeśli czegoś się nie spodziewasz, nie możesz tego kontrolować, czyż nie tak? - Pomysł był mój, ale pracowało przy nim mnóstwo ludzi z firmy, którzy bardzo chętnie zaangażowali się w ten projekt. I każdy z nich zostawił tutaj po sobie jakąś pamiątkę. Zapewnili mnie, że na pewno zgadniesz, co jest od kogo - uśmiechnął się wesoło, bo on oczywiście nigdy by nie wyłapał tych niuansów. Ale nie ma co się oszukiwać - Daniel nie znał tak dobrze ludzi z pracy jak Penny. - Masz naprawdę bardzo dobry kontakt z innymi, bo nikt nie odmówił mi pomocy, kiedy ich o to poprosiłem. - Położył rękę na klamce. Sam zaczynał się denerwować, ale w końcu otworzył drzwi do pomieszczenia, które się za nimi kryło. A raczej uchylił, wpuszczając na korytarz cienką strugę światła przez niewielką szczelinę przy framudze. - Gotowa? - to już było drażnienie się z nią przez budowanie napięcia. Zaśmiał się lekko złośliwie i w końcu oparł się o drzwi, aby je przed nią otworzyć i wpuścić ją do środka.
Mów mi:A.
MULTI:herbaciany książę
 



job
Ilustruje książki i projektuje krajobrazy

feelings
Pokochałam pracoholika

and more
...ale zamieniłam go w całkiem romantycznego robota!

Penelope Diaz
26 lat
172 cm
mieszka w Belltown

2021-01-19, 13:41


Niespodzianki. Penelope Diaz nie bardzo za nimi przepadała, bo chociaż ekscytacja była nie do opisania to ta niepewność naprawdę testowała jej cierpliwość. Ostatnio Daniel coraz częściej znikał wymigując się pracą. Zachowanie jak na niego całkiem normalne, ale miała wrażenie, że coś próbuje przed nią ukryć; te urwane telefony, wiadomości, po których wychodził z domu i dziwne zachowanie w biurze. Pierwsza jej myśl przyprawiała ją o dreszcz. Czy chciał się ze wszystkiego wycofać tylko nie potrafił jej tego powiedzieć? Równie szybko co pozwalając sobie na takie podejrzenia odrzucała je od siebie, bo po tym co przeszli na pewno było to niemożliwe. Druga myśl była nieco bardziej ekscytująca; zbliżały się jej urodziny, więc może próbował przygotować dla niej jakąś niespodziankę. Wieloma podchodami próbowała wyciągnąć z niego jakieś małe wskazówki, jednak nic na niego nie działało. Nigdy nie była wielką fanką hucznego obchodzenia urodzin, zresztą nigdy nie miała ku temu okazji. Zdecydowanie bardziej wolałaby spędzić ten czas sam na sam z Danielem, ewentualnie zjeść kolację z siostrą i dopiero wtedy do niego wrócić.
Gdy w końcu zdecydował się odsłonić swoją niespodziankę bez pytania wsiadła do jego samochodu. Ten dzień w pracy był niezwykle przyjemny. Od współpracowników dostała jedną z ulubionych książek, kartkę podpisaną przez cały zespół i małego doniczkowego kwiatka, który dumnie stał teraz na jej biurku. Nie miała pojęcia, gdzie jadą i chociaż zadawała tylko kilka pytań, na które oczywiście nie otrzymała odpowiedzi, to niczym się nie zdradził. Tylko ten jego dumny uśmiech… Z rozbawieniem pokręciła głową i z zainteresowaniem obserwowała zmieniający się krajobraz za oknem.
- Ja wiem, że przez wiele lat postępowałeś racjonalnie i teraz lubisz zaszaleć, ale chyba nie kupiłeś domu? – uniosła brew ku górze z rozbawieniem, bo tylko sobie z niego żartowała. Nie podejrzewała go o takie pokłady szaleństwa, ona była od siania chaosu w ich relacji. Dom był ładny, skromny i posiadał taki potencjał, że przechodząc przez puste pomieszczenia oczami wyobraźni widziała jak można było go urządzić. Trochę nowej farby na ścianach, ładne i stylowe meble, przytulne zasłony i poduszki i zrobiłoby się całkiem przyjemnie. Nawet chciała z tego zażartować, jednak zatrzymali się przed zamkniętymi drzwiami a Penny jedynie zmarszczyła brwi. – Teraz zaczynam się denerwować – odezwała się jakby czytając mu w myślach. Po takim wstępie kompletnie nie wiedziała czego może się spodziewać, więc gdy jedynie uchylił drzwi spojrzała na niego groźnie (co jednak w jej wykonaniu wyglądało bardziej uroczo niż groźnie, ale liczył się zamysł). Zamarła jednak gdy dostrzegła co znajduje się w środku. Było tak… pięknie. W pierwszej chwili nie wiedziała na co ma patrzeć. Cudownie zielone rośliny, które sprawiały że czuła się jak w małej dżungli. Potem uroczy stolik przy którym mogli wypić herbatę a potem wielkie okno, przez które rozchodził się widok na cały ogród.
- Jesteś niemożliwy Danielu Grahamie – pokręciła z niedowierzaniem głową i gdy już obejrzała wszystko podeszła do niego i rzuciła mu się na szyję składając dziesiątki radosnych pocałunków na obu jego policzkach. Na samym końcu spojrzała wprost w jego oczy i złożyła na jego ustach czułe muśnięcie. – To najlepszy urodzinowy prezent jaki dostałam – uśmiechnęła się i z radością wymalowaną także w oczach ponownie zaczęła chodzić po pomieszczeniu. Oglądając kolejne rośliny stanęła przed dużym oknem i na chwilę się zamyśliła. Dopiero czując jak dłonie Daniela oplatają jej talię oparła głowę o jego tors i uśmiechnęła się. – Nigdy Ci o tym nie mówiłam, ale jak byłam młodsza marzyłam o takim małym domku otoczonym wielkim ogrodem. I takim zimowym oszklonym ogrodzie w środku, by w taką pogodę jak dzisiaj usiąść z kubkiem kawy na kanapie wśród roślin i wielu, wielu książek.
_____________
Lubiła tańczyć, pełna radości tak, ciągle goniła wiatr...

Mów mi:stokrotka
MULTI:nope
 



job
już oficjalnie pracuję u siebie

feelings
umowa została anulowana

and more
dlatego zaczynam wszystko "od nowa"

Daniel Graham
30 lat
184 cm
mieszka w Belltown

2021-01-20, 18:54


Nie zaprzeczył, jak i nie potwierdził niczego, gdy zapytała o kupno domu. Jedynie uśmiechał się, cały czas unikając odpowiedzi. Już nie musiał się kryć, a to sprawiało, że czuł się rozluźniony. Oczywiście nie zamierzał zdradzać się ze wszystkimi szczegółami. Niewymierną satysfakcję sprawiało mu za każdym razem obserwowanie jej zaciekawionego spojrzenia oraz uśmiechu niepewności tego, co zastanie. Nie znaczyło to, że rozlubował się w chaosie - absolutnie! Z jego perspektywy wszystko było rozplanowane od A do Z. Dopięte na ostatni guzik. Daniel Graham nie odwalał fuszerki. A jego działania - nawet z pozoru lekkomyślne - były dobrze przemyślane.
Nie powiedział także nic na jej zdenerwowanie. Podskórnie wiedział, że ostateczny efekt przypadnie jej do gustu. Oparł się ramieniem o framugę i uśmiechał się widząc zmiany w jej wyrazie twarzy, gdy rozglądała się po pomieszczeniu. Wszystkie złe wspomnienia z przygotowań i zdenerwowania na transport poszczególnych roślin rozpłynęły się niczym przebita podmuchem wiatru bańka mydlana, gdy przytuliła się do niego w podzięce za ten przydomowy ogród. - Zawsze do usług - powiedział z rozrzewnieniem. Dla tej szczerej radości warto było postawić na odważną decyzję z zakupem domu. Nie było idealnie. Jeszcze wiele rzeczy czekało na realizację, nie mówiąc o tym, że jedynym wykończonym pomieszczeniem była właśnie ta oranżeria, cała reszta pozostawała w powijakach. Dziś jednak tym się nie martwił. Dziś czerpał radość z jej radości.
Przytulając ją do siebie przy oknie prawie palnął "czy taka forma przeprosinowego kwiatka jest wystarczająca do uzyskania przebaczenia?", kiedy Penelope wspomniała o urodzinach. Brwi Daniela powędrowały ku górze.
O cholera. O. Cholera. Cholera, cholera, cholera!
Tak bardzo był pochłonięty przygotowaniami, że zapomniał sprawdzić daty w kalendarzu! Nieco się spiął, ale nie dał po sobie poznać tego, jak bardzo się zdenerwował. Nie mógł się teraz przyznać do gapiostwa i jej rozczarować. Nie, kiedy była taka szczęśliwa. Nie, kiedy nieświadomie spełnił jej skryte marzenie. Tym bardziej poczuł wyrzuty sumienia, że zapomniał o jej urodzinach! Musiał to teraz szybko odkręcić. - Wszystkiego najlepszego - wyszeptał zamiast tego do jej ucha, nie wyprowadzając jej z błędu. - Książek jeszcze nie ma, ale to kwestia czasu. Tam - wskazał ręką na niewielką przestrzeń przy ścianie - zawiśnie huśtawka. Jest jeszcze trochę do wykończenia, ale chciałem zostawić to tobie, żebyś mogła nadać temu miejscu własną duszę. - I tak domyślał się, że poprzestawia wszystko na własną modłę, jednak w najmniejszym stopniu mu to nie przeszkadzało. - Za to kawę mogę załatwić od ręki! - dodał z nieco przesadzonym entuzjazmem, poprowadził ją do stolika, posadził na jednym z krzeseł i okrył kocem. - Rozejrzyj się w spokoju, znajdź niespodzianki od ludzi z pracy, a ja wracam za kilka minut. - Pocałował ją w czubek głowy i wyszedł z oranżerii. W trakcie przygotowywania kawy na szybko skontaktował się z odpowiednimi ludźmi o odpowiednich kompetencjach, aby wyratowali go z tej niezręcznej sytuacji. Co prawda nie udało się ustalić szczegółów, ale liczył na wsparcie. Było mu potrzebne.
Kilka minut później wrócił z dwoma prostymi kubkami z równie prostą kawą. Niestety, na stanie nie było niczego ozdobnego, żadnej tacy ani dodatków i teraz pluł sobie w brodę, że nie zajrzał do kalendarza wcześniej! Mógł to przygotować inaczej. Niespodzianka, która także dla niego okazała się zaskoczeniem… Postawił jeden kubek przed Penelope i sam rozsiadł się wygodnie w krześle naprzeciwko niej. - Potrzeba tu drobnego odświeżenia, ale jedna ekipa po zakończeniu projektu jest wolna i będą mogli wejść od przyszłego tygodnia, więc masz niewiele czasu na wszelkie uwagi odnośnie wprowadzenia zmian. A jeśli wszystko pójdzie sprawnie, na wiosnę będziesz mogła pić tu każdą poranną kawę, a wieczorem patrzeć w gwiazdy… - wskazał na przeszklony sufit ponad nimi. Dzielnica znajdowała się nieco na uboczu miasta, co wiązało się niestety z dłuższą drogą do pracy, ale ostatecznie komfort życia nie mógł być dużo gorszy w porównaniu do mieszkania bliżej centrum. Którego przecież się nie pozbywał. Czuł jednak ekscytację na myśl o tej przygodzie, jaką mieli zacząć pod jednym dachem. Nowym, wspólnym dachem. - Nie wiem, jak ty, ale ja nie mogę się doczekać. Wyobrażasz sobie tę radość Lucky'ego, gdy będzie mógł szaleć do woli po ogrodzie? - wskazał kubkiem na przestrzeń za szybą. Planowanie z nią przyszłości, nawet w tak mało istotnych sprawach napawało Daniela przyjemnym ciepłem i optymizmem. Odwrócił głowę i spojrzał na Penny, a coś w wyrazie jej twarzy go zaniepokoiło. - Przesadzam? To za szybko? - Nie przemyślał tego tak dobrze? Podjął zbyt pochopnie decyzję? Mieli mówić sobie o swoich lękach i obawach, ale głupio było mu się przyznać, że nie chciałby rozczarować jej oczekiwań.
Mów mi:A.
MULTI:herbaciany książę
 



job
Ilustruje książki i projektuje krajobrazy

feelings
Pokochałam pracoholika

and more
...ale zamieniłam go w całkiem romantycznego robota!

Penelope Diaz
26 lat
172 cm
mieszka w Belltown

2021-01-21, 11:43


Mogła się po nim spodziewać naprawdę wiele, ale takie szaleństwo? Nawet ona nie była do niego zdolna, więc tylko wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Czy naprawdę kupił ten dom? Dla niej? Dla nich? Nie mieściło jej się to w głowie, więc nic dziwnego, że nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. Widziała oczami wyobraźni wszystko co mówił. Małą biblioteczkę w rogu, huśtawkę na której będzie mogła spędzać wieczory i te gwiazdy. Musiało tutaj być pięknie także nocą. I ten piękny ogród, w którym mogłaby spędzić całą wiosnę projektując każdą jego część. Lucky będzie tutaj szczęśliwy. My będziemy szczęśliwi przeszło jej przez myśl i właśnie w tym samym momencie uśmiech pojawił się na jej twarzy. Tego było tak wiele do przeanalizowania, że kompletnie zapomniała o prezentach od zespołu. Trudno było znaleźć takie drobne szczegóły podczas gdy główną niespodzianką był cały dom. Szybko jednak znalazła książkę o którym rozmawiała z Aaronem, w którą wsunięta była kartka z życzeniami, ręcznie zdobiona szkatułka pewnie była pomysłem Anny a na delikatne kolczyki złożyła się pewnie reszta zespołu. Aż ciepło zrobiło jej się na sercu, że otaczała się tak wspaniałymi ludźmi. Siedząc na jednym z wiklinowych krzeseł podciągnęła kolana pod brodę i pogrążyła się we własnych myślach.
Nawet nie zauważyła kiedy Daniel wrócił z dwiema filiżankami, które postawił na stoliku. Dopiero słysząc jego słowa zerknęła na niego i sięgnęła po kawę. – Nadal nie mogę w to uwierzyć… - pokręciła głową, bo czy oni właśnie rozmawiali o wspólnym urządzaniu domu? Ich własnego domu? Powinna czuć ekscytację, ale ukryta była ona pod wieloma obawami i wewnętrznym przerażeniem. To nie był mały krok. Podczas ich pierwszej randki sama przyznała, że powinni pieprzyć zasadę małych kroczków ale to był skok na główkę w przepaść. Nie chciała by podekscytowanie Daniela minęło a miała wrażenie, że tak się stało gdy po raz kolejny zbyt długo milczała wpatrując się w krajobraz za przeszkloną ścianą. Ogród był ogromny, dokładnie taki o jakim marzyła. Znajdzie się tam miejsce na domowy warzywnik, na pięknie kwitnące i pachnące kwiaty, gdzieś pod drzewem ustawią drewnianą ławeczkę na której całe lato będą mogli chować się przed słonecznymi promieniami. Ta wizja jej nie przerażała, w końcu chciała spędzić z Danielem całe życie, ale tyle kwestii jeszcze nie umówili, że było to istne szaleństwo.
- Danny… - jej głos był ciepły i kojący. Odstawiając filiżankę na stolik położyła dłoń na jego dłoni i delikatnie wodziła kciukiem po jego skórze. – Zaręczyliśmy się po jednym dniu znajomości, więc w naszym przypadku szybko to pojęcie względne – uśmiechnęła się uroczo a zarazem nieco żartobliwie. Miała nadzieję, że ich relacja była na takim etapie, że mogli sobie żartować z ich udawanych zaręczyn, które doprowadziły do tego co mają teraz. Miłość. Mimo, że Penny dalej nie powiedziała tego na głos naprawdę czuła wobec niego ogromną i szczerą miłość.
- Po prostu jestem bardzo zaskoczona. Zazwyczaj dostawałam na urodziny kwiaty, czekoladki albo jakiś drobny upominek. Ty kupiłeś nam dom – ponownie przejechała kciukiem po jego ciepłej skórze. – Myślałam, że jeśli podejmiemy taką decyzję to wspólnie. Że też będę mogła mieć w tym jakiś wkładfinansowy wkład – Ale tutaj wszystko jest idealne. Ten dom, ogród, oranżeria. Przemyślałeś to dokładnie i chwilami jestem przerażona że tak dobrze mnie znasz. Nawet nie wiem jak zdołałeś to ukryć! – przysunęła swoje krzesło bliżej, tak by móc bez problemu ułożyć głowę na jego ramieniu – To naprawdę nasz dom?
_____________
Lubiła tańczyć, pełna radości tak, ciągle goniła wiatr...

Mów mi:stokrotka
MULTI:nope
 



job
już oficjalnie pracuję u siebie

feelings
umowa została anulowana

and more
dlatego zaczynam wszystko "od nowa"

Daniel Graham
30 lat
184 cm
mieszka w Belltown

2021-01-22, 21:49


Uśmiechnął się na przypomnienie tamtych początków. Zaczęli kłótnią i plotkami. Mieli to odwołać, a zamiast tego utknęli jeszcze głębiej w tym chaosie, jaki sami na siebie sprowadzili nieodpowiednimi decyzjami. Ale czy aby na pewno? Gdyby te kilka miesięcy temu ktoś mu powiedział, że kupi dom, żeby naprawdę zamieszkać z Penelope Diaz, zapewne zaśmiałby się tej osobie w twarz. Przecież ledwo wytrzymywał wszystkie zmiany w apartamencie, jakie wprowadziła wraz z sobą. Teraz oddawał jej wolną rękę w kwestiach aranżacji. No, nie do końca wolną, sam także miał na to jakąś wizję, ale skoro mieli tu mieszkać razem, chciał, aby każde z nich czuło się tutaj dobrze.
- Nie do końca kupiłem dom w prezencie urodzinowym, po prostu nałożyły się na to niezależne okoliczności zewnętrzne - specjalnie użył rozbudowanego zdania, żeby odwrócić jej uwagę od czepiania się za słówka. W końcu prezent urodzinowy pozostawił do zorganizowania Aimee i gorąco liczył na to, że uda się odkręcić jeszcze to drobne nieporozumienie. Musiał teraz tylko zająć myśli Penelope, żeby Hale miała czas na zorganizowanie wszystkiego, co ustalili w trakcie krótkiej wymiany smsów. W każdym razie chciał zejść z tego tematu, dlatego poruszył inny, najwyraźniej równie newralgiczny, bo doskonale wyczytał, co miała na myśli z “wkładem”. - Penelope, rozumiem twoje niezadowolenie dotyczące finansów, ale pieniądze to tylko pieniądze. Mam jeden apartament - drogi, wykończony spod igły, ale pusty. Niech twoim wkładem będzie to ciepło, które wokół siebie roztaczasz. To dużo cenniejsze niż mniejszy czy większy przelew na czyjeś konto - odpowiedział na niewypowiedzianą wątpliwość z przekonaniem i ścisnął jej dłoń opierając policzek na jej głowie. - Dlatego chcę nazywać to miejsce naszym domem. Ja już jestem w nim zakochany. Zresztą, nigdzie nam się nie spieszy, oprowadzę cię - odstawił kubek, wstał i radośnie pociągnął ją za rękę. Wychodząc z oranżerii poprowadził ją pierwszymi drzwiami do jednej z dwóch niewielkich sypialni na dole. Przechodząc z pomieszczenia do pomieszczenia opisywał ze szczegółami różne architektoniczno-technologiczne sztuczki, jakie miały usprawnić im życie w domku jednorodzinnym. Na niewielkiej przestrzeni wydzielił miejsce na małą pralnię, spiżarnię, a nawet w łazience wcisnął projekt mini-sauny dla ich prywatnego użytku! - Nie chciałbym bardzo ruszać salonu, sztukateria na ścianach może nie jest ostatnim krzykiem mody, ale jest solidnie wykonana i pięknie pasuje o tych ornamentów na balustradzie prowadzącej na piętro - i właśnie w tamtą stronę poprowadził ją w następnym kroku. - A tu bym powiększył nieco przestrzeń - stanął wreszcie na górze i stuknął butami o podłogę. - Myślałem nad tym, aby całe poddasze zaaranżować na jedną dużą antresolę. Wyburzenie sufitu i kilku ścian nie będzie problemem, jeśli zostawimy pojedyncze słupy podtrzymujące dach, a nie potrzeba nam tylu pokoi. To niewielki dom, ale chciałbym, aby było tu przytulnie i przestrzennie. - Oczami wyobraźni widział, jak po jednej stronie znajduje się jej kącik artystyczny, a po drugiej stronie on ma swoje stanowisko pracy. Chaos i porządek na jednej przestrzeni. Opisał to ze śmiechem wskazując na różne kąty i ostatecznie wszedł do malutkiego pokoju, w którym jedynym oświetleniem było okno dachowe. Daniel miał pomysł na te kilka metrów kwadratowych i chciał jej przedstawić wizualizacją. Podłoga może nie była najczystsza, ale co tam! Zdjął płaszcz, rozłożył go na podłodze i położył się na parkiecie wskazując na przestrzeń przed sobą. - A tu możemy zrobić kącik filmowy z profesjonalnym nagłośnieniem, rozwijanym ekranem i rzutnikiem rzucającym obraz na sufit. Ale nie chcę się pozbywać naturalnego światła. Chodź, sama popatrz - poklepał miejsce obok siebie i skinął głową na okno w dachu, które wychodziło na rozłożyste drzewo ponad nim. - Albo zrobimy zupełnie inaczej, jak tylko będziesz tego chciała… - odwrócił głowę w jej stronę i uśmiechnął się promiennie.
Mów mi:A.
MULTI:herbaciany książę
 



job
Ilustruje książki i projektuje krajobrazy

feelings
Pokochałam pracoholika

and more
...ale zamieniłam go w całkiem romantycznego robota!

Penelope Diaz
26 lat
172 cm
mieszka w Belltown

2021-01-22, 23:09


Wiedziała, że Daniel nie przejmuje się kwestiami finansowymi. Nigdy tego nie robił i udowodnił jej to już pierwszego dnia gdy obcej osobie zostawił kartę kredytową wraz z numerem pin. Mogła z tymi pieniędzmi zrobić co chciała jednak w odróżnieniu od wielu osób na jej miejscu nie zamierzała z tego korzystać. Teraz również czuła się dziwnie przyjmując taki prezent, ale miał rację. Ciężko przez wiele lat zapracował na swój sukces i miał prawo robić z tymi pieniędzmi co tylko chciał. Nie chciała odbierać mu tej ekscytacji, więc uśmiechnęła się ciepło w jego kierunku i dalej z czułością gładziła jego dłoń. Teraz były to jedynie cztery ściany. Gołe, puste, bez charakteru. Wspólnie sprawią, że to wnętrze będzie reprezentować ich charaktery i po remoncie będą mogli nazwać to miejsce domem. Dom.
Tak pięknie to brzmiało, że sama aż się rozmarzyła dopóki Danny nie pociągnął ją w nieznanym kierunku. On znał ten dom lepiej, więc trzymając mocno jego dłoń obserwowała nie tylko pomieszczenia, które jej pokazywał, ale również wyraz jego twarzy. Biło od niego tak ogromne szczęście, taka radość i ekscytacja, że zaczęło jej się to udzielać. Mogłaby tak na niego patrzeć godzinami, gdy z takim zapałem opowiadał o zmianach, jakie powinni wprowadzić dla własnej wygody, ale także dla zwiększenia efektu końcowego.
- Moglibyśmy też jedno z tych okien w sypialni zamienić na tarasowe drzwi. Latem to będzie bardzo przyjemne. Będzie słychać śpiew ptaków i ten powiew ciepłego powietrza o poranku – spojrzała na Daniela szukając w nim aprobaty takiego pomysłu. To on wstawał wcześniej, więc oczami wyobraźni widziała jak wygrzebuje się z łóżka, podczas gdy ona szczelniej otula się kołdrą i przewraca na drugi bok. Mógłby otwierać taras wpuszczając ciepło i zapach kwiatów. Do tego kawa i śniadanie w ogrodzie zanim nie wybraliby się do pracy. – I moglibyśmy bardziej otworzyć kuchnię na salon. To Ty jesteś architektem ale ta ścianka nie wygląda na nośną. Zrobiłoby się więcej miejsca i mógłbyś mnie dalej obserwować podczas gotowania – zażartowała sobie, bo nawet pomimo słuchawek w uszach, skupieniu na gotowaniu, podrygiwaniu biodrami i nuceniem pod nosem wiedziała, że wzrok Daniela zbyt często odrywa się od komputera gdy siedział kilka metrów dalej w salonie. Lubiła takie otwarte przestrzenie, więc cała góra miała taki potencjał. Potrafiła sobie wyobrazić wszystko o czym mówił. To było niezwykle cudowne, gdy brał pod uwagę nie tylko swoje przyzwyczajenia, ale także te Penny. I chociaż potrafiła pracować w każdym miejscu to taki kącik, gdzie Dan nie będzie ingerował w jej chaos na pewno była jej potrzebna. Chociaż zdecydowanie bardziej wolała malować na dole w oranżerii.
- Nie wiem czy to miejsce tak na Ciebie działa, ale masz w sobie tyle energii. Nigdy Cię takiego wcześniej nie widziałam – uśmiechnęła się, siadając na wskazanym przez niego miejscu. Od razu powędrowała wzrokiem w stronę okna umieszczonego w dachu będąc pewną, że będą tutaj oboje szczęśliwi. - Nie wiem czy to miejsce tak na Ciebie działa, ale masz w sobie tyle energii. Nigdy Cię takiego wcześniej nie widziałam – uśmiechnęła się, siadając na wskazanym przez niego miejscu. Od razu powędrowała wzrokiem w stronę okna umieszczonego w dachu będąc pewną, że będą tutaj oboje szczęśliwi. – W takim razie jeśli ma to być sala kinowa musimy kupić sobie maszynę do popcornu – zaśmiała się, w głowie już tworząc listę najpotrzebniejszych rzeczy, które będą musieli kupić. Szybko jednak pokręciła głową i dalej śmiejąc się popchnęła ostrożnie Daniela na plecy i sama się nad nim nachyliła. Wpatrywała się w jego oczy z takim uczuciem, że nie dało się tego opisać słowami. Niesfornymi kosmykami drażniła jego policzki a sama uśmiechnęła się nieco bardziej zadziornie, bo skoro to był ich dom nie musieli obawiać się, że ktoś im tutaj przeszkodzi. W pewnej chwili jednak spoważniała, nerwowo podgryzając dolną wargę. Istniało jeszcze wiele tematów, których nie mieli okazji poruszyć a kupno domu kolejny raz pokazało, że nie są w stanie trzymać się metody małych kroczków. Omijali wiele etapów i chociaż niczego nie żałowała, to wciąż czuła lekką niepewność związaną z ich przyszłością.
- To teraz ja coś powiem a Ty poczekasz z odpowiedzią do końca dobrze? – zrobiła przerwę oczekując potwierdzającego kiwnięcia głową. Nie zmieniając swojej pozycji musnęła kilkukrotnie jego policzek i uśmiechnęła się niepewnie. – Chwilami czuję się jak w bajce a to wszystko wydaje mi się nierealne. Jeszcze kilka miesięcy temu byłam pewna, że nigdy nikogo nie pokocham. A jeśli miałoby się to wydarzyć, nie spodziewałam się, że będzie to tak silne, że nie będę już potrafiła bez Ciebie żyć. Ale dalej się boję, że to się skończy. Że pewnego dnia obudzę się i nie będzie już tak pięknie, nie będzie nas. Chciałabym wiedzieć co przyniesie przyszłość… - to zabawne, bo to Daniel był osobą, która musiała mieć wszystko zaplanowane od deski do deski a jeśli plan a nie działał, zawsze w rękawie miał ukryte ze dwa plany zapasowe. – Powiem Ci co ja bym chciała i jeśli chcesz tego samego to postaram się pokonać wszystkie swoje lęki – zaczesała kosmyk włosów za ucho dając sobie ostatnią szansę na wycofanie się z tego wszystkiego. Nie okazała się jednak znowu tchórzem i bardzo niepewnie, ale kontynuowała swój monolog. – Chciałabym codziennie budzić się u Twojego boku. Nie ważne czy położymy się spać w dobrych nastrojach, smutni czy pokłóceni. Chciałabym znowu móc nazywać się Twoją narzeczoną a później żoną, tylko tym razem zrobilibyśmy wszystko jak należy… - delikatny uśmiech pojawiający się na jej twarzy nieco rozluźnił jej spięte mięśnie. – Chciałabym też założyć kiedyś rodzinę. Nie jakąś szalenie wielką, ale dwójka dzieci i pies, którego już mamy wydaje się takim racjonalnym rozwiązaniem. I na koniec skończymy tutaj, w tym pokoju kinowym w wieku osiemdziesięciu lat. Szczęśliwi i nie żałujący ani minuty przeżytego wspólnie życia.
_____________
Lubiła tańczyć, pełna radości tak, ciągle goniła wiatr...

Mów mi:stokrotka
MULTI:nope
 



job
już oficjalnie pracuję u siebie

feelings
umowa została anulowana

and more
dlatego zaczynam wszystko "od nowa"

Daniel Graham
30 lat
184 cm
mieszka w Belltown

2021-01-26, 18:47


Podobały mu się wszystkie pomysły. Drzwi tarasowych w sypialni - od razu wyobraził sobie, jak letnią porą Penelope zaraz po wstaniu z łóżka na bosaka wychodzi na trawnik, aby rzucić patyk Lucky'emu albo opatulona kocem pije kawę na ogrodowym fotelu i wystawia rozespaną jeszcze twarz w stronę słońca. Otwarta kuchnia także miała swoje zalety, szczególnie ten jeden, który tak ochoczo mu wypomniała, a który to wywołał uśmiech na jego ustach. Absolutnie nie zamierzał się tego wypierać. - Mam w biurze plany tego domu, możemy wspólnie usiąść wieczorem i ponanosić nasze pomysły. - Pokiwał z aprobatą głową. Odruchowo zaczął przeliczać zaplanowane realizacje na szacunkowy czas ich wdrażania. Machnął jednak na to ręką - będzie o tym myślał później, wolał skupić się na teraźniejszości. - Nie wiem, co takiego jest w tym miejscu, ale dobrze się tu czuję - objął ją ramieniem, kiedy do niego dołączyła i uśmiechnął się wesoło. - Z maszyną do popcornu i ekranem do wyświetlania filmów 3D już w ogóle będzie idealnie - rzucił z rozbawieniem, bo przecież wiadomo było, jak Daniel uwielbiał kino. Ledwo zdążył to wypowiedzieć, kiedy uderzył głucho plecami o podłogę pod wpływem pchnięcie Penny i ponad sobą dostrzegł jej twarz. Zmarszczył śmiesznie nos, gdy końcówki jej włosów połaskotały go po skórze i zdmuchnął je jednym chuchnięciem. Przymknął na chwilę oczy, a po ich otwarciu zmarszczył brwi widząc jej bardziej poważną twarz niż chwilę wcześniej. Bezmyślnie kiwnął głową na prośbę Penelope o wysłuchanie jej wypowiedzi, ale po kilku zdaniach już otwierał usta, żeby jej przerwać. Nie mógł jej zapewnić, że zawsze będzie tak kolorowo, ale w głębi serca nie wyobrażał sobie spędzić życia z kimkolwiek innym. Nie wydusił z siebie ani słowa, bo wszystko to, o czym mówiła Penny, przyprawiało jego serce o szaleńczy bieg, a roziskrzone oczy nie mogły oderwać się od jej twarzy.
Trochę ją rozumiał. Głowa Daniela dalej była pełna wątpliwości. Jednak jego obawy nie dotyczyły zamieszkania pod jednym dachem z Penny. Bał się, że on będzie niewystarczający. Jego ambicja zawsze sięgała wysoko, kierował się zasadą sto procent albo nic nakładając na siebie ogromną presję. Nie tylko w pracy, ale także w życiu chciał być jak najlepszy, szczególnie dla niej. Jak jednak to zrobić, kiedy nie miało się żadnego wzorca? Obraz rodziny z jego dzieciństwa był inny. Zresztą, oboje na swój sposób byli dysfunkcyjni na tej płaszczyźnie. Ona wychowywana przez siostrę, on jedynie przez matkę. Powtarzał sobie, że tym bardziej powinni stworzyć nowy wzorzec razem, na własnych warunkach, ale w jego sercu czaiła się niepewność...
Wszystkie te wątpliwości rozwiały się nie pozostawiając po sobie nawet jednego cienia. Bo czy mu się śniło, czy rzeczywiście Penelope planowała przyszłość z nim? I to nie jakąś tam przyszłość bez żadnych konkretnych założeń, a chciała spędzić całe życie u jego boku. Potrzebował czegoś więcej? - Więc zróbmy to. Wyjdź za mnie - powiedział od razu, gdy tylko padło jej ostatnie słowo. To nie było pytanie czy prośba, ale również nie despotyczne stwierdzenie faktu niepodlegającego dyskusji. To przekonanie, że on również pragnie tego samego oraz uczucie przemawiające nie tylko przez słowa czy pocałunki, ale także podejmowane działania dla uszczęśliwienia jedynej osoby, na której mu tak bardzo zależało. Podniósł się na łokciach do pozycji wpół leżącej i popatrzył na Penelope z żarliwym pragnieniem spełnienia jej wszystkich zachcianek oraz rozwiania obaw. - Nie robimy niczego, jak należy. A jeśli zależy ci na jakichś niepisanych zasadach czy tradycjach, to moja matka dalej myśli, że jesteśmy zaręczeni, więc jakby się uprzeć jesteś moją narzeczoną już kilka miesięcy. - Na początku w ogóle o tym nie myślał. Od dziecka był przekonany, że nigdy nie założy rodziny. Teraz chciał żyć z Penelope, ale nie potrzebował do tego obrączki na palcu. Zresztą, tamte fałszywe oświadczyny wystarczająco go straumatyzowały. A po świątecznej rozmowie nie oczekiwał żadnych konkretnych planów na przyszłość. Ale po tym wszystkim co usłyszał od niej przed chwilą, pragnął jak najszybciej zrealizować tę wizję. - Ja też tego chcę, dlaczego mielibyśmy zwlekać? Skończymy remont domu, wprowadzimy się i urządzimy w ogrodzie skromną uroczystość dla najbliższych. To wystarczająco dużo czasu, żeby wszystko przygotować i jednocześnie na tyle mało, żebyś nie musiała obawiać się, że obudzisz się któregoś dnia i nie będzie nas. - Wyprostował się i teraz on spojrzał na nią z poważną miną. - Sam nie wierzę w to, jak zmieniłem się pod twoim wpływem. Dalej jednak pozostałem sobą. Nawet drobne “spontaniczności” muszę mieć chociaż z grubsza zaplanowane. - Kącik ust mu drgnął, bo owo “z grubsza” i tak zwykle zakładało plany awaryjne. - Nie kupiłbym tego domu, gdybym nie był pewien, że chcę w nim zamieszkać z tobą. Że chcę spędzić z tobą życie, z pełną świadomością i akceptacją, że tego życia nie będę mógł zamknąć w sztywne ramy określonego planu. - Zwykle wymagający konkretnego schematu działania, teraz cieszył się na niewiadomą przyszłego, ale - co było najważniejsze - wspólnego życia.
Mów mi:A.
MULTI:herbaciany książę
 



job
Ilustruje książki i projektuje krajobrazy

feelings
Pokochałam pracoholika

and more
...ale zamieniłam go w całkiem romantycznego robota!

Penelope Diaz
26 lat
172 cm
mieszka w Belltown

2021-01-26, 22:04


Projekt nowy dom stanie się jej najważniejszym projektem, nad którym dane jej będzie pracować. Zawsze się przykładała, dawała z siebie wszystko ale koniec końców nie mogła podziwiać efektów swojej pracy w nieskończoność. Oddawali gotowy projekt właścicielom, oglądali zadowolenie na ich twarzach a później zapominali biorąc się za coś zupełnie nowego. Z tym miejscem miało być inaczej. Codziennie rano miała oglądać te same ściany i ten sam ogród, który (wiedziała już teraz) będzie najpiękniejszym miejscem na ziemi. Stworzą miejsce, gdzie oboje będą szczęśliwi i każde z nich znajdzie kawałek przestrzeni dla siebie. A połączenie ich charakterów nie będzie czymś prostym i właśnie przez wizję ciągłego chodzenia na kompromis w temacie koloru nowej kanapy, mebli kuchennych czy zasłon, odłożyła tą rozmowę na później. Wspólnie usiądą do projektu i wspólnie namalują wspólną przyszłość. Ich przyszłość. Ich cholernie szczęśliwą i przewidywalną przyszłość. Zawsze marzyła o tym by jej życie się ułożyło. Kochający mężczyzna, uroczy dom i wizja rodziny. Dlatego z taką niecierpliwością oczekiwała jego odpowiedzi, więc gdy w końcu padły konkretne słowa, a dokładniej mówiąc konkretna propozycja Penny zaśmiała się w głos.
- W mój pokręcony i jak widać nieskuteczny sposób to ja Ci się oświadczyłam właśnie. Więc to Ty wyjdź za mnie – rozbawienie na jej twarzy było tak szczere a szczęście wręcz od niej biło takim blaskiem, że nikt nie powinien mieć wątpliwości o jej uczuciach. Czy musiała używać słów by to pokreślić? Czy nie wystarczył ten pełen radości uśmiech, zakochane spojrzenie i dłonie, które co rusz odszukiwały go i przyciągały do siebie? Jeśli tak miała wyglądać ich przyszłość to była gotowa zaryzykować i wskoczyć w te nieznane dla niej życie. Nigdy nie była wielką tradycjonalistką, ale teraz, gdy znowu miała przy sobie chociaż namiastkę rodziny w postaci siostry chciała zrobić wszystko jak należy. W dodatku jego mama okazała jej tyle ciepła i wsparcia, nie tylko podczas wspólnych świąt ale przez ostatnie kilkanaście tygodni, że nie mogłaby jej tego odebrać. Zwłaszcza że myśl wyprawienia ich wesela tak bardzo ją ekscytowała. – To brzmi tak nierealne a zarazem tak cudownie. Gdyby nie Twoja mama i Aimee to mogłabym wziąć z Tobą ślub nawet jutro. Bez świadków, wesela i długich przygotowań. Ale z drugiej strony chciałabym żebyś zobaczył mnie w sukni ślubnej, byśmy mieli swój pierwszy taniec i letnie przyjęcie w ogrodzie. Skromne, tylko z najbliższymi osobami – pogładziła go z czułością po policzku, bo Daniel czytał jej w myślach. Gdyby miała sama organizować przyjęcie weselne tak by właśnie ono wyglądało. Na świeżym powietrzu, w letnie ciepłe popołudnie, z niewielką listą gości, otoczona kwiatami i przyjemną muzyką. Wtulając się mocno w Daniela przymknęła oczy i w ciszy poddała się swojej wyobraźni, która podsuwała jej same piękne obrazki. Ich urządzony dom, w którym na ścianach wiszą zdjęcia, nie tylko te robione ostatnio w święta. Zdjęcia ich wspólnych chwil, wspólnych wyjazdów… Ona w skromnej sukni i on, w eleganckim garniturze czekający na środku parkietu, którym była po prostu trawa w ich nowym ogrodzie. Wszędzie powieszone lampiony nadające temu miejscu romantycznego klimatu…
- Za to Cię właśnie tak kocham. Że nawet Twoje spontaniczne pomysły masz dokładnie zaplanowane – zachichotała cicho, wtulając nos w zgłębienie pomiędzy jego barkiem a szyją. Nie chciała by się zmieniał, nie potrzebowała od niego więcej i chociaż wiedziała, że na ich drodze na pewno czeka wiele wyboistych zakrętów to razem dadzą radę. Muszą tylko szczerze rozmawiać i nie trzymać w tajemnicy swoich uczuć. – Postaram się być najlepszą żoną. Nie mogę Ci obiecać, że przez moje roztrzepanie codziennie będzie czekał ciepły obiad, albo że nagle stanę się Panią porządnicką i nie będę ciągle wszystkiego gubiła, ale obiecuję Cię kochać bez względu na wszystkie okoliczności. Zawsze – powiedziała spoglądać wprost w jego oczy, po czym przysunęła się i złożyła na jego wargach pełen uczucia pocałunek. Było w nim wszystko. Miłość, pożądanie, pasja, namiętność i obietnica, że wszystko co mówi jest prawdą. Nie wiedziała jak powinno to wyglądać, nie miała w swoim życiu zbyt dobrego wzoru małżeństwa, ale każdego dnia będzie się tego uczyć.
- Robot Daniel Graham kupił dom i za kilka miesięcy się żeni. Idealny nagłówek na ślubne zaproszenia – zaśmiała się pomiędzy kolejnymi gorącymi pocałunkami.
_____________
Lubiła tańczyć, pełna radości tak, ciągle goniła wiatr...

Mów mi:stokrotka
MULTI:nope
 



job
już oficjalnie pracuję u siebie

feelings
umowa została anulowana

and more
dlatego zaczynam wszystko "od nowa"

Daniel Graham
30 lat
184 cm
mieszka w Belltown

2021-01-27, 21:11


Zaśmiał się słysząc tę doprawdy pokręconą logikę. Tak, to była cała ona. Jeśli chcemy być precyzyjni, oświadczyłem ci się przed kilkoma miesiącami. Na upartego nawet dwa razy - raz słowami, raz pierścionkiem. Zamiast tego pokręcił głową z rozbawieniem. - Naprawdę niczego nie robimy tak, jak trzeba, więc co mi tam. W takim razie tak, Penelope, ożenię się z tobą - powiedział uroczystym tonem, jednak jego twarz rozjaśniał uśmiech. Widział zamglone odbicie swojej twarzy w jej radosnych oczach i marzył tylko o tym, żeby ta chwila szczęścia mogła trwać wiecznie. - Ale nie jutro, bez szans! - stanowczo sprzeciwił się pomysłowi aż tak szybkiego ślubu, chociaż doskonale rozumiał jej motywację. Nie dowierzał, że to wszystko działo się naprawdę, a nie w jego wyobraźni, ale łomot jego serca musiał być prawdziwy, bo jak inaczej wytłumaczyć ten gorąc palący od środka domagający się bliskości i szukający tego samego po drugiej stronie? - Ślub bez świadków można łatwo unieważnić. W dodatku złożenie wniosku o ślub w Seattle jest rozpatrywane przynajmniej trzy dni robocze, a związki małżeńskie zawierane w Vegas nie mają mocy prawnej w większości stanów. - Zagryzł wargi, żeby się nie zaśmiać, bo sam dopiero po fakcie dostrzegł, że te informacje - chociaż niewątpliwie istotne - psuły nieco romantyczną chwilę. Ale właśnie taki był Daniel. Bez względu na to, że Penny nazywała go romantycznym robotem, dalej nim pozostawał, ze wszystkimi zaletami i wadami takiego stanu rzeczy. - A jak już raz zostaniesz moją panią Graham, nigdy nie pozwolę ci odejść - zakończył poważniej z taką pewnością w głosie, jakby niczego innego nie był tak pewien, jak tego jednego postanowienia. Gdy wybrzmiały te słowa Daniel poczuł jeszcze dosadniej ich moc i znaczenie. Co tylko utwierdziło go w podjętej decyzji i tym bardziej nie mógł doczekać się, aż całość zostanie spięta na ostatni guzik, a on zobaczy Penny w tej białej sukni i przysięgnie jej miłość "dopóki śmierć ich nie rozłączy"…
A gdy z ust Penelope padły te dwa słowa - to tylko słowa, do cholery, nie ekscytuj się tak, idioto! - serce Daniela już nie tylko rozbijało się o ściany klatki piersiowej, ale także rosło w zastraszającym tempie rozpływając się po całym ciele błogim ciepłem, wypełniającym duszę i umysł kojącym spokojem. Uśmiechnął się pod nosem przytulając ją jeszcze bardziej.
- Nie chcę, żebyś była idealną żoną; chcę żebyś była moją żoną. Roztrzepaną, odnajdującą spokój w chaosie, wybierającą dłuższą drzemkę zamiast wspólnego wypicia kawy z rana po "ciężkiej nocy"... - uśmiechnął się szelmowsko i odwzajemnił pocałunek. On także chciał ją zapewnić o swoim nieustającym uczuciu, ale równie dobrze mógł to przekazać bez użycia słów, a posiłkując się ustami w nieco innym zastosowaniu. Złapał ciężko powietrze, gdy Penny przerwała na chwilę pocałunek i zaśmiał się na jej wniosek. - Myślę, że obrazek na ślubne zaproszenia także został już zaprojektowany - powiedział z rozbawieniem mając na myśli rysunek, który Penelope wykonała na odwrocie ich niedorzecznej umowy. Umowy, która została anulowana w burzliwych okolicznościach. Która to została przedarta na pół przez jej autorkę osobiście w dniu, gdy nieporozumienie wbiło klin niezgody między ich chwiejne uczucie, a którą Daniel - tak jak doniczkę - skleił i ponownie oprawił w antyramę. A jednak gdyby nie ona, dziś nie znaleźliby się właśnie w tym punkcie, kiedy planowali wspólną przyszłość.
Niedługo po tym, gdy ich usta ponownie złączyły się w namiętnym pocałunku, telefon w kieszeni Daniela zawibrował w wyczekiwanym sygnale. Idealnie! Chociaż pocałunki stawały się coraz gorętsze, a krew w jego żyłach zaczynała krążyć zdecydowanie szybciej niż zazwyczaj, pozostało mu jeszcze coś do zrobienia... - Chodź, pokażę ci ogród. Skoro czeka na niego tak ważne zadanie do spełnienia, musi być sprawdzony w każdym milimetrze kwadratowym… - Wstał z podłogi, wyciągnął rękę w kierunku Penny i pomógł jej podnieść się do pionu. Skradł jej jeszcze kilka pocałunków, zanim zeszli na dół i skierowali się do ogrodu, ale ani na moment nie puszczał jej dłoni. - Jeszcze raz wszystkiego najlepszego… - powiedział cicho obejmując Penny od tyłu, gdy zbliżyli się do altanki, na środku której na drewnianym stoliku zostało położone ekstrawagancko wyglądające pudełko. Nie wyglądało podejrzanie. Ale gdyby tylko przyszło Danielowi rzucić jakimś pomysłem na ten prezent, zamiast zostawić Aimee wolność wyboru... Gdyby tylko zajrzał tam wcześniej, może udałoby się jednak wycofać z tego w odpowiednim momencie…?
Bo gdyby rzeczywiście prawdą były słowa Penelope o tym, że Daniel tak bardzo dobrze ją zna, nie kupiłby jej przecież w prezencie… czegoś takiego.
Mów mi:A.
MULTI:herbaciany książę
 



job
Ilustruje książki i projektuje krajobrazy

feelings
Pokochałam pracoholika

and more
...ale zamieniłam go w całkiem romantycznego robota!

Penelope Diaz
26 lat
172 cm
mieszka w Belltown

2021-01-28, 10:21


Zawtórowała mu śmiechem; takim szczerym i pełnym radości. Gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział jej, że właśnie w ten sposób zakończy się jej relacja z Danielem Grahamem to chyba umarłaby z rozbawienia. A jednak leżeli na twardej podłodze ich nowego, jeszcze niewyremontowanego domu rozmawiając o ślubie i przyszłości. Przez chwilę miała nawet ochotę się uszczypnąć by sprawdzić czy przypadkiem nie jest to jakiś piękny sen, ale chyba bała się, że po obudzeniu znajdzie się w swoim mieszkaniu całkiem sama. Jeśli to była tylko jej wyobraźnia to chciała by trwało to już wieczność, by nigdy się nie obudziła i na zawsze została w jego ramionach.
Gdy jednak Daniel wspomniał, że jutro na pewno się z nią nie ożeni uniosła brew ku górze czekając na jakieś bardziej szczegółowe wyjaśnienia, które chwilę później dostała. – Mój jakże romantyczny i szalony robot – Daniel może powstrzymał się przed kolejnym śmiechem, ale jej się zdecydowanie to nie udało. Uwielbiała gdy to robił, gdy starał się być spontaniczny, wcześniej planując wszystko dokładnie. A jeśli coś szło nie po jego myśli w głowie w pośpiechu układał nowy plan. Jakby jego mózg był zdolny tylko do tego a on sam nie był zdolny do nieprzemyślanych i podjętych bez zastanowienia decyzji.
- Mógłbyś to jeszcze raz powtórzyć? Moja pani Graham? – zerknęła na niego z promiennym uśmiechem i taką miłością wymalowaną w oczach. Chciała by ją tak nazywał, chciała być jego żoną, chciała być tylko jego, więc te słowa wypowiadane na głos brzmiały jak najpiękniejsza melodia. Już teraz wiedziała, że chociażby powtórzył jej to milion razy to nigdy się tym nie znudzi. Obserwując jego twarz wyrażającą taki spokój poczuła dokładnie to samo. W końcu, pierwszy raz w życiu była czegoś tak pewna, że nic nie było w stanie zachwiać jej szczęściem. Nikomu na świecie tak nie ufała jak właśnie jemu, więc z czułością przeczesała palcami jego włosy, czując że od ciągłego uśmiechania zrobią jej się niedługo zmarszczki. – Może i ślubu nie da się tak szybko zorganizować, ale już teraz mogę Ci złożyć pewną obietnicę – poprawiła się nieco, przybierając wygodniejszą pozycję. Na tyle jednak bliską, by Daniel cały czas mógł otaczać ją ramionami a on bez problemu mogła tonąć w jego spojrzeniu. – Ja Penelope Diaz obiecuję szanować Twoje przywiązanie do planowania i rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze – z trudem utrzymała poważny wyraz twarzy – Obiecuję kochać Cię każdego dnia tak samo mocno jak kocham teraz, nawet jeśli będziesz mnie denerwował i doprowadzał do szału... Obiecuję też do końca moich dni wprowadzać nie tylko chaos do Twojego życia, ale także całą gamę kolorów, dzięki którym, mam taką nadzieję, uśmiech nigdy nie zniknie z Twojej twarzy – zakończyła to wszystko pełnym uczuć pocałunkiem, nie ostatnim tego dnia. A wszystko co mówił tak bardzo się zgadzało z prawdą, że tylko śmiała się po każdym tak logicznym stwierdzeniu. Na swoje dłuższe drzemki nie mogła już nic poradzić, bo od pierwszego dnia gdy zjawiła się w jego apartamencie Daniel zrozumiał, że ma do czynienia z prawdziwym śpiochem, który do ostatniej minuty trzeciej drzemki w budziku będzie wylegiwać się pod kołdrą.
Dlatego tak leniwie podniosła się z ziemi pozwalając się zabrać do ogrodu. W każdych innych okolicznościach pewnie sama wyczekiwałaby takiej wycieczki jednak teraz zdecydowanie bardziej wolała zostać z nim na tej twardej podłodze, obserwując jasne niebo w dachowym oknie. Gdy jednak Daniel poprowadził ją przez salon, skąd tarasowymi drzwiami wyszli na ogród zaparło jej dech w piersiach. Z oranżerii widok był powalający, ale gdy spacerowali po ich własnym ogródku nie mogła oderwać spojrzenia od tych wszystkich krzewów i drzew. Daniel nawet nie zdawał sobie sprawy jak wiosną zrobi się tutaj pięknie. Poprzedni lokatorzy musieli naprawdę dbać o to miejsce. Co prawda uśpione poprzez porę roku krzewy dla amatora wyglądały tak samo, ale Penny dokładnie je rozpoznała. Już za kilka miesięcy piękne azalie, rododendrony i hortensje rozkwitną bukietem kolorów i zapachów, sprawiając że to miejsce zamieni się w jeszcze bardziej magiczny ogród. Ich ogród. Zanim zdążyła wszystko opowiedzieć skierowali się do altanki gdzie przygotował dla niej kolejny prezent.
- Wiesz, że śniadanie do łóżka załatwiłoby całe to urodzinowe szaleństwo? – zerknęła na Daniela uważnie, bo naprawdę nie była wymagającą osobą. A zrobił dla niej tak wiele, że nie miała pojęcia czym będzie mogła się odwdzięczyć w jego święto. Pomyśleć, że pod choinkę dała mu jedynie cyfrowy aparat. Otwierając jednak ładnie zapakowany prezent nie mogła się powstrzymać i zaśmiała się pod nosem. Spodziewała się tam kolejnego kwiatka, ewentualnie jakiś dodatek do nowego domu lub zestaw nowych przyborów do szkicowania a zamiast tego dostrzegła koronkowy komplet bielizny.
- To bardziej prezent dla mnie czy dla Ciebie? – uniosła brew ku górze, jednak na jej twarzy dostrzec można było nie tylko rozbawienie, ale także prowokujący uśmiech. – W takim razie nie powinniśmy zwlekać… Powinnam go przymierzyć, prawda? – rzucając kolejne zadziorne spojrzenia w jego stronę, ujęła ponownie jego dłoń i przyciągnęła do siebie. Nic jednak nie zrobiła. Przez chwilę popatrzyła w jego oczy po czym odwróciła się i ruszyła z powrotem w stronę domu. – To jak? Idziesz?
_____________
Lubiła tańczyć, pełna radości tak, ciągle goniła wiatr...

Mów mi:stokrotka
MULTI:nope
 



job
już oficjalnie pracuję u siebie

feelings
umowa została anulowana

and more
dlatego zaczynam wszystko "od nowa"

Daniel Graham
30 lat
184 cm
mieszka w Belltown

2021-01-28, 23:09


Nie musiała go zachęcać do powtarzania tych słów. Odpowiedział jej tym samym uśmiechem, jakim ona obdarzyła jego i skinął lekko głową. Odgarnął włosy na bok, pochylił się do jej ucha i zaczął od nowa, szepcząc i łaskocząc ją przepływem powietrza po delikatnej skórze szyi. Moja pani Graham. Moja pani Graham. Moja. Pani. Graham. Przechodziły go ciarki za każdym razem, gdy padało słowo "moja". Naprawdę była jego, chociaż miesiąc temu otaczała go głucha cisza samotności. Przez własną głupotę. Dzisiaj trzymał ją w ramionach, kochał i naprawdę był kochany. Wspomnienie tamtego okresu na chwilę wywołało ucisk serca, a Daniel tym mocniej przytulił ją do siebie chcąc się upewnić, że jest już jego i nigdy nie dopuści do ponownej rozłąki z powodu nieuzasadnionych podejrzeń i krętactw innych ludzi.
Odsunął głowę, gdy się poruszyła, aby złożyć mu obietnicę. Chciał zasłonić jej usta i pokręcić głową, żeby niczego nie mówiła, bo on nie potrzebuje żadnych obietnic, ale to już się stało. - Penny… - udało mu się wtrącić po kilku słowach i to wszystko. Jej obietnica okazała się czymś zupełnie innym, niż się spodziewał. Wyrażenie powątpiewania co do szacunku do jego uporządkowania nie było najmądrzejszym pomysłem, dlatego Daniel powstrzymał się przed wypowiedzeniem go na głos, chociaż w duchu uśmiechnął się na tę wizję. Ale uroczo było wyobrazić sobie widok Penelope, kiedy on będzie z zaangażowaniem wykładał jej jakiś plan, a ona kiwając głową będzie mu na wszystko przytakiwać z szacunkiem, a później i tak zrobi po swojemu, wdrażając w życie zaledwie szkielet tego, co on ustalił. To nie skończy się dobrze, bo - co sama zauważyła - będą doprowadzać się wzajemnie do szału. Nie wytrzymał już tej powagi i roześmiał się. Tak, to było bardziej prawdopodobne. - W takim razie ja sumiennie mogę obiecać doprowadzanie cię do szału, ale uśmiech nie zniknie przy tym z mojej twarzy, bo jak złościsz się o pierdoły, to wyglądasz szalenie uroczo - był tak rozbawiony tą szczerą - ale jakże prawdziwą - obietnicą, że nie mógł już utrzymać powagi sytuacji i zdecydował się na ten żart całując ją w czoło przed podniesieniem się do pionu.
Spacer po ogrodzie nie był dla Daniela specjalnie spektakularny. Bardziej interesowało go to, co zastaną w altance. O dziwo, był spokojny. Czy wpłynęły na niego te zapewnienia, czy obietnice - nie miał pojęcia - żył jednak w przekonaniu, że nic nie może zepsuć tej chwili. Uśmiechnął się pod nosem, gdy wspomniała o śniadaniu do łóżka, bo pewnie by o tym pomyślał, gdyby nie niedopilnowanie dat w kalendarzu. Nie skomentował tego w żaden sposób, bo Penny otworzyła pudełko i…
Och.
Ai-mee. Zabiję cię.
Wciągnął gwałtownie powietrze przez nos. Szok i niedowierzanie. Właśnie to odmalowało się na twarzy Daniela, gdy dostrzegł kilka kawałków koronki. Dosłownie kilka. Jak to dobrze, że stał za plecami Penelope i nie mogła dostrzec jego zaskoczenia.
Wycofać się. To pierwsza myśl. Zaprzeczyć. Wymyślić wymówkę, jakoś się z tego wykręcić. Nie żeby zestaw mu się nie podobał i nie wyobraził sobie Penelope w tych przeklętych koronkach. I widok ten bardzo to pociągał, ale…
Powinnam go przymierzyć, prawda? Zaskoczyła go taką reakcją; jak najbardziej w pozytywny sposób. Stał w miejscu oniemiały przez dosłownie dwie sekundy. Patrzył Penny w oczy i analizował. Powinien przyznać się do nieporozumienia? To nie był do tego najlepszy moment i gdyby zaczął się tłumaczyć, magiczna chwila mogłaby przeminąć. Ale z drugiej strony źle się czuł z tym, że nie mówił jej wszystkiego. Powinien to zrobić jak najszybciej.
To jak? Idziesz?
Jeszcze zdąży jej wszystko wyjaśnić. Ale najpierw...
Uśmiechnął się szelmowsko przeczesując palcami włosy. - Zdecydowanie powinnaś. - Przemierzył szybkim krokiem odległość między nimi i wziął Penelope na ręce. Dom stał pusty, a jedynymi meblami były te kuchenne i to tam ruszył pospiesznie, przenosząc swoją prawie-żonę przez próg drzwi tarasowych. Ledwo odstawił ją na podłogę, pozbył się z jej rąk niepotrzebnego pudełka i równie szybko przywarł ustami do jej miękkich warg zrzucając z jej ramion płaszcz na podłogę.
To nic, że w budynku było dość chłodno. Daniel nawet tego nie zauważał, bo rozgrzewały go pocałunki oraz podsyłająca mu nieprzyzwoite widoczki fantazja. Nie było sensu zakładać tych koronek, skoro niedługo i tak zostałyby zdjęte. Ale skoro to one rozgrzały atmosferę, można je było wykorzystać... No, a przynajmniej jeden element z nich. Otworzył pudełko i założył opaskę z uszami na włosy Penny. - To wystarczy… - westchnął z uśmiechem między jednym pocałunkiem a drugim. Tylko że podrzucając Penny na kuchenny blat trącił ręką prezent i coś w środku błysnęło. Otóż pośród ozdobnego wypełnienia pudełka z prezentem, krył się także pasujący do kompletu… koci ogon o bardzo konkretnym sposobie mocowania.
Daniel zamarł.
Aimee Hale, jesteś trupem.
Mów mi:A.
MULTI:herbaciany książę
 



job
Ilustruje książki i projektuje krajobrazy

feelings
Pokochałam pracoholika

and more
...ale zamieniłam go w całkiem romantycznego robota!

Penelope Diaz
26 lat
172 cm
mieszka w Belltown

2021-01-29, 10:35


Kiedy powtórnie musiała zaproponować mu ponowne wejście do domu odwróciła się w kierunku Daniela obserwując wyraz jego twarzy. Nie trudno było zauważyć jak wszystkie trybiki w jego głowie zaczęły pracować na przyspieszonych obrotach, ale czy miał, co analizować? Sam zakupił jej ten prezent, więc musiał liczyć na to, że będzie dane mu oglądać Penny w tych koronkach. Była gdzieś w połowie drogi od altanki do domu, kiedy Danny w końcu ruszył w jej stronę i łapiąc ją na ręce zaniósł stronę domu. Ponownie roześmiała się po tym raptownym geście, ale nie dane jej było nic dodać, bo ich usta ponownie połączyły się w gorącym pocałunku. Czy naprawdę musiało minąć tyle sekund by potrafił ją sobie wyobrazić w tym komplecie. I naprawdę chciała go ubrać, ale jego niecierpliwość tym razem wygrała i pewnie ona sama niczego by nie zauważyła gdyby nie fakt, że zaraz po posadzeniu jej na kuchennym blacie coś przykuło wzrok Daniela. Sama od razu powędrowała za jego spojrzeniem i z trudem powstrzymała rozbawienie. Uniosła jedynie brew ku górze obserwując żywe i szczere zaskoczenie wymalowane na jego twarzy. Wyglądał jakby sam nie spodziewał się tego, co zastanie w środku, więc szybko poskładała kolejne fakty do kupy. Och podły kłamco, na pewno sam nie kupiłeś tego prezentu.
Korzystając z okazji, że Daniel zamarł, zeskoczyła z blatu i ruszyła w stronę oranżerii, skąd przyciągnęła jedno z krzeseł. Postawiła je na środku kuchni i gestem dłoni wskazała Danielowi by sobie na nim usiadł. Złapała za pudełko oraz swój płaszcz, który leżał na środku podłogi i zerknęła na wciąż zdezorientowanego mężczyznę.
- Poczekaj tu na mnie i niech Ci do głowy nie przyjdzie pomysł z podniesieniem się z tego krzesła! – próbowała by jej głos zabrzmiał surowo, ale to wciąż była Penny. Urocza, słodka istotka o tym przenikliwym czekoladowym spojrzeniu. Póki nie wyburzyli jeszcze ścianki pomiędzy kuchnią a jadalnią z salonem miała gdzie schować się przed jego spojrzeniem. Tyle, że tym razem chciała nie tyle co zrobić na nim wrażenie, co dokonać zemsty na jego małej próbie oszustwa. Ściągała z siebie kolejne części ubrań, które zamiast ułożyć gdzieś w kupce, rzucała w stronę kuchni, gdzie siedział Daniel. Komplet na nią pasował a czarne koronki idealnie współgrały z jej oliwkową skórą. Nie miała tutaj lustra by się przejrzeć, więc jedynie przeglądając się w ekranie swojego telefonu rozpuściła włosy i ponownie założyła na głowę opaskę z kocimi uszami. Nakładając na siebie jesienny płaszcz, który zawiązała w pasie, jednak i teraz zasłaniał ledwo jej pośladki.
- To ja mam dzisiaj urodziny a jakimś cudem sprawiłeś, że jeśli będziesz grzeczny to sam będziesz mógł odpakować jeden z prezentów – uśmiechnęła się zalotnie ale zamiast zbliżyć się do Daniela, stanęła za jego plecami i nachyliła się tuż przy jego uchu. – A z tego zrobimy inny użytek – szepnęła, wyciągając z kieszeni płaszcza koci ogon, którym związała mu ręce za plecami. Nie było to nic czego nie mógłby jednym ruchem rozerwać albo uwolnić się z tego niedbale zawiązanego więzła, ale liczył się sam gest. Po kilku sekundach stanęła przed nim i patrząc wprost w jego oczy powoli rozpięła swój płaszcz i zrzuciła go ze swoich ramion na ziemię. – Chociaż powinnam to nazwać karą a nie prezentem, bo możesz patrzeć, ale nie wolno Ci dotykać – przygryzła dolną wargę i zbliżając się w jego stronę chwyciła palcami jego podbródek i złożyła na jego ustach delikatne muśnięcie, które tylko pozostawiało po sobie niedosyt.
- Zapewne chcesz obejrzeć go z każdej strony, prawda? – posłała kolejne zalotne spojrzenie zanim odwróciła się do niego plecami. Odgarniając ciemne włosy na jedno ramię zerknęła na niego kątem oka, gdy podziwiał te kilka sznureczków otulających jej ciało. Sznureczków, które można byłoby jednym ruchem rozerwać… A to nie był koniec tortur, które dla niego zaplanowała, więc ponownie do niego podeszła, tym razem siadając okrakiem na jego kolanach. – I jak się podoba Panie Graham? – przesunęła dłonią po jego klatce piersiowej, która unosiła się znacznie szybciej niż normalnie, po brzuchu aż swoją wędrówkę zakończyła na wybrzuszeniu na jego spodniach. A jej jedynym komentarzem, którym odpowiedziała na to co tam poczuła był zadziorny uśmiech.
_____________
Lubiła tańczyć, pełna radości tak, ciągle goniła wiatr...

Mów mi:stokrotka
MULTI:nope
 



job
już oficjalnie pracuję u siebie

feelings
umowa została anulowana

and more
dlatego zaczynam wszystko "od nowa"

Daniel Graham
30 lat
184 cm
mieszka w Belltown

2021-01-29, 23:55


Daniel rzadko czuł zażenowanie albo zawstydzenie, ale tym razem właśnie to odmalowało się w rumieńcach na jego policzkach. Przede wszystkim dlatego, że Penny przyłapała go na kombinowaniu z prezentem. Jego zaskoczenie było autentyczne, bo naprawdę nie spodziewał się czegoś takiego. Liczył bardziej na jakąś biżuterię albo coś równie neutralnego. Jeszcze komplet bielizny mógłby zrozumieć. Ale ten ostatni dodatek… Daniela przechodziły ciarki na samą myśl. Nie miałby nic przeciwko zabawkom erotycznym, jednak nie przekazanych w taki sposób. I nie przez Aimee! Żołądek obsunął mu się w dół pod ciężarem tej kompromitującej wpadki. A gdy Penelope zeskoczyła z blatu i zniknęła z kuchni, Daniel wystraszył się, że wszystko zepsuł tym drobnym kłamstwem, które było bardziej przemilczeniem prawdy, niż oszustwem perfidnie rzuconym w twarz. Ale Penelope szybko wróciła z nietypowym poleceniem. Bez dyskusji usiadł i nawet chciał zacząć wszystko tłumaczyć, kiedy ponownie opuściła kuchnię.
Daniel był lekko zdezorientowany. Już miał wstać z krzesła i zapytać, czy wszystko w porządku, kiedy coś śmignęło zza ściany na podłogę niedaleko niego. Uniósł brew, a gdy kolejna część jej garderoby wylądowała obok tej pierwszej, już nie zastanawiał się nad usprawiedliwieniami, a uśmiechnął się szeroko obserwując kawałki materiału latające w powietrzu.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Mów mi:A.
MULTI:herbaciany książę
 



job
Ilustruje książki i projektuje krajobrazy

feelings
Pokochałam pracoholika

and more
...ale zamieniłam go w całkiem romantycznego robota!

Penelope Diaz
26 lat
172 cm
mieszka w Belltown

2021-01-30, 22:10


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_____________
Lubiła tańczyć, pełna radości tak, ciągle goniła wiatr...

Mów mi:stokrotka
MULTI:nope
 



job
już oficjalnie pracuję u siebie

feelings
umowa została anulowana

and more
dlatego zaczynam wszystko "od nowa"

Daniel Graham
30 lat
184 cm
mieszka w Belltown

2021-01-31, 19:51


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
Mów mi:A.
MULTI:herbaciany książę
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, styczeń - 669 punktów
Beztroska dwudziestopięciolatka, pochodząca z małego miasteczka. Romantyczka, szukająca księcia z bajki. Interesuje się modą i życiem w wielkim mieście. Ciężko pracuje, aby pomagać finansowo rodzinie. Dobry materiał na żonę, ale lepiej nie wpuszczać jej za kółko. Marny z niej kierowca.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, styczeń - 497 punktów
Osiemnastoletni kawaler, pochodzący ze wsi. Lubieżny ateista o brązowych oczach i skłonności do kłamstwa. Nie przepada za ciężką pracą i słabymi tekstami na podryw. Chętnie randkuje i być może złamie jeszcze niejedno męskie serce.