kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Szukaj
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre
uwaga
WEATHER ALERT! Ostrzeżenie przed burzami dla obszaru Seattle.Czytaj dalej.
uwaga
Powstało subforum o nazwie "Alternatywna rzeczywistość".Więcej tutaj
uwaga
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.

Znalezionych wyników: 31
Dreamy Seattle Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: nieobecności
alt cunningham

Odpowiedzi: 260
Wyświetleń: 4555

PostForum: sprawy organizacyjne   Wysłany: 2021-02-17, 22:20   Temat: nieobecności
Imię i nazwisko: alt cunningham
Długość nieobecności: 14 dni
Powód: asekuracyjnie!

[ Komentarz dodany przez: Robert Brown: 2021-02-18, 10:03 ]
Nieobecność uznana i dodana do spisu.
  Temat: Wejście
alt cunningham

Odpowiedzi: 18
Wyświetleń: 451

PostForum: Machine House Brewery   Wysłany: 2021-02-10, 21:57   Temat: Wejście
Nie było. Mimo, że powiedzieli sobie koniec, uznając go za definitywną kropkę, wieńczącą stromą drogę na dół ich związku, nie umiała wykasować go z życia. Tak samo jak ze zdjęć z instagrama, które tworzyły kolorowy kolaż ich wspólnego życia, spójnie łącząc się kolorystyką z poprzeplatanymi zdjęciami zaśnieżonych drzew, małych kotków i głupich selfie. Tłumaczyła sobie, że to nic takiego. Po prostu były, czekając aż kiedyś ulegną zapomnieniu w internetowych archiwach, bądź znacznie brutalniej, poprzez przycisk "usuń". Łatwiej było ich obecność ignorować, tak jak fakt, że już nie dzielą ze sobą wspólnego życia, a ich drogi się rozeszły. Po prostu ciężko było przyjąć to do świadomości, że to tylko Finn, a nie jej Finn. Że już nie planują nocnych maratonów na Netflixie, poprzetykanych niezdrowym jedzeniem, kilkoma blantami, kapką alkoholu i paru sprzeczek. To właśnie te sprzeczki ich dzieliły. O wszystko, o nic, o źle dobrane pytanie, o nową koleżankę i tak dalej. W tej całej spirali nie potrafiła tylko pojąć swoich działań, robiąc mu w głowie coraz większy miszmasz. Z jednej strony zazdrosna, z drugiej za wszelką cenę wprawiająca w zazdrość. Jak gdyby normalne życie minęło ich dawno temu przy jakimś zakręcie i postanowiło więcej obok nich nie przechodzić.
- Zasłużył sobie na to - stwierdziła zadziornie, unosząc w geście dumy podbródek do góry. Przez zielone oczy przemknął błysk arogancji, a może zapewnienia, że ktokolwiek kto z nią zadrze skończy podobnie? Nie trzeba było być geniuszem żeby domyślić się, co sądziła o znajomych Finna. Nie został chyba nawet jeden, który darzyłby ją ciepłymi albo chociaż neutralnymi uczuciami. Za każdym razem gdy ich spotykała, czuła nieprzyjemne, wrogie wibracje spływające wprost na nią. I z wzajemnością. A wszystko dlatego, że wtrącali się w nieswoje sprawy. W ich sprawy. Może gdyby dali im spokój nie doszłoby do tego wszystkiego, a uśpiony w niej demon pozostałby w spoczynku?
- Dam - przyrzekła gorliwie, jednym skinieniem rudej głowy. - Zawsze możesz wpaść na próbę... Chłopaki na pewno się ucieszą, a nie ma nic lepszego niż występ na żywo, przy piwie, w garażu punkowej babci - zaśmiała się nerwowo ze swojego dowcipu, nieśmiało zachęcając go do dalszej interakcji. Niby to miało być jedynie zaproszenie grzecznościowe, ale z drugiej strony, nie raz bywał tam, w garażu, kiedy mieli jakieś plany na potem. Zmarszczyła brwi. Nie tak chyba powinno wyglądać spotkanie z byłym chłopakiem. Nie powinna zachowywać się jak gdyby nigdy nic, jakby wciąż był istotną częścią jej życia. Chociaż minęło zaledwie kilka minut, miała wrażenie, że pierwszy cienki mur obojętności, którym wydawało jej się, że się otoczyła, już zdążył runąć.
- Dlaczego oblała Cię farbą? - spojrzała na niego podejrzliwie, przekręcając na bok głowę, w której zaczynało roić się od potencjalnych scenariuszy tego zajścia. To mogła być jedna z tych emancypowanych pseudo Gotek, które wkurwiały ją już przez samo jestestwo. Albo dziewczyna jakiegoś umięśnionego frajera. Albo to podryw był! A nawet jeśli, to nieudany.
- Ojej - jęknęła, a na jej twarzy pojawiła się troska. Bądź co bądź, niezależnie od tego czy się rozstali, czy nie, jego nieszczęście nie wprawiało jej w pozytywny nastrój, a nawet się martwiła. Mimowolnie wysunęła rękę przed siebie i przejechała opuszkami chłodnych palców po jego twarzy, jakby upewniała się, czy aby nie rozpadnie się pod jej dotykiem. - Mówiłam Ci, że powinniśmy zapisać się na jakiś kickboxing czy coś, to znaczy... No, Ty powinieneś. Wiesz, żeby już więcej nie musieć spierać swojej krwi ze swetrów - mruknęła, kiedy przypomniało jej się, że rzeczywiście obrzuciła go kilka miesięcy temu taką myślą. Ale teraz nie powinni wybierać się razem na takie zajęcia. Nie wypadało. Chyba. - Co innego cudza. Cudza to jak trofeum - uśmiechnęła się, prostując nieznacznie. Sprawiała wrażenie dumnej ze swojej filozoficznej wypowiedzi.
  Temat: #1 Put me out of my misery, please
alt cunningham

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 142

PostForum: 126   Wysłany: 2021-02-10, 20:58   Temat: #1 Put me out of my misery, please
To był jeden z tych chłodnych wrześniowych dni, które przychodzą nagle, zupełnie niespodziewanie. Promienie gorącego, wczesnojesiennego słońca, nie zdążą jeszcze zajść na dobre, gdy zastępuje je wszechogarniający chłód, zapowiadający listopad. Miała wtedy raptem ponad metr, dwie puste dziury po zębach, które czekały na rozliczenie z Zębuszką i dwa rude warkocze, które mama zaplotła jej w pośpiechu. Sterczały nierówno w dwie strony. Jeden był tak ściągnięty, że ułożył się zdecydowanie za wysoko, jakby próbował pomachać któremuś z przechodniów. Marszczyła nos, niechętnie kierując się w stronę szkolnego budynku. Był usiany piegami. Całym mnóstwem drobnych mniejszych i większych kropek, których doszło po wakacjach.
Znów się przeprowadziły. Tym razem Berrylane, więc niedaleko do jej przyjaciółek ze Seattle. Szkopuł w tym, że ich nie miała. Nie miała do czego wracać. Rozsądnie urwała wszystkie więzi, wiedząc, że nie będzie w stanie ich kontynuować. Miała raptem siedem lat, a zachowywała się jakby w jej małym, kruchym ciele, chowała się stuletnia dusza.
Nie lubiła tej szkoły. To był jej pierwszy dzień, a już jej nie lubiła. Zimnego gmachu, łypiącego na nią znad obskurnej wiaty, dzieciaków śledzących uważnym wzrokiem każdy jej ruch, cichych szeptów, złośliwych, komentujących jej rude włosy. Zaczynała od nowa, a miała wrażenie jakby wszyscy już dawno ją zaszufladkowali. Tylko nie on. Wpadła na niego przed pierwszą lekcją, wylewając shake'a, rozsypując książki i niemalże łamiąc mu nos, kiedy podnosiła głowę z zamachem do góry. Nie wściekł się. Nie spojrzał krzywo. Jego spojrzenie rozumiało wszystko. Mieścił się w nim cały wszechświat i było nawet miejsce dla niej.
Zdawałoby się, że już wtedy się w nim zakochała. W jej małym, szczerbatym bohaterze, wyższym o głowę albo i dwie. Ale jeszcze tego nie wiedziała. Bo nie trzymała nikogo blisko. On jeden stanowił wyjątek, zupełnie przypadkiem wśliznąwszy się w szczelinę w jej sercu.
Znała jego wszystkie sekrety, a on jej obawy. Mimo to byli nierozłączni, zawiązali między sobą niewidzialny sojusz, który nie zakładał pozostawienia drugiego na lodzie. Nawet gdy się waliło i paliło, a w grę wchodziły gangi. Może i Alt wcale nie miała takiego życia, rodem z filmów science-fiction, ale była równie popaprana, o czym mógłby zaświadczyć Finn, jej były chłopak, któremu miała wrażenie, że choć niechcący to z premedytacją każdorazowo niszczy życie.
- Taki z Ciebie bogacz? - zaśmiała się, podnosząc na chwilę z ziemi i podbiegając do lodówki. Świeciła pustkami, chociaż kilka samotnych jajek, pół kostki masła, dwa zeschnięte kabanosy i bardzo dojrzały pomidor świadczyły o tym, że ich właściciel raz na jakiś czas stara się coś ugotować. - Zawsze moglibyśmy zrobić jajecznicę z... - wzięła do ręki pomidora, ale zaraz wrzuciła go do kosza z lekkim obrzydzeniem. Gdyby planował zrobić jej zemstę pokroju tej krewetkowej, mógłby służyć za składnik bomby biologicznej. Nie mogła ryzykować. -... Z jajkami - dokończyła, znów siadając obok niego. Plan z pizzą był znacznie lepszy pod względem strategii, a skoro mieli ją w czym odgrzać, nie połamią sobie zębów. Chociaż akurat w przypadku Alt, zimna pizza była zjawiskiem całkiem normalnym. Gdy żyje się z matką, pracującą na dwa etaty, stosunkowo często dojada się pizzę sprzed dnia albo dwóch. Bez użycia mikrofalówki, bo ta nigdy nie była dla pani Cunningham niezbędnym wyposażeniem mieszkania, nad czym jej jedyna córka wiecznie ubolewała.
- Zostawmy je na śniadanie - szepnęła, marszcząc zabawnie nos. Podejrzewała jednak, że ogromna pizza (bo żadnej innej nie śmiałaby zamówić) doczeka się jeszcze chluby podczas poranku, bo... Alt nie zakładała inaczej. Nie miała zamiaru wracać dzisiaj do domu, ani nie podejrzewała, że przyjaciel wróci do starych nawyków i nagle zza zasłony wyłoni się długonoga zdzira, którą będzie musiała odprowadzić wzrokiem do drzwi. Zresztą te czasy się zmieniły, bo a) rudowłosa była w zbyt wojowniczym nastroju, by dopuścić się takiej kurtuazji, b) nie podejrzewała Caesara o romansowanie w ostatnim czasie. Nawet dla zabicia emocji, czy zapomnienia. Widziała jak wielkie piętno odcisnęła na nim śmierć Maze.
- No i dwie najważniejsze rzeczy, a te wszystkie likiery, syropy i inne duperele może kiedyś wygoogluje i kupię Ci na urodziny żeby nie musieć o nich pamiętać. Ty jesteś od tego - zawyrokowała, dając mu prztyczka w nos za ten złośliwy przytyk. W jej oczach zaś malowała się troska. Mimo, że wiedziała jak bardzo cierpiał, nie podejrzewała, że skłoniło go to do tak drastycznych działań. Och, gdyby tylko mogła przy nim być cały czas i upilnować przed całym złem świata... Obawiała się tylko, że sama zalicza się do tych ciemnych mocy. Im bardziej próbowała kogoś ochronić, im bardziej jej zależało, tym gorzej się to kończyło. Za każdym razem.
- Nie miałabym nic przeciwko. Tania siła robocza do sprzątania, gotowania i polewania drinków, jest zawsze mile widziana. Jak stracisz pracę to wiesz, nie krępuj się, miejsce na kanapie cały czas na Ciebie czeka - pociągnęła kilka solidnych łyków ze szklanki, z której w przypływie emfazy zawartość prawie wyskoczyła na zewnątrz. Jedynie kilka małych kropel znalazło się na jej kolanie i ręce przyjaciela.
Zerknęła na niego badawczo, jakby zastanawiała się czy postradał właśnie zmysły zadając to pytanie, ale wciąż, grając według jego własnych zasad, jej twarz pozostawiała wykrzywiona w uśmiechu. Nawet jeśli teraz był sztuczny i przyklejony na siłę. Czy miała jakieś plany? Otóż niekoniecznie. Nie tak dawno zerwali z Finnem i została znowu sama jak palec. Zresztą... Nie przepadała za tym świętem, obściskującymi się na każdym kroku parami i tysiącem lizaków w kształcie serduszek, zaśmiecających każdą ulicę. Najchętniej zaszyłaby się w domu i właśnie taki chyba miała plan.
- Oczywiście, że mam - odparła poważnie, klepiąc go otwartą dłonią po kolanie. - Wpadasz do mnie z alkoholem i dobrym jedzeniem, a ja na ten dzień wypożyczam Ci walę w tynkowego pada, który będzie tego dnia cały Twój i tak się składa, że ja będę miała drugiego, a wybór gry, niech stracę, będzie należał do Ciebie! No i co? Najlepsze walę w tynki w Twoim życiu? - jakaś część jej chciałaby spędzić ten dzień jak należy. Głupio trzymać się za ręce, jeść lody z jednego pucharka, popijać jeden koktajl dwiema słomkami i robić te wszystkie idiotyczne rzeczy, za które tak bardzo nienawidzi tego dnia.
  Temat: Kto do kogo pasuje?
alt cunningham

Odpowiedzi: 8949
Wyświetleń: 175375

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-02-10, 20:05   Temat: Kto do kogo pasuje?
Wolfie
  Temat: THIS BAND IS BACK
alt cunningham

Odpowiedzi: 18
Wyświetleń: 499

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2021-02-06, 15:47   Temat: THIS BAND IS BACK
Zawsze bawiły ją ich potyczki. Rzucanie w siebie butelkami, czochranie, popychanie na żarty. Siedziała więc teraz i obserwowała, jakby przed jej oczami rozgrywała się jakaś niebywale interesująca sztuka teatralna. Istny dramat! Ku jej niepocieszeniu, tak szybko się zakończyła jak pojawiła. No ale. Nie będzie przecież ubolewać nad tym, bo to nie niesnaski przyjaciół powinny stanowić główne źródło jej rozbawienia.
Przeniosła znowu wzrok na Nico, który coś mówił o bieganiu z dziećmi i kiwnęła głową, zgadzając się na te treści. O tak. Jakoś nie potrafiła go sobie wyobrazić, odmawiającego zabawy wśród wrzeszczących i robiących psikusy dzieciaków.
- Zawsze możesz mu jeszcze pogrozić szczotką tak jak to robią starzy ludzie - chodziło jej oczywiście o miotłę, gdy spojrzała na Sonny'ego. Na filmach był to stały rekwizyt rozwrzeszczanych niszczycieli dobrej zabawy w podeszłym wieku. Jakby Sonny takiej nie miał, to Alt na pewno gdzieś taką dysponuje, więc z chęcią mu użyczy. Tylko pod przysięgą, że nikomu nie stanie się krzywda, ale to raczej mogła traktować jako oczywistość.
- Mamy deal - skwitowała, uśmiechając się złowieszczo do Nico. Była teraz trochę jak podwójny agent. Tu jednemu próbowała "uszkodzić" samochód, tu drugiemu dać miotłę do gonienia drugiego, ale wszystko to tak z miłości. Nudno by przecież było bez niewinnych żarcików.
Spojrzała teraz znowu na Sonny'ego, w uroczystym oczekiwaniu na jego kawałek. Myślami wróciła do tych pomiętych kartek, na których kiedyś próbowała spisać historię swojego życia za pomocą prostych słów, które mogłyby trafić do piosenki, ale się skrzywiła. Nigdy nie wyglądało to dobrze. Za to melodia, którą wydały struny basowej gitary, była prosta i przyjemna, wpadała w ucho aż chciało się ją równocześnie nucić. Tekst za to...
- Ej, to wcale nie jest złe! Mi się podobało i w sumie chętnie bym kiedyś usłyszała całość, jeśli to skończysz - zadeklarowała, rzucając przyjacielowi pokrzepiający uśmiech. Cóż, może wątpił w swoje siły, ale Cunningham póki jest na posterunku, nie pozwoli mu porzucić czegoś tak dobrego.
  Temat: #1 Put me out of my misery, please
alt cunningham

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 142

PostForum: 126   Wysłany: 2021-02-01, 19:48   Temat: #1 Put me out of my misery, please
Ogniste, rude włosy Maze, w niczym nie przypominały tych Alt. Przy niej sprawiały wrażenie wyblakłych, jak gdyby słońce poświęcało im zbyt dużo uwagi. Twarz Maze była gładka, delikatna, a jej usłana piegami, jak dziecka, którym wciąż wewnątrz była. Nie dziwiła się, że to właśnie ją wybrał spośród nich wszystkich, nie na jedną noc, a na wieczność. To dlatego sama postanowiła się odsunąć, nie mogąc się równać z tą drugą i nie potrafiąc niszczyć szczęścia najlepszego przyjaciela. Ukochanego. Rozpostarła nad nim (nad nimi) swoje skrzydła, trzymając się na uboczu, w pogotowiu, w razie jakby miało dojść do czegoś złego. Niefortunnego splotu wydarzeń, kłótni dwójki kochanków. Zawsze była w pobliżu, gotowa zareagować i zaprowadzić pokój. Ale ten jeden raz jej nie było przy nim. Zbyt daleko żeby cokolwiek zrobić. Zbyt słaba, by móc się sprzeciwić. Mogła tylko patrzeć jak jej Caesar powoli umiera w środku, trawiony przez tęsknotę za kimś, kogo mu brutalnie odebrano.
I choć miał rodzinę, miał gang, to nagle został sam i ona to rozumiała w stu procentach. Była mu oddana całą sobą, przyjmując go jakim był. Zbolałym, złamanym, uszkodzonym. Mogli oboje trwać w tej symbiozie popsutych ludzi jakimi się stali, ale nie na długo. Bo nie była w stanie patrzeć jak toksyny z jej życia przelewają się na niego. Im bardziej jej zależało, im mocniej czegoś pragnęła, tym więcej czarnej mazi wypływało z jej życia.
Braterski gest, który wykonał, zagłębiając palce w jej włosach sprawił, że przez jej ciało przeszedł dreszcz. Tysiące malutkich szpilek wbiły się w jej czaszkę i rozproszyły po ciele. Był blisko, a równocześnie daleko, bo ona zawsze pragnęła go w inny sposób.
Ułamek sekundy zajęło jej pozbycie się kwaśnego uśmiechu, nadciągającego szturmem do jej ust. Wygięła je w serdecznym łuku, wydobywając z siebie całe pokłady ciepła jakimi dysponowała.
- Nonsens, miałeś czas żeby mi się za nie odpłacić. Teraz to się już przedawniło i wracanie do tego byłoby nie fair - stwierdziła z udawaną powagą. Znała ich aż za dobrze. W niespodziewanym momencie mogła spodziewać się odwetu, który nadejdzie szturmem zanim zdąży zamrugać. Przyciągnęła więc kolana do siebie, leżąc w tak zwanej kołysce, jakby to było wystarczającym zabezpieczeniem przed ewentualnym atakiem.
- Zobaczysz, alkohol szybko to strawi i jeszcze będziesz mi dziękować za tą pizzę - wyjaśniła tonem rzeczowym, sprawiając wrażenie osoby, która zna się na rzeczy. Doświadczonej życiem staruchy w ciele młodej dwudziestoparolatki, która teraz swoimi mądrościami zalewała przyjaciela, w próbie niewielkiej perswazji, jakoby zamówienie tej pizzy było tak dobrym pomysłem, że aż żal z niego zrezygnować.
Jego twarz zbliżyła się niebezpiecznie do jej własnej. Sparaliżowało ją na kilka sekund, a przez gardło nie wycisnęła żadnej, złośliwej uwagi, choć jeszcze kilka minut temu miała ich cały zapas. Patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Wodziła po jego chłodnych, jasnobłękitnych oczach i pojedynczych kosmykach włosów, które opadły mu w tej pozycji na twarz. Jeszcze chwila, a miała wrażenie, że jej serce wyskoczy z klatki piersiowej, ale zacisnęła tylko usta i utkwiła w bezruchu, czekając na jego kolej. Jakby ta chwila mogła zaważyć na wszystkim.
- Ty podła istoto! - pisnęła, broniąc się przed łaskotkami, a elektryzujący nastrój prysnął, rozpadając się w nicość. Zaśmiała się, chwytając za poduszkę, która trafiła ją w głowę i natarła w najszybszym sprincie na jaki było ją stać na niego, ciskając nią mu prosto w twarz. - Zazdrosna o Ciebie? Nigdy w życiu - prychnęła, udając, że Caesar byłby ostatnią osobą, o którą mogłaby być zazdrosna. Oczywiście, że była! Nienawidziła tych wszystkich długonogich blondynek i brunetek, przewyższających ją o dobrych kilkanaście centymetrów. Były piękne, choć nie tak bystre jak ona. Dobrze ubrane, ale nie miały za grosz poczucia humoru. A jednak to one znikały za drzwiami jego sypialni, a nie ona.
- Liczę na to, że po takiej męczarni nawet z byle czego uda Ci się wyczarować coś finezyjnego. Zresztą... Zawsze możemy obrabować sąsiadów z limonki i cukru trzcinowego - zaśmiała się, ale trochę nieobecna. Może dlatego tak mało składników wpadło jej do głowy. W całym tym przepychaniu się rękami i poduszkami, zauważyła różowe, jeszcze nie do końca zagojone sznyty na jego rękach. Świeże ślady zbrodni, zatuszowane długim rękawem bluzy, przez kilka chwil migały przed jej oczami, sprawiając, że żołądek zacisnął jej się mocniej.
Chciała zapytać dlaczego, chociaż znała odpowiedź. Ale widziała jego szczęście, błysk w oczach, którego dawno nikt nie zauważył i nie śmiała zapytać. Nie teraz. Jeszcze nie w tym momencie. Uniosła naczynie z alkoholem do góry, stukając się z przyjacielem z miną godną podniosłego toastu. Lepszy początek. Tylko tego dla nich pragnęła. Dla niego.
- Wyborny - skomentowała tonem smakosza kulinarnego, który delektował się jakąś skomplikowaną, wytworną potrawą. - W zasadzie to nie ma takiego jaki by mi nie smakował. Sam wiesz, że i picie czystej przychodzi mi z łatwością, ale doceniam starania - kończąc swą wypowiedź, zwieńczyła ją wspięciem się na palce żeby cmoknąć czubek jego głowy, po czym opadła tym razem na dywan, nie kanapę. Lubiła przesiadywać na podłogach.
  Temat: Wejście
alt cunningham

Odpowiedzi: 18
Wyświetleń: 451

PostForum: Machine House Brewery   Wysłany: 2021-01-31, 21:01   Temat: Wejście
Oj. Przyłapana na gorącym uczynku poprzez głupio dobraną mieszankę słów. Wcale nie po to wybrała się na spacer i nie po to zapuściła aż tak daleko żeby znaleźć się akurat w Georgetown, z którym łączyło ją całe, wielkie nic. I Finn. On tutaj był i on wbrew jej własnej woli przyciągał ją pod bar, chociaż jej głowa jasno mówiła, że wcale nie. Czy to nie jej decyzja była tą, która powiedziała jasno i dosadnie, że już do siebie nie wrócą? Nie pamiętała. Naprawdę. Ciężko było jej teraz się skupić. Przez te niedopałki fajerwerków, w kupkach porozrzucane po chodnikach. Ktoś mógł stracić nogę, gdyby okazało się, że to niewybuch.
- No, w zasadzie to nie od razu - stwierdziła, nonszalancko krzyżując ręce na piersiach, wypuściwszy po raz kolejny dym w jego stronę. Ale tym razem ominęła twarz. - Po prostu skoro już do mnie podszedłeś, po tą zapalniczkę, to w głowie pojawiła mi się taka myśl, że chciałabym się napić piwa. Z Tobą - bąknęła, dłubiąc stopą obitą w trampek dziurę w chodniku. Z jednej strony miała ochotę wymyślić niebanalną wymówkę, która uzasadniłaby tą na szybko podjętą decyzję o wizycie w barze, ale równocześnie było coś dziwnie satysfakcjonującego w mówieniu mu wprost co myśli. Wszystko żeby tylko przywołać cień konsternacji na jego twarz.
- Idealny zestaw na dzisiejszy wieczór - zawtórowała mu uśmiechem. Zresztą czego by nie zaproponował, wszystko było super. Bo za darmo. A choć Alt wciąż rozwijała swoją karierę muzyczną, niezmiennie zarywała noce dłubiąc przy cudzych samochodach, a dnie spędzała na uczelni. Zresztą tej samej co Finn. Aż dziwne, że jeszcze na siebie nie wpadli, ale prawdopodobnie było to zasługą jego znajomych, którzy niekoniecznie żywili wobec niej ciepłe uczucia. W przeciwieństwie do jej znajomych, którzy dawali jej wolną rękę przy każdym wyborze, Ci, należący do jego grona, odznaczali się znacznie większą troską.
Zakasłała, krztusząc się papierosowym dymem, słysząc to pytanie i niepytanie równocześnie. Odgarnęła część rudych włosów za ucho i wlepiła w niego wyjątkowo świdrujące spojrzenie błyszczących, zielonych oczu.
- Zepsułam sprzęgło w samochodzie sąsiada. To znaczy normalnie tego bym nie zrobiła, ale wkurwił mnie. Zalał mi mieszkanie i nawet nie przeprosił, a nawet stwierdził, że go nachodzę. Teraz myśli, że wszystko działa, ale jeszcze zobaczy... A poza tym, to szykujemy się do koncertu z chłopakami, niebawem. Sonny ma popróbować wcisnąć nas na support przy najbliższej okazji. Przyjdziesz? - potok słów popłynął z jej ust wartkim strumieniem, a zatrzymał się na kolejnym, bezpośrednim stwierdzeniu. Tym razem w formie pytania, jasno oznajmiającego, że jego obecność na tym wciąż niepewnym koncercie, bardzo by ją uszczęśliwiła. To jest po przyjacielsku. Bo przecież nic więcej między nimi nie było. - A u Ciebie? - zapytała, niby uprzejmie, ale nie spuszczając z niego świdrującego wzroku. Badawcze spojrzenie utkwiło w jego twarzy, na pozór beztrosko, a jednak w oczekiwaniu na pikantne szczegóły jego życia.
  Temat: #1 Put me out of my misery, please
alt cunningham

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 142

PostForum: 126   Wysłany: 2021-01-25, 22:53   Temat: #1 Put me out of my misery, please
Zrywanie więzi było dla Alt czynnikiem zupełnie naturalnym. Przychodziło tak, jakby było czymś nieodłącznym. Pojawiała się w mieście, spędzała w nim trochę czasu, poznawała ludzi i wyjeżdżała. Z początku było jej trudno. Mając zaledwie naście lat, czujesz się jakbyś zostawiał całe swoje życie. Tak właśnie było. Nie mogła pogodzić się z myślą, że prawdopodobnie połowy z osób, z którymi spędziła wtedy niemalże całe swoje nastoletnie życie, nigdy więcej już nie zobaczy. Serce rozrywało jej się i za drugim razem, gdy kolejna przeprowadzka była na horyzoncie, a potem to przestawało boleć. Zostawiała małe kawałki bijącego wewnątrz klatki piersiowej organu, w każdym z miejsc, w których mieszkała. I wreszcie nie było już czego rwać. Puste miejsce się zasklepiło, a jej zainteresowanie nowymi ludźmi było czysto powierzchowne, bo wiedziała, że prędzej czy później dla niej przestaną istnieć. Ona dla nich też.
Caesar należał do tej nielicznej gromadki osób, które się ostały. Zaczepiły się niczym natrętne rzepy, których nie dało się oderwać, bo zaplątały się za głęboko, Nie narzekała. Chociaż uchodziła za osobę zdystansowaną i rzadko okazującą głębsze emocje. Była ziomalką. Super koleżanką do piwa i imprezy, ale taką, którą łatwo się poznawało i łatwo o niej zapominało. Ale nie dla niego. Przynajmniej do czasu, w którym poznał Maze, a Alt pozwoliła mu się odsunąć. Nie było już dla niej miejsca i nie było to też zaskoczeniem. Świetnie się z Tobą gadało, ale materiał na żonę z Ciebie żaden. Nie obrażała się. Nie chciała nawet zostawać niczyją żoną. Po prostu była. Nieco zawieszona między niebem, a rzeczywistością. Trwała w próżni, nie planując nic, bo życie od samego początku było nieprzewidywalne. Jednak jakaś jej cząstka pragnęła opuścić kotwicę i zostać w jednym miejscu. Dlatego właśnie wróciła do Seattle i nie bez powodu teraz siedziała z nim wspominając dawne czasy, wtopiwszy się w nastrój niespełnionych marzeń i melancholii.
- Ja mam same najlepsze pomysły - odpowiedziała nieskromnie, z dumą zadzierając mały, upstrzony piegami nosek do góry. Przyzwyczaiła się do ukradkowych spojrzeń. Przede wszystkim dlatego, że była ruda, a Ci ryżowłosi mieli równie przerąbane co czarnoskórzy. Wzrok wiecznie się ich trzymał. Po drugie, jej małe, niepozorne ciałko wyglądało jakby nie było w stanie pomieścić w sobie nawet połowy burito, a co dopiero takich dwóch. No i nie mówiąc o guacamole, które wzięli na dokładkę. - Zobaczyłbyś jakie by dopiero mieli miny, gdyby zobaczyli ile dzisiaj w siebie wlejemy - dodała, nie kryjąc podstępnego uśmieszku. Wcale nie dlatego, że planowała go spić i wyciągać z niego jakieś brudy. O ile nie zasieje w nim ziarna smutku, a tego się wystrzegała, w jego życie zagoszczą choć na kilka pijackich chwil pozytywne wibracje. Może znowu poczują się jak w liceum, wydzwaniając starych znajomych sprzed lat, wyłącznie po to żeby przedstawić się jako właściciel domu uciech, który oferuje zniżkę na usługi matrymonialne. Albo zamówią dużo pizzy sąsiadowi z dołu, a gdy ten będzie rzucał wiązanki, od których więdną uszy, zejdą do biednego dostawcy i miłosiernie zaoferują swoją pomoc przy pozbyciu się nieszczęsnej pizzy.
- C, mówisz tak jakbym nigdy nie widziała majtek Twoich lasek, leżących na mojej poduszce - mruknęła z przekąsem, przywołując wspomnienia wszystkich nocy, które u niego spędziła. Kanapa była niemalże jej drugim domem i była prawie pewna, że spędziła na niej więcej nocy niż we własnym łóżku. - Albo innych, interesujących rzeczy - uśmiechnęła się tajemniczo, jakby w głowie skrywała właśnie jakiś sekret, o którym nie wiedział nawet on. Wiele było rzeczy, które spotkała na swojej drodze, począwszy od pleśniejących opakowań po żarciu na wynos, a skończywszy na zaplamionych dziwną mazią skarpetkach, z których praktycznie zawsze pozwalała sobie żartować.
- I wszystko po staremu - stwierdziła, opadając wygodnie na kanapę. Zarzuciła nogi jak zawsze na poręcz i przymknęła oczy, ciesząc się chwilą. W ciągu tych paru minut poczuła się jakby nic się nie zmieniło, a koszmary nie nawiedziły ich życia, zawodząc ponad plecami, przypomniawszy o sobie w każdym newralgicznym momencie. - Może być czysta z lodem. Chyba, że chcesz się popisać swoimi umiejętnościami barmańskimi to poproszę coś smacznego i mocnego, ale Ty pijesz to samo. Może nawet mocniejsze - zarządziła, nie otwierając oczu. Usta rozciągnęły jej się szerzej i chwilę tak sobie trwała w błogości, aż wreszcie uchyliła oczy, zerkając na niego spod kurtyny jasnych, pociągniętych tuszem rzęs.
- Pizza, to jest to! W zasadzie to przed chwilą o tym myślałam, ale niekoniecznie żeby zamawiać to... jako my. No wiesz. Trzeba zabezpieczać fundusze. Po co niepotrzebnie przepłacać - zaśmiała się. Chociaż czuła się wciąż napchana, wiedziała, że po kilku głębszych znowu zgłodnieje. Była jak wór bez dna i nikt nie potrafił się nadziwić jakim cudem w tej małej, filigranowej sylwetce, potrafi się zmieścić tyle czystych węglowodanów.
- Za nowy początek. Może już być tylko lepiej - odpowiedziała, siadając tym razem i prostując plecy. To była obietnica. Nie wiedziała, czy uda jej się dotrzymać, ale włoży w to wszystkie siły na jakie ją stać.
  Temat: THIS BAND IS BACK
alt cunningham

Odpowiedzi: 18
Wyświetleń: 499

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2021-01-21, 21:58   Temat: THIS BAND IS BACK
Ten niepodważalny zamach sprawił, że piwo, które właśnie otworzyła poszybowało do góry. Na szczęście, mimo że refleks nie było jej mocną strona, w dziedzinie zapobiegania marnotrawieniu alkoholu była niemalże guru, toteż w ostatniej chwili wysunęła puszkę przed siebie, łapiąc zawartość (a warto nadmienić, że nawet się nie spieniła!) z powrotem do środka. Każdorazowy przypływ miłości sprawiał, że jej strefa komfortu kurczyła się do zera, ale zamiast się wykrzywić, na jej usta wypełzł czuły uśmiech, bo co jak co, ale uwielbiała swoją paczkę. Każdego z osobna. Jej mała rodzinka, substytut tej, której nigdy nie miała. Bo z mamą były tylko we dwie, a ojciec jej chyba nie chciał znać. Czy jakoś tak. Miała zawsze być sama, ale poznała ich i nie oddałaby za żadne skarby.
- Ej, nawet jeśli, to nie wiem jak wy - tu spojrzała znacząco na Nico i Sonny'ego. - Ale ja to raczej długo bym nie wytrzymała, że siedzisz sam i wrzeszczysz na dzieciaki, łażące po Twoim trawniku. Przyszłabym powrzeszczeć na nie z Tobą - wyznała dumnie, jakby w ogóle sam zamysł krzyczenia na bachory był czymś niepodważalnie przyjemnym w swojej istocie. Taka rozrywka w sam raz na upalne dni, gdy nie ma się ochoty kisić w pomieszczeniu, tylko można rozsiąść się na ganku i obserwować, która z małych istot przekroczy granicę wyznaczoną przez wystające ździebła trawy.
- No co Ty, nigdy w życiu - zaprotestowała napytanie Nico, spoglądając na niego karcąco przez chwilę. - Zrobię to za darmo - wyszeptała mu do ucha, pochylając się za chwilę nad nim z diabelskim uśmieszkiem, a potem w kilku susach wróciła z powrotem do miejsca, w którym stroiła gitarę. Odwróciła się jeszcze w stronę Sonny'ego żeby mu puścić oczko na zachętę (nie na podryw oczywiście) i zwróciła teraz wzrok z powrotem na Liama, czekając na finalną decyzję, bo od czego,ś trzeba zacząć.
  Temat: Kto do kogo pasuje?
alt cunningham

Odpowiedzi: 8949
Wyświetleń: 175375

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-01-21, 19:25   Temat: Kto do kogo pasuje?
vern
  Temat: Kto do kogo pasuje?
alt cunningham

Odpowiedzi: 8949
Wyświetleń: 175375

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-01-21, 15:50   Temat: Kto do kogo pasuje?
Dallas :D
  Temat: Wejście
alt cunningham

Odpowiedzi: 18
Wyświetleń: 451

PostForum: Machine House Brewery   Wysłany: 2021-01-20, 10:27   Temat: Wejście
Uśmiechnęła się złośliwie, widząc, że przez chwilę próbował wytłumaczyć jak bardzo niemiło jest mu ją widzieć. Chciałaby powiedzieć, że i vice versa, ale ciekawość podszyta skrywanym, całkiem ciepłym uczuciem jakie wobec niego żywiła, nie pozwoliła jej na te manewry. Zastygła więc w oczekiwaniu na zwrot zapalniczki i delektowała się papierosowym dymem, który osadzał się substancjami smolistymi na płucach. Nie było to ani zdrowe, ani nawet smaczne, a jednak za każdym razem gdy wtykała papierosa do ust, czuła ciężką do wyjaśnienia satysfakcję. Można byłoby to nawet porównać do toksyczności ich związku, który niejednokrotnie rozpadał się (głównie z jej powodu), a mimo to nigdy raz, a dobrze. Choć to właśnie ten raz miał być determinujący ostatnie postanowienia, miał przyświadczyć o konieczności zaprzestania dalszych schadzek, to gdzieś w głębi duszy była niemalże pewna, że ta historia wcale nie będzie miała takiego końca. A może była to po prostu zwykła zuchwałość, jedna z irytujących cech, których nie będzie w stanie nigdy się wyzbyć.
- Oj - wyrwało jej się, kiedy dotarła do niej odpowiedź zgodna z kluczem. Bo niby czemu ten jeden raz, miałby skończyć wcześniej? Nie łudziła się przecież, że na jej widok, rzuci szmatę, którą przecierał wcześniej blat o podłogę, i z wywieszonym językiem ruszy za nią. Nie. To wtedy były ktoś inny. Na pewno nie Finn. - Może liczyłam na to, że ruch nie dopisuje i nie będzie sensu w siedzeniu do samego zamka - mruknęła enigmatycznie, trochę do niego, a trochę jakby informowała przestrzeń, skąd w ogóle wzięło się jej to (jak widać) absurdalne pytanie. Skinęła głową, chociaż było to paskudne kłamstwo. Wcale nie wybierała się na piwo, a on nawet jej nie zaprosił, ale...
- Skoro zapraszasz - nie zapraszał. Uśmiechnęła się znowu, nieco przebiegle, jakby w jej głowie zrodził się nowy plan, o którym wiedziała wyłącznie na sama. Albo i nie. Nawet ona nie wiedziała co to za nowy schemat ruchów, który miał przyświadczyć o zwycięstwie. Bo co to za zwycięstwo, kiedy się nie wie o co się walczy? Ach. Doskonale wiedziała, co było nagrodą, ale nie śmiała nawet wypowiedzieć tego w myślach. - Mogę liczyć na jakąś zniżkę? - zagaiła nieśmiało, wcale nie myśląc o tych wszystkich parach majtek, które u niego zostawiła, ani o tym, że na taką ulgę obecnie chyba nie zasługiwała. Jakiś czas temu oboje podjęli decyzję o nowym życiu, pozbawionym toksyn, jakie wprowadzało wciśnięcie niepozornego klawisza alt, ale stojąc tak tutaj, mimo niewidzialnej bariery jaka ich dzieliła, miała wrażenie jakby nic się nie zmieniło. Albo wszystko. Nie potrafiła jeszcze zdecydować.
  Temat: THIS BAND IS BACK
alt cunningham

Odpowiedzi: 18
Wyświetleń: 499

PostForum: retrospekcje   Wysłany: 2021-01-13, 20:30   Temat: THIS BAND IS BACK
Nie byłaby sobą, gdyby nie odmachała energicznie tej dwójce. Zanim ręka zdążyła ją na dobre rozboleć (co byłoby wyjątkowo niefortunne, skoro miała jej zaraz używać do gry na gitarze), skierowała się w stronę lodówki żeby i jej towar zdążył się do tego czasu schłodzić i poczęstowała się takim, które już w tej lodówce stało. Z tymże piwem właśnie rozsiadła się z powrotem na podłodze, opierając się o i tak już sfatygowaną gitarę.
- No okej, to na urodziny sprawię Ci może jakiś ładny bacik czy tam pejczyk żebyś mógł go dalej motywować, w razie gdyby nagle stwierdził, że bombelki czas oddać do adopcji - stwierdziła, uśmiechając się diabelsko. Zresztą takie narzędzie to i do innych sprawunków się nada, nie? Więc byłby to całkiem trafiony prezent. Tak przynajmniej stwierdziła gdzieś pomiędzy piciem piwa, a obczajaniem kartonowej Wonder Woman, która miała wrażenie, ze obserwuje cały czas każdy jej ruch. Gdyby to o nią chodziło, założyłaby jej klapki na oczy czy coś, no bo ile tak można pod stałą obserwacją siedzieć?
- Och - wyraźnie się zmartwiła wieścią o tym jakim jak tragicznym przypadkiem okazał się być Nico, ale może to i lepiej, że dowiedziała się o tym teraz, a nie na przykład w momencie, w którym jakimś cudem udałoby jej się posadzić go na jednośladzie napędzanym czymś innym niż pedałami. - No nic, to może kiedyś po prostu Cię przewiozę - zaoferowała się wielkodusznie żeby już tak do końca nie przekreślać tej wspaniałej rozrywki. Co prawda jazda z nią mogłaby się okazać tą ostatnią w jego życiu i nie dlatego, że skończyliby gdzieś na drzewie czy w rowie, ale dlatego, że to było zajęcie wyłącznie dla osób o mocnych nerwach. Zdarzały się momenty, w których jej myśli wzbijały się w przestworza, a podczas tego szybowania, na sekundy przed zderzeniem orientowała się, ze wyrosła przed nią jakaś przeszkoda.
- No jasne - teraz przeniosła wzrok na Sonny'ego. - Wpadaj kiedy chcesz, zawsze możesz liczyć na rabacik - a rabacik w przypadku Alt liczył się z zupełną darmoszką, bo przecież nie będzie zarabiać na przyjaciołach, prawda? Idąc jego tropem, wyciągnęła gitarę zza pleców i też zaczęła ją przygotowywać do działania.
  Temat: Ruby Chow Park
alt cunningham

Odpowiedzi: 18
Wyświetleń: 700

PostForum: Georgetown   Wysłany: 2021-01-12, 21:34   Temat: Ruby Chow Park
Podobało jej się bycie na piedestale. Jako pierwsza dama swojego narodu ograniczającego się do jednoskładnikowego świata w postaci Czarka, miała prawo wetowania każdego jego sercowego wyboru. Inna sprawa, że dopóki nie trafił na Maze, każda posiadaczka pary cycków i tego samego narządu płciowego co ona, dostawała od niej niezbyt pochlebną ksywkę. W swojej finezji zatracała się za każdym razem, kiedy ogarniała ją biała gorączka, słysząc trzask drzwi zamykających się do sypialni. Puszczalska śpiewaczka operowa była jej ulubionym obiektem do kpin, który długo jeszcze przez następne lata wypominała swojemu przyjacielowi, za każdym razem gdy tylko głos kogoś w okolicy przybierał barwę czystego sopranu. O tak, jej nigdy nie zapomni. Do tej pory ciągnące się w nieskończoność, wysokie nuty (które o dziwo wcale nie przypominały standardowych jęków!) tkwiły niczym żywe w jej pamięci. Ślepa Jola zajmowała drugie miejsce na podium wśród jej zdzirowatych faworytek. Miano swe zyskała w momencie, w którym wybiegła z sypialni z płaczem, bo coś jej wpadło do oka. Ktoś mógłby założyć, że dostała pięścią, ale Alt znała narzędzie zbrodni. Resztę wieczoru spędziła na głośnych dywagacjach na temat rozmiaru lima pod okiem, które jej najlepszy przyjaciel musiał wysłuchiwać z pokorą. Wiele miało to zalet i praw, którymi jej pozycja mogła się rządzić, ale największa wada odzywała się w momencie, w którym już opadała na poduszkę, układając się do snu. Ukłucie w sercu uporczywie przypominało jej o tym, że niezależnie od dawki złośliwości jakie przygotowywała na te okazje, nie stanowiły one ukojenia dla jej otwartej rany.
Teraz po latach, gdy dawne uczucia zasklepiły blizny, pojawiło się kolejne, bolesne draśnięcie, ale zadane pociskiem innego kalibru. Kulka poszybowała szybko, gdzieś pod serce, żeby przy każdym ruchu dawać o sobie znać. Utrzymać przy życiu, ale zadać śmiertelny (niemalże) cios. Smutek trawił ją żywcem, kiedy patrzyła na Flannagana i widziała jak wręcz maniakalnie obarcza się raz za razem winą. Chociaż nie leżała po jego stronie. Nie wybrał sobie takiego życia, takiej rodziny i takiej ścieżki po jakiej przyszło mu stąpać. Dlaczego miał pokutować za ten jeden raz, kiedy postanowił zachować się jak dobry człowiek? Dlaczego gdy otworzył wreszcie serce i dał szansę, ta została mu odebrana w tak brutalny sposób? I bolało to jak cholera. Naprawdę skurwysyńsko. Bo cierpiał tak potwornie, a to serce nawet nie było wystawione dla niej.
- A widzisz. W takim razie dzisiaj rozwiążemy ten problem. Otóż, niejaka Alt Cunningham urządza zawody w piciu wódki. Wystarczy, że wypijesz więcej niż ona i tego nie wyrzygasz, a wtedy... - musiała zrobić krótką, pełną napięcia pauzę, a dla lepszego zobrazowania powagi sytuacji, wysunęła otwartą dłoń przed siebie i zatoczyła nią półkole. Wcieliła się teraz w rolę starego Mufasy, który tłumaczy właśnie, że kiedyś to wszystko będzie Twoje. Nie mowa tu oczywiście o tym ciemnym miejscu. - A wtedy najwspanialszy medal wojownika wódki będzie Twój - dokończyła dumnie, klepiąc go tą samą dłonią w ramię. - Nie umywa się do żadnego o jakim słyszałeś, serio. Te olimpijskie to przy tym szambo - dodała w razie gdyby uznał, że taka wygrana to za mało. Dzisiaj była skłonna nawet mu taki medal narysować, ale skoro w rysunki nie szło jej najlepiej, mogła też użyć do tego zgrzewarki i zrobić go ze starych części samochodowych. Taki medal od serca. O właśnie. Włoży w to całe swoje uczucie.
- No jasne, że Cię znam głuptasie. Lepiej niż ktokolwiek inny - odpowiedziała z uśmiechem, zanim zdążyła się ugryźć w język. Z drugiej strony, nieskromnie uważała, że niezależnie od tego jak głęboka relacja łączyła go z Maze, wciąż uważała, że zna go najlepiej. Od najmłodszych lat. Kumple razem zawsze i na zawsze. Eh...
- Pamiętasz jak kiedyś ukryłam Ci krewetki w lampie? Myślałam, że juz do końca życia się do mnie nie odezwiesz. Chociaż... Hej! Ty wcześniej nagadałeś tamtemu Robbiemu, który chciał się ze mną umówić żeby trzymał się ode mnie z daleka. To była słuszna zemsta - wspomniała ze śmiechem, myślami od owoców morza przeskakując lata wstecz, do czasów kiedy próbowała na swój pokraczny sposób zwrócić uwagę Flannagana inaczej niż dotychczas. Nie po kumpelsku. Wyszło jak wyszło.
Zsunęła się z murku, zapakowała butelkę starannie do plecaka i chwyciła go za rękę, ciągnąc w stronę wyjścia z parku. Tak na kilka sekund żeby mogli po raz kolejny utwierdzić się w tym, że bieganie nie jest dla nich.

/zt x2
  Temat: Kto do kogo pasuje?
alt cunningham

Odpowiedzi: 8949
Wyświetleń: 175375

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-01-12, 21:01   Temat: Kto do kogo pasuje?
Harrison
 
Strona 1 z 3
Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, luty - 423 punkty
Dwudziestosześcioletnia wielbicielka zwierząt, która absolutnie nie ma ręki do opieki nad nimi. Bezrobotna panna, która przyjechała do Seattle zaledwie kilka miesięcy temu. Uwielbia śpiew i grę w rzutki. Kolekcjonuje ozdoby, co świetnie jej wychodzi, nie ma jednak talentu kulinarskiego. Jej największym marzeniem jest, aby nazwano kebaba jej imieniem.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, luty - 335 punktów
Czterdziestoczteroletni biznesmen, urodzony i wychowany w Seattle. Krążą pogłoski, że niedługo zostanie rozwodnikiem i wróci do gry jako świeżutki singiel. Łebski z niego gość, ale to nic dziwnego, skoro ma zapał do nauki. Odstresowuje się przyciskając gaz do dechy w swoim sportowym aucie lub popijając dobrą whiskey. Kocha podróżować.