hello stranger
W najnowszym ogłoszeniu można przeczytać o naborze do ekipy administracyjnej! Sprawdź sam.
ZADANIA WIELKANOCNE. Krótsze rozgrywki za więcej punktów fabularnych!
LEPRECON -dzień Świętego Patryka! Weź udział w zabawie, odwiedź sześć pubów, znajdujących się na specjalnej mapce i zbieraj punkty fabularne!
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r
boom
kiara
aurelie
diosmio
vincent
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre


mathilde moreau



job
kwiaty & klisze

feelings
(jeszcze) zamężna

and more
wyrwana z korzeniami, nie zasadzona ponownie

mathilde moreau
32 lata
160 cm
mieszka w Queen Anne

2020-11-23, 14:40


about me

imie i nazwisko

mathilde moreau

pseudonim

tilde

data i miejsce urodzenia

04/04/88', bozeman, montana

dzielnica mieszkalna

magnolia, queen anne

stan cywilny

nieszczęśliwa mężatka

orientacja

heteroseksualna

zajęcie

biznesowoman od kwiatów i klisz

miejsce pracy

juniper flowers + teren

wyznanie

bóg to ładna bajka

przyjezdny

w seattle od siedmiu miesięcy

my story
    Δ montana, 96'
    zapach: cedr, dziki bez, syrop malinowy, jeziorna bryza, mokra sierść
    smak: orzech laskowy, herbata z imbirem, pralina, miód
    dźwięk: spadające polano, wystrzał dubeltówki, wiatr, wiatr, wiatr bez końca


W okolicy czasem powiadają, że w szarych szczelinach, poukrywanych w podnóżu strzelistych szczytów z wiecznie ośnieżonymi czapami, w listopadowe noce można usłyszeć ciche granie piszczałki. Przeklęta (albo czarująca, zależnie od włóczęgi przekazującego historię młodej damie w zielono-żółtych kaloszach) melodia ponoć podrywa do tańca gnieżdżące się w gałęziach posiwiałych sosen kruki i zatrzymuje na zamrożoną sekundę sprężyste ciała jeleni na pobliskiej łące, a odłamki skał wtórują do rytmu ospałym osuwaniem się wzdłuż zbocza. Jeśli przemierzy się szerokie pole oddzielające dom od gór, wieczorem nasiąknięte przednocną rosą, zastuka trzykrotnie w nadpróchniały pień wiekowego świerku i położy na chustce z kolorowymi frędzlami kawałek pieczywa, istnieje szansa, że zostanie się zaproszonym do ukrytej w granicie sali, w której rodzi się melodia - nie można jednak obrażać się, kiedy o uszy obije się tylko głuchy, nieprzenikalny dźwięk jesiennej ciszy. Wróci się wtedy do kuchni z zaczerwienionym od zimna nosem i usiądzie przy piecu, pałaszując placek z malinami. Ale w kolejny wieczór, kiedy mama znów będzie zajęta resztą latorośli ledwo odstających od podłogi a tata zakopie się w grubym swetrze i jeszcze grubszej książce, ukradkiem zawinie się w chustę nadal ciepły bochenek, wokół szyi obwiąże się wyszydełkowany szal i znowu, znowu biegiem przez zroszoną łąkę.
Mathilde ma już osiem lat, cztery ledwo zabliźnione różowawe ścieżki przecinające prawe kolano (tydzień temu zahaczyła sztruksowymi spodniami o gwóźdź wystający z grubej beli obudowującej drewutnię), dwa najmilsze i najdzielniejsze owczarki szetlandzkie na-ca-łym-świe-cie i jednego prawdziwego przyjaciela. Kiedy łapie żaby w skrzącym się potoku sto osiemdziesiąt stóp na wprost od sypialni rodziców, Brooks trzyma wiadro; kiedy siedzi z lornetką na wypłaszczonym od szczytu kamieniu i obserwuje dzięcioła z czerwoną czupryną, Brooks na pamiątkę rysuje ją w notesie pełnym od kleksów; kiedy pędzi przez amerykańską połoninę w poszukiwaniu tajemniczych dźwięków (w te chwile, kiedy słońce schodzi z estrady po zakończonym akcie całe a niebo całe rumieni się na różowo), Brooks czeka już przy nadpróchniałym świerku. Mama czasami nie może doliczyć się głów na podwórzu (piątka małych Moreau, Brooks w czapce wykończonej tą samą ręką - dostał ją od Tilde w prezencie pod zeszłoroczną choinkę) ale bez słowa rozkłada skrzypiącą kanapę, kiedy wszyscy są tak zdyszani od przygód, legend i przełomowych odkryć, że Brooks nie ma już siły dowlec się do domu, którego światła odbijają się w szybach domu Mathilde.
W pokoju na piętrze, który Mathilde (bez entuzjazmu) dzieli z Rosy, po grubo ciosanej podłodze walają się: drewniane wędki (rozmiaru dziecięcego), dżinsowe ogrodniczki, wełniane swetry o szerokich splotach, klasery z zasuszonymi liśćmi klonu, atlasy (dużo zdjęć, mało nudnych definicji - można przecież samodzielnie wymyślić dużo, ale to dużo ciekawsze), zaschnięte brokatowe lakiery (to Rosy) i nieusuwalne, mimo starań, wszędobylskie karmelowe psie futro. Gdzieś w kącie w granatowym plecaku upchnięte są pierwsze szkolne podręczniki, ale Mathilde nie ma do nich głowy; zamiast algebry bada ornitologię, zamiast obowiązkowych lektur zaczytuje się w liścikach, które Brooks zostawia dla niej wetknięte w drewnianą framugę kuchennego okna. A zamiast, siedząc przy świetle lampy z zakurzonym kloszem, wieczorem powtarzać tabliczkę mnożenia, Mathilde znowu: zakłada szal, chowa chustę z chlebem w wewnętrznej kieszeni polaru i biegnie, biegnie przez łąkę... aż do (bez)dźwięcznych ścian górskiego monolitu.

    Δ montana, 05'
    zapach: świeże igliwie, kokosowe perfumy, wiśniowe kadzidełko, dym z papierosa
    smak: łuskany słonecznik, mleko czekoladowe, winogrona, zardzewiały termos, tabletka hormonalna
    dźwięk: ptasi płacz, rowerowe przerzutki, szeptane wyznania


Jodłowe bory, nachylające się opiekuńczo nad pobliskim stawem i posyłające czułe pocałunki zesztywniałych igieł na szklaną taflę przy najlżejszym podmuchu wiatru, szumią ostatnio o młodej miłości. Wśród wysypisk omszonych głazów unoszą się ciche opowieści o splątanych cieniach (jednym dłuższym, drugim krótszym), które co wieczór pędzą jak oszalałe żwirową drogą do jeziora. Wielki Wóz, zaprzęgnięty w codzienną wędrówkę po czarnej toni, z nielicznymi tylko skupiskami gwiazd z dołu przypominającymi krople śmietany strzepnięte z kocich wąsów, przygląda się pobłażliwie sylwetkom, które obserwują go z wyciągniętymi palcami, półleżąc na oliwkowym pledzie pocerowanym przy rogach.
Mathilde (ta pierwsza z kosmicznych podglądaczy) i Brooks (ten kolejny, spleciony z nią w kolanach, dotykający miękkiego brzucha ukrytego pod szorstkim materiałem kurtki) od lat nie szukają już legendarnych grajków między górami. Są teraz w wieku, w którym chce się znaleźć jedynie to miejsce na bladej szyi, które drga z przyjemności po muśnięciu spierzchniętymi wargami; tę strunę po wewnętrznej stronie dłoni, po której można przejechać palcem prawie wzbudzając w niej brzmienie i ten wystający obojczyk z blizną, który chce się wyłamać z rusztowania ciała i zabrać ze sobą, tak na wszelki wypadek. Mathilde kolekcjonuje amulety - w obszernych kieszeniach palt chowa patyki, pióra, kamień z ładnym poblaskiem, zasuszony kwiat dalii; czasem wkleja je do swoich klaserów, a czasem żegna się z nimi, wyrzucając całą zawartość na wąską ścieżkę żeby zrobić miejsce na kolejne skarby.
Czas skleja im się między palcami jak gęsty akacjowy miód, dni i noce zlewają się w barwnej feerii odczuć, oddechów, czystego powietrza skraplającego się na skórze. Brooks gra na gitarze, a Tilde uwiecznia jego skupioną minę i palce zaciśnięte na gryfie Nikonem, który buja się na wietrze, zawieszony na szczupłej szyi. Mathilde ma siedemnaście lat i czuje, że cały świat może zamknąć w puzderku drobnej dłoni.

    Δ montana, 15'
    zapach: waniliowa świeca, papier fotograficzny, suszone grzyby, woda kolońska
    smak: oliwa, miąższ borówki, cydr, surowe ciasto
    dźwięk: kamerton, skrzypienie ołówka, trzask flesza, gramofon, oktawa mol


Ogień w otwartym kominku z osmaloną cegłą przyjemnie skwierczy na grudniowo. Mathilde półśpi (i półśni) w głębokim fotelu z jaskrawo zielonym obiciem, z podpórki na łokieć zwisają palce. Jeden z nich jest udekorowany prostą srebrną ozdobą - to pamiątka ślubu, który wzięli z Brooksem pięć lat temu (podczas najgorszej wrześniowej pogody jaką miejscowi pamiętali od dziecka), jubilerska obietnica stanowiąca o tym, że od wtedy każdą już przeżywaną chwilę będzie zobowiązana dzielić na pół. Na szafce z ciemnego mahoniu, na prawo od szeleszczącego ognia, leżą trzy aparaty fotograficzne, brulion w grubą kratkę, szkicownik i niedomknięty laptop - kiedy Brooks obudzi ją, wracając ze swojej codziennej włóczęgi po okolicznych mokradłach, zrobi sobie sypanej herbaty w blaszanym kubku i wróci do przekalkowywania odkrytego świata na łamy powstającego właśnie przewodnika po okolicznych cudach przyrody. Brooks usiądzie na stercie poduszek w wiklinowym, bujanym fotelu, który dostali w ślubnym prezencie od Tildowych rodziców, i będzie komponował kolejny z tych mruczanych, folkowych kawałków, od których ciało wibruje porażone dźwiękiem perfekcyjnie umiejscowionym w czasie i przestrzeni. Po skończonej pracy Mathilde owinie się kocem w szerokie pasy, wybierze książkę, zapali lampę i będzie, czasami podnosząc wzrok znad leniwie dążącego do puenty rozdziału, przyglądać się kilkudniowemu zarostowi Brooksa, jego palcom na strunach, jego stopie wybijającej rytm o drewnianą podłogę z tłumikiem w postaci chabrowej skarpety w fikuśne wzory. Położy dłoń na brzuchu, uśmiechnie się. Pomyśli o odmalowanym niedawno koniu na biegunach, który - po wychowaniu Mathilde i czwórki jej rodzeństwa - czeka w pokoju obok na chwycenie skórzanych lejców przez małe rączki nowego pokolenia.

    Δ seattle, 20'
    zapach: benzyna, mocna kawa, croissant z kremem orzechowym, bananowa mgiełka do ciała
    smak: skórka przy paznokciu, sushi z tuńczykiem, czekolada lindta, whisky, smog
    dźwięk: opadająca roleta, elektryczny piekarnik, klakson, zbita antyrama


Był taki moment - Mathilde do dzisiaj próbuje umiejscowić go dokładnie na krzywej linii zużytkowanego już życia, nacisnąć tryumfalnie opuszkiem jakiś punkt żarzący się na czerwono - w którym ten ich mały, drewniany domek, skrzypiące okiennice i samotnicza rutyna przestają mieć dla Brooksa takie samo znaczenie, co dla niej. Coraz częściej wyjeżdża - jego kawałki, nagrane wraz z przypadkowo zebranym z okolic zespołem - zaczynają zbierać głosy uznania wśród szerszej publiczności, pojawia się menadżer, potem trasa z wypożyczonym autobusem, potem dwumiesięczna miłość tylko na telefon, potem złota płyta, potem okładka Rolling Stone, potem linia odzieżowa, potem pierwsza sesja fotograficzna wykonana inną ręką, niż ta Mathilde. Wszystko toczy się jak lawina (dla niej - bo w dół), i kipi jak bulgocąca woda w zbyt małym emaliowanym garnku (dla niego - bo w górę); w czasie, kiedy ona porządkuje bawełniane kocyki z mokrym policzkiem i oddaje konia na biegunach młodszej siostrze, która z radością odchyla rąbek becika, on nonszalancko mruczy na kolejnej wielkiej scenie, udając, że te utwory, które napisał tylko dla niej są dostępne dla całego świata.
Nie powinna się dziwić, kiedy wraca z kolejnej trasy i zapowiada, że potrzebne jest im większe miasto - większe perspektywy, droższy dom, okolica z dobrą szkołą, bo przecież niedługo spróbują ponownie. Nie chce zostawiać w tyle niczego - ani tego wilkinowego fotela, na którym siadał wieczorami, ani ukochanego jeziora, ani gór, w których grają tajemnicze piszczałki; ale najbardziej nie potrafi jednak zostawić jego, więc pakuje do walizki ulubione swetry i makatki i daje się porwać do miejsca nieukrytego gdzieś pomiędzy skałami.
I teraz jest tu, w Seattle, w dzielnicy najdroższych domów, gdzie wszystko jest sterylne, bezpieczne i do zdobycia za odpowiednią kwotę; zajmuje się kwiaciarnią, którą Brooks kupił jej chyba po to, żeby nie zabiła się z nudów i tęsknoty, wygląda przez okno na idealnie przystrzyżone trawniki, zamawia catering.
I powoli, oglądając go jakby z oddali, kiedy znowu wraca do domu zbyt rumiany (nie od mrozu), kiedy zbywa ją jakąś tandetną wymówką na temat tego próbowania ponownie, kiedy patrzy na te wszystkie sąsiadki z fryzurą bez żadnego odstającego kosmyka - opracowuje plan ucieczki.
my flaws
piosenki od Brooksa dla Mathilde
w porządku chronologicznym


- górska melodia - (o tym dniu, w którym wypadł jej pierwszy mleczak i stała pod świerkiem z obrzękiem policzka, łzami spływającymi w brudnym korycie ścieżką spod dolnej powieki i ciepłą chałką złożoną na igliwiu)
- dziewczyno, jesteś z wczoraj i jesteś z jutra - (o tym momencie, kiedy Brooksowi pierwszy raz zatrzepotało młodzieńcze serce kiedy rzucał kamykiem w Tildowe okno, a po otwarciu okiennicy ona: rozczochrana po prysznicu, z wodą zastygłą w obojczykach, z wargami różowymi od gorącej pary)
- masz kocie oczy - (o tym, że źrenice Mathilde rozszerzają się pod wpływem wzruszającej sceny w starym włoskim filmie, na dźwięk górskiego strumienia, z miłości do spłoszonej zbyt głośnym odstawieniem termosu na skałę rudej sarny)
- Tobie bije dzwon - (o tym, że nawet mimo siekającej ulewy i błyskawic rozdzierających połać nieba dzień, w którym wsunął jej obrączkę na palec był niepowtarzalny, wymarzony; poza tym poetycka wariacja na temat Hemingwaya)
- hej, obudź się - (o tym zastygniętym wyrazie twarzy, który Mathilde nosi na sobie przez rok po stracie dziecka, o tych zdrewniałych rękach, którymi nie dotyka już jego pleców, jego nadgarstków ani odstającej prawej łopatki; Tilde do dzisiaj ma mu za złe, że umieścił to gówno na jednej z lepiej sprzedających się płyt i wychodzi z pokoju, kiedy ktoś wrzuca ją na talerz gramofonu).
and more

imię/ nick z edenu

magdalena

kontakt

pw / discord

narracja

3 os., czas przeszły

zgoda na ingerencję MG

tak, poproszę

mathilde moreau

felicity jones

Mów mi:magdalena
MULTI:r.r., newt, saskia
 



job
straszę ludzi w Seattle

feelings
za pieniądze

and more
ktoś coś?

Dreamy Seattle
100 lat
210 cm
mieszka w Chinatown

2020-11-25, 21:50


akceptacja!
Serdecznie witamy na forum, twoja karta została zaakceptowana. Możesz teraz dodać tematy z relacjami, kalendarz oraz telefon i cieszyć się fabularną rozgrywką, którą musisz rozpocząć w ciągu 3 dni.
Mów mi:Dreamy Seattle
MULTI:-
 
Wyświetl posty z ostatnich:   


Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, marzec - 537 punktów
Dwudziestopięcioletnia panna, która niedawno temu przyjechała do Seattle z miasta Asotin, gdziekolwiek to jest. Zgrabna blondynka o pełnych ustach i pięknym uśmiechu, romantyczka z marzeniami i ambicjami. Pracuje jako stażystka w kancelarii prawniczej, interesuje się modą i kocha jeść fast foody. Może nie jest specjalnie wysportowana, a jej umiejętności za kółkiem pozostawiają wiele do życzenia, ale za to złota z niej rączka i świetnie sobie radzi z narzędziami.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, marzec - 413 punktów
Trzydziestoletnia panna, urodzona i wychowana w Seattle. Studia medyczne ukończyła na uczelni wojskowej, więc panie i panowie miejcie się na baczności, bo strzelec z niej wyborowy. Mimo wzlotów, ale i bolesnych upadków, wyszła na prostą, aby sprawdzać się jako rezydentka chirurgii. Nie jest najlepszą panią domu, ale za to świetnie radzi sobie za kółkiem. Uwielbia sport, trenuje boks i chętnie spędza czas na świeżym powietrzu. Jeżeli nie jesteś na jej czarnej liście, to możesz spać spokojnie.