kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Zobacz temat - Opuszczony dom
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre
uwaga
Głosowanie w pierwszej edycji konkursu Dreamy Awards dobiegło końca! Z wynikami możecie zapoznac się w tym dziale.
uwaga
W związku z odświeżeniem wyglądu forum, wykonajcie twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.
uwaga
Jakiekolwiek problemy z działaniem forum prosimy zgłaszać bezpośrednio do adminów lub w odpowiednim TEMACIE.


Opuszczony dom



job
Grafik

feelings
Mr. Emocjonalny Rollercoaster

and more
fucked up by design

Oliver Hollow
24 lata
165 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-12, 20:13


Orbit zdecydowanie był trudnym do podporządkowania sobie pupilem. Smycz nosił chętnie, ale miał przykrą tendencję do zrywania się z niej gdy tylko wyłapał odpowiedni moment nieuwagi. Nie oddalał się za bardzo, wystarczała sama satysfakcja z tej odrobiny autonomii przypominającej, że do kanapowców nie należał. Orbit również ujadał, sporadycznie gryzł i niestety - bywał terytorialny. Prawdziwe skaranie boskie.
Nigdy by nie przypuszczał, że odpowiedź na pytanie tak banalne jak to o miejsce pracy może być interesująca. I niejednoznaczna, bo na widok wyciągniętej talii kart zmarszczył brwi i lekko uchylił usta. Nie rzucał się od razu z lawiną pomysłów, w milczeniu wybrał kartę czekając, aż Curtis wyjaśni mu cóż to za nowe szalbierstwo. Zapamiętał damę pik powątpiewając, by mężczyzna naprawdę był w stanie mu ją zwrócić - w końcu takie rzeczy miały prawo zaistnieć wyłącznie na filmach, prawda? Jakież było jego zdziwienie, gdy Slater bezbłędnie okazał mu tę samą damę.
- Czekaj... jak ty to...? - wydukał, na chwilę tracąc zainteresowanie butelką. Usiadł wygodniej po turecku i potarł swoje ramiona dłońmi, bo bądź co bądź nie był aż tak nieczuły na temperaturę. Zamrugał parokrotnie i już sięgał po kartę aby sprawdzić, czy nie jest ona czasem znaczona, ale wówczas znów ogarnął go żywy, niczym nie zafałszowany zachwyt. Trik ze zmianą koloru karty także mu się spodobał, do tego stopnia, że zapomniał już o swoim pytaniu. - Dobry jesteś - przyznał, nim zdążył powstrzymać język. Z drugiej strony, wlał już w siebie taką ilość alkoholu, że i tak by mu się to nie udało. Ciemne oczy Olivera rozjaśniły się przy szerokim uśmiechu, takim, co to wyciągał na piegowate policzki dołeczki. Łatwo mu było zaimponować, kiedy nikt wcześniej nie próbował zwrócić na siebie jego uwagi, a do tego wyglądał dokładnie tak, jak jego kolejny poważny życiowy błąd.
- Dlaczego ktokolwiek miałby rozmawiać o butach z aligatora i gospodarczym kryzysie? - odpowiedział mu pytaniem na pytanie, bo nie wyobrażał sobie takiej konwersacji. Mógł dopisać te tematy do listy kompletnie go nie interesujących, zaraz po budowie maszyn rolniczych i zdrowym rozsądku. Ze swoim bogatym CV towarzyskiego nieogarnięcia w schemacie, w którym co najwyżej mogliby wylądować, to Oliver byłby gotów sypnąć gotówką, żeby w czasie tych gorszych dni mieć z kim spędzić czas.
Skrzywił się jakby ktoś podsunął mu pod nos ocet, ale koniec końców Curtis zaspokoił w jakimś stopniu jego ciekawość i zdradził mu nazwę perfum, które zachwyciły go nie mniej niż karciane sztuczki. Drzewna nuta idealnie komponowała się z otaczającym ich zapachem butwiejącego drewna, ale zaraz za nią stały jeszcze inne, trudne do określenia.
Ciekawe, czy mógłbym...?
Nie dokończył dywagacji nad problematyką pobocznych nut zapachowych, bo ni z tego ni z owego Curtis wpadł na pomysł, by mu ten kurs latania przyspieszyć. Zanim Oliver stracił równowagę dało się zauważyć lekko zdezorientowany uśmiech, a resztę pochłonęło zaskoczone westchnienie i pęd w stronę pustki, gotowej przyjąć go w swoje ramiona. To były sekundy, a jeszcze mniej zająłby lot i gwałtowny finał. Mimo to Hollow wcale się nie bronił. Nie wyciągnął rąk żeby się czegoś chwycić, nie próbował wyhamować, nie krzyczał, a uchwycony przez Slatera i jego nadludzki refleks, po prostu znieruchomiał. Jak na kogoś, komu życie teoretycznie powinno przelecieć właśnie przed oczami, te miał nieprzystająco do sytuacji spokojne. Co więcej - nie przerażała go nawet perspektywa posiadania za sobą przepaści, a trzymające go ręce nie miały tu nic do rzeczy. Tylko serce biło mu mocno, ale Oliverowi bliżej było do histerycznego śmiechu niż wściekłości.
Na mało subtelny przytyk ze strony swojego niedoszłego nauczyciela lotu uniósł głowę i posłał mu rozkojarzone, ale - o zgrozo - pogodne spojrzenie zwieńczone nieobecnym uśmiechem. - Słyszałeś kiedyś o strachu przed lataniem? - zapytał enigmatycznie, a w miarę upływu czasu odnalazł sobie nawet relatywnie komfortowe miejsce na ramieniu mężczyzny. Wybrał je, bo tu wreszcie mógł skupić się na tym niesamowitym połączeniu perfum i czegoś, czego nie rozpoznawał, a co musiało być naturalnym zapachem Slatera. - Ludzie tak bardzo boją się umrzeć, że nie potrafią wznieść się w powietrze. Całkiem głupie, nie sądzisz, Curry?
Oliver bredził. Na jego rozumowanie wykładanie problematyki śmierci za pomocą niezbyt wyszukanej metafory lotu miało jakiś sens, ale z boku mogło to brzmieć tak, jakby przy okazji porządnie trzepnął się w ten różowy łeb.
_____________
<img src="https://i.pinimg.com/originals/a7/68/76/a76876b05cc5767ce6ce5c59abceb7e4.gif" style="width: 300px;padding: 2px;border: 2px solid #ccb7c5;margin-bottom: -30px;"><div style="width: 300px;color: #fff;background: #ccb7c5;font-size: 10px;font-family: Ubuntu Mono;text-transform: uppercase;line-height: 100%;position: relative;margin-bottom: 20px; padding: 2px">six wings, a million eyes, constantly on fire,
ability to scream forever
Mów mi:Oli
MULTI:Santi, Orion
 



job
Triumph Airlines S.A.- Steward

feelings
nie skomentuje

and more
It's just a cigarette, and it harms your pretty lungs

Curtis Slater
31 lat
180 cm
mieszka w South Lake Union

2021-01-13, 17:22


- Co pomyślałbyś o mnie, gdybym powiedział, że jestem jedną z nielicznych osób, które opanowują czyjś strach? - Dyskretnie otworzył przed nim rozdział swojego życia, tym razem nie kłamiąc ale przedarcie się przez tę gęstą, miodową otoczkę wywołującą mdłości nie należało do najłatwiejszych. Takich słów – prawie poetyckich - chciało się słuchać ciemną nocą gdy pod łóżkiem czaiły się krwiożercze potwory, a za oknem szalała burza z piorunami.
- Tobie pozwoliłbym się bać. - Odparł wyraźnie ściszając swój ton, a chociaż wokół nie było nikogo poza oczami ciekawskiej sowy, nie chciał by ktokolwiek usłyszał. Mógł zdawać sobie sprawę z tego, że ma do czynienia z personifikacją szaleństwa w skórze dzieciaka, mógł czuć to aż w kościach które Oliver gryzł zbliżając się do niego. Zrzucenie go w dół być może rozwiązałoby kilka kłopotów, ale nie był to czas ani miejsce, na zostanie kryminalistą nawet jeśli w kolorze słonecznej pomarańczy miało mu być do twarzy tak samo, jak w czarno-białych pasach.
- Oni nie boją się latać, Orbicie. To upadek przeraża najbardziej, wszystkich – nawet mnie. Nie mamy pewności czy się podniesiemy, a jeśli tego nie zrobimy, to... - Chłopak nie wisiał już jak wystawione przez Slatera pranie na wywietrzenie z głupiutkich pomysłów, a teraz po prostu paskudził swoją marynarkę na dachu, na którym dawno już nie sprzątano. Odgarnął mu z czoła pozlepiane ze sobą pudrowe kosmyki włosów, niespiesznie poprawił jego fryzurę na swoje widzi-misie bo nie lubił wpatrywać się w coś, co znajdywało ujście w szczelinie całkiem przemyślanego stylistycznie obrazu.
- Czego mamy oczekiwać po tej drugiej stronie? Piekła? Nieba? - Mógłby snuć na ten temat wiele wywodów chociaż najbardziej wierzył w to, że na niego nie będzie czekać nic poza poczuciem straty. Cieszył się, odrobinę z tego, że taki niewiele znaczący osobnik jak on zostanie przynajmniej raz wspomniany, w raporcie nieszczęśliwego wypadku samolotowego, który będzie miał miejsce nim stuknie mu w kalendarzu czterdziestka.
- Gdybyś mógł wybrać co się wtedy stanie, co byś wymyślił? - Czekając na to co wymyśli, zaczął mu ewidentnie przeszkadzać chwytając go za podbródek, żeby sprawdzić oba profile, które w półmroku, wydawały się prawie identyczne. A gdy już skończył te względne oględziny, zaczął szukać w jego kieszeniach papierosów i zapalniczki za nic mając sobie komentarze czy protesty, cokolwiek Oliver próbował przerwać – o ile nie było mu to przypadkiem na rękę - on najzwyczajniej ignorował wkrótce znajdując nie tylko to, czego szukał ale również inne mniej wartościowe skarby, taki jak cukierki cytrynowe.
- Słyszałeś o czymś takim, jak palenie na studenta? Co prawda, masz jeszcze dużo papierosów, ale może oszczędzasz? - Zamachał mu przed nosem wygrzebaną paczką, pozornie najcenniejszym co przy sobie miał.
  
Mów mi:o protokołach bezpieczeństwa
MULTI:nie zamierzam robić
 



job
Grafik

feelings
Mr. Emocjonalny Rollercoaster

and more
fucked up by design

Oliver Hollow
24 lata
165 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-13, 18:02


Opanowywanie strachu brzmiało dla niego jak fikcja. Znał różne rodzaje strachu, towarzyszyły mu na co dzień, a zabijał je na wiele sposobów. Chociaż zabijał to niewłaściwe słowo, raczej je przyciszał jak rozregulowane radio nie łapiące żadnej konkretnej, wyraźnej stacji. Jedyny strach jaki nigdy mu nie doskwierał, to strach przed śmiercią, o czym zdążył się już przekonać, efektem czego była delikatna blizna biegnąca wzdłuż jego szczupłej szyi. Pamiątka po nieudanej walce z ciszą.
Tobie pozwoliłbym się bać.
Trafiło i zaskoczyło. Ale on bardziej niż upadku obawiał się właśnie lotu. Uczucia pozostawienia za sobą problemów, wspomnianych lęków i lekkości, bo ich nie znał.
- No nie wiem, Curry. Jak dla mnie to bardziej wygląda na boję się "a co jeśli", a nie stricte uderzenia. Bo potem nie ma nic, i nic nie ma już znaczenia. Świat wciąż się porusza, niebo nie zawaliło się na głowę, a do skrzynki wciąż przychodzi poczta.
Przymknął oczy, kiedy palce Slatera pieczołowicie układały mu włosy wedle własnego uznania. Kilka z różowych pasm podłapało wilgoć, skręcając się samoistnie i podnosząc tym samym resztę kosmyków. Wciąż niebezpiecznie blisko krawędzi ale już nie tak, jak przed chwilą usiadł powoli, wychylając się wdzięcznie, aby Curtis mógł sobie obejrzeć jego twarz pod każdym kątem. Cienie rozciągnięte pod orzechowymi oczami opowiadały historię bezsenności, a bladość akcentująca piegi zdradzała jak sporadycznie Oliver wychodził z domu. Nie martwiły go jednak te mankamenty, bo skupił się na dotyku. Pozornie błahym, nic nie znaczącym, ale pierwszym od niepamiętnych czasów.
- Gdybym mógł wybrać, to wolałbym, żeby faktycznie nie było nic. - Dla kogoś, kto każdego dnia borykał się z problematyką przeciążeń emocjonalnych, karuzelą przeróżnej maści kłopotów od drobnych po wiążące oraz sztafażem przykrych doświadczeń zarówno minionych jak i tych, które dopiero na niego czekały pustka jawiła się jako kusząca opcja. Uniósł ręce na wysokość głowy, patrząc za czym tak gorączkowo Slater grzebie mu po kieszeniach. Obstawiał fajki i w zasadzie, to wcale się nie pomylił.
- Nie oszczędzam, ale... na studenta? Znaczy, że jak? Szybko szybko, bo zaraz egzamin, czy co? - zapytał, próbując wybadać w jakie diabelstwo znowu próbuje wciągnąć go Curtis. - Okay, pokaż mi. Mam zrobić coś szczególnego? - Dobrze, że nie wiedział. Nieświadomość uchroniła go przed zabójczym skokiem ciśnienia, w końcu Oliver jeszcze nigdy nie znalazł się tak blisko drugiego człowieka. Mimo początkowych obaw co do kolejnych pomysłów Slatera, postanowił dać temu szansę i przekonać się na własnej skórze na czym takie studenckie palenie polegało.
Strzepnął sobie zapodziane w załamaniach marynarki przyschnięte liście, znalazł kolejny fragment drewnianej framugi i uznał, że sobie poczeka aż Curtis przygotuje się do przedsięwzięcia, skoro on ewidentnie nie trybił co i jak.
_____________
<img src="https://i.pinimg.com/originals/a7/68/76/a76876b05cc5767ce6ce5c59abceb7e4.gif" style="width: 300px;padding: 2px;border: 2px solid #ccb7c5;margin-bottom: -30px;"><div style="width: 300px;color: #fff;background: #ccb7c5;font-size: 10px;font-family: Ubuntu Mono;text-transform: uppercase;line-height: 100%;position: relative;margin-bottom: 20px; padding: 2px">six wings, a million eyes, constantly on fire,
ability to scream forever
Mów mi:Oli
MULTI:Santi, Orion
 



job
Triumph Airlines S.A.- Steward

feelings
nie skomentuje

and more
It's just a cigarette, and it harms your pretty lungs

Curtis Slater
31 lat
180 cm
mieszka w South Lake Union

2021-01-13, 19:31


- Szybko, szybko jak wtedy, kiedy pierwszy raz sięgnąłem po papierosy i mnie wkręcali, żebym uważał, bo mama wchodzi? Haha... Ty też się tak uczyłeś? - Wspomnienie tego przyjemnie ciepłego lata, w którym leczyło się zadarte kolana, a promienie wpadały rankiem przez uchylone okno razem z powiewem rześkiego powietrza zostały, wryły się, jakby miały miejsce wczoraj, a nie ponad dwadzieścia lat temu. Nie pozostawał mu długo dłużny, podciągając się do siadu obrócił papierosa między palcami. - Nie ma co tłumaczyć. Zorientujesz się, o co chodzi. - Być może nie był odpowiednią osobą do tego, żeby uczyć Hollowa czegokolwiek ale nie zaprzątał sobie głowy słusznością tej decyzji. Wystarczyło mu w zupełności to, że nieświadomy Oliver poparł to w co wierzył Curtis, a pijanemu nie trzeba było wiele, żeby go uszczęśliwić. Ogień z zapalniczki rozświetlił ciemności i miło się na niego patrzyło, w wieczór taki jak ten siedzenie przy ognisku na pewno miałoby swój urok ale tu zamiast drewna, czy nawet całego drewnianego domu Curtis podpalić mógł jedynie Oli... To znaczy, białą końcówkę papierosa, która rozżarzyła się wraz z pierwszym zaciągnięciem się. Pierwszy dym został wypuszczony od tak w bok dla zasady, dla smaku i satysfakcji z tego, że nareszcie można było coś zajarać bo ostatnimi czasy nie mógł wytrzymać nawet dnia, bez wypalenia całej paczuszki naraz. Następny nie miał jednak prawa znaleźć się w powietrzu między nimi, bo korzystając z niewiedzy różowowłosego starszy przysunął się do niego i chwytając go za brzeg przyjemnej w dotyku, całkiem miękkiej marynarki przytrzymał go przy sobie wystarczająco długo, żeby musnąć jego wargi własnymi powoli wpuszczając w nie dławiący, papierosowy dym.
Studenci mieli niezwykły zwyczaj oszczędzania, tak też w tym przypadku zabawa polegała na tym, że papierosa paliło się na zmianę, pozwalając drugiej osobie spijać z siebie najgorszy syf jaki wydobywał się, po zaciągnięciu. Nie było to zbyt zdrowe, ale miało swój urok do którego Curtis miał po prostu słabość bo lubił zagrania tego typu, odkąd sięgała mu pamięć.
- Powoli. - Mruknął mu w wargi zaraz po następnym, odrobinę nie przepisowym - bo to nie była już jego kolej – sięgnięciu po papierosa. Tym razem spokojnie zmrużył swoje niebieskozielone oczy i nie bawiąc się już w ciekawskie podglądanie zaskoczonego wyrazu twarzy nowego kolegi musnął opuszkami palców jego szyję, przypadkiem wyczuwając bliznę, na którą wcześniej nie zwrócił najmniejszej uwagi. Nie znaczyła zbyt wiele w porównaniu do skóry, upstrzonej bogato w brązowe plamy, przypominające gwiazdozbiory dla najuboższych. Ostrożnie trzymając papierosa w jednej ręce wystarczająco daleko, żeby go nie sparzyć przeciągnął tę zabawę, w dłuższy pocałunek nie pozwalając mu zbyt szybko zaczerpnąć świeżego powietrza. Dzięki tej chwili w towarzystwie Hollowa mógł dojść do wniosków takich jak te, że brązowe oczy miały najczęściej sarny, że miał dosyć zimne ale delikatne dłonie i cukierki nie były jednak takim złym pomysłem. Jeszcze długo mimo wypitego alkoholu ich posmak majaczył mu gdzieś między uciekającym spomiędzy ust dymem, czyniąc go bardziej znośnym. Przypominał mu trochę swoją niedoszłą dziewczynę ale tylko dlatego, że był taki chudy, bo przecież tam gdzie niby omyłkowo w trakcie pocałunku zsunęła się dłoń Curtisa nie miał niczego, co przypominałoby Olivię. - Chcesz jeszcze, czy mam sam dopalić? - Żadna odpowiedź nie byłaby tą złą. Otrzepał papierosa z pyłu, który zdążył się już niesfornie nagromadzić uśmiechając się przy tym trochę zbyt tryumfalnie.
Mów mi:o protokołach bezpieczeństwa
MULTI:nie zamierzam robić
 



job
Grafik

feelings
Mr. Emocjonalny Rollercoaster

and more
fucked up by design

Oliver Hollow
24 lata
165 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-13, 20:17


Uśmiechnął się nikle w odpowiedzi, nie podejmując tematu. Matka w jego życiu stanowiła swoiste tabu, o którym nadal nie potrafił jeszcze swobodnie rozmawiać nawet z terapeutą, a co dopiero z kimś innym. Palić za to nauczył się zaraz po wyjściu ze szpitala, po nieudanej próbie samobójczej aby zgasić w czymś żal. Matka nawet go nie odebrała, miał kurwa szesnaście lat.
- Uhum - mruknął, mając nadzieję, że Curtis wie o czym mówi. Bo przecież to studenckie palenie nie mogło być wcale tak skomplikowane, skoro ogarniali je ludzie wedle definicji na ogół albo pijani, albo niemożebnie skacowani. Z niecierpliwym uśmiechem czającym się w kącikach ust obserwował, jak Slater elegancko wydmuchuje pierwszy kłąb dymu na bok, tym razem oszczędzając wspaniałomyślnie jego spodnie i nie robiąc w nich kolejnej dziury.
- Więc pewnie po połowie - pomyślał, bo dopóki mężczyzna delektował się papierosem takie odniósł wrażenie. A później nagle miał go przed sobą, z ręką ciągnącą go za przód pstrokatej marynarki i świat mu zawirował. Czuł się jak nastoletni gówniarz gdy serce biło mu szaleńczo, a krew odpłynęła z twarzy tylko po to, by zaraz tam powrócić z pąsowymi wypiekami na policzkach. Ale to było krótkie, ledwie muśnięcie i otrzymał swoją porcję nikotyny. Z nerwów zapomniał ją wypuścić, zorientował się dopiero gdy Curtis się odezwał.
Za drugim razem było nieco inaczej. Palce niezobowiązująco badające cienką jak papier skórę wzbudziły dreszcz, z pewnością zauważalny. Wciąż powoli, ale już nie tak z zaskoczenia gdy Curtis nachylił się nad Oliverem, ten wiedząc czego się spodziewać przestał się stroszyć jak przerażona fretka. Uniósł wzrok napotykając chłodne połączenie błękitu z zielenią, o którym pamiętał aż do momentu ponownej bliskości. Tak, tym razem było inaczej.
Ciepło ust mężczyzny nie zniknęło tak szybko jak przedtem, a Hollow uchylił zapraszająco swoje, mimo iż nie do końca miał pojęcie co robić. To był bądź co bądź jego pierwszy pocałunek, nawet, jeśli chodziło o przyoszczędzenie na fajkach. Poczuł jak Curtis się wycofuje, więc uchylił powieki obdarowując go wpierw nieobecnym spojrzeniem, odruchowo wychylając się ale natrafił na pustkę. Och, szlag. Teraz jego kolej, prawda?
Potrzebował paru sekund na szybkie przemyślenie tego, o co go zapytano, jeszcze kilku aby stwierdzić, że w sumie to pieprzyć to, po czym zdecydowanym ruchem odebrał Slaterowi papierosa. Uniósł się chwiejnie, ale szybko wylądował klęcząc z udem mężczyzny między swoimi, zaciągnął się płytko i oparł o jego ramię. Przychylił się ku niemu, ale usta Olivera zaledwie o cal ominęły upragniony cel, specjalnie, tak dla niedosytu. Wrócił jednak wreszcie i bez najmniejszych skrupułów pociągnął go do równie długiego pocałunku, częstując go przy okazji dymem i kilkoma ugryzieniami pozostawionymi na dolnej wardze. Czym smakował Curtis? Z pewnością winem. Winem i goryczą tytoniu, może trochę szaleństwem.
Nie miał pojęcia ile to trwało. Sekundy? Minuty? Nieistotne. Pieprzyć to. Pieprzyć to wszystko.
- Och... och, wow - mruknął cicho, dostrzegając, że zgubił po drodze swój oddech i najwyraźniej nieśmiałość. Kącik ust drgnął mu nerwowo, bo nie miał pojęcia jak odebrał to Pan Gbur. Tak czy inaczej to musiało zaczekać, ponieważ coś oparzyło go w dłoń, więc gwałtownie obrócił głowę w porę by zauważyć, że ich oszczędność poszła się chędożyć; papieros dopalił się do końca. - Kurwa - fuknął, poruszając palcami aby pozbyć się z nich popiołu. Ewidentnie nie miał dzisiaj szczęścia do fajek. Albo może jednak miał?
_____________
<img src="https://i.pinimg.com/originals/a7/68/76/a76876b05cc5767ce6ce5c59abceb7e4.gif" style="width: 300px;padding: 2px;border: 2px solid #ccb7c5;margin-bottom: -30px;"><div style="width: 300px;color: #fff;background: #ccb7c5;font-size: 10px;font-family: Ubuntu Mono;text-transform: uppercase;line-height: 100%;position: relative;margin-bottom: 20px; padding: 2px">six wings, a million eyes, constantly on fire,
ability to scream forever
Mów mi:Oli
MULTI:Santi, Orion
 



job
Triumph Airlines S.A.- Steward

feelings
nie skomentuje

and more
It's just a cigarette, and it harms your pretty lungs

Curtis Slater
31 lat
180 cm
mieszka w South Lake Union

2021-01-13, 21:44


Zabawnie było z wręcz karygodną lekkością znaną tylko tym upojonym, obserwować nagły wybuch determinacji jaką odznaczył się Oliver sięgający wprost po to, co najwyraźniej bardzo przypadło mu do gustu. Chociaż Curtis miał w naturze rządzić się i wchodzić wszędzie tam, gdzie nikt go nie zapraszał to tym razem z zaciekawieniem wstrzymał się ze swoimi nieczystymi zagrywkami i kosztem swojej wątpliwej dumy, zezwolił mu na rozbestwienie się. Gdy miał wolne obie ręce mógł pozwolić sobie na to, żeby z ociąganiem pociągnąć go za szlufki spodni z wypaloną dziurą – to miał być jedyny ślad ale im dłużej to trwało, tym większą miał ochotę na zrobienie mu jeszcze kilku, a nawet kilkunastu „oznaczeń” zdradzających nie do końca czyste intencje. Nie zbyt dyskretnie, gdy ta niewinna wymiana dymem miała się już zakończyć z tylko sobie znanym zniecierpliwieniem, zakrapianym nutą irytacji – bo było trochę za krótko, bo chciałoby się jeszcze - zakradł się pod materiał koszuli chłopaka i jedynie zaczepił paznokciami o cienką skórę na jego biodrze, nie powodując zbyt dużych zniszczeń.
Zapomniał się trochę, o czym mogło świadczyć to, że wcześniej nim zdrowy rozsądek w ogóle o czymś napomknął przysunął się do niego jeszcze bliżej, jakby zaraz miał zrobić o trzy kroki za dużo w myśl tego, że na pewno wyglądaliby zjawiskowo, szczególnie na dachu tej rudery, czując na sobie spojrzenie kogoś kto zupełnym przypadkiem wychwyciłby ich splecione z sobą sylwetki. Zagryzł wnętrze swojego policzka, wstrzymując się od komentarza ale nie oszukujmy się, wow zawsze sprawiało, że obrastało się w piórka.
- Kurwa bierze za takie rzeczy pieniądze. - Nie mógł powstrzymać się, przed wciśnięciem mu tej swojej błyskotliwej riposty. Teraz była jak sól na rany, zupełnie zbędna i nie spowodowała nic dobrego dlatego nim Oliver zrobił coś więcej, niż tylko machanie ręką żeby przynajmniej trochę ulżyć sobie w dyskomforcie, on zwinnie sięgnął po jego wąski nadgarstek i rzucił na palce okiem, a kiedy już znalazł to czego szukał nie miało znaczenia to, że nadal miał na sobie resztki pyłu. Zaczerwienione miejsca zostały polizane, co nie zdarzało się często, nie normalnym ludziom. On wszystkie swoje drobne skaleczenia właśnie w ten sposób koił ale Oliver mógł ten wybryk odebrać jako sugestię do czegoś innego, zważywszy na to, że mężczyzna w trakcie tego procesu wlepiał w niego swoje ślepia szybko wpadając na pomysł, żeby go w jeden palec ostrzegawczo ugryźć – powyżej jednego drobnego oparzenia. To co dobre nie mogło trwać wiecznie więc gdy trochę się uspokoił, to znaczy chwilowo nie myślał o nim jak o potencjalnej zwierzynie – bo przewinęło mu się to przez myśl - kulturalnie odchrząknął i odsuwając się od niego powoli, zaczął szukać ich straconej butelki.
- Zastanawiałeś się może nad tym, jak my stąd zejdziemy? - Podrapał się po karku, starając się przypomnieć sobie z której strony mógł znajdywać się balkon. A kiedy już zlokalizował obie rzeczy, których szukał trunek raz jeszcze wraz z pustą butelką po winie podał Oliverowi. - Chyba już wiem. Mniejsza z tym... To o co się założymy, że nie trafisz w tamtą starą skrzynkę na listy? - Wskazał mu to, co przypadkiem wypatrzył rozglądając się po opustoszałej okolicy, wzdłuż której przebiegł jakiś cętkowany, brązowo-biały kot. Ta zmiana tematu nie należała do najwybitniejszych ale nic innego Curtisowi nie przechodziło do głowy, nic poza tym co zostało przerwane ale nikt tu nikogo nie mógł winić. Mężczyźni po prostu tacy byli. Łatwi do sprowokowania, każdy na swój wyjątkowy sposób.
  
Mów mi:o protokołach bezpieczeństwa
MULTI:nie zamierzam robić
 



job
Grafik

feelings
Mr. Emocjonalny Rollercoaster

and more
fucked up by design

Oliver Hollow
24 lata
165 cm
mieszka w Chinatown

2021-01-13, 22:27


Brak doświadczenia nie miał nic do powiedzenia, kiedy mierzyło się z takim zaangażowaniem, z jakim Hollow potraktował temat. A ów temat najwidoczniej miał spore zadatki na dominanta, bo choć trzymanie go w miejscu za szlufki nie stanowiłoby problemu, gdyby Oliver chciał się odsunąć, to jednak pozostawiał przekonanie, że nie powinien był tego robić. Powinien siedzieć na tyłku tak, jak Slater sobie tego zażyczył, i to właśnie uczynił. Odsłonięte biodro powitało chłód nocnego powietrza, ale po tym jak Curtis zarysował na nim delikatnie półkole, odpowiedziało przyjemnym ciepłem.
Był daleki od zastanawiania się nad tym jak to wygląda z boku, skoro jedyne towarzystwo na jakie mogli liczyć to myszy i bezpańskie koty, czy jakieś inne wesołe stworzenia grasujące po okolicy. W końcu musiał się niestety ruszyć i chcąc nie chcąc, oswobodził kolano mężczyzny, wracając do butelek oraz porzuconej nieopodal paczki fajek. Nie zdążył rozsiąść się na dobre, ani nawet tak całkiem się odsunąć, bo Slater chwycił go za nadgarstek i przyjrzał się jego oparzonej dłoni.
- Tragedii nie ma, nie pierw... - urwał, napotykając jego spojrzenie. Elokwencja Olivera poszła na spontaniczną wycieczkę na czas, w którym Curtis zajął się pieczołowicie jego palcami, choć metodę wybrał dość niekonwencjonalną. Poruszył bezdźwięcznie ustami, zastanawiając się tylko nad tym kiedy spłonie żywcem, bo odczucie było nieporównywalne z czymkolwiek, z czym Orbit do tej pory miał do czynienia. Wystarczy wspomnieć, że przerosło to jego dwudziestoczteroletnie wyobrażenia, ale nie śmiał odwrócić wzroku. Ugryzienie nie było bolesne, ale przypomniało, że nie ma przed sobą spolegliwego mopsa, ale kogoś bardziej na kształt dobermana.
- Rany, Curry, nie rób mi tak - zaprotestował, nie wiedząc czy mężczyzna jest świadomy jak blisko samozapłonu się znajdował. Po kolejnym jego spojrzeniu zmienił jednak zdanie; szlag, on doskonale wiedział co robi, niech to.
Udał, że również głowi się nad kwestią zejścia z ich imprezowego dachu, przebłyskiem rozsądku odmawiając sobie ponownego spaceru po wąskim gzymsie. Powinni znaleźć coś, co nie wróżyło tragedii i dramatycznych nagłówków w porannym wydaniu wiadomości, więc wstał, otrzepał się i zignorował to, że przewrócił pustą butelkę. Zajrzał najpierw z jednej strony domu, od frontu, nieufnie mierząc wzrokiem okno którym tu wleźli. Odpadało. Ale kiedy wychylił się od tyłu na jego ustach pojawił się pełen niedowierzania grymas. - Acha. Dobra, wiem już jak się stąd zabierzemy. Patrz.
Przez cały ten czas mieli do dyspozycji schody przeciwpożarowe, które ktoś musiał dokleić do budynku w późniejszym czasie. Przerdzewiałe, pachnące tężcem i milionem ewentualnych chorób, ale przynajmniej stabilniejsze. Stanął na nich na próbę aby ocenić czy się nadadzą, a że nic się nie zawaliło uznał, że jego własny ciężar nie robi na konstrukcji szczególnego wrażenia.
- Idziesz? Mam w domu zupę paprykową - zachęcił, choć tak luźno, że propozycję bez wyrzutów sumienia można było odrzucić.
_____________
<img src="https://i.pinimg.com/originals/a7/68/76/a76876b05cc5767ce6ce5c59abceb7e4.gif" style="width: 300px;padding: 2px;border: 2px solid #ccb7c5;margin-bottom: -30px;"><div style="width: 300px;color: #fff;background: #ccb7c5;font-size: 10px;font-family: Ubuntu Mono;text-transform: uppercase;line-height: 100%;position: relative;margin-bottom: 20px; padding: 2px">six wings, a million eyes, constantly on fire,
ability to scream forever
Mów mi:Oli
MULTI:Santi, Orion
 



job
Triumph Airlines S.A.- Steward

feelings
nie skomentuje

and more
It's just a cigarette, and it harms your pretty lungs

Curtis Slater
31 lat
180 cm
mieszka w South Lake Union

2021-01-14, 16:15


Schody na pierwszy rzut oka nie wyglądały na zbyt stabilne i nie przekonywało go to, że skoro utrzymały lekkiego Olivera mogły wytrzymać ich obu naraz ale nie mając innej alternatywy, na zakończenie tego wieczoru Curtis nie wybrzydzał. Wzruszył tylko ramionami, na tę niebanalną propozycję, bo w sumie zupa paprykowa nie brzmiała tak źle jak jakiś jarmuż, czy inne bataty pieczone na oliwie z majerankiem. Człowiek pod wpływem często chętny był na zaszycie się w wygodnym miejscu, wyluzowanie się i napełnienie żołądka żeby odzyskać siły witalne, a przede wszystkim zapobiec kacowi. Nie ważne, czy w formie przekąski czy normalnego posiłku – ochotę miało się zawsze. Przynajmniej do czasu wypuszczenia pierwszego egzotycznego pawia z klatki.
Schodząc na dół wzdrygnął się z zimna, co też poskutkowało wciśnięciem swoich dłoni w czeluście kieszeni kurtki i tak też, w swoim nieco destrukcyjnym towarzystwie przemierzyli drogę z South Parku do malowniczego Chinatown, dzielnicy, w której wyjaśniło się wiele bo niecodzienny strój Hollowa okazał się tu pasować jak ulał a miejsce, w którym zdarzyło mu się być góra dwa razy, po jakieś ekstrawaganckie pudełko z sushi nawet o tej godzinie zdawało się tętnić jakimś życiem. Nie wszyscy grzecznie spali jak tam u niego, w spokojnym South Lake gdzie trudno było spotkać na korytarzu żywą duszę. Ktoś tu krzątał się po kuchni z kubkiem herbaty, kto inny darł się, najpewniej na swoje dziecko, a ciekawskie oczy nieznajomej sąsiadki Olivera wpatrywały się, w tlącego papierosa szybko gasząc go o framugę okna. Starał się nie obiecywać sobie zbyt wiele, po wejściu do tego małego, skromnego mieszkanka bo przecież nie raz, nie dwa w Vermont robił podobne rzeczy, a nawet gorsze regularnie wyrzucając swojego gospodarza z łóżka, żeby porządnie wyspać się do pracy.
- Ilu nieznajomych tak ściągnąłeś z ulicy, żeby zaprosić ich na kolacje?

2x z/t
  
Mów mi:o protokołach bezpieczeństwa
MULTI:nie zamierzam robić
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, grudzień - 186 punktów
Czterdziestoletni wdowiec z czarnym poczuciem humoru. Z zawodu chirurg. Uwielbia eksperymentować i często zagląda do kieliszka. Metodą głębokiego oddechu stara się zapanować nad wybuchowym charakterem. Pedantyzm, słabość do młodszych kobiet oraz zamiłowanie do jednej konkretnej piosenki to tylko niektóre z jego zalet.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, grudzień - 105 punktów
Mężczyzna o wielu twarzach. Dwudziestopięcioletni aktor, kochający teatr. Ojciec samotnie wychowujący syna, oddany rodzinie, odpowiedzialny i wykształcony. Romantyk z brytyjskim akcentem, poliglota. Nie przepada za ignorancją i brakiem tolerancji. Jeżeli zaprosisz go na obiad, to nie dodawaj ostrych przypraw!