kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Zobacz temat - let's do something fast and illegal, agent FBI
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre
uwaga
WEATHER ALERT! Ostrzeżenie przed burzami dla obszaru Seattle.Czytaj dalej.
uwaga
Powstało subforum o nazwie "Alternatywna rzeczywistość".Więcej tutaj
uwaga
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.


let's do something fast and illegal, agent FBI



job
the body is a good canvas

feelings
love? not now

and more
maybe someday...

Rhys Alderidge
32 lata
188 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-16, 23:55




Nowy rok często wiązał się z nowymi postanowieniami, które prędzej czy później chciało się wcielić w życie. Rhys miał tylko jedno. Musiał zdobyć pieniądze na własne studio, by w końcu zacząć pracować tylko i wyłącznie na własny rachunek, a nie pod dyktando innej osoby.
Problem tkwił w tym, że zdobycie sumy, która była mu potrzebna by móc zacząć działać, nie była łatwa do zdobycia, a na pewno nie w legalny sposób. Im dłużej jednak o tym myślał, tym bardziej czuł się przekonany względem najgłupszego z możliwych pomysłów, jaki mógł mu przyjść do głowy. Wyścigi. To właśnie one oferowały szybki zarobek niedużym kosztem. Ryzyko było, owszem bo mógł przecież stracić prawo jazdy, a w najgorszym wypadku trafić za kratki, ale koniec końców nie czuł się aż tak zniechęcony tą wizją, by porzucić myśl o skontaktowaniu się z dawnym znajomym, który organizował tego typu przedsięwzięcia. Wykonał telefon. Zapewnił, że we wskazanym dniu o podanej porze pojawi się na miejscu. Fakt, że wyścig miał się odbyć w nowej okolicy, nieco uspokoił jego sumienie. Policja nie mogła wiedzieć, że cała ekipa przeniesie się właśnie tam.
Nie brał w tym udziału od długiego czasu. Naprawdę chciał z tym skończyć. Znał ryzyko, zdawał sobie sprawę z tego, jak kończyli uczestnicy wyścigu. Wiedział również, że prędzej czy później przykre konsekwencje dotkną i jego. Ponadto nie chciał mieć nic wspólnego ani ze swoją byłą, ani z jej nowym partnerem, którego poznała właśnie tam. Z jego rywalem, który okazał się nim być nie tylko na torze, ale również w życiu, jeśli chodziło o tą jedną kobietę.
Decyzja jednak zapadła a Rhys pokusił się o jeszcze jedno szaleństwo. Kilka wiadomości wymienionych z Lottie, wystarczyło by zaproponował wspólne spędzenie tego wieczoru. Naprawdę polubił jej towarzystwo, ponadto naiwnie wierzył, że mogłaby mu przynieść szczęście, zważywszy na to, że roztaczała wokół siebie naprawdę przyjemną aurę. Skłamałby, mówiąc że nie było w tym jeszcze jednego celu. Nie chciał na oczach tamtych ludzi, wyjść na mięczaka, który wciąż tkwił w martwym punkcie. Pojawienie się na torze w towarzystwie kobiety, nawet jeśli była tylko koleżanką, mogło z miejsca ukrócić wszelkie plotki, które wpłynęłyby niekorzystnie na jego nastrój, a co za tym szło na skupienie, które było cholernie ważne, gdy usiądzie za kierownicą.
Nie mówił gdzie pojadą. Nie zdradzał żadnych szczegółów. W pewnym sensie bał się tego, że kobieta nie tylko zacznie go oceniać jako kryminalistę, ale że również kolejny już raz okaże się być jego głosem rozsądku i wybije mu ten pomysł z głowy. Nie chciał by tak się stało, bo jak na mało czym zależało mu na tym, by zdobyć te pieniądze, dzięki mógł mieć kolejny start w swoim życiu. Ten jeden, wymarzony, do którego dążył od bardzo długiego czasu, choć z kiepskim skutkiem. Nie był tylko pewny, czy wciągnięcie jej w ten świat do którego nagle miał wrócić, było dobrym posunięciem.
O umówionej porze, czekał na Lottie na parkingu nieopodal jej domu. Do wyścigu została godzina, ale to w zupełności wystarczyło, żeby dotrzeć na miejsce bez zbędnego pośpiechu. Kiedy dostrzegł kobiecą sylwetkę, wysiadł i pomachał jej na powitanie, a gdy podeszła lekko uściskał, by chwilę później otworzyć jej drzwi od strony pasażera.
Stresował się. Cholernie się stresował.
Jak leci? Na pewno nie miałaś żadnych większych planów? - zagaił, kiedy odpalił silnik i wyjechał z parkingu, kierując się w stronę drogi prowadzącej za miasto.
Mów mi:S.
MULTI:xxx
 



job
What if I'm the only hero left?

feelings
you're worse than nicotine

and more
x

Charlotte Hughes
30 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-01-17, 19:43


Wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że Charlotte świadomie powróciła do przyzwyczajeń sprzed kilku miesięcy, a może nawet i lat - te zlewały się w całość, z której nie potrafiła wyciągnąć i skategoryzować poszczególnych rozdziałów swojej coraz mocniej skomplikowanej codzienności.
Ten rok nie zaczął się źle. Sylwestrowa noc spędzona w towarzystwie Rhysa jawiła się w oczach brunetki jako jedna z przyjemniejszych w ostatnim czasie. Zaraz potem pojawiła się perspektywa wyjazdu z Joelem. Bo to wcale nie tak, że Hughes nie dostrzegała starań partnera w drodze do poprawy jakości ich związku. Przeciwnie - rejestrowała każdy wykonany przez niego krok oraz gest, tym samym nabierając nieco większej wiary w to, że mogłoby być między nimi dobrze. Tak po prostu, jak na samym początku, kiedy wszystkie uczucia były świeże i niezwykle gwałtowne, ale przy okazji niezwykle szczere. Do udanych mogła zaliczyć także spotkanie z Blake'm; świętowanie jego urodzin w domowym zaciszu okazało się być naprawdę dobrym wyborem. Nie tyle z powodu braku pokus związanych z nadmierną ilością alkoholu, ale możliwości przeprowadzenia normalnej rozmowy.
I kiedy sądziła, że wszystko wracało na właściwe tory, zadzwoniła Sao. Charlotte pokusiłaby się nawet o tworzenie najbardziej szalonych scenariuszów swojego życia, włącznie z tym, o którym wspomniał Joel podczas przyjacielskiej świątecznej kolacji u młodszej Hughes. Wyjście za mąż za Gallaghera wydawało się dużo bardziej prawdopodobne niż perspektywa chowania trupa, którego jej siostra stworzyła w drodze wypadku po nieudanej, nieco odrażającej randce.
Choć wszelkie ślady zostały zatarte, to jednak niepokój wciąż spędzał teraz już blondynce sen z powiek. Nie mogła być bowiem w stu procentach przekonana o tym, że pomyśleli o wszystkim; że pozbyli się wszystkich dowodów na winę Sao oraz współudział w precedensie, jakim było ukrywanie ciała. I chociaż dokładała wszelkich sił do tego, by nie dać po sobie niczego poznać, to jednak wewnętrznie wariowała wraz z każdym kolejnym dniem.
Między innymi to było powodem, dla którego tak bardzo wahała się, kiedy Rhys zaproponował spotkanie. Po latach ganiania za największymi zwyrodnialcami w tym kraju, niespodziewanie sama stała się mordercą. Nie bezpośrednio, jednak jej czynny udział był niezaprzeczalny. Jak mogła żyć dalej i udawać, że nic się nie wydarzyło? Że jednej nocy zaprzepaściła wszystko, na co tak długo pracowała? Świadomość, że robiła to dla siostry, nie uciszała coraz głośniej odzywających się wyrzutów sumienia.
Wiedziała jednocześnie, że musiała wziąć się w garść; żyć dalej i udawać, że nie nastąpił żaden negatywny przełom. To właśnie to przeświadczenie zmotywowało ją do tego, by zarzucić na ramiona zimowy płaszcz i zejść do czekającego na parkingu pod blokiem Rhysa.
- Nie, coś ty. Cieszę się, że napisałeś - zapewniła krótko, zapinając pasy na siedzeniu pasażera. Napięte mięśnie i nieobecne spojrzenie dawały jasny obraz tego, że coś było nie tak, jednak zwalczenie tego spadło na dalszy plan, gdy dostrzegła, że i mężczyzna nie był wolny od trosk.
Ściągnąwszy z głowy czapkę, mimowolnie przejrzała się w bocznym lusterku samochodu. Nowy kolor włosów miał być sposobem na poprawę nastroju po ostatnich wydarzeniach. Jak się okazało - farba wcale nie zakrywała poczucia winy.
- Coś się stało? Wyglądasz na zdenerwowanego - zagaiła po chwili spędzonej w całkowitej ciszy.
Mów mi:M.
MULTI:-
 



job
the body is a good canvas

feelings
love? not now

and more
maybe someday...

Rhys Alderidge
32 lata
188 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-17, 21:07


Rhys w przeciwieństwie do niej mógł co najwyżej ponarzekać na nadmiar spokoju w swoim życiu. Siostra w dalszym ciągu trzymała go na dystans i nie lgnęła jakoś specjalnie do spotkań, brat już dawno wydawał się zapaść pod ziemię, a w prywatnym życiu nie napotkał żadnych rewelacji, w skutek których mógłby się choć trochę podenerwować, poczuć stres czy wręcz przeciwnie, ogromną radość. Było zwyczajnie i od pamiętnego sylwestra, który należał do najprzyjemniejszego dnia ostatnich tygodni za sprawą towarzystwa Charlotte, wręcz nudno. Praca, dom, praca, bar... W kółko jedno i to samo, aż do tej chwili, kiedy zmierzał w stronę miejsca, które miało przywołać wspomnienia przeszłości i jej demony.
To dobrze, bo podejrzewam, że trochę nam ten wypad zajmie, a nie jestem pewny, czy ostrzegałem, że wrócimy do miasta późno — odparł. Cieszył się, że nie był to dla Lottie żaden problem i była zadowolona z powodu propozycji, z jaką wyszedł. Problem tkwił w tym, że nie wiedział ile te zadowolenie potrwa, ale obstawiał niespełna dwadzieścia minut, którego potrzebowali na to, by dotrzeć na miejsce, żeby mógł ją dokładnie zapoznać z planami, w których miała mu towarzyszyć jako ten szczęśliwy amulet.
Nie, nic się nie stało — zapewnił, uśmiechając się ciepło do kobiety i dopiero w tym momencie, gdy na nią zerknął odrywając wzrok od ulicy, zauważył zmianę o jakąś się pokusiła, a to skutecznie odciągnęło męskie myśli od pytania zadanego przez Lottie — Wow. Takiej laski w swoim samochodzie się nie spodziewałem.... — przyznał, nie potrafiąc ukryć uznania względem tego, jak się prezentowała. W ciemnych włosach było jej naprawdę ładnie, ale w blondzie? Mogłaby nie jednego faceta zwalić z nóg i na pewno zwaliłaby jego, gdyby nie fakt, że bezpiecznie siedział na tyłku — Nowy rok, nowa ty? — zagaił jeszcze i powrócił wzrokiem do ulicy. By nie stuknąć kogoś w tył, ani nie pominąć zakrętu, który miał ich zaprowadzić na wylotówkę z miasta.
Nie jestem zdenerwowany — podjął po chwili. Należały się jej wyjaśnienia. W końcu jakby nie patrzeć, zabierał ją do miejsca, w którym odbywała się niezbyt legalna impreza — Nie pamiętam czy wspominałem, ale planuję otworzyć własne studio, żeby pracować na własny rachunek. Brakuje mi jeszcze pewnej kwoty i w Tukwila, jest szansa na to, żebym ją zdobył. Pomyślałem, że może przyniesiesz mi szczęście, jak pojedziesz tam ze mną, a potem odwdzięczę się jakąś kolacją. Nie jestem jedynie pewny, czy spodoba ci się to wszystko — wyjaśnił bez większego ładu i składu, nie chcąc zdradzać za wiele, a jednocześnie chcąc ją uświadomić w tym, że nie czekał ich żaden spacer po lesie, ani nawet wizyta w jakimś kinie, które oferowało seanse z czarno białymi filmami — Będziemy na miejscu za jakieś pięć minut i wszystko ci wyjaśnię jak zobaczysz o co chodzi, bo teraz... Nie wiem czy byłbym to w stanie wyjaśnić na tyle, żebyś zrozumiała, zanim mnie ocenisz — dodał jeszcze i docisnął nieco pedał gazu, żeby pokonać odległość dzielącą ich od muzeum lotnictwa w krótszym czasie. Było późno, na ulicach nie było wielu samochodów a to pozwalało nieco nagiąć zasady. Gdyby jeszcze tylko wiedział, kim tak naprawdę była siedząca obok kobieta...
Mów mi:S.
MULTI:xxx
 



job
What if I'm the only hero left?

feelings
you're worse than nicotine

and more
x

Charlotte Hughes
30 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-01-17, 21:24


Charlotte zmrużyła powieki. Nie przypominała sobie, by w trakcie ich rozmowy padło stwierdzenie, że wycieczka za miasto mogłaby się przeciągnąć w czasie. Ona jednak nie wyglądała, jak gdyby jakkolwiek jej ta zatajona informacja przeszkadzała. Powrót do domu nie był czymś, na co niecierpliwie czekała, ilekroć tylko opuszczała cztery ściany dzielonego z Joelem apartamentu. Wspólny wyjazd do Aspen nieco poprawił atmosferę, ale czy ta faktycznie prezentowała się tak, jak powinna w zdrowym, szczęśliwym związku?
Dużo większą ekscytację odczuwała na myśl o kolejnym spotkaniu z Rhysem, nawet jeżeli tajemniczość, jaką kierował się mężczyzna, budziła w niej coraz większe pokłady podejrzliwości.
- Nie nabijaj się ze mnie - nakazała z teatralnie zaprezentowaną powagą, która zniknęła szybciej niż w ogóle się pojawiła. Lottie parsknęła śmiechem, usadawiając się na fotelu tak, by mężczyzna mógł lepiej przyjrzeć się temu, co od kilku godzin prezentowało się na jej głowie. - Można tak powiedzieć. Nie uważasz, że przesadziłam? - zagaiła, unosząc wymownie brew. Była ciekawa jego opinii, nawet jeżeli przed zaledwie kilkunastoma minutami przy Joelu zapierała się rękami i nogami, że ta niespodziewana, dość radykalna zmiana bardzo przypadła jej do gustu. Faktem było jednak, że Gallagherowi chciała zwyczajnie zagrać na nosie za to, jak traktował ją przez ostatnie miesiące, kiedy ostatnie słowo we wszystkich kwestiach należało właśnie do niego.
Po krótkiej chwili wróciła do normalnej pozycji, wzrokiem sunąc po mijanych po drodze budynkach.
- Gdybym wiedziała, że jestem talizmanem, zainwestowałabym w strój maskotki. Nie jestem tylko pewna, jakie zwierzątko pasuje do drużyny z Seattle - przyznała bez ogródek, nie podejrzewając Rhysa o złe zamiary. Chociaż niewątpliwie kwestia szybkich pieniędzy mogłaby wzbudzić podejrzliwość Charlotte, to jednak blondynka nie chciała wychodzić aż tak bardzo przed szereg. Nie miała powodów ku temu, by mężczyźnie nie ufać, nawet jeżeli staż ich znajomości wynosił zaledwie kilka tygodni - zdecydowanie za mało, by mogła mu wierzyć w każdym aspekcie codziennego życia. Nie wyglądał jednak na skorego do głupot, lekkomyślnego frajera. - Zaczynasz mnie przerażać. Wyjazd za miasto, późne powroty, kasa na własne studio. Mam nadzieję, że nie sprzątnąłeś nikogo i nie jedziemy pozbyć się ciała? - paradoksalnie ten niekoniecznie wysokiej jakości żart przyszedł jej niezwykle łatwo. Zupełnie tak, jak gdyby rzucając oskarżenia, chciała odsunąć od siebie wszelkiej maści podejrzenia. I nie, to wcale nie była paranoja. Jeszcze nie.
- Teraz to ja się denerwuję - westchnęła, wspierając się o podłokietnik przy drzwiach.
Mów mi:M.
MULTI:-
 



job
the body is a good canvas

feelings
love? not now

and more
maybe someday...

Rhys Alderidge
32 lata
188 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-17, 22:47


Wcale się nie nabijam. Co jak co, ale na szczere opinie z mojej strony możesz liczyć — zaprotestował bez chwili zastanowienia. Ani myślał się z niej nabijać. W jasnym kolorze było jej do twarzy i wyglądała dużo lepiej, aczkolwiek tego już na głos mówić nie chciał, bo nawet jeśli byłby to komplement, to jednak mógłby zabrzmieć beznadziejnie. Nie twierdził przecież, że w poprzednim wydaniu wyglądała źle. Nie dało się jednak nie zauważyć, że jasne pasma włosów jej służyły. Wydawała się być bardziej rozpromieniona, mniej przytłoczona przez życie, które wiedział, że wcale nie było dla niej idealne. Nabrała świeżości, krótko mówiąc — Przesadziłaś? A w życiu, dziewczyno! Naprawdę pięknie wyglądasz. Pasuje ci ten kolor — zapewnił, rzucając Lottie jeszcze jedno spojrzenie, które zatrzymał na jej twarzy i włosach dłużej niż było to wskazane w tak luźnej relacji. Nie mógł jednak nic poradzić na to, że był tylko facetem i właśnie dostrzegł poziom kobiecej atrakcyjności, która wzrosła o co najmniej pięćdziesiąt procent w górę. Lubił kiedy kobiety dbały o siebie, wprowadzały zmiany na plus i robiły wszystko, by podkreślić własną atrakcyjność, dzięki której mogły nabierać większej pewności siebie.
Do drużyny z Seattle... Też nie jestem pewny, ale wydaje mi się, że w tym wydaniu spiszesz się lepiej niż w stroju maskotki — odparł. Talizmanem miała być sama w sobie. Nie musiała więc w nic inwestować, bo w zupełności wystarczyło mu to, że była obok i miała być, kiedy wystartuje w wyścigu, o ile wcześniej nie zdecydowałaby się uciec z krzykiem i wrócić do Seattle nawet na piechotę. A zakładał, że taka możliwość niestety istniała. Co z tego, że dała się poznać jako wyrozumiała i naprawdę sympatyczna. Mogła mieć też zasady, w skutek których zaakceptowanie tego co właśnie zamierzał zrobić, mogło nie wchodzić w grę. Istotne było również to, że nie miała jechać z nim, a czekanie na niego w towarzystwie osób, które robiły za widownię, mogło być dla niej kolejnym problemem.
Spokojnie, ostatnie czego bym się dopuścił to sprzątnięcie kogoś. A nawet jeśli by się zdarzyło, nie wpadłbym na to, żeby prosić cię o pomoc w ukrywaniu trupa — zaśmiał się, nie zdając sobie sprawy z tego, że w całej tej wymianie zdań, która dla niego była żartobliwą dyskusją, w przypadku blondynki mogło się kryć drugie, całkiem realne dno. Patrząc na nią, w życiu by nie pomyślał, że z trupami łączyło ją coś poza siostrą pracującą w zakładzie pogrzebowym.
Mogę cię zapewnić, że nic ci się tutaj nie stanie. Jesteśmy na miejscu — mruknął, mając nadzieję, że mu uwierzy, gdy dojechali pod muzeum, gdzie zebrało się już sporo osób. Część stała na schodach, skąd zamierzali obserwować start, inni kręcili się wokół uczestników, a jeszcze inni przystanęli na trawnikach popijając piwo. Westchnął i zacisnął usta w wąską linię, patrząc niepewnie to na zbiegowisko, to na Lottie, gdy zatrzymywał samochód pomiędzy dwoma innymi — Chodź, przystaniemy gdzieś z boku i pogadamy. Chyba pora, żebyś poznała mnie trochę lepiej — dodał i wysiadł z samochodu, a gdy do niego dołączyła, objął jej talię ramieniem, by żadnemu frajerowi nie przyszło do głowy do niej podbijać zarówno z dobrymi jak i złymi zamiarami.
Kiedy przystanęli gdzieś z boku, wsparł się o chłodny mur plecami i wcisnął dłonie do kieszeni spodni.
Patrząc na wyraz twojej twarzy, wnioskuję, że domyśliłaś się o co chodzi — nie była głupia. Na pewno połączyła fakty, kiedy wszystko wyglądało, jak prowizoryczny tor rajdowy z prowizorycznymi trybunami — Parę lat temu, regularnie startowałem w wyścigu. Byłem młodszy i dużo głupszy. Dałem się złapać, straciłem na dwa lata prawko i zaliczyłem trzymiesięczną odsiadkę... — podjął, nie uciekając od blondynki spojrzeniem. Nie był dumny z tego, co robił ani z tego, w jakim niegdyś towarzystwie się obracał, ale wychodził z założenia, że za własne czyny należało ponosić odpowiedzialność, a unikanie spojrzenia innej osoby, które mogło wyrażać rozczarowanie jego przeszłością, byłoby słabe — Nie chciałem do tego wracać, ale znalazłem świetny lokal na studio. Facet mnie ciśnie, bo ma chętnych na kupno tego miejsca i dał mi tydzień, a jedyny sposób na to, żebym zdobył brakujący hajs jest tutaj — dodał w ramach wyjaśnienia. Nie mieli być widownią. On nie miał nią być.
Mów mi:S.
MULTI:xxx
 



job
What if I'm the only hero left?

feelings
you're worse than nicotine

and more
x

Charlotte Hughes
30 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-01-18, 21:13


Chociaż kobieca twarz wyrażała swego rodzaju powątpiewanie, to jednak ciepły uśmiech jasno sugerował, że Charlotte - wbrew wszelkim pozorom - dawała wiarę męskim słowom.
- Właściwie to mój naturalny kolor. Moje siostry przez całe życie są blondynkami. To mnie wzięło na eksperymenty - wyjaśniła pokrótce, nie obawiając się nawet tego, że owy temat mógłby Rhysa znudzić czy zniechęcić nie tylko do dalszej konwersacji, ale spotkań z blondynką w ogóle.
Mężczyzna nie wyglądał i nie zachowywał się jednak jak ktoś, kto mógłby zranić swojego rozmówcę w ten sposób. Choć ich pierwsze spotkanie dawało raczej kiepskie perspektywy na przyszłość, to z perspektywy czasu panna Hughes nie żałowała tego, jak potoczyły się ich wspólne losy. Irytowała ją jedynie natrętna myśl, że gdyby nie zgubione przez Rhysa zdjęcie, to nic dobrego by się tej relacji nie przydarzyło. Najwidoczniej jednak mieli więcej szczęścia niż rozumu.
- Obyś tylko nie zarzucił mi, że się nie staram. Chciałam dobrze - zapewniła, wzruszając ramionami. Strój maskotki nie był co prawda wymarzonym kostiumem na ten wieczór i noc, ale gdyby tylko Rhys miał takie życzenie - byłaby skłonna je spełnić ku jego uciesze. Miała nieodparte wrażenie, że naprawdę na to zasługiwał; wprowadzał do jej szarej, nudnej codzienności odrobinę kolorów i przeświadczenie, że świat nie kończył się na rozpamiętywanych wciąż wydarzeniach z przeszłości. Liczyła się chwila i to nią Charlotte chciała się cieszyć - z nim.
Z zainteresowaniem śledziła mijaną okolicę, nieustannie snując przypuszczenia związane z celem tej podróży. Nie sądziła, że ten był aż tak odległy od jej oczekiwań, dopóki nie wysiadła z samochodu i nie rozejrzała się dookoła.
- Powiedz, że to nie to, o czym myślę - mruknęła, kierując się we wskazaną przez Rhysa stronę.
Każdy kolejny krok był dla niej coraz większym wysiłkiem. Sądziła, że wyczerpała limit nielegalnych spraw na ten miesiąc. Niespodziewanie jednak nawet miły wieczór w towarzystwie kolegi stał się prologiem katastrofy, jaką Lottie wyczuwała w powietrzu.
- Zwariowałeś? - niemal pisnęła, kiedy wyjawił jej powody swojego udziału w tym przedsięwzięciu. O ile była w stanie zrozumieć odsiadkę związaną z błędami młodości, to pakowania się w to samo gówno już nie. - Nie mogłeś powiedzieć od razu? Pożyczyłabym Ci te pieniądze. Serio, to żaden problem, tylko... chodźmy stąd, zanim ktoś się do nas przyczepi - jęknęła żałośnie, zaciskając palce na dłoni Rhysa.
Nie mogła i nie chciała zostać tam dłużej. I tak usłyszała wystarczająco dużo, by mieć podstawę do wezwania policji i przegonienia całego towarzystwa - włącznie ze stojącym przed nią facetem.
Mów mi:M.
MULTI:-
 



job
the body is a good canvas

feelings
love? not now

and more
maybe someday...

Rhys Alderidge
32 lata
188 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-18, 22:38


Podejrzewam, że nawet jak eksperymentowałabyś z różem albo inną zielenią, to też byłoby świetnie. Jak to mówią, ładnemu we wszystkim ładnie — uśmiechnął się, nie zważając na to, że to co mówił, zaczynało zakrawać o flirt. Nie flirtował z nią. Była zajęta, a nie miał zwyczaju brać się za takie panny. Mówił jednak co myślał. Ot co, wieczór szczerości.
Na jej słowa wzruszył ramionami. Jasne, mógł jej powiedzieć, że tylko sobie popatrzą, a potem pod pretekstem pójścia po piwo magicznie zniknąć i wytłumaczyć się tym, że zniknęła mu gdzieś w tłumie. Nie chciał tego jednak robić, bo cenił sobie to, że w jakimś mniejszym stopniu udało mu się zdobyć nie tylko kobiece zaufanie, ale i sympatię. Kłamstwa nie pomogłoby w dalszym budowaniu tej znajomości. Co ciekawe, on tej katastrofy nie wyczuwał. Jego niepokój ograniczał się jedynie do tego, czy Lottie nie będzie miała mu za złe tego wyjścia, oraz do wygranej. Nie jeździł w ten sposób od długiego czasu. Wypadł z formy i nie był tak przygotowany, jak powinien więc liczył jedynie na szczęście.
Lottie... Nie chcę pożyczki. I nikt się do nas nie przyczepi. Nie denerwuj się. Wyścig zajmie kilkanaście minut. Trasa nie jest długa, chociaż skomplikowana. Wrócę, mam nadzieję, że odbiorę pieniądze i zmyjemy się stąd — zapewnił, odwzajemniając uścisk dłoni, choć w jego geście mogła wyczuć niemą obietnicę, że ten wieczór skończy się dobrze. Wierzył w to, choć wiedział, że wchodzenie dwa razy do tej samej rzeki, do tego przypominającej wartki, niebezpieczny nurt, nie mogło być dobrym pomysłem. A mimo to był gotów zaryzykować, by zawalczyć o szansę na lepszą przyszłość w swoim zawodowym życiu
Widzisz tamtego kolesia? W czarnej kurtce, z rudą dziewczyną? — zagaił, gdy ponad jej ramieniem wyłapał dawnego znajomego. Jednego z bardziej zaufanych — To mój dobry znajomy. Gdyby jednak ktoś cię zaczepiał idź tam, powiedz że jesteś tu ze mną. On to organizuje. Nikt mu nie podskoczy, nawet napakowany frajer, który stoi obok z moją byłą — dodał, chwilę przed tym, jak ten sam mężczyzna skinął do nich głową i dał Rhysowi znać, że powinien był pójść już do samochodu — Muszę iść. Jak wrócę możesz mnie opieprzyć, ale teraz... Trzymaj kciuki okej? — spojrzał na nią na wpół błagalnie, na wpół przepraszająco. Wiedział, że temat nie był jeszcze zakończony, ale nie był to moment, w którym mogli go kontynuować.
Kolejne minuty, minęły mu na przygotowaniu się na przygotowaniu do wyścigu. Kilka chwil przed startem, poświęcił wyciszeniu, by ostatecznie ruszyć wraz z innymi uczestnikami przed siebie. Poczuł znajomy napływ adrenaliny i dreszcz emocji. Wystarczyła chwila, by obudził się w nim dawny instynkt, nakazujący dążyć do wygranej. Tak jak już wiedział, trasa okazała się trudna. Nawet trudniejsza niż to sobie wyobrażał. Co chwilę napotykał ostre zakręty, które nie współgrały z szalejącym licznikiem prędkości i warkotem samochodowego silnika. Pisk opon niósł się po okolicy, a rywalizacja była zaciekła. Nie wiedział, jak udało mu się to osiągnąć, ale zajął drugie miejsce. Te, które w zupełności wystarczyło by zdobył potrzebną sumę pieniędzy.
Ciężko oddychając i próbując unormować pracę szaleńczo bijącego serca, wyszedł z samochodu, czując jak zimne powietrze owiało jego twarz. Nie oglądał się na nikogo. Jego wzrok błądził po tłumie, próbując odnaleźć Lottie. Gdy napotkał jej spojrzenie, od razu ruszył w jej stronę, przeciskając się przez kolejne grupki osób — Mówiłem, że przynosisz szczęście — uśmiechnął się lekko, nie kryjąc zadowolenia, jakie odczuwał w związku z tym, że osiągnął to na czym mu zależało — Wszystko gra? Nikt cię nie zaczepiał? — zapytał, obrzucając ją uważnym spojrzeniem. Chciał wyłapać nie tylko oznaki tego, że pod jego nieobecność mogło się coś wydarzyć, ale również tego, czy była na niego bardzo zła. Nie sądził jedynie, że nie doczeka odpowiedzi, bo jego uwagę przykuje inna kobieta i mężczyzna u jej boku.
Alderidge... Dalej utrzymujesz dobrą formę, ale jestem zaskoczony, że tu przyjechałeś. Czyżbyś pogodził się z tym, że kobieta zostawiła cię dla mnie?
Rhys mimowolnie zacisnął zęby. Nie chciał tego spotkania, ani rozmowy. Nie chciał nawet przebywać w towarzystwie tej dwójki, która obecnie stała przed nim i Lottie. Wzrokiem powiódł na brzuch dawnej partnerki — Widzę, że lada moment będziecie zmieniać pieluchy. Masz czas na wyścigi? Nie powinieneś uczyć się jakiejś praktyki w domu? — burknął, w swoim odczuciu cholernie kiepską ripostą — Zazdrościsz? Mogłeś o tym myśleć, kiedy chciałam ci dać szansę. Dziecko mogło być twoje, ale nie nadajesz się do tej roli. Z biegiem czasu zrozumiałam, że dobrze postąpiłam, więc odpieprz się od naszego dziecka — kobiecy głos był przesiąknięty chłodem, niechęcią, a ton jej głosu jasno sugerował, że była gotowa uderzyć poniżej pasa — Znalazłeś sobie już kogoś, kto podziela twoje podejście do życia? A może wciąż jesteś sam jak palec? — dodała, na co Rhys nie potrafił odpowiedzieć i wiedział, że nie musiał tego robić. Spojrzenie byłej partnerki wyrażało wszystko. Znała go i wiedziała, że nie ułożył sobie życia.
Mów mi:S.
MULTI:xxx
 



job
What if I'm the only hero left?

feelings
you're worse than nicotine

and more
x

Charlotte Hughes
30 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-01-19, 12:24


Choć obecnie Charlotte jeszcze bardziej przypominała naiwną, typową blondynkę, to jednak nie dawała ani odrobiny wiary słowom, którymi próbował karmić ją Rhys. Nie panikowała, choć narastające zdenerwowanie stawało się coraz bardziej widoczne.
Hughes nie miała pojęcia, kiedy właściwie jej życie stało się staczającą się po równi pochyłej katastrofą. Dziwna atmosfera w rodzinie, zbliżający się ku spektakularnemu końcowi związek z Joelem, wypadek w domu pogrzebowym i konieczność krycia przewinień młodszej siostry, a obecnie nielegalne wyścigi, w których udział brał jej bliski znajomy. Ostatnie tygodnie nijak pasowały do codzienności odpowiedzialnej, ułożonej agentki FBI, która poświęciła swoje życie temu, by zamykać za kratkami tych, których obecnie mogłaby nazwać kolegami po fachu. Kiedy właściwie stała się przestępcą?
- Rhys... - cichy pomruk miał być ostrzeżeniem. Liczyła, że mężczyzna był w stanie się do niego dostosować. Jednocześnie jednak nie była zaskoczona kolejnym już tego dnia rozczarowaniem.
Przystając gdzieś z boku, z dala od największego tłumu, z niepokojem obserwowała przygotowania do wyścigu. Nie znając otaczających ją ludzi, trasy wyścigu ani nawet puli do wygrania, czuła się tam bardzo nieswojo. Nie rozumiała, jakim cudem Rhys wpadł na pomysł, by zabrać ją w takie właśnie miejsce. Wiedziała za to, że wyznanie prawdy o jej zawodowym życiu nie spotkałoby się z jego aprobatą.
Kolejne minuty mijały, a ona nie odrywała spojrzenia od okolicy. W uszach dudniło jej od nieustających pomruków silników, a zimne powietrze raz za razem otulało jej drobne, stojące w miejscu ciało. Nie miała pojęcia, w której dokładnie chwili ryk silników zamienił się w okrzyki wiwatującego tłumu.
Charlotte ruszyła przed siebie, żwawym krokiem pokonując odległość, jaka dzieliła ją od przyjmującego gratulacje Rhysa. Mimowolnie rzuciła mu się na szyję, zamykając ją w ciasnym uścisku własnych ramion.
- Masz szczęście, że żyjesz! - fuknęła, chwilę słabości kwitując wymownym uderzeniem drobnej piąstki w klatkę piersiową znajomego.
Martwiła się o niego. Nie podobał się jej sam pomysł udziału w wyścigach, jednak obserwowanie ich na żywo z tak niewielkiego dystansu było doznaniem, którego nie chciałaby doświadczyć już nigdy więcej.
- Tak, wszystko w porządku - zapewniła nieco spokojniej, dużo przyjemniejszym dla męskiego ucha tonem.
Sprawiała wrażenie gotowej dodać coś jeszcze, jednak skutecznie przeszkodził jej w tym nieznany głos mężczyzny. Charlotte skupiła na nim swoje spojrzenie, mrużąc powieki w podejrzliwym geście.
Doskonale czuła i widziała napięcie, jakie niespodziewanie zapanowało nad sylwetką Rhysa. Lottie lawirowała wzrokiem między swoim znajomym a obcym facetem i towarzyszącą mu kobietą, szybko łącząc poszczególne wątki zawiłej układanki.
Gdyby ktoś zapytał ją o to, dlaczego wyrwała się do mówienia, prawdopodobnie sama nie znałaby odpowiedzi.
- Nie przedstawisz mnie, kochanie? - wtrąciwszy się do rozmowy, nie omieszkała ułożyć na ramieniu Rhysa jednej z dłoni; jednej, konkretnej, na palcu serdecznym której pobłyskiwał niegdyś otrzymany od Joela pierścionek. I choć nikt nie twierdził, że należał on do grona tych zaręczynowych, to jednak ich rozmówcy wcale nie musieli o tym wiedzieć. - Nie wierzę; naprawdę nie powiedziałeś swoim znajomym o tym, że będziemy mieć dziecko? Chyba powinnam się obrazić - rzuciła z rozbawieniem, z premedytacją wtulając się w bok Rhysa.
- Chłopiec czy dziewczynka? My jeszcze nie wiemy, ale Rhys tak się niecierpliwi, że już prawie kończy remontować pokój. Mówiłam mu, że chciałabym róż dla córki albo niebieski dla syna, ale stwierdził, że żółty jest dość uniwersalny. Jeżeli nie spodoba się maleństwu, to dzisiejsza wygrana wcale nie pójdzie na wykończenie studia, tylko na przemeblowanie pokoju - nawijała jak szalona, z pełną odpowiedzialnością wbijając szpilki tam, gdzie prawdopodobnie bolały najbardziej.
Pierścionek zaręczynowy na jej palcu? Był. Wymarzona ciąża? Jak znalazł. Własny biznes? W fazie wykończenia. Zwycięstwo w wyścigu? Wszystko się zgadzało.
Mów mi:M.
MULTI:-
 



job
the body is a good canvas

feelings
love? not now

and more
maybe someday...

Rhys Alderidge
32 lata
188 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-19, 13:44


Kobieca wylewność była zaskakująca, ale nie mógł jej odmówić tego jednego gestu, kiedy uwiesiła się na jego szyi i mocno zacisnęła swoje ramiona. Objął ją w pasie i przyciągnął bliżej. Jeśli musiała poczuć, że faktycznie stał tam cały, zdrowy i co najważniejsze żywy, to jak mógłby się odsunąć?
Hej, to nie film, gdzie w takich wyścigach w grę wchodzą wypasione fury napędzane nitro — zaśmiał się, mocniej ją przytulając, ale zaraz się odsunął i lekko skrzywił kiedy uderzyła go w klatkę piersiową — Skąd w tobie tyle siły brutalu? — zapytał, choć trochę się zgrywał, bo wcale nie bolało jakoś bardzo, aczkolwiek widział w tym zasługę zimowej kurtki, która na pewno w jakiś sposób stłumiła to, co mógłby poczuć, gdyby miał na sobie tylko koszulkę. Rozumiał, że się martwiła. Widział to w jej spojrzeniu wtedy, kiedy szedł do samochodu, jak i obecnie, gdy stała przed nim z wyraźnie odmalowaną na twarzy ulgą. Doceniał to — Więc chodźmy. Odbiorę pieniądze i zmywamy się na jakąś gorącą czekoladę i coś słodkiego. Przyda nam się na rozgrzanie w tym mrozie i ostudzenie emocji — stwierdził z ciepłym uśmiechem. Od początku wiedział, że dzień ten nie zakończy się jedynie na wyścigu. Nie widział sensu w wyciąganiu kobiety z domu jedynie na przejażdżkę i po to by wymarzła, kiedy on się ścigał. Skoczenie do miasta i osłodzenie sobie życia, wydawało mu się dobrym pomysłem na to, by zrekompensować Lottie niedogodności w jakie ją wpakował.
Pomysł ten wydał się jeszcze lepszy gdy przyszło mu stanąć twarzą w twarz z dawnym rywalem i byłą partnerką. Chociaż od tygodni zwalczał uczucia, jakimi niegdyś darzył stojącą przed nimi brunetkę, to spotkanie jej po dłuższym czasie i to w zaawansowanej ciąży, nie było doznaniem przyjemnym i wywołało w nim napięcie, którego efektem była pustka w głowie i brak pomysłu na to, jak uniknąć nieprzyjemnej rozmowy.
Nie przypuszczał, że w tej patowej sytuacji, otrzyma niespodziewane wsparcie ze strony Lottie.
Cc...co? K.. Kochanie? — wypalił, w pierwszej chwili nie rejestrując tego, w jaką gierkę wciągnęła go na oczach byłej. Dopiero zerknięcie w jej oczy i czucie, jak dystans pomiędzy nimi drastycznie zmalał, pojął co tak właściwie się w tej chwili działo. Sekundy zajęło mu bicie się z własnymi myślami. Nie wiedział, czy to dobry pomysł, ale ostatecznie dał się wciągnąć w teatrzyk i objął Charlotte, wspierając policzek na czubku jej głowy — Stare dzieje, mała. Nie warte poznania — odparł, mierząc wzrokiem zaskoczoną brunetkę, która podejrzliwie lustrowała wzrokiem towarzyszącą mu blondynkę. Jego uwadze, nie umknął również pierścionek, który przyozdabiał dłoń Lottie. Poczuł się... Dziwnie. Nie mówiła, że jej facet był jej narzeczonym. Nie mógł jednak w tej konkretnej chwili wycofać się z przedstawienia. Zwłaszcza, że w Lottie obudził się jakiś diabeł, który nakręcał ją coraz bardziej, zmuszając go do tego, żeby starał się zarejestrować każde słowo padające z jej ust. A im więcej ich było, tym bardziej kolana się pod nim uginały.
Dawno się nie widzieliśmy. Nie było okazji, żeby im o tym wspomnieć. Zresztą nie sądzę, by byli tym zainteresowani — wzruszył lekko ramionami. Co miał innego powiedzieć? Nie był przygotowany na taki zwrot akcji — No co ty, Rhys, jesteśmy bardzo zainteresowani. Parę miesięcy temu biegałeś za mną, a teraz... Wpadka? Skarbie uważaj, żeby cię nie zostawił. Widzę, że to początki, ale on nie chce dzieci. Może teraz się cieszy, ale ludzie się nie zmieniają. To nie materiał na faceta i ojca dla twojego dziecka — brunetka w głównej mierze skupiała się na Lottie, bezustannie sunąc po całej jej sylwetce swoim spojrzeniem. Rhys za to, mocniej przytulił Lottie, by nie wyładować emocji, które się w nim gotowały na byłej partnerce.
Lottie na jego szczęście miała lepsze riposty, ale i tak nie czuł się na siłach, żeby w to brnąć. Nie wiedział w którym momencie strzelił mu do głowy kolejny głupi pomysł, ale im więcej mówiła, tym większą potrzebę czuł, żeby ją uciszyć. Kopanie jej w kostkę, szturchanie czy burczenie, mogłoby dać do zrozumienia, że wszystko co padło na głos było wyssaną z palca bajeczką. Pokusił się więc o inną metodę — Wystarczy kochanie, wiem, że się cieszysz, ale myślę, że powinniśmy zaraz wracać — rzucił, gdy się odsunął i ujął twarz blondynki w swoje dłonie, by zmusić ją do spojrzenia na niego. W jej oczach wyłapał determinację. Domyślał się, że chciała utrzeć nosa jego byłej partnerce, ale nie mógł pozwolić na to, by trwało to zbyt długo. Pochylił się i złączył swoje usta z tymi jej w pocałunku. Głębokim, spokojnym i przeciągłym. Jedna z jego dłoni pozostała na kobiecym policzku, a drugą ułożył na jej talii, by się nie wyrwała. To było złe. Nie powinno mieć miejsca, ale okazało się nie tylko cholernie przyjemne, ale również pomocne, gdy splatał swój język z tym kobiecym, a do jego uszu dotarło zirytowane prychnięcie byłej partnerki. Kątem oka dostrzegł, że się obróciła i zaczęła oddalać. To sprowadziło go na ziemię. Odsunął się nieznacznie od Lottie i przygryzł swoją wargę, która przyjemnie mrowiła po pocałunku — Pójdę po pieniądze. Idź do samochodu — stwierdził i potrząsnął głową. Nie powinien był całować kobiety innego faceta. Ulotnił się więc i poszedł załatwić sprawy związane z wygraną, co ku jego rozczarowaniu, nie rozładowało napięcia.
Mów mi:S.
MULTI:xxx
 



job
What if I'm the only hero left?

feelings
you're worse than nicotine

and more
x

Charlotte Hughes
30 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-01-24, 12:37


Charlotte również sprawiała wrażenie mocno zaskoczonej wylewnością, z jaką powitała Rhysa tuż po wyścigu. Rzadko kiedy pozwalała sobie bowiem na tak bezpośrednie okazywanie emocji - nawet tych najbardziej pozytywnych.
Tym razem chodziło jednak o ukojenie obaw, które tliły się w jej sercu od momentu, w którym zorientowała się, co dokładnie było powodem wizyty w tym konkretnym miejscu, o tak późnej porze i wśród ludzi, którzy w żaden sposób nie przypominali tych, z jakimi Hughes mogłaby się zadawać na co dzień. I to nie tak, że oceniała wszystkich z góry. Instynkt i wrodzona podejrzliwość przejmowały kontrolę nad zdrowym rozsądkiem, a blondynka naprawdę wątpiła w to, że na liście biorących w wyścigu osób znajdowali się sami przyzwoici ludzie. Jak się bowiem szybko okazało - nawet ten, z którym na trasie pojawiła się ona, miał swoje za uszami.
- Gorąca czekolada... w zasadzie jest słodka - przyznała po krótkiej pauzie, której potrzebowała na zaczerpnięcie nieco głębszego oddechu po tym niedźwiedzim uścisku.
Nieznaczne kiwnięcie głową miało być jednak niemą zgodą na przedstawioną przez Rhysa propozycję. Gorąca czekolada z pewnością była dobrą rekompensatą za minuty spędzone na mroźnym, zimowym powietrzu. Charlotte nie sądziła, że temperaturę mogłoby podnieść jednak coś innego niż ulubiony napój.
Nie była pewna, czemu gadała jak najęta. Zazwyczaj oszczędna w słowach blondynka tym razem wydawała się być przekonana o słuszności własnych działań i konieczności zagrania eks partnerce Rhysa za nerwach. Wystarczyła zaledwie krótka wymiana zdań, by Hughes pojęła, za jak ogromnego nieudacznika kobieta miała swojego dawnego chłopaka. Lottie natomiast nie chciała, by to przypadkowe spotkanie zepsuło im wieczór i możliwość świętowania. Ostatecznie uważała bowiem, że naprawdę mieli powód do cieszenia się.
- Daj spokój. Chętnie opowiem o tym, jak się cieszysz i jak bardzo... - nie, nie zamierzała skończyć. Była gotowa kontynuować snutą na poczekaniu bajkę o cudownym życiu, narzeczeństwie i dziecku w drodze, zwłaszcza jeżeli miałoby to przedłużyć grymas, jaki malował się na twarzy stojącej tuż obok kobiety.
Nie spodziewała się, że to właśnie mężczyzna mógłby być tym, który przerwałby całe przedstawienie i to w tak zaskakujący sposób.
Charlotte automatycznie odwzajemniła pocałunek, czując jednocześnie, że nie miał on już za wiele wspólnego z teatrzykiem, jaki odstawiali na oczach byłej dziewczyny Rhysa. Odwzajemniała kolejne muśnięcia i inicjowała własne, pozwalając, a może nawet doprowadzając do tego, że pieszczota nabrała dziwnej głębi, z której Charlotte wcale nie chciała wydostać się tak szybko, jak zrobił to mężczyzna.
Odchrząknęła, pozwalając, by się od niej odsunął i ruszył w tylko sobie znanym kierunku. Sama zaś znalazła się w samochodzie, skąd obserwowała zamieszanie związane z tym, że jeden z biorących udział w wyścigu mężczyzn nie do końca potrafił pogodzić się z porażką i odgrażał się facetowi, którego Rhys wcześniej określił mianem swojego znajomego.
- Wszystko ok? - zagaiła, kiedy kumpel znalazł się na siedzeniu kierowcy.
Mów mi:M.
MULTI:-
 



job
the body is a good canvas

feelings
love? not now

and more
maybe someday...

Rhys Alderidge
32 lata
188 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-24, 20:46


Racja, ale warto sobie osłodzić życie jeszcze bardziej — odparł. Słodyczy nigdy dość. Raz na jakiś czas można było zaszaleć i słodkie ciastko popić równie słodką płynną czekoladą. Szczególnie, że tego dnia żył przekonaniem, że będzie mu dane świętować sukces w drodze przez którą brnął od dłuższego czasu. To wymagało dawki cukru, który podniósłby poziom dobrego humoru jeszcze bardziej, albo poprawiłby ten zły, gdyby jednak wszystko poszło nie tak, jak sobie planował. A takie ryzyko niestety istniało, choć wydawało się, że Rhys starał się tej myśli do siebie nie dopuszczać. I faktycznie tak było. Nie chciał wywołać wilka z lasu czarnymi myślami.
Czas pokazał, że było to dobre podejście. Jedyną niewiadomą dla niego było to, czy miał więcej szczęścia niż rozumu, czy może jednak doświadczenie z przeszłości, wcale nie zniknęło i przejęło kontrolę, gdy przyszło mu kierować rozpędzonym samochodem, który przeżył już nie jeden taki, a nawet gorszy wyścig.
Alderidge również nie był pewny tego, czemu Lottie tak się nakręciła i za wszelką cenę dążyła do tego, by wbić szpilkę jego byłej jak najgłębiej. Nie chciał, by jakkolwiek była powiązana z jego miłosnymi dramatami, a już na pewno nie w tak bezpośredni sposób. Sądził, że w takiej sytuacji, jaka miała miejsce w tej konkretnej chwili, z jej strony spotkałaby go niezręczna cisza, którą w pełni by zrozumiał. Tym większe było więc męskie zaskoczenie, kiedy blondynka nakręcała się coraz bardziej z każdym wypowiedzianym słowem.
Nawet nie chciał myśleć, jak daleko zabrnęłaby w tej bajce, gdyby nie to, że zdecydował się sięgnąć po ciężką broń i uciszyć ją w tej konkretnej chwili raz, ale dobrze. Prawdopodobnie był to najgłupszy ze sposobów na jaki mógł się pokusić, ale ostatecznie całkowicie przestał o to dbać. Przejmowanie się tym, że pokusił się o taki ruch, straciło rację bytu, gdy poczuł na swoich wargach odwzajemnioną pieszczotę. Miękkie kobiece wargi, muskające te jego były najprzyjemniejszym z doznań, jakie było mu dane zaznać na przestrzeni ostatnich tygodni, w trakcie których twardo obstawał przy trzymaniu się od kobiet z daleka. Było przyjemnie. Zdecydowanie za przyjemnie i musiał to skończyć, czy tego chcieli czy nie. A pozwolił sobie wywnioskować, że i jej w jakimś stopniu ten spontaniczny, niespodziewany pocałunek przypadł do gustu.
Do samochodu wrócił po blisko kwadransie z kopertą pełną pieniędzy, upchniętą do kieszeni spodni. Suma, którą udało mu się wygrać była bardzo satysfakcjonująca, to też uśmiech nie schodził z jego twarzy nawet wtedy, kiedy zajął miejsce po stronie kierowcy i znalazł się obok Lottie. Powinno być niezręcznie? Był skłonny uwierzyć, że tak. Nie czuł jednak żadnej niezręczności związanej z tym co się stało.
Zależy o czym mówimy. Czy przeprowadzamy psychologiczną sesję dotyczącą tego co się wydarzyło ogółem, bo masz zawodowe zboczenie i martwisz się o moją głowę, czy zastanawiamy się nad tym, co się przed momentem stało, a wyścig i to, że wchodzę dwa razy do tej samej rzeki olewamy? — rzucił i spojrzał na nią z zainteresowaniem. Jako psycholog z pewnością miała teraz jakieś przemyślenia dotyczące jego stanu psychicznego, skoro pakował się w takie gówniane akcje — Jeśli chcesz rozmawiać o wyścigu, to... Nie ma o czym. Zarobiłem i nie planuję się tu więcej pokazywać. Jeśli mówimy o tym, że cię pocałowałem... Nie powinienem, wiem o tym, ale nie mogę powiedzieć, że żałuję — dodał jeszcze i odpalił silnik, by odjechać z dala od tego miejsca, w którym pojawił się pierwszy raz od dawna, a zarazem ostatni. Wygrana w zupełności wystarczyła, nie tylko na to by kupić lokal, ale również na to, by go urządzić. Więcej nie potrzebował. Na kolejne zachcianki zamierzał zarobić we własnym studio.
Mów mi:S.
MULTI:xxx
 



job
What if I'm the only hero left?

feelings
you're worse than nicotine

and more
x

Charlotte Hughes
30 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-01-26, 14:28


Charlotte nie potrafiła jednoznacznie określić, czy czekała na Rhysa niecierpliwie, czy może w duchu modliła się o to, by jego nieobecność nieco się przedłużyła. Z premedytacją wykorzystywała kolejno mijające minuty na snucie przemyśleń, które przerwała dopiero w chwili, kiedy drzwi od strony kierowcy trzasnęły z impetem po tym, jak mężczyzna znalazł się na swoim miejscu.
Przyjrzała się Rhysowi z należytą uwagą, wzrokiem śledząc cały jego profil i nieświadomie na dłużej zatrzymując się na wysokości ust; tych samych ust, które przed zaledwie kilkoma minutami całowały jej własne, co przywoływało przyjemne mrowienie i wspomnienie dziwnego spokoju. Obecność kolegi działała na nią kojąco, jednak Hughes nie była w stanie jednoznacznie określić powodów takiego samopoczucia.
Zmrużywszy powieki, dopiero wtedy pojęła sens męskich słów - nie tylko w odniesieniu do tej konkretnej sytuacji, ale ich znajomości w ogóle.
- Chwila, poczekaj. Ty myślisz, że... jestem psychologiem? - poszczególne elementy układanki stopniowo tworzyły spójną całość. Doskonale pamiętała ich liczne rozmowy na temat psychologii oraz potencjalnych zawodowych zboczeń, ale nigdy nie pomyślałaby, że Rhys łączył je z jednym, bardzo konkretnym zawodem.
- Cholera - mruknęła pod nosem, wspierając się łokciem o drzwi samochodu. Nie powinna być zaskoczona; gdyby wiedział, czym się zajmowała, z pewnością nie wziąłby jej na ten wyścig. Teraz zaś problemem było nie tyle wyznanie prawdy o swojej pracy, ale również zapewnienie Rhysa, że nie zamierzała na niego donieść. Czym bowiem była jeszcze jedna zbrodnia w obliczu tego, co wydarzyło się w zakładzie pogrzebowym Blake'a?
- Tak, nie powinieneś - przytaknęła po chwili, uznając, że kwestia pocałunku powinna zostać wyjaśniona w pierwszej kolejności. Lub może pragnęła jedynie odwlec w czasie bombę, jaką zamierzała zrzucić na mężczyznę zaraz potem?
- Przepraszam za to, co wygadywałam. Wkurzyłam się, bo... czemu pozwalasz się jej tak traktować? Świat nie kończy się na byciu w związku. Masz świetnego psa, super mieszkanie, pracujesz na własny rachunek, a obecnie możesz otworzyć biznes. To dużo większe osiągnięcia niż chodzenie na randki i dzielenie z kimś życia w nie zawsze udany sposób - wyjaśniła, mniej lub bardziej świadomie nawiązując do sytuacji, w której sama się znajdowała. Życie z Joelem nie było usłane różami i Charlotte wątpiła, że byłby w stanie zmienić to nawet wspólny weekend w Aspen.
- Nie jestem psychologiem - rzuciła niespodziewanie, jednak z dalszymi informacjami wstrzymała się aż do momentu, w którym silnik samochodu nie zgasł na parkingu jednej z kawiarni w centrum miasta. - Pogadamy w środku? Na spokojnie? - zaproponowała, odpinając pas.
Mów mi:M.
MULTI:-
 



job
the body is a good canvas

feelings
love? not now

and more
maybe someday...

Rhys Alderidge
32 lata
188 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-26, 23:37


No tak, bo niby kim innym? Z telewizji cię nie kojarzę, więc aktorka odpada — rzucił pół żartem pół serio, ale w tym żarcie nie było ani trochę autentycznego rozbawienia. W tonie męskiego głosu, Charlotte mogła bez problemu wyłapać zmieszanie, zaskoczenie i ciekawość, jaką wzbudziła w nim tym jednym pytaniem. Był przekonany, że zawodowo obcowała z ludźmi, którzy mieli mniejsze lub większe problemy, by jakoś pomóc im je rozwiązać. W końcu z nim poszło jej tak gładko... Nie miał powodów by sądzić, że zajmowała się czymś innym. A już na pewno nie miał powodów do tego, by snuć tak daleko idące teorie, które jeszcze nie wiedział, że pokryłyby się z rzeczywistością. Gdyby jednak wiedział, to faktycznie nie zabrałby jej na wyścig.
Drugi raz tego nie zrobię. Chyba, że znowu będziesz nam wróżyć publicznie dom, dziecko i ślub — zaśmiał się. Innej metody na uciszenie jej w tamtym momencie nie znalazł. Obrał sobie więc tą najgorszą, a zarazem najprzyjemniejszą, która zagościła w jego głowie pod wpływem chwili. Było miło. Nie mógł powiedzieć, że nie bo wówczas skłamałby Lottie w żywe oczy. Jednocześnie nie chciał dalej rozwlekać tematu, bo... Miała faceta, a on powinien trzymać ręce przy sobie.
Nie przepraszaj. Właściwie to powinienem ci podziękować, bo... Mogłem się domyślić, że się tu pojawi, ale w duchu liczyłem na to, że w ciąży nie będzie się czuła na siłach. Sama widziałaś.... Jeszcze chwila i nie wiedziałbym co powiedzieć jak skończony frajer, a ona... Oni dalej jechaliby po mnie jak po burym psie — nie był z siebie dumny. Nie był dumny z tego, że gdyby nie Lottie, to dałby się tam pożreć żywcem. Jednocześnie był jej cholernie wdzięczny za wsparcie, nawet jeśli te z biegiem czasu miało się na nim odbić. Nie mogli przecież udawać, że są parą i pokazywać się w miejscach publicznych udając szczęśliwie zakochanych, bo w każdym momencie mogliby wpaść na jego byłą. Rhys wiedział, że kwestią czasu było to, jak dostanie kolejne szpile. Tym razem związane z porzuceniem ciężarnej narzeczonej, lub związane z jego nie nadawaniem się do związków, gdyby musiał powiedzieć, że Lottie go zostawiła.
Nie jesteś? Dałbym sobie... — urwał, tylko po to by skinąć głową. Był zaskoczony, mocno skonsternowany i nie wiedział czego się spodziewać bo powaga odmalowana na twarzy blondynki, nie wydawała się wróżyć niczego dobrego. Mimo to wysiadł z samochodu i wraz z Lottie skierował się w stronę kawiarni, gdzie mogliby sobie osłodzić już nie życie, a rozmowę jaka ich czekała. A ta nie wiedział, czy miała być dobra czy zła. Był jednak gotowy się o tym przekonać, tym bardziej że zaczynała go zżerać ta znajoma, ludzka ciekawość.
Kiedy znaleźli się w lokalu, w pierwszej kolejności zajęli jeden z wolnych stolików, przy którym przejrzeli menu. Po wyborze ciasta, do którego dobrali sobie czekoladę, poszedł złożyć zamówienie i z niepewnością, która targała nim coraz mocniej, wrócił po kilku chwilach do stolika, rozsiadając się wygodnie. A raczej na tyle wygodnie, na ile pozwalały mimowolnie spięte mięśnie.
Więc? Nie jesteś psychologiem, ale wnioskuję, że to czym się zajmujesz, może mi się nie spodobać skoro zaznaczyłaś, że powinnyśmy porozmawiać na spokojnie — zagaił, wbijając w kobietę pytające spojrzenie. Nie widział sensu w odwlekaniu tematu. Wolał porozmawiać tu i teraz, by jak najszybciej wszystko stało się jasne.
Mów mi:S.
MULTI:xxx
 



job
What if I'm the only hero left?

feelings
you're worse than nicotine

and more
x

Charlotte Hughes
30 lat
170 cm
mieszka w South Park

2021-01-27, 18:04


- Nie o to chodzi - zaprotestowała szybko, nawiązując rzecz jasna do pocałunku sprzed kilku chwil. Skłamałaby, gdyby stwierdziła, że związane z tym gestem doznania nie były przyjemne. Były. Zdecydowanie za bardzo, jednak stwierdzenie tego na głos nie współgrało z kobiecą naturą. Chciała być lojalna. Nie tylko wobec Joela, który wciąż pozostawał jej partnerem, ale także fair w stosunku do Rhysa. Choć daleko było jej do zapatrzonej w siebie i przeświadczonej o własnej wyjątkowości megalomanki, to jednak nie chciała, by postrzegał tych kilkanaście sekund jako coś znaczącego. Nie w tym momencie kobiecego życia. - Może... może gdyby to był inny czas, gdybym ja... nie mogę. I ty też nie możesz tak robić - skwitowała krótko, uznając - być może mylnie - że wyraziła się wystarczająco jasno. Nie tolerowała zdrady w żadnej postaci; jeden pocałunek, wymowne spojrzenie czy nawet słowo potrafiły być nielojalnością, której sama nie byłaby w stanie zaakceptować. Nie mogła wyjść na hipokrytkę, nawet jeżeli kilka tygodni z Rhysem było czasem intensywniejszym niż miesiące związku z Joelem. To jednak nie zmieniało niczego.
- Nie wiem, co dokładnie Was łączyło i w jakiej atmosferze się rozstaliście, ale... cokolwiek się między Wami nie działo, to nie daje jej prawa do traktowania Cię w ten sposób. Ty za to masz prawo do obrony, nawet jeżeli czasami jest ona ciosem poniżej pasa - zawyrokowała krótko. Nie chciała się wtrącać. Miała na głowie wystarczająco dużo własnych problemów i to takich, które w porównaniu z komplikacjami w życiu Rhysa, były kryzysem na skalę światową. Nie mogła jednak pozwolić na to, by dawał sobą pomiatać tylko dlatego, że... no właśnie. Dlaczego? Bo nie chciał dziecka? Bo czuł się winny rozpadowi tego związku? Bo tęsknił za dawną partnerką? O cokolwiek by nie chodziło, musiał wziąć się w garść.
Zamilkła, spokojnym krokiem ruszając w kierunku wejścia do lokalu. W duchu poczuła ulgę, że udało im się zająć stolik w kącie sali. Kiedy zamówienie zostało złożone, Charlotte zatrzymała wzrok na wysokości męskich oczu.
- Owszem, może Ci się nie spodobać, zwłaszcza po tym, że zabrałeś mnie... na te wyścigi -mruknęła niechętnie, pochylając się nad blatem stolika. Nie chciała, by ta rozmowa w jakikolwiek sposób zainteresowała tych kilku klientów siedzących dookoła. - Nie wiem, czemu pomyślałeś, że jestem psychologiem. Tak naprawdę pracuję... w FBI - sapnęła ciężko, pozwalając, by kąciki jej warg uniosły się w krzywym, wyrażającym zakłopotanie uśmiechu. - Ale nie martw się. Nie doniosę ani na Ciebie, ani na organizatorów tamtego wyścigu. Po prostu... nie chcę, żebyś tam jeździł.
Mów mi:M.
MULTI:-
 



job
the body is a good canvas

feelings
love? not now

and more
maybe someday...

Rhys Alderidge
32 lata
188 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-27, 21:48


Mogła spać spokojnie, bo jeden pocałunek nie mógł sprawić, że zacząłby sobie wyobrażać zbyt wiele. Był dorosły i chociaż czasami wykazywał się głupotą, to jednak miał głowę na karku i wiedział, że jeden pocałunek to nic. Zwłaszcza, jeśli miał on miejsce z kobietą, na którą partner czekał w domu. To był błąd. Głupi wybryk, który nie powinien mieć miejsca. A zarazem zakazany owoc, który faktycznie smakował najlepiej — Lottie. Daj spokój, rozumiem. Nie musisz mi nic tłumaczyć — mruknął, lekko się uśmiechając — Nie było żadnego pocałunku. Tego się trzymajmy — dodał stanowczo. Tak było najlepiej. Założyć, że nic się nie stało i tego się trzymać, nawet jeśli wspomnienia tych kilku ulotnych chwil nie można było się pozbyć tak łatwo, jakby tego chciał. Z biegiem czasu wiedział jednak, że będzie to po prostu dobre wspomnienie, które zachowa dla siebie. A co ona zrobi ze swoim? To go nie interesowało. Mogła robić co chciała.
Nie było przyjemnie. Ani przez ostatnie miesiące związku, ani w czasie rozstania. I jasne, masz rację, ale problem tkwi w tym, że jestem za dobry i mimo tego, że jest gotowa poszczuć mnie lwami, to ja... Nie potrafię zareagować. To kobieta. Na dodatek kobieta, która była dla mnie ważna i mimo tego, że teraz wszystko jest takie a nie inne to nie jestem w stanie jej ubliżyć czy odgryźć się tak, żeby poczuła się dotknięta. Jest suką, ale zasługuje na szacunek jak każda inna — tak został wychowany i nic nie mógł na to poradzić. Co innego słowna przepychanka z jej facetem, a nawet rękoczyny. Wówczas nie miałby problemu z tym, by zawalczyć o swoje dobre imię, ale jeśli miał toczyć walkę z brunetką, to wolał się na wstępie poddać. To było łatwiejsze, niż rozmyślanie potem godzinami czy nie przesadził, a znał się na tyle dobrze by wiedzieć, że każde głupie, złe słowo na pewno poruszyłoby jego sumienie.
Temat wolał więc uznać za skończony. I tak czuł się już jak skończony mięczak, a
fakt, że Lottie chciała z nim porozmawiać, również nie poprawiał jego nastroju.
Przerażasz mnie — mruknął, jak na ironię powtarzając słowa, które sama wypowiedziała przed zaledwie dwoma godzinami, kiedy to nie chciał jej zdradzić szczegółów supertajnej misji, na którą została porwana. Problem tkwił w tym, że przeczucie mówiło mu, że to co chciała mu powiedzieć Lottie mogło okazać się gorsze od nielegalnych wyścigów i dość szybko pojął, że temu przeczuciu powinien był ufać, bo wcale go nie myliło. Kiedy przyznała wprost czym się zajmowała i wyprowadziła go z błędu, zamilkł. Nie wiedział co miał powiedzieć, bo nie tego się spodziewał. Męskie usta zacisnęły się w wąską linię, krew dosłownie odpłynęła mu z twarzy a przestrzeń nad stolikiem, który ich dzielił wypełniła przeszywająca cisza. Milczał przez minutę, dwie... Chyba nawet trzy. Zastanawiał się, czy powinien już brać nogi za pas wierząc w to, że naprawdę go nie wyda, czy może zostać na miejscu i prosić ją, by przymknęła oko na to co zrobił. Nie chciał kolejnych problemów z prawem, nawet jeśli dobrowolnie się o nie prosił, pojawiając się na wyścigu.
Ta chwila milczenia, która wydawała się trwać wieczność, dobiegła jednak końca. Rhys nie był w stanie powiedzieć, czy wynikało to z tego, że blondynce wcale nie patrzyło źle z oczu, czy może z myśli, że FBI samo w sobie nie świadczyło jeszcze o niczym, ale zdecydował się w końcu odezwać.
Tego się nie spodziewałem... — przyznał i spojrzał na kelnerkę, która przyniosła im zamówione ciasto oraz czekoladę. Od razu sięgnął po kubek i upił łyk gorącego napoju, by odezwać się ponownie kiedy pracownica oddaliła się na bezpieczną odległość — Pracujesz... Jako jakaś sekretarka? Prace biurowe? Czy... — ostatnie nie chciało mu przejść przez gardło, ale pytające spojrzenie chyba wystarczyło — Nieważne. Słuchaj, nie będę tam jeździł. Tak jak mówiłem, to ostatni raz, ale jeśli sumienie... Zobowiązania wobec pracodawcy nie pozwalają ci tego zachować dla siebie to zrozumiem — nie mógłby mieć jej za złe tego, że stanęłaby po stronie prawa, skoro te najwyraźniej było nieodłącznym elementem jej życia, skoro drogę zawodową obrała taką a nie inną. Jasne, byłby odrobinę rozczarowany, bo jednak wydawało mu się, że sympatia jaką ją obdarzył była odwzajemniona, a co jak co, miał względem przyjacielskich relacji jedno stanowcze podejście. Przyjacielowi nigdy nie podkładało się nogi, bez względu na to, o co by chodziło.
To i tak nie był jego największy problem. Mógł stracić prawko kolejny raz. Mógł znowu iść odsiedzieć swoje, ale jeśli ktoś obecny na wyścigu skojarzyłby Charlotte z FBI, to był już skończony.
Mów mi:S.
MULTI:xxx
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, styczeń - 669 punktów
Beztroska dwudziestopięciolatka, pochodząca z małego miasteczka. Romantyczka, szukająca księcia z bajki. Interesuje się modą i życiem w wielkim mieście. Ciężko pracuje, aby pomagać finansowo rodzinie. Dobry materiał na żonę, ale lepiej nie wpuszczać jej za kółko. Marny z niej kierowca.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, styczeń - 497 punktów
Osiemnastoletni kawaler, pochodzący ze wsi. Lubieżny ateista o brązowych oczach i skłonności do kłamstwa. Nie przepada za ciężką pracą i słabymi tekstami na podryw. Chętnie randkuje i być może złamie jeszcze niejedno męskie serce.