kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Szukaj
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre
uwaga
WEATHER ALERT! Ostrzeżenie przed burzami dla obszaru Seattle.Czytaj dalej.
uwaga
Powstało subforum o nazwie "Alternatywna rzeczywistość".Więcej tutaj
uwaga
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.

Znalezionych wyników: 87
Dreamy Seattle Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: 01. Rusz dupę zgredzie i mi pomóż!
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 2
Wyświetleń: 22

PostForum: 114   Wysłany: Wczoraj 23:14   Temat: 01. Rusz dupę zgredzie i mi pomóż!
Znając przebieg tego wielce zabieganego dnia, jaki miał przyjemność przeżyć, cieszyłaby się jeszcze bardziej, że to właśnie z jej powodu musiał przerwać idylliczny odpoczynek – oczywiście, gdyby znalazła chwilę, by w ogóle się nad tym zastanowić.
Wiedziała, co należy zrobić oraz jak zachować się w tego typu sytuacjach; gdy matka zdecydowała się definitywnie przerwać chemioterapię i zrezygnować z codziennych wizyt w szpitalu, lekarze dokładnie poinstruowali Peraldine o tym, co może się wydarzyć oraz jakie wówczas podjąć kroki. Niestety panika rozsiana po jej wnętrzu zebrała natychmiastowe plony – dziewczyna miała całkowitą pustkę w głowie. Serce boleśnie łomotało wewnątrz jej piersi. Miała wrażenie, że jego bicie słychać było z drugiego końca korytarza. — Sama nie wiem, nie rusza się i chyba nie oddycha — odpowiedziała nerwowo. Wypowiadające te słowa głośno, czuła, że jeszcze chwila a jej głos doszczętnie się złamie. Przecież nie mogła się rozpłakać. Musiała być silna, bo jeśli zawiedzie, nigdy nie wybaczy sobie okazania słabości w momencie największej potrzeby. — Trzeba natychmiast zabrać ją do szpitala. Daphne gdzieś zniknęła, a sama sobie z tym nie poradzę — mówiła, próbując ułożyć jakikolwiek plan mający szanse zadziałać. Cholerny kataklizm! Przeanalizowała tysiące scenariuszy, jednak żaden z nich nie zakładał, że żadna, cholera, żadna karetka nie będzie w stanie przyjechać. Wraz z pojazdem zjawiliby się ratownicy, oni z pewnością wiedzieliby, co należy zrobić w takiej sytuacji. Jedno było pewne, musiała improwizować. Tylko dlatego poprosiła o pomoc sąsiada, którego uważała za największy wrzód na dupie tego osiedla!
Wbiegła do mieszkania, od razu kierując się do owianego tajemnicą pokoju. Przykucnęła przy aparaturze, chcąc przywrócić jej sprawne działanie. — Masz mnie za idiotkę?! — wrzasnęła głośno, nie kontrolując własnych odruchów. — Oczywiście, że dzwoniłam. Widziałeś, co się dzieje za oknem? Nie mają wolnych karetek! To jakiś żart! Żeby w takim mieście zabrakło karetek?! Na co idą moje podatki!? — wylewając z siebie frustracje, próbowała odzyskać jasność myślenia. Na krótką chwilę przymknęła oczy i popukała się otwartą dłonią w czoło, jakby ten gest miał przywrócić myślom prawidłowy tor. — W korytarzu za szafą jest składany wózek inwalidzki, przynieś go — poinstruowała mężczyznę. Będą go potrzebować, by dostać się do szpitala na własną rękę.
Aparatura z butlą tlenową działała. Perry pospiesznie sprawdziła przezroczyste przewody, wreszcie znajdując winowajcę – zgięcie! Wystarczyło splątanie rurki, by tlen przestał sączyć się w odpowiedniej ilości. Usunęła przeszkodę i upewniła się, że zwieńczenie przewodu jest dobrze przymocowane do nosa matki.
— Eotteohge doen geoyeyo? Yulyeong-eul bon geos gat-eunde! — Leżąca w łóżku kobieta powoli odzyskiwała świadomość. Perry poczuła, jak ogromny kamień spada z jej serca. Nagromadzone w płucach powietrze wyrwało się z nich ze świstem, kiedy bezradnie usiadła na podłodze przy łóżku. Czuła się, jakby przebiegła maraton. — Geuligo geuneun yeogiseo mueos-eulhago issseubnikka? — Kolejne słowa padłu z ust Koreanki, gdy Brando wszedł do pokoju z przygotowanym wózkiem.
— Mamo, tyle razy prosiłam, żebyś używała angielskiego — napomknęła. — Mama cieszy się, że cię widzi — przetłumaczyła z lekkim uśmiechem, choć w rzeczywistości koreańskie słowa wyrażały ogromne zaskoczenie wizytą sąsiada, nie radość. Po jej słowach Perry zorientowała się, że kobieta nie była do końca świadoma tego, że powoli odpływała z powodu zbyt małej ilości tlenu. Rak rozdzierał jej płuca, które bez pomocy nie były w stanie utrzymać jej przy życiu.
  Temat: Ulica
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 1207

PostForum: South Park   Wysłany: Wczoraj 22:34   Temat: Ulica
->

Madame Rodriguez – jak wszystkie pozostałe wieszczki, o których przepowiednie błagała – okazała się oszustką, wierutną kłamczuchą żerującą na ludzkiej potrzebnie poznania przyszłości. Nie zaskoczyło jej to. Prawdę mówiąc, doskonale wiedziała, że każda próba rozwikłania tajemnic przyszłych wydarzeń, kończyła się fiaskiem. Nie martwiła się tym. Od czasu do czasu wychodziła z podobnych gabinetów z roześmianą twarzą, dowiadując się, że czeka ją wielka miłość, ogromne pieniądze, szczęście i zdrowie. Niestety bywały wróżki, które – zdaniem Perry nie znały się na kluczowym elemencie swojej pracy i zamiast poprawiać ludziom nastroje, niszczyła je.
— Kto wie, Mairee? Ta dziewucha doprowadza mnie czasami do skraju wytrzymałości! Nie zawsze wiem, gdzie wychodzi, z kim przebywa i co właściwie robi. Powinnam zabrać ją do ginekologa, by zaaplikował jej krążek antykoncepcyjny. Albo chociaż kupię jej prezerwatywy — odparła. Daphne miała szesnaście lat. To wiek wręcz idealny na eksperymentowanie i poznawanie nie tylko własnego ciała, ale i każdego, kto odsłaniał przed nią własne. Jeśli jakakolwiek dobra rzecz wyniknęła z dzisiejszego spotkania, to było to uświadomienie Perry, że pewnych kwestii nie należy odkładać na później. — Jak w ogóle mogłam wcześniej o tym nie pomyśleć?! — rzuciła smętnie. Miała za dużo na głowie. Planowanie oraz spisywane obowiązków przestawało zdawać egzamin, gdyż nawarstwiające się zadania wymykały się spod kontroli.
Zgromiła przyjaciółkę złowrogim spojrzeniem. — Chyba nie myślisz, że wzięłabym cię do pierwszej lepszej, niesprawdzonej wróżki?! Za kogo ty mnie masz?! — burknęła, jednak szybko skwitowała swoją wypowiedź szerokim, przepraszającym uśmiechem.
Splotła ramię z blondynką i odetchnęła głęboko, próbując odnaleźć wewnętrzną harmonię utraconą z powodu niekorzystnych przepowiedni. Kierując się w stronę najbliższej kawiarni, cieszyła się, że opuszczają ten obskurny zaułek, na którym jej noga z pewnością nie postanie ponownie!
— Nie, moje drogi rodne zostawiła w spokoju, ale paplała coś o brunecie, który sprowadzi na mnie nieszczęście. Jakbym mało miała problemów z sąsiadem, który, wyobraź sobie, urządza koncerty heavy metalowe w środku nocy. Matka mówi, że jej to nie przeszkadza, ale mnie irytuje jak cholera — wyznała. Po chwili spaceru wzdłuż ulicy otworzyła szklane drzwi kawiarni i wybrała jeden z wolnych stolików, przy którym mogły się wygodnie rozsiąść. Miejsce wyglądało na przytulne i – co ważniejsze – niedrogie.
  Temat: Kto do kogo pasuje?
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 8949
Wyświetleń: 175384

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-03-04, 14:37   Temat: Kto do kogo pasuje?
odrobina rozsądku i współczucia :hm:
  Temat: Perry Whitlow
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 7
Wyświetleń: 127

PostForum: kalendarze   Wysłany: 2021-03-03, 21:06   Temat: Perry Whitlow
rozgrywka 007

z kim

Brando Thompson

"Nie wytrzeszczaj na mnie oczu, tylko ubieraj te swoje mięśnie i mi pomóż. Chyba że chcesz mieć moją mamę na sumieniu!"
trwa
  Temat: 01. Rusz dupę zgredzie i mi pomóż!
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 2
Wyświetleń: 22

PostForum: 114   Wysłany: 2021-03-03, 21:00   Temat: 01. Rusz dupę zgredzie i mi pomóż!
007.
Perry & Brando
Miała obsesję na punkcie kontroli; umysł nieustannie pracujący na zwiększonych obrotach, nie dawał jej chwili wytchnienia, co rusz przypominając o rzeczach, które wymagały powtórnego sprawdzenia. Informacje spływające ze strony władz miasta, odnoszące się do klęski żywiołowej spowodowanej fatalnymi warunkami pogodowymi, przysporzyły Perry dodatkowych zmartwień oraz obowiązków. Zgodnie z sugestią, w jednym miejscu zgromadziła wszystkie latarki, które miała w mieszkaniu (niektóre zakupione były przez jej nieżyjącego już ojca), a także część świec. Zdążyła również zamówić dodatkową butlę z tlenem, do której przez całą dobę podłączona była jej chorująca matka. Pamiętała także o uszczelnieniu okien, a nawet przepakowała samochód tak, by nie stał w dołku, w którym mogła zgromadzić się deszczówka. Nie panowała jedynie nad młodszą siostrą, która przy pomocy krótkiej wiadomości tekstowej uprzedziła (co samo w sobie było piorunującym sukcesem), że nie zamierza wracać do domu przez dwie następne noce. Gdzie była? Z kim była? Tego Whitlow nie wiedziała i prawdopodobnie nigdy nie miała się dowiedzieć.
Zamknęła restaurację kwadrans przed dwudziestą pierwszą. Była zmęczona, ale wykrzesała z siebie resztki energii, by wejść do mieszkania, które znajdowało się kilka pięter nad knajpką, z uśmiechem na ustach i błyszczącymi iskrami w oczach; robiła tak za każdym razem, gdy czekało ją spotkanie z matką, której nie chciała dodatkowo martwić. Zrzuciła buty, odłożyła plastikową torebkę, w której miała kolację dla siebie oraz matki na stół kuchenny i od razu poczłapała do sypialni zajmowanej przez rodzicielkę. — Przyniosłam ci japchae, oczywiście bez oleju sezamowego, tak jak lubisz — mówiła, zbliżając się ku drzwiom, które szybko ustąpiły pod naporem jej dłoni. W pokoju panował półmrok; na stoliku przy łóżku tliła się lampka niedająca zbyt dużego światła. — Mamo? — rzuciła, próbując wybadać, czy kobieta przypadkiem nie zasnęła. Podeszła do niej i spróbowała ją wybudzić, wiedząc, że od lunchu niczego nie jadała i prawdopodobnie żołądek zdążył przyrosnąć jej do krzyża. Żadnej reakcji. Zmartwiona, odruchowo sprawdziła aparat tlenowy. Zamarła, gdy okazało się, że przewód wypiął się, a do rurek osadzonych w nosie chorej nie docierało powietrze. Ogarnęła ją panika. Chwyciła za telefon i wykręciła numer alarmowy, ale dyspozytorka, która nie wydawała się zaangażowana w rozmowę, oznajmiła, że obecnie żadna z karetek nie jest dyspozycyjna. Cholerna pogoda!
Kurwa, kurwa, kurwa, przeklinała w myślach, zbiegając po schodach, by urzeczywistnić jedną z najgorszych decyzji, jakie przyszło jej podjąć. Nie poradziłaby sobie sama. Musiała przełożyć matkę na wózek, umieścić go w samochodzie, przez drogę kontrolować ilość tlenu i jeszcze nie spowodować przy okazji żadnego wypadku. Wiedziała, że potrzebuje pomocy. Czyjejkolwiek.
Stanęła przed drzwiami mieszkania 114 i zapukała głośno. — Potrzebuję pomocy — oznajmiła tonem nietolerującym sprzeciwu. W odpowiedzi ujrzała zszokowaną twarz na wpół nagiego sąsiada, którego pas okrywał jedynie frotowy ręcznik. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jeszcze kilka chwil, a mężczyzna zbierałby szczękę z samej podłogi! — Nie wytrzeszczaj na mnie oczu, tylko ubieraj te swoje mięśnie i mi pomóż. Chyba że chcesz mieć moją mamę na sumieniu! — pogoniła go, nerwowo wymachując przy tym rękoma, chcąc, by wreszcie dotarła do niego powaga sytuacji. Cholera jasna, pomyślała, czy musiało stać się to właśnie teraz?!
  Temat: brando
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 97

PostForum: telefony   Wysłany: 2021-03-03, 14:52   Temat: brando
Perry
Kretyn.
  Temat: Kto do kogo pasuje?
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 8949
Wyświetleń: 175384

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-03-03, 14:32   Temat: Kto do kogo pasuje?
m ó z g
  Temat: Kto do kogo pasuje?
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 8949
Wyświetleń: 175384

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-03-03, 14:16   Temat: Kto do kogo pasuje?
czendler
  Temat: brando
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 97

PostForum: telefony   Wysłany: 2021-03-03, 12:02   Temat: brando
Perry
A jesteś zainteresowany?
SZUKAM NOWEGO SĄSIADA
  Temat: brando
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 97

PostForum: telefony   Wysłany: 2021-03-03, 10:02   Temat: brando
Perry
Lubię Iron Maiden.
Jeśli przeszkadza Ci wiek mojej pralki, proszę, możesz kupić mi nową! Ja i moja bielizna będziemy zadowolone.
Ziejesz zjełczałym smutkiem na odległość. Potrafię to wyczuć.
  Temat: Kto do kogo pasuje?
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 8949
Wyświetleń: 175384

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-03-02, 21:19   Temat: Kto do kogo pasuje?
Parker :roll:

tak trochę
  Temat: Oddział onkologiczny
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 85

PostForum: Swedish Hospital   Wysłany: 2021-03-02, 21:16   Temat: Oddział onkologiczny
— W takim razie chodźmy na tę kawę — przytaknęła. Wzięła głęboki oddech, umieściła na twarzy uśmiech, który miał pokazać, że chwilowy kryzys minął i nie pozostał po nim żaden naocznie dostrzegalny ślad. Nie lubiła zrzucać osobistych problemów na barki obcych ludzi. Była cholernie upartą kobietą, nad wyraz dumną i odczuwającą konieczność pozostania samowystarczalną. Owszem, miewała chwile słabości. Emocje wynikające z przytłaczających problemów od czasu do czasu musiały znaleźć ujście; najczęściej wyżywała się w pracy, przez co w ubiegłym tygodniu straciła kelnerkę (ledwie osiemnastoletnią dziewczynę, która chciała dorobić na studia). Coraz trudniej było jej nad sobą panować w obliczu postępującej choroby nowotworowej matki.
Wstała z lekkim grymasem, gdyż plastikowe krzesło nie należało do najwygodniejszych. Szybkim ruchem dłoni poprawiła ubranie i spojrzała na mężczyznę. — Nie, nie wspomniałeś. Nie było ku temu okazji. Za to teraz możesz opowiedzieć mi jakąś optymistyczną historię. Lub zabawną. W szpitalu na pewno dzieją się różne, dobre rzeczy, prawda? — poprosiła, czując, że potrzebowała oderwać myśli od źle prezentujących się wyników badań matki. Chciała posłuchać o czymś, co choć na chwilę przeniesie ją w zupełnie inną rzeczywistość. — Długo tutaj pracujesz? Bywam w tym szpitalu tak często, że to aż dziwne, że nie wpadliśmy na siebie wcześniej — dodała, kierując się wraz z lekarzem do automatu z kawą.
Humor Perry był zmienny bardziej niż pogoda w Seattle; kobieta potrafiła zacisnąć zęby, założyć na nos różowe okulary i pozwolić sobie na optymizm, pomimo przykrych doświadczeń.
— Z pewnością się pomylił — nawiązała do horoskopu. — W przyszłości planuję zostać milionerką. Jeszcze nie wiem, jak to osiągnę, bo prowadzenie małej restauracji z pewnością nie da mi takich pieniędzy, ale może cała sieć? Ludzie lubią koreańskie jedzenie — dodała, pół żartem pół serio, chcąc odejść od nieprzyjemnych tematów. Nie była urodzoną restauratorką, wciąż uczyła się tego, jak poprawnie zarządzać takim miejscem. Popełniała błędy, ale również starała się na nich uczyć.
— Wprawdzie nie mam chirurgicznej precyzji w dłoniach, ale kiedyś udało mi się naprawić sukienkę młodszej siostry, którą Betty potraktowała jak kosiarka. Igła i nici potrafią zdziałać cuda — oświadczyła, rzucając mu ukradkowe spojrzenie. Zdecydowanie potrzebowała dzisiaj towarzystwa.
  Temat: co ostatnio czytałeś?
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 69
Wyświetleń: 1822

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-02-27, 13:48   Temat: co ostatnio czytałeś?
Człowiek w poszukiwaniu sensu, Viktor Frankl
  Temat: brando
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 97

PostForum: telefony   Wysłany: 2021-02-27, 13:47   Temat: brando
Perry
Czepiasz się mnie Thompson tak bardzo, że zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem się we mnie nie zakochałeś!
Masz problem z moim praniem, ale kiedy Ty maksymalnie podgłaśniasz muzykę, to wszystko jest w porządku, tak?
Jesteś skończonym, smutnym hipokrytą. Znajdź sobie jakieś hobby.
  Temat: Zaułek
Perry Whitlow

Odpowiedzi: 28
Wyświetleń: 1006

PostForum: South Park   Wysłany: 2021-02-26, 18:22   Temat: Zaułek
Starała się utrzymywać, że odpychający zaułek to jedynie kurtyna, za którą znajdą w pełni profesjonalny przyczółek najprawdziwszej wróżki. Nie, nie była naiwna – doświadczyła zbyt wiele przykrości, by wierzyć, że przepowiednie mogą być prawdziwe – po prostu potrzebowała otuchy, słów zapewniania, że poświęcenie, na które zdobywała się każdego dnia, opłaci się. Oczywiście przyjaciele bardzo jej dopingowali, jednak ich słowa wynikały wyłącznie z sympatii. Wróżki natomiast (szczególnie te, które potrafiły bezbłędnie odgrywać swoją rolę) znane były z doskonale rozwiniętej umiejętności obserwacji i wyciągania słusznych wniosków. Liczyła na to, że karty odkryją przed nią wizję szczęśliwej przyszłości, której będzie mogła się chwycić w najgorszych momentach.
—A czy ja wyglądam na szczęśliwą? — spytała, nie spodziewając się żadnej odpowiedzi. Nadąsała się. Prawdopodobnie przypominała nastolatkę, na którą rodzice niesłusznie nałożyli szlaban. — Naprawdę możesz ją pozwać? Zrób to! Wyobraź sobie, że ta bezmózga dziwaczka przepowiedziała, że moja młodsza siostra jeszcze w tym roku zajdzie w ciążę. Bliźniaczą! — jęknęła, spoglądając na przyjaciółkę z bezradnością wymalowaną na twarzy. Nie dowierzała tym słowom. Szesnastolatka przechodziła okropnie zły okres. Buntowała się, starając zwrócić na siebie uwagę schorowanej matki, która nie poświęcała jej wystarczającej ilości czasu. To była sytuacja, z której dobre wyjście nie istniało – lub Perry nie potrafiła go znaleźć. — Nie, cofam to. Nie zniżajmy się do takiego poziomu. Ale nie martw się, mam dużo koleżanek wśród fanek horoskopów, więc zniechęcę je do przychodzenia tutaj. Internet ma ogromną moc. Kilka wpisów na odpowiednim forum i Madame Rodriguez straci renomę — zmieniła zdanie. Ciąża Daphne nie była jedyną przepowiednią, która zabolała kobietę. Poza tą nowiną wróżka zdradziła, że osoba Perry otoczona jest przez aurę śmierci. To wstrząsnęło nią bardziej niż możliwość bycia ciocią dwójki maluchów. Jednak nie chciała mówić o tym głośno, bo z łatwością można domyślić się, czyją śmierć podstarzała wróżbitka miała na myśli.
— Ciesz się, że nie próbowała wcisnąć ci choroby wenerycznej — rzuciła, z niesmakiem kręcąc głową. Szczelniej otuliła się płaszczem i dopiero gdy opuściły wstrętny zaułek, odetchnęła z ulgą. Mogłaby się zarzekać, że więcej nie zajrzy na dział z horoskopami, czytając ulubioną gazetę, ale wiedziała, że to bzdura. Prawdopodobnie zaraz po powrocie do domu zrobi wszystko, by znaleźć dla siebie inną wersję przyszłości. — Myślę, że jednak należy nam się deser. Z rumem — zasugerowała, uśmiechając się lekko. Choć niezbyt często sięgała po alkohol, nie wiązało się to z żadnymi postanowieniami. Perry musiała zachowywać trzeźwość, bo nauczona doświadczeniem wiedziała, że w każdej chwili może okazać się potrzebna matce.
 
Strona 1 z 6
Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, luty - 423 punkty
Dwudziestosześcioletnia wielbicielka zwierząt, która absolutnie nie ma ręki do opieki nad nimi. Bezrobotna panna, która przyjechała do Seattle zaledwie kilka miesięcy temu. Uwielbia śpiew i grę w rzutki. Kolekcjonuje ozdoby, co świetnie jej wychodzi, nie ma jednak talentu kulinarskiego. Jej największym marzeniem jest, aby nazwano kebaba jej imieniem.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, luty - 335 punktów
Czterdziestoczteroletni biznesmen, urodzony i wychowany w Seattle. Krążą pogłoski, że niedługo zostanie rozwodnikiem i wróci do gry jako świeżutki singiel. Łebski z niego gość, ale to nic dziwnego, skoro ma zapał do nauki. Odstresowuje się przyciskając gaz do dechy w swoim sportowym aucie lub popijając dobrą whiskey. Kocha podróżować.