hello stranger
W najnowszym ogłoszeniu można przeczytać o naborze do ekipy administracyjnej! Sprawdź sam.
ZADANIA WIELKANOCNE. Krótsze rozgrywki za więcej punktów fabularnych!
LEPRECON -dzień Świętego Patryka! Weź udział w zabawie, odwiedź sześć pubów, znajdujących się na specjalnej mapce i zbieraj punkty fabularne!
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r
boom
kiara
aurelie
diosmio
vincent
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre


phoenix farrell



job
and I'm not sure what the trouble was

feelings
that started all of this

and more
the reasons all have run away, but the feeling never did

phoenix g. farrell
29 lat
180 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-17, 22:40


about me

imię i nazwisko

phoenix grace farrell

pseudonim

poe

data i miejsce urodzenia

13 lipca 1991

dzielnica mieszkalna

Chinatown

stan cywilny

panna (z mokrą głową)

orientacja

nie lubi się ograniczać

zajęcie

pielęgniarka

miejsce pracy

Swedish Hospital, First Hill

wyznanie

wątpiąca

miejscowy

w seattle od zarania dziejów (swoich)

my story
I

διαιτήμασί τε χρήσομαι ἐπ᾽ ὠφελείῃ καμνόντων κατὰ δύναμιν καὶ κρίσιν ἐμήν, ἐπὶ δηλήσει δὲ καὶ ἀδικίῃ εἴρξειν.

Nie chcę.
Pamiętam tyle, że chwytam się drzwi. Paznokcie pomalowane krzywo lakierem ukradzionym Molly wżynają się w załomy framugi z taką zaciekłością, na jaką tylko stać moje sześcioletnie ciało. Mam na sobie baletki, gryzące rajstopki z klinem, kretyńskie tutu osadzone na chudych biodrach jak niewypieczona beza. Włosy ściągnięte w kok tak ciasny, że siła napięcia wygładza moje czoło. Gdyby mogło - zmarszczyłoby się w gniewnym wyrazie niezgody.

Nie pójdę.
Wierzgam i warczę na trzymającą mnie za ramiona nauczycielkę. Próbuję kopać, najchętniej też rzuciłabym się na nich wszystkich w jakimś dzikim ataku, ale wiem, że nie mogę puścić tej cholernej framugi. Więc się trzymam, kątem oka dostrzegając trzynaście ślicznych, rówieśniczych mi główek wyglądających zza załomu sali tanecznej z niepokojem i ciekawością. To znowu Farrell, to na pewno Farrell. Ta mała dzikuska. Ta mała Irlandka. Inna niż my. Nie taka, jak być powinna.

Nie będę.
Moja matka załamuje ręce, kręci głową, próbuje się jeszcze wściekać, ale już nie może - w miejsce złości jej ciało wypełnia rezygnacja. Dlaczego? Panie mój, dlaczego to dziecko jest diabłem wcielonym? Przecież Molly - ta starsza - nigdy nie sprawiała takich problemów! Zawsze taka grzeczna, taka posłuszna...
A to tutaj, skaranie boskie, zasmarkane i uczepione ramy drzwi, za jakie grzechy?
Mimo nieodżałowanego bólu, matka w końcu zabiera mnie z zajęć. Pamiętam, że najpierw próbuje mi wytłumaczyć, ile zapłaciła za te zajęcia, jaka to strata, jaki to wstyd... A potem przestaje się odzywać, i nie odzywa się już ani słowem całą drogę do domu.
Ale w domu nie jest tak najgorzej. Bo w domu jest tata. No i Molly. Tata, który robi nam paluszki rybne i Molly, która - już po dobranocce - pozwala mi przeprowadzić na sobie operację. Więc okładam ją papierem toaletowym - namiastką szpitalnej gazy, jaką widziałam na filmach i w pocie czoła "operuję" w świetle nocnej lampki - "kroję" jej brzuch plastikowym nożykiem, "wyciągam" z niego wnętrzności z plasteliny, "zaszywam" ranę markerem. I Molly dławi się tłumionym śmiechem i gładzi mnie po główce. Bo rozumie. Molly rozumie.

Pragnę zostać lekarzem.

II

οὐ τεμέω δὲ οὐδὲ μὴν λιθιῶντας, ἐκχωρήσω δὲ ἐργάτῃσιν ἀνδράσι πρήξιος τῆσδε.

Nie chcę.
Nie chcę nic mówić, więc udaję, że nie wiem. Nie chcę zabierać stron, podejmować decyzji, więc nie dopytuję. Nie chcę widzieć - zamykam więc oczy. Zasuwam drzwi. Za drzwiami - matka i ojciec i jego kochanki. Za ścianą - Molly i Miles. Za drzwiami...
Wsuwam w uszy słuchawki, kulę się pod kocem i wertuję zeszyty.
Łacina mnie koi. Dwuwymiarowe ryciny obrazujące zawiłości ludzkiego ciała przynoszą ulgę w świecie, którego nie rozumiem. Nie potrafię nauczyć się nazw uczuć - ale te opisujące wszystkie 206 kości dorosłego człowieka zapamiętuję bez trudu. Zawsze taka byłam. Nieprzystosowana. Mówili, że jestem mądra i całkiem ładna - jak na Irlandkę - ale... Nietypowa jakaś. I zbyt zacięta. I zbyt wyszczekana. Uparta. Nie taka jak Molly. I nie tak, jak być powinnam.

Nie pójdę.
Chłopak nazywa się Timmy Gold i jest miłym, uprzejmym nudziarzem. Stoi na progu naszego domu we Fremont, w dłoni trzyma kotylion, jego uśmiech więdnie z każdą kolejną sekundą w której coraz bardziej zaczyna rozumieć, że...
Nie pójdę z nim dzisiaj na Bal Studenta Medycyny. I nie pójdę z nim nigdzie indziej. Domyśla się, że kocham innego (czy to prawda?). Zakłada, że jest dla mnie zbyt normalny (to na pewno). Żałuje, że w ogóle ze mną próbował (nie winię go).
Matka znów kręci głową. Molly mija mnie w drzwiach. Ojciec otwiera puszkę Budweisera. Zamiast na bal trafiam na wieczorny dyżur, wyrabiać dodatkowe godziny stażu.

Nie będę.
Telefon dzwoni kilka razy, ale nie słyszę go, ustawionego jedynie na opcję wibracji, wciśniętego w kieszonkę fartucha. Wieczór, jak wieczór - piątkowy, więc ruch trochę większy, ale bez ekscesów. Ja i moi koledzy po fachu, a także dwóch lekarzy dyżurnych darzących nas typową pobłażliwą sympatią, jaką starzy wyjadacze darzą żółtodziobów chyba w każdej możliwej profesji, dezynfekujemy rany po barowych bójkach i nastawiamy przetrącone nosy, opanowujemy jeden stan przedzawałowy, wyciągamy komuś kość kurczaka z gardła.
Nie słyszę telefonu. Kurwa, nie słyszę telefonu.
Gdybym go słyszała, mogłabym się przygotować. Na ten widok - skóra biała jak pergamin, włosy sklejone krwią. Na ten dźwięk - rzężący oddech, szmer rozcinanego ubrania. Na ten zapach. Zapach śmierci. Raz poznany, zostaje w tobie na zawsze.
Pierwszego wwożą jego, bo on ma jeszcze szansę. Potem ją, chyba tylko dla zasady. O tym, że to moja siostra - pamiętana przezeń ze zdjęć na Facebooku - orientuje się mój kolega, Oliver. Łapie mnie za ramiona, ale o sekundę zbyt późno.
Phoe, nie możesz. Phoe, nie. Chodź. Zabiorę Cię stąd. Chodź...
I znowu: wierzgam i wyję i czepiam się framugi.

Pragnę zostać...

III

ἃ δ᾽ ἂν ἐνθεραπείῃ ἴδω ἢ ἀκούσω, ἢ καὶ ἄνευ θεραπείης κατὰ βίον ἀνθρώπων, ἃ μὴ χρή ποτε ἐκλαλεῖσθαι ἔξω, σιγήσομαι, ἄρρητα ἡγεύμενος εἶναι τὰ τοιαῦτα.

Nie chcę.
Zawsze raczej samotna, po śmierci Molly zostaję po prostu sama.
Odcinam nici więzi łączących mnie ze światem, zasuwam zasłony. Jem, choć nie czuję smaku i śpię, choć nie rozróżniam już sennych koszmarów od rzeczywistości.
Nie podchodzę do egzaminów w sesji. I nie zdaję na ostatni rok studiów. Tak mało mnie dzieli od spełnienia marzenia, które nadawało sens i kształt wszystkiemu, nadawało barwy i kształty rzeczywistości. Ale ja...

Nie pójdę.
I nie idę. Na rozmowę z dziekanem, na proponowane przez Uczelnię poprawki. Spędzam rok pracując w piekarni w Portage Bay i sypiając w cudzych łóżkach tylko po to, by w ogóle coś poczuć (bez skutku).
Młodszy MacCarthy czasem wpada do rodziców, ale i wtedy nie schodzę z piętra do salonu. Bo co wtedy, spytam go o brata? Albo powiem mu to, co wiem, a co każdej nocy próbuję wyszarpnąć sobie z umysłu?

Nie będę.
Wiem już, że nie będę lekarzem. Obrażam się na świat, wycofuję z niego. Ale mam 26 lat i muszę płacić podatki, więc w końcu zdaję do szkoły pielęgniarskiej i zaliczam egzaminy. Zaczynam pracować. Wynajmuję klitkę w Chinatown i uczę się piec chleb. I biegać każdego ranka. I kończyć porcję obiadu, i pamiętać o moich lekach. I spać. Uczę się spać.
Nie śniąc. Nie oglądając na ekranie skroni scen z najgorszej nocy mojego życia. Nie przywołując w myślach twarzy wytrawionych po wewnętrznych stronach powiek.
Wiem, że nie zapomnę. Ale może nauczę się funkcjonować paralelnie do tego koszmaru odtwarzającego się samorzutnie w mojej pamięci za każdym razem, gdy biorę głębszy oddech?

Pragnę...


my flaws
Moje ciało jest jak mapa, jak archiwum albo wykres. Jeśli nie odwrócisz wzroku, zniechęcony albo spłoszony oczywistością wypisanych na nim historii, poznasz mnie na wylot bez konieczności używania choćby jednego słowa.
Tatuaż pod sercem - rysunek zająca w biegu. Deklaracja miłości do siostry - Molly miała taki sam i w tym samym miejscu.
Galaktyka piegów rozsiana w radosnym chaosie po moich policzkach i czole - irlandzkie dziedzictwo zapisane w genach, przekazywane z pokolenia na pokolenie, kiedyś powód do wstydu, dziś - dojrzalej - do chwały.
Minimalne ukruszenie lewej jedynki, widoczne tylko wówczas, gdy śmieję się głośno i otwarcie (a więc rzadko), pamiątka po jednej z pierwszych licealnych imprez i nieodrobionej lekcji z: "Nigdy nie chodź i nie pij w tym samym czasie, Phoenix Grace!".
Drobniutka siatka rozstępów, zimą niemal niewidocznych, latem podkreślonych opalenizną, na biodrach i bocznych stronach kolan - wymowny dowód okresu dojrzewania, który z chudej jak patyk, wysokiej chłopczycy przeobraził mnie w... chłopczycę jeszcze wyższą, lecz przynajmniej odrobinę bardziej, choć i tak nie za bardzo, zaokrągloną w odpowiednich miejscach.
Blizny. Cienkie, poprzeczne zapisy własnego bólu, tworzone odłamkiem szkła, brzeżkiem żyletki, krawędzią ojcowskiego scyzoryka sprytnie, bo nie na nadgarstkach, a na udach i podeszwach stóp, gdy świat staje się za głośny i niemożliwy do zniesienia...

Lubię:
Uczyć się nowych rzeczy, ale tylko takich, które sama wybiorę. Francuski; to, jak l'accent aigu i l'accent grave potrafią zmienić nagłe całe brzmienie danego wyrazu. Owsianki i syrop klonowy, najchętniej w tym samym czasie. Wiosnę. Zwłaszcza: późno-kwietniowe wieczory rozpachnione kwiatem akacji. Kryminały, thrillery i dreszczowce, tak na kartkach książek, jak i na ekranie. Komiksy; Batmana i Watchmenów, ale najbardziej - to co ukryte w szkicowniku Bastiana. Zdrowe jedzenie, chrupiące owoce i świeże warzywa. Z okazjonalną pauzą na pękające od sera tacos i nieprzyzwoitą ilość lodów o smaku słonego karmelu. Halloween, dzieciaki biegające od drzwi do drzwi w torbami na cukierki w dłoniach. Wódkę, najlepiej czystą. Prowadzić samochód - szczególnie nocą, na pustych szosach, z tętnieniem muzyki elektronicznej pulsującym w głośnikach. Mężczyzn, którzy rozumieją, że nie zawsze należy dzwonić na następny dzień. Ciepłe skarpetki - bo stopy mam wiecznie zmarznięte (ale rękawiczek, tak dla kontrastu, nie znoszę - głównie dlatego, że zawsze je gubię). Rośliny doniczkowe z rodziny Nicolai - dumne, strzeliste, tropikalne i skutecznie odwracające uwagę od deszczowości Seattle. Literaturę. Mój wzrost i chude nadgarstki, choć strasznie mi przez nie dokuczano. Sztukę prerafaelitów. Dobre, nieseksistowskie porno. Wszystko, co związane z Barackiem Obamą. Zwierzęta. Irlandzkie opowieści z zapisków mojej zmarłej przed laty babci. Ziołolecznictwo. Cukierki na gardło. Koronkową bieliznę. Samotność.

Nie lubię:
Dźwięku dziecięcego płaczu - wyzwala we mnie złość. Ludzi nieświadomych własnego uprzywilejowania. Ulubionych perfum mojej matki - pachną jak jednorazowe chusteczki dezynfekcyjne, rozdawane pasażerom w samolotach. Koloru granitu, z którego wykonano nagrobek mojej siostry - powinien być bielszy. Romansów - tak w życiu, jak i w literaturze, uważam je za absolutną stratę czasu. Kiwi, masła, słodkiego popcornu, tortów urodzinowych, zwłaszcza takich z kremem. Spodni z niskim stanem. Faszyzmu, rasizmu i seksizmu (choć "nie-lubienie" to słowo zbyt łagodne). Ludzi, którzy tłumaczą wszystko horoskopem. Mężczyzn, którzy nie rozumieją, że "jestem zajęta" oznacza "jestem zajęta", a nie "proszę, siadaj!". Gałki muszkatołowej. Niespodzianek.
and more

imię/ nick z edenu

-

kontakt

pw

narracja

osoba 3, czas przeszły

zgoda na ingerencję MG

tak

phoenix grace farrell

jessica sikosek

Mów mi:zmiłuj się nad nami
MULTI:bluejay, elijah i spółka
 



job
straszę ludzi w Seattle

feelings
za pieniądze

and more
ktoś coś?

Dreamy Seattle
100 lat
210 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-21, 18:25


akceptacja!
Serdecznie witamy na forum, twoja karta została zaakceptowana. Możesz teraz dodać tematy z relacjami, kalendarz oraz telefon i cieszyć się fabularną rozgrywką, którą musisz rozpocząć w ciągu 3 dni.
Mów mi:Dreamy Seattle
MULTI:-
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, marzec - 537 punktów
Dwudziestopięcioletnia panna, która niedawno temu przyjechała do Seattle z miasta Asotin, gdziekolwiek to jest. Zgrabna blondynka o pełnych ustach i pięknym uśmiechu, romantyczka z marzeniami i ambicjami. Pracuje jako stażystka w kancelarii prawniczej, interesuje się modą i kocha jeść fast foody. Może nie jest specjalnie wysportowana, a jej umiejętności za kółkiem pozostawiają wiele do życzenia, ale za to złota z niej rączka i świetnie sobie radzi z narzędziami.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, marzec - 413 punktów
Trzydziestoletnia panna, urodzona i wychowana w Seattle. Studia medyczne ukończyła na uczelni wojskowej, więc panie i panowie miejcie się na baczności, bo strzelec z niej wyborowy. Mimo wzlotów, ale i bolesnych upadków, wyszła na prostą, aby sprawdzać się jako rezydentka chirurgii. Nie jest najlepszą panią domu, ale za to świetnie radzi sobie za kółkiem. Uwielbia sport, trenuje boks i chętnie spędza czas na świeżym powietrzu. Jeżeli nie jesteś na jej czarnej liście, to możesz spać spokojnie.