• uwaga Jesień zawitała na forum! W związku z drobnym odświeżeniem nagłówka oraz kolorów grup, wykonajcie twardy reset: ctrl + f5
  • event! Pojawiła się zapowiedź nowego eventu! Więcej informacji znajdziecie TUTAJ
  • uwaga! Zachęcamy do zapoznania się z nowym OGŁOSZENIEM!
  • 22/09 Mamy już dwa miesiące! <3
  • 22/07 Serdecznie witamy na forum!
  • carol / boom
    emir / diosmio
    rhys / rezz
    elise / inissia
    robert / myre
    pogoda
    Seattle, WA, USA


    Judy Moreno


    Columbia City


    18

    nazywałam się cukinia

    i nie byłam sobą

    w tamtych dniach

    Judy
    Moreno

    mów miy
    kontakty
    MULTIy

    2020-10-10, 18:02


    about me

    imie i nazwisko

    Judith Moreno

    pseudonim

    Judy, Fretka

    data i miejsce urodzenia

    14.11.2002 / Seattle

    dzielnica mieszkalna

    Columbia City

    stan cywilny

    single and ready to mingle

    orientacja

    biseksualna

    zajęcie

    studentka socjologii / dorywczo kelnerka

    miejsce pracy

    na garnuszku u rodziców / Easy Street

    wyznanie

    Zbyteczne

    miejscowa / przyjezdna

    w seattle od zawsze

    my story

    Sometimes, I wish I was somebody else
    When my mind starts misbehaving
    Is when I tell myself
    Okay, baby, you'll be okay
    You just gotta keep on

    Długo tkwiła w cieniu starszego brata. Czasem udawało jej się naśladować jego opanowanie i łagodność. Zgrywać słodką córeczkę. Nigdy nie na długo, bo zaraz potem wdawała się w bójkę na placu zabaw, po tym jak jakiś chłopiec pociągną ją za warkoczyki.
    To nie mogło udać się na dłuższą metę. Za dużo w niej ostrych kątów, których nie potrafiła zetrzeć.
    Od zawsze śmiała się kiedy nie powinna. Trzaskała drzwiami, po błahych kłótniach z rodzicami. Odzywała się w najmniej odpowiednich momentach, powtarzając słowa dorosłych, by dowiedzieć się, że są bardzo nieodpowiednie dla dziewczynek. Wiedziała, że nie potrafi być uległa, choć nie mogła się przecież wiecznie stawiać. Pamięta jak wyprowadzona z równowagi sąsiadka darła się na nią, że nie ma wstydu. Miała rację. Brakowało jej też wielu innych cech, dostępnych bratu. Cierpliwości, stałości, dojrzałości. Ze słomianym zapałem podejmowała się kolejnych aktywności. Nudząc się wszystkim na tyle szybko, by nigdy nie wybić się ponad przeciętność. Choć bardzo nie chciała być taka jak inni. Tym bardziej nie taka jak inne dziewczyny. Nawet jeśli miała pojęcia co to może właściwie znaczyć. Nie po to godzinami buszowała w lumpeksach i czytywała odważne tezy filozofów, których nie rozumiała. Najeżona nieprzemyślaną wiedzą z książek toczyła wojny, w których nie mogła zwyciężyć. Aż w końcu zrozumiała jak to działa.

    I'll tell you what the worst is
    It's the way it doesn't hurt
    Like I wish it did
    From every day to never at all

    Oglądali we trójkę powtórkę jakiegoś sitcomu na telewizorze w salonie, kiedy zadzwonił telefon. Jeszcze przez chwilę świat mógł pozostawać dla niej prosty, jakby składał się, z krótkich zabawnych scenek przerywanych śmiechem puszczanym z puszki. A potem usłyszała płacz mamy i szybko zerwała się razem z ojcem z kanapy.
    Gdy w końcu zrozumiała co się stało, poczuła się jakby wcale go nie znała. Bo to przecież Adam był zawsze tym poukładanym, dobrym dzieckiem. To w nim z ich dwójki pokładano nadzieję. Nie tak miał trafić na nagłówki gazet. Nigdy nie miało być mowy o tragicznym wypadku samochodowym z jego udziałem. Tym bardziej nie po jego balu maturalnym. Co za beznadziejne wyczucie czasu.
    Pamięta jak potem przeglądała zdjęcia z tego wieczoru. W wieku niespełna na piętnastu lat narkotyki kojarzyła przede wszystkim z głupawego spotu puszczanego w jej szkole. Kids don't do drugs. Czemu Adam nie mógł na nich po prostu wyglądać jak ktoś zagubiony? Na tyle, by stać się kimś kto potem kompletnie nieprzytomny siada za kierownicą... Ale Adam wcale nie wyglądał jakby pozwolił by jego jajko usmażyło się na twardo. Tam na parkiecie, z dziewczyną i przyjaciółmi wyglądali po prostu młodo i pięknie. Właśnie na tym polegał problem z tymi zdjęciami z insta. Nie było w nich miejsca na tragedię.
    Nie miała pojęcia co powinna czuć. Tak jakby po bracie pozostała jej kompletna pustka. Nie byli wystarczająco blisko, a przynajmniej nie tak jak mogliby być. Wiedziała, że mogła o to winić tylko siebie. Uparcie go odpychała. Udowadniając, że nie potrzebuje starszego brata. Że potrafi się sama obronić. Że radzi sobie sama. Że wcale nie jest tą małą zagubioną dziewczynką, za którą on ją miał. I jak zwykle to on musiał mieć racje.
    A gdyby tylko we właściwym czasie przełknęła swoje ego, może teraz potrafiłaby go pożegnać tak jak należy. Rozpaść się na kawałki. Zwinąć się w kłębek i całe lata spędzić zamknięta we własnej sypialni. Zamiast tego po prostu żyła dalej.

    I can't fake,
    For God's sake why am I driving in the wrong lane
    Trouble is my middle name.
    But in the end I'm not too bad
    Can someone tell me if it's wrong to be so mad

    Jego nieobecność naznaczyła atmosferę w ich domu. Choć nie stało się to zaraz po wypadku czy pogrzebie. Tak jak wszystko co istotne, zmiana wkradła się do ich życia powoli. Zniknęły kawy, które tata co rano zaparzał mamie. W planie dnia zaczęło brakować miejsca na wspólne kolacje. Zaczęli mijać się bez słowa na korytarzach, przechodząc między sobą jak na palcach. Wszystko by uniknąć wchodzenia sobie w drogę. Odetchnąć z ulgą potrafili dopiero odgrodzeni od siebie czterema ścianami.
    Uderzające było to jak nieuchwytne były te zmiany. Nikt nie zdobył się na to, by rzucić talerzem czy wybić drzwi z zawiasów. Choć wszyscy o tym myśleli. Marząc o urządzeniu tak głośnej awantury, by zmusić sąsiadów do interwencji. Zamiast tego jednak pozwalali by w domu zapanowała cisza. Tępo obijająca się o te same ściany, za którymi oni ukrywali się przed sobą. Aż pozostały im tylko desperackie próby jej przełamania. Za przykład mogła wziąć rodziców, wpawających się w kolejne coraz bardziej absurdalne romanse, czy na noce bez słowa uprzedzenia. Wszystko to pozostawiano bez pytań. Nawet w obliczu beztrosko zostawionych dowodów zdrady. Uderzyło ją to jakie proste okazało się to co wcześniej postrzegała jako niemożliwe. Złamanie dawno zawartej umowy, które nie niosło za sobą żadnych konsekwencji. Całkiem jak sięgnięcie do czyjegoś plecaka w zatłoczonym metrze i pozostanie całkowicie niezauważonym.
    Zadziwiło ją to z jaką łatwością przyszło to też jej samej. Wystarczało po prostu wsunąć zawartość czyjejś kieszeni do własnej. Tak łatwo było naruszyć zaufanie, którym obdarzył nas nieznajomy siadając tuż obok nas. Tą lichą materię, z której utkano społeczeństwo. Przekroczyć z góry ustaloną granicę. Judy czuła się jakby czegoś tam szukała, jednak nigdy nie dowiedziała się czego.
    Zawartości portfeli, markowe okulary czy jedwabne apaszki wydawały jej się zbyt tuzinkowe. Nie warte zachowania. Za to zmięte bilety, szklane kolorowe kulki czy serwetki z pospiesznie zapisanym przypadkowym zdaniem, na prawdę przyciągały jej uwagę. Hipnotyzowały. Choć zaraz po wszystkim emocje dość szybko opadły. Nie przychodziły nawet wyzuty sumienia, których z początku się spodziewała. Czuła jedynie niezdrową fascynację. Tak jak wtedy, gdy w metrze szukała rozrywki czytając przez czyjeś ramię konwersacje dwójki nieznajomych na messengerze. Zadziwiało ją to jak pociągające okazało się naruszanie czyjejś prywatności. Dlatego przekraczała kolejne granice. Wędrując między torbami, plecakami czy jeansami. Podczas, gdy we własnym domu nie potrafiła za zdobyć się na zapukanie w sąsiednie drzwi. Wkroczenie na terytorium, które odsunięto poza jej zasięg. Prostą rozmowę. W końcu zadane pytanie, które tak długo jej ciążyło. Coraz większy strach odczuwając na myśl o przekroczeniu granicy, która zbliżała się do niej nieubłaganie.

    Feel the vibe,
    Feel the terror,
    Feel the pain,
    It's driving me insane.

    Nie pamiętała już tych czasów kiedy dorosłość jako taka nie wydawała jej się przerażająca. Nie pamiętała jak to jest marzyć o zostaniu archeolożką na miarę damskiego Indiany Jonesa czy treserką jednorożców (totalnie realna ścieżka kariery, ok?). Od śmierci Adama zaczęła postrzegać jako coś niewłaściwego. Coś co powinno być poza jej zasięgiem. A jednak, nie potrafiła jej powstrzymać. Szykując się na bal maturalny nie mogła pozbyć się wrażenia, że to nie może się dobrze skończyć. Nie powinno jej tam być. To jej starszy brat był do tego stworzony. Wzorowego zdania egzaminów. Dostania się na prestiżowy uniwerek. A potem rozpoczęcia kariery, którą rodzice mogliby się chwalić przed sąsiadami. Judy było stać tylko na marną imitację tej ścieżki. Zdanie testów wystarczająco dobrze, by ubiegać się co najwyżej o miejsce na lokalnej uczelni. Dostania się na kierunek, który choć brzmiał interesująco, tak nie zapewniał żadnych perspektyw zawodowych. I po prostu znalezienie sobie jakiejś pracy, którą lubi, choć nie wyobraża sobie tego by mama miałaa kiedykolwiek wspomnieć sąsiadce o jej ścieżce kariery. A idąc na studia nie potrafiła się nawet wyprowadzić od rodziców, choć ich dom dawno przestał być domem.
    Dlatego tamtego wieczoru wiedziała, że nie powinno jej tam być. Jakby naruszała strefę, która nie powinna być dla niej dostępna. Kiedy przyjechał po nią chłopak, któremu nic brakowało i wpiął jej ten śliczny kotylion, czuła się jakby go oszukała i potrafiła mu tylko współczuć, że trafiła mu się ona. Bo tamtego wieczoru była nieobecna, zbyt zajęta myśleniem o kimś innym. Nie zdziwiło jej nawet to, że nikt nie pamiętał o tym, by zrobić im zdjęcie w progu, gdy wychodzili. I tak czułaby, że byłoby to niewłaściwe. Nie czuła kiedy położył dłonie na jej ciele. Jedynie z wdzięcznością przyjęła piersiówkę, którą jej partner przemycił w garniturze. W końcu naruszała strefę sacrum. Nie mogła tego zrobić z trzeźwym umysłem. Choć pewnie i bez tego ledwo zapamiętałaby tamten bal. Całą poprzednią noc spędziła na wetowaniu zdjęć, które pojawiły się w tych kilku artykułach o wypadku jej brata. I przez ten cały czas przed oczami miała tylko te zdjęcia. Budząc się nad ranem z bólem głowy w obcym pokoju zdziwiło ją to, że jej się udało. Że przekroczyła tą granicę, której jej brat nigdy miał nie przekroczyć. Zmywając z twarzy pot i grubą warstwę makijażu myślała tylko o tym, że już po wszystkim. Teraz zrobi wszystko to czego on nigdy już nie zrobi, wydało jej się to całkowicie nierealne. I z każdym dniem nabierała pewności co do tego, że wciąż nie była na to gotowa. Pomyliła się, bo tamta noc wcale jeszcze nie minęła.

    Be a good girl, pretty house wife
    Need to have sex every night
    Remove all hair from your body
    But don't you dare cut yourself 'cause
    He might see you bleed
    All these expectations, please

    my flaws
    Kolejna niedorzeczna wojująca feministka (odkąd tylko dowiedziała się że feministki nie gołą nóg. Ona w wieku 10 lat też tego nie robiła (z resztą kto to robi w sezonie grzewczym?), więc uznała że to musi być to), introwertyczna aktywista, upierdliwa weganka (choć czasem zrobi wyjątek dla kawałka pizzy za dolara kupowanej po pijaku o trzeciej nad ranem), ten typ tragicznie dramatyczny, człowiek orkiestra kiedy trzeba (o ile zazwyczaj nie trzeba), królowa odkładania rzeczy na wieczne potem, może i jutro, za chwilę.

    Więc kto powie mi jak radzić sobie mam
    Taki wielki świat nade mną mam
    Ileś tam lat, lecz to niewiele da
    Doświadczenia brak


    Trochę wstyd się przyznać, ale po pijaku już troszkę mniej, nie?
    Noworodki są przerażające. Zwłaszcza, gdy ktoś każe mi jakiegoś potrzymać. Politycy są irytujący, równie głośni co dzieci. A najgorsi ze wszystkiego są Republikanie. Jeśli ktoś ceni sobie szowinizm, faszyzm, zaściankowość i braku tolerancji, to proszę bardzo, I'm out. Miłość nie trwa wiecznie, a całe to długo i szczęśliwie jest przereklamowane. Bo co właściwie znaczy to szczęśliwie i jak długo? Czerwone róże i zawieranie małżeństwa są kiczowate. Gołębie są spoko. Słodkie i w ogóle. O co chodzi tym milenialsom z tym ich uwielbieniem dla Przyjaciół i Pottera? Kiedyś wcale nie było lepiej. A rodzynki w serniku to nie koniec świata. Chyba.
    and more

    imię/ nick z edenu

    .

    kontakt

    sowa pocztowa, ewentualnie pw czy coś

    narracja

    przeszłość, w III osobie

    zgoda na ingerencję MG

    tak (proszę nie zabijajcie)

    Judy Moreno

    Alisha Nesvat

      
     
     


    Fremont


    Decide.

    Is this the life you want to live?

    Is this the person you want to love?

    Is this the best you can be?

    Dreamy
    Seattle

    mów miDreamy Seattle
    kontaktPW
    MULTIDreamy Seattle

    2020-10-18, 00:54


    akceptacja!
    Serdecznie witamy na forum, twoja karta została zaakceptowana. Możesz teraz dodać tematy z relacjami, kalendarz oraz telefon i cieszyć się fabularną rozgrywką, którą musisz rozpocząć w ciągu 3 dni.
     
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   


    Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Wersja do druku
    Dodaj temat do ulubionych

    Skocz do: