• uwaga Jesień zawitała na forum! W związku z drobnym odświeżeniem nagłówka oraz kolorów grup, wykonajcie twardy reset: ctrl + f5
  • event! Pojawiła się zapowiedź nowego eventu! Więcej informacji znajdziecie TUTAJ
  • uwaga! Zachęcamy do zapoznania się z nowym OGŁOSZENIEM!
  • 22/09 Mamy już dwa miesiące! <3
  • 22/07 Serdecznie witamy na forum!
  • carol / boom
    emir / diosmio
    rhys / rezz
    elise / inissia
    robert / myre
    pogoda
    Seattle, WA, USA


    Restauracja


    Belltown


    30

    teoretycznie robię na swoim

    i dla dobra tej firmy

    zawieram absurdalne umowy

    Daniel
    Graham

    mów miA.
    kontaktpw/discord
    MULTInie

    2020-10-03, 12:16


    - A ja nie lubię - zrobił minę przedrzeźniając jej zawiedziony wyraz twarzy - kiedy coś nie idzie po mojej myśli, chociaż mam do tego zapewnione wszystkie warunki. Czasem trzeba się obejść jedynie smakiem, panno Diaz - powiedział wzruszając bezradnie ramionami, jakby nic nie mógł na to poradzić; z czystej przekory nie wtajemniczył jej w swoje rozmyślenia, bo tym razem był daleki od odnoszenia się do pracy. Po znajomości kontekstu jego toku myślowego - o który zapewne by go nie posądzała - i w nawiązaniu do niedawnej wypowiedzi bez dwóch zdań załatwiłaby dla niego zakaz zbliżania się do własnej osoby. Daniel nie był głupi, wyczuwał, że Penelope w jego towarzystwie nie czuje się najswobodniej i najchętniej rozwiązałaby umowę już teraz, dlatego ostatecznie - jak miał nadzieję - powściągnął swoje niepotrzebne wyobrażenia.
    Utwierdziło go w tym przekonaniu to zaskoczone “o ile?”, które wybrzmiało takim przerażeniem, jakby przesunięty w czasie termin zakończenia projektu naprawdę był dla niej nie lada problemem. - Mamy opóźnienia w terminach. - Nie wchodził w szczegóły, które i tak nie powinny zaprzątać jej głowy. Mógł jej powiedzieć, że opóźnienia dotyczą spraw budowlanych, nie krajobrazu. Ale nie chciał. Szczególnie, że łyknęła haczyk z tą wystawą jego matki. Nie żeby podstęp był specjalnie wyszukany, jednak był zadowolony, że udało mu się osiągnąć zamierzony cel. - Doskonale. Przekażę tę informację Gwendolyn. Będzie zachwycona - uśmiechnął się ciepło na potwierdzenie jej obecności w tym wydarzeniu.
    Słuchał w skupieniu jej wytłumaczenia dotyczącego latania samolotami i strachu przed balkonami. Nie zamierzał go komentować, wyraźnie odebrał sygnał, że nie powinien się w to mieszać, a nie chciał niepotrzebnie wprawiać jej w jeszcze gorszy nastrój kolejnymi pytaniami. Dlatego tylko dotknął lekko jej ramienia i pokręcił głową, że nic się przecież nie stało i nie musi go za nic przepraszać. - Nie powiedziałem, że gdziekolwiek lecimy. Nie obawiaj się, nie będziesz na mnie skazana więcej, niż jest to niezbędne - zaprzeczył szybko. Odpowiedź o lotach samolotem go usatysfakcjonowała, ale robił wszystko aby jego twarz pozostała tak profesjonalna, jaką nie tyle on chciał przybrać, co na ile Penelope na siłę próbowała mu ją przypisać. Mimo to cień uśmiechu błąkał mu się po ustach, gdy uświadomił sobie, że przecież określenie “niezbędne” można było interpretować na wiele sposobów...
    Sen! Zdecydowanie potrzebował snu, bo zaczynał wkraczać w te rewiry zatrutej jedną myślą wyobraźni, z których po przekroczeniu pewnej granicy nie było już odwrotu. Dla rozładowania wewnętrznego napięcia postanowił założyć nogę na nogę, przy czym kopnął niechcący Penny pod stołem, a nagły ruch kończyny kobiety wywołał zsunięcie się materiału sukienki w miejscu długiego rozcięcia na boku kreacji, odsłaniając tym samym jej smukłe udo. - Przepraszam! - w geście skruchy położył dłoń na jej odkrytym kolanie. Przez moment obserwował, jak bardzo skóra jego dłoni kontrastuje z odcieniem jej skóry na udzie i odruchowo przesunął palce ku górze, ale szybko się zreflektował. - Nie chciałem - dodał bez przekonania cofając dłoń niezbyt spiesznym ruchem. Czuł, jak rozpiera go od środka palący gorąc. Cholera, znowu, znowu, znowu! Byłoby łatwiej, gdybyś nie była taka piękna, pomyślał przełykając ślinę. - Chodź, potrzebuję się przewietrzyć. I od razu coś ci pokażę. - Wstał ze swojego krzesła i gestem godnym dżentelmena podał jej dłoń, aby mogła się na niej wesprzeć. Specjalnie prowokował dotyk? Być może, ale dostarczał mu tyle przyjemności, że nie mógł się powstrzymać. - Staniemy przy oknie, ale otworzę drzwi na taras, aby wpuścić trochę świeżego powietrza. Nie wyjdziemy tam, spokojnie - wyjaśnił cicho, uspokajająco, a gdy wreszcie znaleźli się przy przeszklonej ścianie od strony zatoki, powoli podszedł do drzwi balkonowych i lekko je uchylił. I tak musieli poczekać na George'a. A tu przynajmniej nie wiało tak od wody jakby mieli stać na zewnątrz. Chłodna bryza znad zatoki szybko owionęła go niemalże do szpiku kości, chociaż nie był pewien, czy to wina tylko wiatru.
    Wracając do Penny stanął tuż za nią w ten sposób, że jego głowa odbijała się w szybie obok jej głowy ponad jej ramieniem. - Widzisz tamto światło? - wskazał ręką na czerwoną migającą kropkę w oddali pojawiającą się co kilka sekund pośród ciemności. Sam nie patrzył na wskazane przez siebie miejsce, tylko błądził wzrokiem po odbiciu jej twarzy w oknie, przy którym stali. - To tam od przyszłego tygodnia ruszają pełną parą prace nad wdrożeniem w życie BlueCorp. Chcąc nie chcąc nawet po zakończonej umowie będziesz miała ze mną coś wspólnego. I to tak trwałego, że na stałe wpisze się w historię miasta. Będziesz w stanie żyć ze świadomością, że udało ci się jednak coś stworzyć ze znienawidzonym przez siebie Danielem Grahamem, który do tej pory tylko niszczył twoje życie? - zapytał z lekką dozą rozbawienia, być może nawet prowokacji, ale na pewno nie było w tym pytaniu wyrzutu czy oskarżenia. Raczej czysta ciekawość tego, jak się na to zapatruje.
    Kto wie? Może gdybyś mnie tak bardzo nie nienawidziła…? Pomyślał z zafascynowaniem obserwując jej twarz w odbiciu i wciągając ostrożnie nosem jej delikatny zapach będący oszałamiającą mieszanką jej perfum, jego perfum i lawendy, która tak mocno wbiła mu się w pamięć po tamtym wieczorze. Uświadomiwszy sobie, że zrobił jeszcze jeden krok w jej stronę i zahaczył dłonią o tył własnej marynarki, ocknął się z otępienia, ale nie cofnął się w celu zwiększenia dystansu. Graham, kurwa! Upomniał się w głowie, ale na próżno. Świadomość, że pod tą przeklętą marynarką tak luźno zarzuconą na jej ramiona znajdują się równie przeklęte sznurki sukienki i że wystarczy tylko pociągnąć lekko do dołu, aby pozbyć się niechcianego elementu garderoby, wcale nie pomagała skupić się na tym, co ważne.
    Ale co tak naprawdę było ważne? W tym momencie już nie miał żadnej pewności.
     
     


    Columbia City


    25

    Rysuję książki dla dzieci

    Pocałowałam księcia i zostałam jego księżniczką

    ... chociaż to nie moja bajka.

    Penny
    Diaz

    mów mistokrotka
    kontaktpw/discord
    MULTInever

    2020-10-03, 20:56


    Słaba manipulacja skoro od samego początku Penny wyrażała chęć by pojawić się na wystawie jego matki. Nawet gdyby w jakiś sposób uroił sobie pomysł zabronienia jej pójścia tam, postawiłaby na swoim i z czystej ciekawości ruszyła do galerii by obejrzeć pracę Gwendolyn Graham. Wizja rozmowy z potencjalną teściową nie była zachęcająca, w końcu musiała grać przed nią swoją rolę zakochanej narzeczonej jej syna a jak wiadomo matki są przeczulone na punkcie swoich dzieci. Na pewno padnie wiele krępujących pytań i zapewne przed wspólnym wyjściem będą musieli ustalić jedną wersję wydarzeń. I do cholery jasnej Daniel, kup wreszcie ten pierścionek, bo naprawdę jest to podejrzane! Dodała jedynie w myślach nie chcąc się powtarzać po raz setny, że tylko ona stara się by wszystko wyglądało wiarygodnie.
    - Niczego innego bym się po Tobie nie spodziewała – mruknęła cicho pod nosem, nie przejmując się tym czy mężczyzna w ogóle to usłyszy. Zadawał dziwne pytania by później wywinąć się w taki bezczelny sposób. Gdyby zdecydował się na mały urlop, gdziekolwiek by sobie zapragnął Penny mogłaby znieść to skazanie. Byleby tylko nie pracował i nie traktował jej jak ładnej ozdoby przy swoim boku na biznesowych spotkaniach. Nigdy nie była i nie będzie kobietą, która grzecznie przytakuje swojemu ukochanemu i pozwala się traktować tak lekceważąco. Jeśli szukał takiej kobiety mógł wybrać kogoś ze swojego towarzystwa do te szopki, nie osobę która zawsze miała wiele do powiedzenia i nie bała się bronić swoich poglądów. Jej przemyślenia przerwało delikatne kopnięcie pod stołem, które jednak spowodowało, że jej jedna noga się osunęła a sukienka pokazała odsłonięte kolano. Jednak to co stało się zaledwie kilka sekund później wprawiło ją w osłupienie. Ten delikatny dotyk, te niepewne przesunięcie palcami po jej nagiej skórze trwało zaledwie chwilę a jeszcze przez dłuższy czas czuła jego przyjemny dotyk. Było w tym coś elektryzującego, coś co nie sprawiało skrępowania i powodowało że chciała więcej. Wpatrując się w jego oczy miała tyle do powiedzenia a jednak żadne słowo nie wyszło spomiędzy jej warg. Zrobiło się między nimi jakoś dziwnie gorąco, więc tylko chrząknęła i poprawiła materiał sukienki by nie kusić losu. Jeśli do tej pory ktoś miał wątpliwości że ta dwójka nie ma nic wspólnego to widząc ten obrazek mogli uwierzyć w ich związek. Daniel był dobrym aktorem, Penny sama zapewne uwierzyłaby w szczerość jego intencji gdyby nie znała całej prawdy. A mimo wszystko chwyciła jego dłoń i pozwoliła się prowadzić w stronę dużych okien. Sama nie wiedziała czy poczuła nagłe spięcie mięśni dlatego, że Daniel tak blisko stanął za jej plecami czy może dlatego że teraz był tak blisko i nawet jeśli do niego nie podchodzili wywoływał u niej szybsze bicie serca.
    - Wcale Cię nie nienawidzę – jej głos był cichy i spokojny, bo stojąc tak blisko nie musiała się martwić, że Daniel nie wyłapie tego szeptu. Przeniosła wzrok ze wskazywanego miejsca na jego odbicie w szybie. I chociaż było ono nie wyraźne i nie mogła dostrzec głębi jego spojrzenia czuła, że to nie są zwykłe żarty. Czy naprawdę dała mu odczuć tak bardzo negatywne uczucia? Wiele mogła o nim powiedzieć, ale na pewno nie to, że znajduje się na liście ludzi do których pała tak silnymi emocjami. – Nienawiść to takie wielkie słowo. Chwilami jesteś naprawdę znośny – uśmiechnęła się z rozbawieniem, nieco sobie z niego żartując bo przecież w ostatnim czasie dogadywali się tak świetnie. Naprawdę było coraz lepiej i żal było, że to wszystko nie długo się skończy. Dla niej było to jak bajka. Praca marzeń, gdzie mogła się realizować w projektach o których większość ludzi w jej wieku mogła pomarzyć. Znośne przyjęcia i nieco mniej zawistni ludzie niż ostatnio. I Daniel który okazał się być najbardziej interesujący ze znanych jej robotów. Dziwnie będzie urwać kontakt i już więcej go nie spotkać.
    - Nie chce wracać jeszcze do domu, może przejdziemy się na spacer? Noc wydaje się ciepła a nie często widać w tym mieście gwiazdy – jej głos brzmiał miękko a na twarzy widniał uroczy uśmiech gdy odwracała się w jego stronę. Co prawda pora była już późna i znając Daniela w głowie już układał plan awaryjny na swój zaburzony cykl snu, ale dodatkowe pół godziny pewnie niczego nie zmieni. Bryza znad zatoki była chłodna, ale może przy lądzie nie będzie tak odczuwalna jak na wysokim piętrze hotelu. – Proszę? – spojrzała wprost w jego oczy nieco błagalnie by zgodził się chociaż na kilku minutowy spacer nad wodą.
     
     


    Belltown


    30

    teoretycznie robię na swoim

    i dla dobra tej firmy

    zawieram absurdalne umowy

    Daniel
    Graham

    mów miA.
    kontaktpw/discord
    MULTInie

    2020-10-05, 20:33


    Uśmiechnął się pod nosem słysząc jej cichą odpowiedź, która nawet jednym słowem nie odniosła się do głównej myśli jego pytania, ale gdzieś w głębi serca chciał to usłyszeć. Nie oczekiwał, że zapała do niego nie wiadomo jaką sympatią, ale wystarczyło się choć trochę polubić, prawda? Sprostowanie szybko odarło go ze złudzeń. - Znośny? - powtórzył z naciskiem szczerze rozbawiony i uniósł brew. - Zaczynaliśmy z wyrzutami i złością, po miesiącu jestem już “znośny”. Boję się pomyśleć, na jakim etapie w tym tempie eskalacji tej relacji znajdziemy się pod koniec grudnia. Może nawet awansuję na “sympatycznego”? - trochę ironizował, trochę żartował, a trochę szacował, jak jeszcze bardziej rozpędzić ten proces i dotrzeć do mety z czymś więcej niż tak bezpłciową plakietką, którą nadawało się wtedy, gdy nie wiedziało się, co powiedzieć na temat nudnego człowieka bez obrażania go. Teoretycznie do niego pasowało. W praktyce wiedział, że nie wszystko było tak oczywiste, jak wydawało się na pierwszy rzut oka.
    Gdy Penny odwróciła się tak nagle, ich twarze znów znalazły się bardzo blisko siebie, ale Daniel nie cofnął się nawet o milimetr niezrażony tą niewielką odległością między nimi. Pokiwał głową zgadzając się na spacer po tym ponaglającym “proszę?”. Zamiast jednak odsunąć się i dać jej przejść obok, jakaś niewidzialna siła przejęła kontrolę nad jego ciałem i przysunęła go jeszcze bliżej. Znów utopił się w jej oczach, a ten uśmiech… na jego widok coś ciepłego rozlało się po jego klatce piersiowej. Serce na moment mu zamarło, żeby chwilę później zacząć dudnić jak oszalałe, a krew w naczyniach zawrzała. Czy to on musnął palcami jej policzek w miejscu tego słodkiego dołeczka pojawiającego się przy każdym uniesieniu kącików ust? Gdyby nie delikatne łaskotanie opuszek przy dotyku i elektryzujący dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa z nim związany mógłby przysiąc, że nie miał z tym nic wspólnego, chociaż właśnie o tym myślał jeszcze chwilę wcześniej. Druga dłoń swobodnie spoczęła na talii Penelope, jakby robiła to od zawsze. Nie, coś mu nie pasowało. Sztywny materiał marynarki nie zadowolił jego potrzeby bliskości, dlatego wyważonym ruchem wsunął rękę pod jej okrycie, układając ją najpierw na boku talii, a następnie przesunął ją nieco dalej, zatrzymując ją bezpośrednio na nagiej skórze pleców kobiety na wysokości jej talii. Oblizując wargi przeniósł spojrzenie z jej oczu niżej, na kształtne usta, które - kusząc go jeszcze przy stoliku - teraz były tak niewyobrażalnie blisko, a z każdą sekundą dystans ten się zmniejszał jeszcze bardziej. Czuł na swoim policzku jej ciepły oddech, skóra na nosie mrowiła pod wpływem nie tyle dotyku, co niecierpliwego wyczekiwania, że już za chwilę będzie oddychać tym samym powietrzem co i ona. Milimetry dzieliły go od tego, aby wreszcie poczuł na wargach smak jej ust, kiedy...
    - Panie Graham, pański szofer już czeka.
    Zatrzymał się w pół ruchu wciągając głęboko powietrze przez nos. Z ociąganiem odwrócił głowę w stronę kelnerki i bez słowa potakujacym ruchem potwierdził, że przyjął do wiadomości. Zacisnął wargi powstrzymując jęk rozczarowania. Mimo to podświadomie wiedział, że w gruncie rzeczy dobrze się stało i nie powinien kusić losu tym pocałunkiem. Powodów ku temu znajdował wiele. Po pierwsze - Penelope wielokrotnie przyznała, że nie pasuje do jego świata, tak jak on nie pasował do jej świata. Byli zupełnymi przeciwieństwami na każdej możliwej płaszczyźnie, to nie miało szansy się udać. A on nie angażował się w żadne poważne relacje. Miał dużo pracy. Miał chorą matkę. I nie chciał pewnego dnia tak jak ona skończyć ze złamanym sercem w wariatkowie.
    Przymknął powieki cofając się o krok. - Hmm, tak, jeśli masz ochotę na spacer, odwołam George’a - niechętnie wrócił na bardziej formalny ton, jak gdyby nic się nie stało i odwrócił głowę, aby ukryć swoje zmieszanie. Nie chciał dać po sobie poznać, jak bardzo żałuje, że im przerwano. - Stąd do nas jest na dobrą sprawę piętnaście minut drogi, możemy wrócić pieszo - powiedział, byleby tylko zagłuszyć ciszę między nimi. Wskazał gestem, żeby szła przodem, bo nie był w stanie spojrzeć jej teraz w oczy. Szumiało mu w uszach i nie do końca wiedział, jak z tego wybrnąć. Przeprosić? Zaprzeczyć? Usprawiedliwić zmęczeniem? Zignorować...?
    Właśnie dlatego nie ufał sercu. Raz poruszone wprowadzało zamieszanie, którego nie sposób było ogarnąć bez obrania którejś z dwóch przeciwstawnych stron - uczuciowej albo racjonalnej. Tylko jak się zdecydować, kiedy każda z nich przekrzykując się wzajemnie bombardowała go takim samym natężeniem tych pozytywnych aspektów rzucanych na swoją przewagę, jak i nieuświadomionych lęków przemawiających na niekorzyść tej drugiej?
     
     


    Columbia City


    25

    Rysuję książki dla dzieci

    Pocałowałam księcia i zostałam jego księżniczką

    ... chociaż to nie moja bajka.

    Penny
    Diaz

    mów mistokrotka
    kontaktpw/discord
    MULTInever

    2020-10-06, 10:49


    Sympatyczny. Aż zaśmiała się cicho pod nosem, bo Daniel swoją osobą był przeciwieństwem tego określenia. Na pierwszy rzut oka nie było w nim nic sympatycznego. Nie jest miły, nie jest uczynny a profesjonalny i pozbawiony emocji ton głosu nadawał mu wizerunku… robota. Na samą myśl uśmiechnęła się pod nosem, bo w sumie faktycznie był sympatyczny jak na robota. I humor mu wyjątkowo dzisiaj dopisywał stąd pomysł na nocny spacer po mieście. Tylko, że nagle czas się zatrzymał. Kompletnie nie spodziewała się, że Daniel stoi aż tak blisko za jej plecami, więc gdy odwróciła się w jego kierunku ich twarze dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów. Z bliska jego oczy wydały się jakieś inne. Nie było to pozbawione emocji spojrzenie, kryło się w nich jakieś ciepło, które wywołało na jej twarzy kolejny uśmiech. A nie zdawała sobie z tego sprawy dopóki Daniel nie musnął palcem jej policzka a dokładnie wgłębienia, który pojawiał się za każdym razem gdy promienny uśmiech rozświetlał jej oblicze. Jeden ruch i mogli pokonać tę odległość, wystarczyło postawić krok do przodu i ponownie mogłaby smakować jego ust, jednak jakaś niewidzialna siła trzymała ją w miejscu. Nie drgnęła nawet. Jedynie jej klatka piersiowa unosiła się znacznie szybciej niż normalnie a przez gęstniejące powietrze coraz trudniej jej się oddychało. Mieszanka alkoholu, zmęczenia i ich perfum była uderzająca. Tylko czy to działo się naprawdę? Sama nie wiedziała skąd pomysł, że Daniel z nią po prostu igra. Wykorzystuje jej naiwność by ostatecznie zostawić ją samą i wrócić do pracy. To byłoby w jego stylu, bo za każdym razem gdy między nimi układało się dobrze działo się coś co wszystko psuło. Tym razem jednak nie chciała by Daniel znikał. To było miłe, więc nie odsunęła się od niego, nawet jeśli wizja ich bliskości była znacznie bardziej przerażająca niż taras znajdujący się za jej plecami. Jego chłodne palce na jej plecach powodowały przyjemny dreszcz i sprawiały, że nie chciała skupiać się na niczym innym. Nie liczyli się inni goście, nie liczyli się szefowie, którzy gdzieś kręcili się po sali. W końcu byli narzeczeństwem, zakochaną parą, która mogła pozwolić sobie na odrobinę czułości po ciężkim dniu. Za każdym razem gdy próbowała odetchnąć głębiej zapach jego perfum i bliskość ciała przyprawiało ją o większy zawrót głowy. Jednak nic się nie wydarzyło. Nic. Głos kelnerki tak brutalnie wyrwał ich z tego zahipnotyzowania własnymi osobami, że minęło kilka sekund zanim tak naprawdę wróciła do siebie. Odchrząknęła znacząco gdy robiła krok w tył, chociaż tak bardzo tego nie chciała. I to było złe. Nie zachowywali się profesjonalnie. W ich zachowaniu z ostatnich kilku minut nie miało nic wspólnego z podpisaną umową, więc zerknęła w bok wyraźnie zmieszana. Ton Daniela znowu zrobił się taki chłodny, że kolejny raz naszły ją wątpliwości ile było w tym gdy a ile szczerości?
    - W sumie to jestem trochę zmęczona, przełóżmy to na inny wieczór – powiedziała cicho unikając jego wzroku. Za dużo się wydarzyło by mogła spędzić z nim przyjemny spacer a skoro szofer już przyjechał nie było sensu go odwoływać. Chciała znaleźć się już w swoim pokoju (który swoją drogą wcale nie był jej), w jednym miejscu gdzie mogła unikać jego osoby. Wchodząc do windy jedynie kątem oka próbowała dostrzec wyraz jego twarzy by upewnić się, że znowu zamienił się w bezdusznego robota. W ciszy zjeżdżali w dół. W cholernie krępującej ciszy, której Penny nie potrafiła przerwać. Piętro za piętrem. Miała wrażenie, że trwało to wieczność zanim znaleźli się na parterze. – To był miły wieczór, dziękuję – zanim wsiadła do samochodu zerknęła na Daniela, który chwilę później jak na dżentelmena przystało zamykał za nią drzwi zanim przeszedł na drugą stronę samochodu. Droga również minęła im w ciszy, bo on skupił się na nadrabianiu zaległej poczty a ona obserwowała miasto nocą.

    zt.
     
     


    Chinatown


    19

    Studentka

    Skrzypce

    i czekolada

    Cami
    Benton

    mów miFuckingUnicorn
    kontaktPw
    MULTINatalie

    2020-10-17, 23:46


    #1

    Dwie piękne dziewczyny, samotne, w hotelowym lobby... Obie ubrane bardzo elegancko, wyglądały dosłownie jak wyjęte z okładki jakiegoś pisma, stały i czekały, ale na co?
    Taki widok w tym hotelu nikogo już nie dziwił, widywali tu naprawdę różne rzeczy, więc nikt nawet nie patrzył na nie krzywo.
    Camille w tej opiętej sukience czuła się totalnie jak nie ona, makijaż, fryzura, dodatki w postaci drogiej biżuterii - dosłownie jakby się przebrała i udawała kogoś kim w ogóle nie jest. Najgorsze w tym wszystkim było to, że żadna z tych rzeczy nie należała do niej, nawet buty... Szpilki dodały jej kilku centymetrów, bo niestety ale natura nie obdarzyła jej wzrostem, choć nie pożałowała innych atutów.
    Cały outfit należał do uroczej blondynki, która stała u boku Camille, Ann wydawała się promienieć szczęściem, uśmiech nie schodził jej z twarzy, cały czas próbowała zagadać Benton, ale ta praktycznie w ogóle się nie odzywała tylko rzucała jakieś zdawkowe odpowiedzi. Zwyczajnie bardzo się stresowała. Pierwszy raz w życiu była w tak poronionej sytuacji...
    Ann bowiem zaproponowała przyjaciółce by ta, skoro ma takie problemy finansowe zwyczajnie mówiąc znalazła sobie sponsora, opowiadała jej o wszystkich swoich wyjazdach, prezentach, karcie kredytowej, którą dostała od swojego mężczyzny i to w zamian za co? Za towarzystwo, seks i dobrą zabawę - żyć nie umierać prawda? Kiedy Cami tego wszystkiego słuchała wydawało jej się to aż niemożliwe, wręcz bajkowe a z drugiej strony jakiś wredny duszek, zwany moralnością podpowiadał jej, że to totalnie nieodpowiednie i w ogóle nie powinna się w to pakować. Na całe szczęście dziś we czwórkę, to znaczy Ann, George, jego przyjaciel oraz Camille mieli zjeść tylko razem kolację, sprawdzić czy ta dwójka przypadnie sobie do gustu i czy Duncanowi nastolatka spodoba się na tyle by zabrał ją na event, na który potrzebował towarzystwa.
    - Cami weź się w garść, wyluzuj i postaraj się dobrze bawić. Będzie fajnie, zobaczysz... - Ann posłała przyjaciółce przyjazny uśmiech i pogładziła ją z czułością po ramieniu. Chciała jej dodać w ten sposób otuchy, dlatego Cam wzięła głębszy oddech i wypuściła powietrze z płuc, tak jakby dosłownie spuszczała z siebie parę. Dobra... Nie było co panikować, najwyżej skończy się to na tym, że zje pyszne jedzenie za free i choć raz poczuje się jak "księżniczka". Żyje się tylko raz, a przecież może być naprawdę miło i sympatycznie, nawet jeśli już nigdy więcej się nie spotkają.
    - Uśmiechnij się, idą.- szepnęła blondynka i sprzedała Cami kuksańca w bok, prosto z łokcia. Nie stała długo przy Benton bo zrobiła kilka kroków by wyjść na przeciw Georgowi, objęła mężczyznę za szyję i niemal od razu namiętnie pocałowała, tak jakby jutra miało nie być. Dla Benton ten pocałunek trwał całą wieczność zanim się od siebie odkleili.
    -Cześć, Duncan jak się masz? Och, George, Duncan, to jest właśnie Camille, o której wam tyle opowiadałam -odwróciła się lekko w stronę nieco młodszej koleżanki i wskazała ją otwartą dłonią.
    - Eee.... Dobry wieczór....- bąknęła brunetka kiedy została przedstawiona i uniosła nieśmiało dłoń w geście powitania. Nawet lekko się zarumieniła, poważnie wyglądała tak jakby w ogóle tu nie pasowała bo nawet nie za bardzo wiedziała gdzie ma podziać oczy, choć na jej twarzy błąkał się lekki choć nieśmiały uśmiech. Przestąpiła kilka kroków na przód by móc się przywitać ze swoim towarzyszem reszty wieczoru. Posłała mu przyjazny uśmiech, choć dość niepewny. Nigdy nie miała problemów z kontaktami z ludźmi, nawet jeśli ich totalnie nie znała.
    - Czy oni zawsze się tak do siebie kleją?- zapytała lekko rozbawiona, bo George i Ann znów polecieli w ślinę, nie przejmując się w ogóle towarzystwem.
      
     
     


    Belltown


    50

    adwokat

    x

    x

    Duncan
    Andersson

    mów mix
    kontaktpw
    MULTI-

    2020-10-19, 17:49


    #1

    Niecierpliwie spoglądał na zegarek, siedząc za biurkiem w swoim gabinecie w kancelarii, wysłuchując gościa, który na ostatnią chwilę postanowił u niego się zjawić. Nie lubił takich sytuacji, lecz zawsze zachowywał się profesjonalnie. W końcu działał nie tylko w swoim imieniu, ale także firmy. Miał nadzieję, że na drodze nie będzie zbyt dużego ruchu, bo tylko wtedy uda mu się dotrzeć do restauracji na czas.
    Zanim jednak czekała go przyjemna kolacja w doborowym towarzystwie, a dosłowniej mówiąc randka w ciemno, przyjechał do swojego domu. Był człowiekiem dobrze zorganizowanym, co było kluczowe w jego życiu, dlatego szyba reorganizacja zajęła mu niecałe piętnaście minut. Szybki prysznic, zmiana ubrań, dobór dodatków. Wszystko zaakcentowane męskim zapachem nietanich perfum. Tym razem zostawił swoje Porsche, zamieniając je na taksówkę, którą złapał w pobliżu apartamentowca, w którym mieszkał. Miał zamiar umilić sobie wieczór nutą alkoholu.
    Droga zajęła mu raptem chwilę. Hotel leżał nieopodal miejsca zamieszkania. Mając więcej czasu mógłby nawet się przejść. Okoliczności, w których był nie sprzyjały ku temu. Tak jak pogoda, która stawała się daleka od tej, którą lubił. Ciepłej i słonecznej.
    Duncan zapłacił za podwózkę i dołączył do Georga, który musiał zjawić się ledwie chwilę przed nim. Złapał przyjaciela jeszcze przed drzwiami wymieniając uścisk dłoni, zmierzając ramię w ramię do środka, zamieniając kilka słów na różne tematy. To za jego sprawą prawnik znalazł się na dzisiejszej kolacji, a dokładniej za sprawą jego obecnej partnerki, która chciała przedstawić Duncanowi swoją koleżankę. Jako, że aktualnie nie posiadał nikogo na stałe ani nie spotykał się z kimś regularnie przystał na ten wieczór. Zwłaszcza, że może uda mu się znaleźć partnerkę na firmowy, elegancki event, który szybko się zbliżał.
    Panowie przeszli głównym hallem, omijając recepcję i skręcając w stronę restauracji, która znajdowała się gdzieś w skrzydle. Szli po miękkim dywanie, przemierzając kolejny korytarz. W końcu byli na wprost wejścia, za którym znajdowało się pomieszczenie ze stolikami. Wtedy dwie damskie sylwetki podniosły się i wyszły im naprzeciw. Ann już znał, więc nie skupił się na niej tak bardzo, jak na nieco bardziej nieśmiało idącej drugiej postaci.
    - Witaj Ann, miło cię widzieć. – przywitał się z dziewczyną delikatnym całusem w policzek, po czym został przedstawiony jej koleżance. Skupił wzrok na Camille i posłał uśmiech w jej stronę, z wyczuciem ściskając dłoń. – Świetnie cię poznać. Jestem Duncan. – przedstawił się swojej partnerce dzisiejszego wieczoru, utrzymując chwilowy kontakt wzrokowy.
    Oczywiście pierwszą myślą na jej osobę było to, jak młoda jeszcze była. Ewidentnie mogła robić za jego córką w całym tym towarzystwie. Kontrastowało to trochę ze strojem, jaki miała na sobie, eleganckim, szykownym i seksownym. Jemu bynajmniej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, dziewczęcy urok ubrany w piękną kieckę i szpilki był czymś, co wzbudzało u niego zachwyt. Poza tym, nie zwykł zaglądać płci przeciwnej w metrykę, wciąż umawiając się z dużo młodszymi od siebie.
    Słysząc słowa Camille spojrzał obok na ich wspólnych przyjaciół, którzy wpadli w sobie objęcia, wymieniając prawie że mokre pocałunku tuż na środku korytarza. Duncan tylko się uśmiechnął pod nosem, przyglądając tej scenie.
    - Zapewne dawno się nie widzieli. Zakładam, że aż od poranka. – skwitował to lekkim żartem. Był to miły widok, nawet jeżeli w myślach wiedział, że cały związek był podszyty dużą ilością pieniędzy, prezentów, wycieczek, czy czego jeszcze Ann sobie wymyśli. George za to miał partnerkę, dla której stracił głowę i którą chwalił się niemal o krok. Duncan pamiętał za to, jak było na początku. Ann była praktycznie zachowywała się tak samo niepewnie, nieśmiało, jak teraz Camille. Dopiero z czasem pochłonął ją luksusowy styl życia, którego teraz prawdopodobnie nie była w stanie się wyzbyć.
    - Proponuję, byśmy coś zjedli. – Duncan przerwał tą romantyczną scenę drugiej parze, a cała czwórka udała się do środka. Zostali powitani przez obsługę a następnie zaprowadzeni do zarezerwowanego stolika, tuż przy rozciągającym się widoku na ocean. Mężczyzna usiadł między Camille a swoim przyjacielem. Karty dań zostały podane przez kelnera, który zaczął zbierać pierwsze zamówienia na napoje. W zasadzie chyba dla wszystkich oczywistym było to, że nie ma żadnych ograniczeń, co do kwoty, jaką mieli zostawić w lokalu. Zwłaszcza, że to on albo George pokryją koszty kolacji i żaden z nich krzywo nie spojrzy na rachunek końcowy.
    Po pojawieniu się alkoholu na stole i wybraniu dań przez wszystkich uczestników, naturalnie rozmowa rozpoczęła się od jakichś anegdot z ich ostatnich dni. Brylowali zwłaszcza Ann i George, którzy opowiedzieli o ostatniej podróży, jaką razem odbyli, trochę chwaląc się nawet zdjęciami. Duncan też opowiedział o jakichś śmiesznych sytuacjach, jakie ostatnio go spotkały. W międzyczasie zerkał na młodą Camille, która odzywała się chyba najmniej, ale nie przeszkadzało mu to. Napawanie się jej widokiem samo w sobie było bardzo przyjemne. Jeszcze chwila a w myślach już by ją rozbierał.
    - Wyglądasz niezwykle, Camille. – odezwał się, kiedy złapał dłuży kontakt wzrokowy z dziewczyną, którą chyba trochę onieśmielił. Patrzył, jak próbuje to zakamuflować i dodać sobie kurażu, upijając parę łyków alkoholu, co mogło ostatecznie nie być takie pomocne. – Opowiedz mi coś o sobie. – poprosił ją, korzystając z chwili, gdy ich towarzysze na moment zajęli się rozmową ze sobą, będąc zaciekawionym, jakie życiowe perypetie doprowadziły ją do miejsca, w którym teraz siedziała.
     
     


    Chinatown


    19

    Studentka

    Skrzypce

    i czekolada

    Cami
    Benton

    mów miFuckingUnicorn
    kontaktPw
    MULTINatalie

    2020-10-19, 20:39


    Ann i George byli przykładem na to, że sceny rodem z komedii romantycznych czasami dzieją się w normalnym życiu. Dwa lata - od tak dawna uczucie kwitnie między tą dwójką choć na początku w ogóle się na to nie zanosiło. To miał być czysty interes, wymiana usług za dobra materialne i podobnie jak w przypadku Cami - wszystko działo się za sprawą znajomych, znajomego, który miał znajomego. Choć tutaj ta droga była skrócona do pierwszej linii oporu. Ann rozkwitła niczym najpiękniejszy kwiat przy swoim partnerze - ale czy to była miłość? Ewidentnie mężczyzna czuł się przy niej niczym nastolatek, przeżywał swoją drugą młodość. Jego świat przesłonięty był zaspokajaniem potrzeb swojej kobiety i sprawianiem, że codziennie na jej twarzy widniał promienny uśmiech - takie stwarzali pozory, bo kto wie co dzieje się za zamkniętymi drzwiami? Tego nie wie nikt poza tą wpatrzoną w siebie dwójką, dla których na moment towarzysze wieczoru przestali istnieć. Może to i dobrze bo Cami czułaby się co najmniej dziwnie kiedy przyjaciółka obserwowałaby ją w momencie powitania z Duncanem. Ten uroczy i jakże kulturalny buziak w policzek sprawił, że odrobinę wyluzowała, chociaż mogłoby wydawać się, że będzie zgoła inaczej. Była ciekawa co przyniesie jej ten wieczór, a jak wiadomo - ciekawość to pierwszy stopień do piekła! Skromnym zdaniem Benton pierwszy krok postawiła w momencie, w którym zgodziła się na tą całą kolację, kolejny kiedy Ann wybierała jej kieckę, robiła makijaż, dobierała biżuterię. Nastolatka nie chciała nawet wiedzieć ile kosztowało to co miała na sobie, przypuszczała, że sukienka i buty były więcej warte aniżeli suma oszczędności na jej koncie bankowym.
    Cami zdążyła przyjrzeć się Duncanowi, choć nie wpatrywała się w niego w natarczywy sposób - uznała, że całkiem przystojny z niego facet, na dodatek z niebywałą klasą i wyczuciem, które biło od niego na kilometr. Może to zasługa tych oszałamiających perfum, których zapach dotarł do wrażliwego nosa Cam kiedy byli tak blisko siebie? Pachniał nieziemsko, acz nie tak, że zwalało to z nóg w sensie intensywności. Jakże miło z jego strony, że zażartował! To sprawiło, że dziewczyna zaśmiała się krótko.
    - Do jedzenia nie trzeba mnie namawiać dwa razy.- odparła z uśmiechem, choć dopiero później zdała sobie sprawę jak mało kulturalnie musiało to zabrzmieć. W zasadzie nie była skrępowana poznaniem nowych ludzi tylko raczej towarzyszącym temu blichtrem. Cholernie się bała, że popełni jakieś faux pas, co zdyskredytuje ją w oczach całej trójki, choć w zasadzie o Ann nie miała co się bać, ta jeszcze nie zapomniała jak to jest być zwyczajnym, szarym człowiekiem. Kiedy już weszli do restauracji i zajęli wskazany im stolik Camille doznała lekkiego szoku - kolejna rzecz, której cholernie się bała - różnorodność sztućców i kieliszków wprawiła ja w niemałe zakłopotanie. Za nic w świecie nie miała pojęcia do czego użyć widelec z trzema zębami a do czego metalową szpatułkę przypominająca tą do mieszania farb. Wewnętrznie opadły jej wszystkie witki i już skreśliła z góry cały wieczór uznając, że wyjdzie na totalną i niedouczoną kretynkę. Mało jej para z uszu nie poszła kiedy zobaczyła ceny niektórych dań w menu, na dodatek niektóre nazwy były dla niej totalnie niezrozumiałe. Z wdzięcznością przyjęła pojawienie się kelnera, który przyjął od nich zamówienie na drinki i przystawki. Cami zazwyczaj nie pije alkoholu, poza tym nawet legalnie nie może go jeszcze spożywać, jednak to co miało nastąpić wymagało lekkiego znieczulenia, dlatego poprosiła o mojito z podwójnym rumem. Starała się słuchać wszystkich uważnie, sama nie za często zabierała głos, z resztą historię o ostatnim wyjeździe znała aż za dobrze. Ann zdążyła już jej wszystko opowiedzieć ze dwadzieścia razy więc z ulgą przyjęła fakt, że może zająć się jedzeniem kiedy wreszcie podano przystawki a później danie główne. Oczywistym faktem jest to, że używała nie tych sztućców co potrzeba, ale dzięki alkoholowi przestała się tym przejmować. Z perspektywy mogło wydawać się to dość zabawne i poniekąd urocze, ale nie jej to oceniać. Para towarzyszy wreszcie zajęła się sobą i chyba to był dyskretny znak dla tej dwójki, że i oni powinni nawiązać jakiś bardziej personalny kontakt. W momencie kiedy ich oczy spotkały się na dłużej Cami poczuła jak oblewa się delikatnym rumieńcem a po słowach mężczyzny w środku rozlało jej się jakieś dziwne ciepło. Niezbyt często słyszała komplementy bezpośrednio, zazwyczaj odczytywała je w komentarzach na instagramie, dlatego było to dla niej coś nowego.
    - Dziękuję- powiedziała dość niepewnie i machinalnie odgarnęła za ucho niesforny kosmyk włosów, który opadł jej na czoło miękką falą. Zupełnie bez zastanowienia przejechała opuszkami palców po swojej szyi i kawałku dekoltu zanim swobodnie ułożyła dłoń na stole, uśmiechnęła się też przyjaźnie.
    Weź się w garść Benton, głęboki oddech, on nie gryzie... Chyba! A może gryzie? Lubię być gryziona... Cholera, stop. Wyłącz myślenie!
    Co ona mogła mu o sobie powiedzieć, przecież jej życie w ogóle nie było interesujące. Wręcz przeciwnie, nudne, zwyczajne i szare. Sięgnęła po swojego drinka i nim zabrała głos upiła łyk alkoholu.
    - Pewnie wyjdę na nudziarę, ale skupiam się na studiach. Jakoś tak się złożyło przypadkiem, że jak dobrze pójdzie to będę fizjoterapeutką. Chcesz wypróbować moje umiejętności? Pierwszy masaż gratis.- zaśmiała się wesoło i puściła mężczyźnie oczko, na znak, że trochę się zgrywa. Dopiero po chwili dotarł do niej kam musiało to zabrzmieć odnośnie powodu dla którego tutaj byli. Miała ochotę palnąć się w czoło. Jak tak dalej pójdzie to będzie chciała zapaść się pod ziemię. Nagle do jej uszu doleciała muzyka - grali tutaj na żywo. Dlaczego wcześniej jej nie słyszała? Może dlatego, że do tej pory skrzypce grały całkiem poprawnie i nagle przestały, bo do usłyszała tak paskudne i nieczyste dźwięki, że aż dostała gęsiej skórki. To tak jakby ktoś przesuwał paznokciami po tablicy. Dla niewprawnego ucha melodia brzmiała raczej poprawnie.
    - Jak można kaleczyć w tak bestialski sposób Bacha?- zapytała bardziej samą siebie aniżeli towarzyszy. Gdyby to od niej zależało to ten człowiek, który w tym momencie gra już by tutaj nie pracował, ale z drugiej strony nie życzyła mu przecież źle.
     
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   


    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Wersja do druku
    Dodaj temat do ulubionych

    Skocz do: