kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Szukaj
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
elise
inissia
robert
myre
uwaga
22.11.20 - mamy już cztery miesiące. Super, że jesteście z nami i oby tak dalej!
uwaga
W związku z odświeżeniem wyglądu forum, wykonajcie twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.
uwaga
Jakiekolwiek problemy z działaniem forum prosimy zgłaszać bezpośrednio do adminów lub w odpowiednim TEMACIE.

Znalezionych wyników: 128
Dreamy Seattle Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Paddy Coyne's Irish Pub
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 127

PostForum: Belltown   Wysłany: Dzisiaj 14:00   Temat: Paddy Coyne's Irish Pub
    𝟙𝟙.


Deszczowa późna jesień napędzała nostalgię jak żadna inna pora w roku. A ona? Tęskniła za nim. Za nimi obydwoma. Za świadomością, że nie jest sama i bezpieczeństwem jakie zapewniało towarzystwo Richarda. Za snuciem realnych marzeń oraz wspólnym wyczekiwaniem na ich realizację. Z drugiej strony, wzdychała do podekscytowania jakie narastało w całym ciele; gdy chirurg znajdował się w pobliżu. Bez nich, niby dni pozostawały takie jak wcześniej; ale równocześnie nieznośnie sklejały się w szarą, bezkształtną masę. Brakowało im radości, traciły koloryt. W desperacji Molly łapała się nieznajomych na których łaskę zaczęła się zdawać. Coraz częściej spotykała się ze starszym bratem bądź koleżankami (siłą rzeczy ucięła z nimi kontakty tuż po wejściu w związek z księgarzem). Można powiedzieć, że życie towarzyskie guwernantki rozkwitało. Co piątek odnajdywała się w tym samym pubie z dwójką tych samych przyjaciółek. Niejednokrotnie kończyły delikatnie podchmielone, a do stołu dziewcząt regularnie doklejali się żądni przygód, nonszalanccy amanci. W większości przypadków kompanki szatynki znikały z nowymi kumplami albo to ona znikała, zostawiając za plecami niedostępny rodzaj zabawy. Naprawdę czyniła z Donnelly’ego kogoś wyjątkowego i choć ostatecznie nie została jego żoną; po rozstaniu wróciła do dobrowolnego celibatu. Równocześnie nie czekała na pojawienie się księcia z bajki. Zwyczajnie trwała w uczuciowym bezwładzie; nie będąc gotową na wykonanie kroku do przodu. Krok w tył też nie wchodził w rachubę, więc... tkwiła w psycho-fizycznej hibernacji.
Tego wieczora Debbie i Norma wymknęły się przedwcześnie; porzucając nauczycielkę na pastwę rumianego, barczystego blondyna. Twarz mężczyzny rosiła sieć brązowych punktów a jasną czuprynę naznaczały rdzawe refleksy. Zapewne nosił w żyłach irlandzką krew. Mówił wybitnie dużo barwiąc zdania śmiesznym akcentem oraz zadając mnogość niekoniecznie taktownych pytań. Wrodzona uprzejmość kobiety wymuszała uważne słuchanie litanii przechwałek oraz dociekań o szczegóły prywaty rozmówczyni. Odpowiadała zdawkowo – zupełnie jak nie ona. Oczyma wodziła po lokalu, raz po raz przypatrując się uwieszonemu na ścianie zegarowi. Dwudziesta pierwsza pięćdziesiąt osiem. Siedem minut. Tyle dawała piegowatej gadule. Za siedem minut wymyśli sympatyczną wymówkę i znikając za frontowymi drzwiami zadzwoni dzwoneczkiem u ich szczytu. Gdy długa wskazówka wylądowała pomiędzy dwunastką a jedynką dłoń chłopaka zsunęła się z lepkiego blatu okrągłego stolika wprost na kolano Lo. Wzdrygnąwszy się ciemnymi ślepiami przetańczyła po buzi rudzielca. – ...bo wiesz, ja chyba nie mam nic przeciwko. A Ty? – w Palomie załączyła się panika. – Słucham? Wybacz, na sekundę odpłynęłam. – maźnięte czerwoną szminką usta wygiął grzeczny uśmiech. Piwne tęczówki przemknęły ponad szerokim ramieniem.
Niemożliwe. Siedział na hokerze, przy barze. Patrzył na nią. Jak długo była obserwowana? Czemu wcześniej go nie spostrzegła? Czyżby utraciła instynkt przetrwania? Niemożliwe. Klatka piersiowa wybuchła gorącem a umysł rozjarzyły neony wspomnień. Drżące palce przejeżdżające po jej udach, szorstki zarost na bladej szyi. Niemożliwe....i uważam, że to całkiem naturalne. Każdy przecież potrzebuje się czasem wyluzować i doświadczyć czegoś nowego, prawda? – zielone oczka wpatrywały się w nią wyczekując odpowiedzi. Nie, nie odpowiedzi – deklaracji.
Kurwa mać. Zatrzepotawszy powiekami wbiła uwagę w siedzącego po skosie faceta. Chłopaka? Reprezentował ten trudny do sprecyzowania i określenia typ urody – delikwent wyglądał na nie więcej niż dwadzieścia pięć wiosen, acz równie dobrze mógł być pod czterdziestką. Jakie było pytanie? Ugh, jeżeli teraz wykaże się brakiem zainteresowania biedak na pewno skapituluje. Widziała to w niecierpliwości otumanionego alkoholem wzroku. Ale... Przecież tego chciała. Do tego dążyła, czyż nie? Przecież życzyła sobie samotności; pragnęła, żeby poszedł. Skąd nagłe wahanie? – Tak, chyba masz sporo racji. – czyżby Molly właśnie wydała na siebie jakiś paskudny wyrok? W obserwującej ją zieleni rozbłysnęło dzikie zadowolenie. Nieco nachylona Lo przekrzywiła łepetynę w bok. Spojrzenie znowu uciekało ku Thorntonowi. Niestety, tym razem nie zostało to niedostrzeżone przez barczystego „irish mana”. Rudawe włosy zatrząsały się, kiedy Ryan obrócił łeb przez ramię. – Na co patrzysz?Nie, nie. Na nikogo. Na nic. Na nic ani na nikogo. - Znasz ich? – oczętami błądził po plecach oraz tyłku stojącej obok Clive’a babki. – Myślisz o tym samym co ja?? Skoro zgodziliśmy się, że fajnie czasem poeksperymentować w grupie... – minimalnie rozwarła wargi w niemym szoku.
Kurwa, kurwa, kurwa mać!!!!...to może zagadamy? – nie czekał na odzew. W końcu do tej pory się zgadzali. Trafił na kogoś z kim łączyło go erotyczne połączenie dusz.
Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Wciągnąwszy ją za rękę, przedzierał się w stronę chirurga oraz jego pięknej koleżanki. Nie była nią Callie. Niemożliwe. Czy guwernantka miała rację? Na jej miejsca prędko znalazł „nową”? Z większym dupskiem oraz wcięciem w talii? – Cześć. Miło mi Was poznać, jestem Ryan. A to moja znajoma Kathy. – cholerne kłamstewka. Białe czy czarne – bez znaczenia. Nie warto kłamać. Prędzej niż później prawda ujrzy światło dzienne. Kurwa, po raz ósmy. Kto da więcej? Elokwencja Pilby utraciła na polocie oraz poziomie. Szczęśliwie owe braki pozostawiała na wewnętrzne psioczenie. – Często tu bywacie? – rzecz jasna „znajomy Kathy” musiał rzucić najgorszym tekstem na podryw. Za mało wypiła na takie sytuacje. Nie istniała na świecie ilość alkoholu zdolna zapewnić komfort w równie żenujących okolicznościach.
  Temat: Plaża III
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 454

PostForum: Alki Beach   Wysłany: Wczoraj 23:05   Temat: Plaża III
Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. – wybijało serduszko Palomy, kiedy oddalała się od samochodu. Nie była zdecydowana gdzie powinna się udać. Nawet nie zauważyła, iż przecierając uliczny szlak minęła Edmunda. Patrzyła przed siebie wcale nie widząc. Sunęła miarowym tempem w obawie, że jeśli się zatrzyma; wykona zwrot i wróci w jego ramiona. Myszka sama wpadnie w pułapkę.
Lo myślała o tym jak zwinne okazywały się dygoczące palce, z jaką stanowczością brał ją w objęcia; z jakim szacunkiem traktował wodząc oczyma po zarumienionej twarzy. Wiedziała jak wielką rolę odegrała w owym przedstawieniu. Akceptowała ją razem z gorzkimi konsekwencjami. Nadchodzącej nocy zaśnie wyobrażając sobie „co by było gdyby”. Będzie pełzała w pościeli kontemplując nad niezrealizowanymi ewentualnościami. Albo postanowi kochać się z Donnellym ten ostatni raz, pod półprzymkniętymi powiekami imaginując kogoś innego. Podłość. Perfidia. Człowieczeństwo zaklęte w słodkiej słabości. Tak, akceptowała ją; skoro ta akceptacja uznawała obecność Clive’a.

Odchylona do tyłu westchnęła, nieświadomie zachęcając mężczyznę do dalszych działań. Opuszkami przesuwała po jasnych włosach i karku; bezwiednie przyciskając go do siebie. Coraz bliżej, bliżej. Żadna bliskość nie byłaby aktualnie wystarczająca. Zmysły Molly zostały kompletnie obezwładnione dotykiem blondyna. Pierwszy raz w życiu czuła się w podobny sposób. Zwykle wyglądało to inaczej. Z Richardem nie doświadczała nadzwyczajnego podniecenia. Czy teraz chodziło o sam fakt, iż nie powinni czy wreszcie miała zginąć w ogniu jaki zapalała znajomość z lekarzem? Każda komórka w ciele guwernantki domagała się przedłużenia przyjemności w czasie. Zagryzając dolną wargę, dziewczyna desperacko próbowała odsunąć rozsądek na margines. Zapomnieć. O naukach kościoła, o matczynych kazaniach, ideałach; które tak mąciły w naiwnej głowie. O stojącym za ladą księgarni Richu. Niestety, ten ostatni kadr ostudzał naturalne zapędy. – Nie... – z początku wyłącznie wyszeptała łamiącym się głosem, równocześnie nadal wijąc jak piskorz: wyginając szyję (całkowicie pewna, że żadne słowo nie dotarło do uszu adresata) oraz z premedytacją ocierając o Thorntona jak gdyby gdzieś głęboko wewnątrz panna Pilby wcale nie była tak nieśmiała i niewinna jak mogłoby się na pozór zdawać. Rozumiała co musi zrobić, aby podekscytować szefa. Aby wyłączył rozwagę i dalej brnął ku rozkoszy. Pewnie pozwolenie mu na więcej przyszłoby z zaskakującą łatwością, gdyby się nie zatrzymał. Wciąż ciężko oddychając, wbiła w niego ciemne; błyszczące spojrzenie. Oczy wypowiadały się z większą bezpośredniością - niemalże dało się dostrzec niemą prośbę o wsunięcie rąk pod sweter, pod bluzkę, pod gruby materiał jasnych jeansów. – Nie. – powtórzyła całkiem automatycznie, bezrefleksyjnie. Lolly była kobietą zaprogramowaną przez wspólnotę do której należała od małego. Egzystowała pod bezmyślne dyktando dekalogu.
Mgły w umyśle zaczęły się rozrzedzać. W gardle pojawiła się niemiła gula. Czego oczekiwał? Czy jeśli by mu się oddała straciłby nią zainteresowanie? Rozpuściłoby się ono jak śnieg w pierwszy dzień słonecznej wiosny? Może powinna...? Może wtedy zaklęcie by prysło? Jeszcze raz nachyliła się na ustami chirurga, ale tym razem ich nie pocałowała. – Nie wolno nam... – paznokciami przesunęła po zarośniętym policzku. Była wodzona na pokuszenie i kusiła. Ewa i wąż w jednym. Dotychczas nie znała prawdziwego grzechu, autentycznej pokusy. Boże. Niechętnie odsunęła się i usiadła obok. Kim się stawała? Osobą całującą czyjegoś męża na tylnym siedzeniu auta? Jak miałaby spojrzeć w oczy Calliope, Richardowi – samej sobie? – Nie umiem -... – Throntonowi nie dane było usłyszeć końcówki zdania, gdyż szatynka impulsywnie otworzyła drzwi i wydostała się na zewnątrz.

Tym razem nie szła w żadnym określonym kierunku, ale parła naprzód jakby walczyła o złoty medal w chodzie sportowym. Nie miała przy sobie ani portfela ani telefonu. Znajdowała się daleko od bezpiecznego mieszkanka, aczkolwiek kogo to obchodziło? Gdyby z nim została popełniłaby paskudny błąd. Każdy krok wykonany w stronę nieznanego wypełniał głowę nauczycielki następną wizją splątanych ciał. Wizją tego co stałoby się gdyby nie uciekła. Czuła się jak nieznajoma we własnym ciele. Albo dopiero odkrywała do tej pory zasłonięte karty. Gubiła się czy odnajdywała – Clive otwierał w niej zupełnie nowe drzwi. A raczej wyważał jej, wyzwalając cząstki Pilby blokowane przez przykazania i skamieniałe, archaiczne wartości.
  Temat: Logan
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 35
Wyświetleń: 685

PostForum: telefony   Wysłany: Wczoraj 19:23   Temat: Logan
Logan
Poważnie? Chcesz wysyłać sobie screeny? Ok...
A kto jedzie?
  Temat: Logan
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 35
Wyświetleń: 685

PostForum: telefony   Wysłany: Wczoraj 15:29   Temat: Logan
Logan
Nie wiem z iloma osobami piszesz i ilu proponujesz wyjazd; ale na moją wiadomość nie odpisywałeś od wczoraj..
Możesz wysłać, jak chcesz.
Kto jedzie bo myślałam, że będziemy we dwójkę? Chyba nie mam chęci na poznawanie nowych ludzi albo kiszenie się w lesie w większej grupie.
  Temat: Logan
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 35
Wyświetleń: 685

PostForum: telefony   Wysłany: Wczoraj 15:07   Temat: Logan
Logan
Ok, uznaje; że propozycja nieaktualna.
  Temat: Plaża III
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 454

PostForum: Alki Beach   Wysłany: 2020-11-20, 11:13   Temat: Plaża III
Lolly nie przepadała za awanturami. Nie lubiła się z nimi. Ponadto, dotychczas litościwy los nie zdecydował się wrzucić guwernantki w relację posiadającą szansę na otrzymanie tytułu „zapalnika konfliktów”. Dwójka najbliższych przyjaciół kobiety wpisywała się w grupę o pacyfistycznych skłonnościach, natomiast Richard... Donnelly został stworzony jako człowiecze uosobienie opanowania. Nie uznawał podnoszenia głosu zwykle poprzestając na wywracaniu ślepiami. Nie unosił się ani nie prowokował sprzeczek. Najczęściej zabijał niesnaski w maleńkim zarodu, po mistrzowsku rozładowując atmosferę odpowiednim rodzajem uśmiechu. Więc i ona częściowo przejęła specyficzny stoicyzm partnera. Wchłonęła na wzór dziecka poznającego przyzwyczajenia rodziców. Zdążyła też nauczyć się Thorntona w zakresie dopuszczającym wyrokowanie, iż zbyt surowy ton głosu rozpaliłby w nim iskrę irytacji. Lekarz nie przepadał za oskarżeniami. Był na nie uczulony. – Czy wolałabym, żebyś... – drugi raz owe nieprzychylne blondynowi przypuszczenia nie przeszły Molly przez gardło. – Ja... – wyrzucała w przestrzeń zaledwie chaotycznie powycinane strzępy pojedynczych zdań, póki ich również nie zabrakło. Największa gaduła w Szmaragdowym Mieście przetransformowała w onieśmielonego milczka zdolnego do wypuszczenia z piersi zaledwie westchnienia. Ciężko jednoznacznie stwierdzić czy wydech należał do tych z ulgą czy przejęciem. Rezygnacją? Tak czy siak, wydając tchnienie wydała równocześnie gotową do zinterpretowania; niewyraźną opinię. Lo również zaczęła dygotać. Co prawda wiatr wdzierał się pod poły kurtki, ale przyczyną drżenia nie były chłodniejsze podmuchy. Wyznanie mężczyzny wprowadzało ją w ekstazę. Serce przyspieszało, odpychając rozsądek najdalej jak się dało. – Łatwiej... - dlaczego wątpiła? Czemu nie wierzyła, że będzie lepiej? Coś wewnątrz podpowiadało, iż od tej chwili życie okaże się znacznie trudniejsze. Prosta jak drut, łatwo przyswajalna i zrozumiała rzeczywistość rozsypywała się niby domek z kart. Światopogląd dziewczyny zatrząsnął w posadach i rozkruszył. Pilby tkwiła w zgliszczach do niedawna wyznawanych wartości: bezsilna, pozbawiona energii oraz motywacji do działania. Już...? Koniec...? Pewien wycinek guwernantki wciąż liczył, że dojdzie do czegoś niesamowitego a w epilogu owej maskarady czeka utęskniony szczęśliwy finał. Słowa chirurga autentycznie dewastowały resztki naiwnych złudzeń.
Przymknąwszy powieki pozwoliła pocałować się w czoło, dłuższy moment nie otwierając oczu. Czuła się okropnie. Jakby ktoś uderzył ją w klatkę piersiową. – W porządku. – szept wszedł w gorzkie unisono z mewim skrzekiem. Molly nie chciała wstawać. Nie chciała ruszać się z miejsca – jeżeli się nie ruszy ta sekunda nie minie, czyż nie? Wpatrywała się przed siebie, aby ostatecznie z niechęcią przejść do pionu i lekko otrzepać się z przylegającego do spodni piasku. Wreszcie oczyma powiodła w kierunku twarzy blondyna. Paloma wlepiała w niego wyjątkowo obecne, przenikliwe spojrzenie póki pod wpływem impulsu nie pokonała dzielącego ich dystansu i nie stanęła na palcach, by przycisnąć wargi do warg lekarza. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego jak mocno go pragnęła. Na pocałunek zareagowało calutkie, drobne ciało; którym wstrząsnął impuls podniecenia. Coś podobnego przydarzyło się szatynce pierwszy raz. Złapała Thorntona za dygoczące dłonie i ułożyła je na swoich biodrach nie zwracając większej uwagi na kubek, który wypadł mu z rąk. Resztki niedopitej kawy rozlały się na złocistym dywanie brązową plamą.
Nie wiedziała jak długo to trwało. Jak długo wplątywała palce w jasne włosy, jak wiele krótkich oddechów złapała pomiędzy jednym a drugim muśnięciem spragnionych ust. Gdy zaczęła się odsuwać robiła to stopniowo. Gradualnie wracał do niej zdrowy rozsądek. – Pozytywne zakończenie. – ledwo przemknęła wzrokiem po obliczu Clive’a, naraz schylając się po wypuszczone naczynie. Następnie wykonawszy zwrot w stronę samochodu, poczęła przedzierać się po nierównym podłożu. W umyśle Lo trwała wojna i najtrywialniejsze dylematy były poddawane surowemu osądowi. Odwrócić się? Czekać na niego? Iść dalej? Boże... Jak w transie wpakowała się do auta, zwilżając dolną wargę z nadzieją na odnalezienie na niej resztek charakterystycznego smaku. Dym papierosowy i kofeina w nierównych proporcjach. Nozdrza bezustannie pamiętały ostry zapach wody kolońskiej. Żałowała, że trwało to tak krótko.
  Temat: Plaża III
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 454

PostForum: Alki Beach   Wysłany: 2020-11-19, 20:22   Temat: Plaża III
Gardło kobiety opuściło nieco żałosne jęknięcie. Wolała wycofać się w swoją bezpieczną skorupę, aczkolwiek jaki był w tym sens? Ile będzie uciekała? Jak długo wytrzyma w emocjonalnej hibernacji? Sama nie stawiała najprostszych pytań, więc nie powinna dziwić się jeszcze trudniejszym. Clive zasługiwał na odpowiedzi tak samo jak ona. Niemniej, jakże mogłaby otwarcie wyznać co leżało na poruszonej, niepewnej duszy? Dopiero odkrywała niektóre zakamarki własnego serca. Ledwo przyznawała się do uczuć przed własnym odbiciem w lustrze – nie potrafiłaby w równie krótkim czasie powiedzieć wszystkiego jemu. Obiektowi nieśmiałych, niewinnych westchnień. Po pierwsze: tkliwe, słodkie słówka niewiele zmienią. Po drugie: nadal była z Richardem. Co prawda planowała się z nim rozmówić, lecz w trwającej minucie (nieważne jak magicznej) pozostawała partnerką księgarza. Dlatego zignorowała strzępy niewypowiedzianego, które zawisły w powietrzu pomiędzy parą – jakby Thornton nie zatrzymał się w połowie a wykrzyczał je na całą plażę. – Wysyłasz sprzeczne sygnały. – wyszeptawszy uniosła spojrzenie ku górze. Przeleciała nad nimi mewa bielutka jak śnieg. – Nie widzisz? – oczyma łukiem powiodła do twarzy rozmówcy. Mimo zagubienia wyglądała na całkiem stanowczą. – Z jednej strony obiecujesz przyjaźń, z drugiej jak królewicz z bajki przychodzisz do mojego mieszkania o szóstej rano pomagać w spełnianiu nastoletnich marzeń. Pytasz o ukryte zdolności. Niewinną rozmowę doprawiasz dwuznacznościami po tym, jak w parku... – tym razem ona nie dała rady dokończyć. „... - jak wyłącznie działanie jakiejś mistycznej Siły Wyższej uratowało ich usta przed złączeniem na oczach Stevena.”
Leży mi na... – na moment przymknęła powieki, dolną wargę zagryzając w skupieniu. W porządku. – pomyślała, kręcąc delikatnie główką. – Przetestujmy tę przyjacielską poufałość. Sprawdźmy ile jest warta. Po powtórnym skupieniu na chirurgu ciemne ślepia naznaczał niedoprecyzowany smutek. Niemy żal, wyrzuty sumienia zmieszane z milczącą modlitwą o litość. – Zemdlałam ponieważ Rich zamierzał mi się oświadczyć a ja... Spanikowałam. Dotarło do mnie, że wcale tego nie chcę. – na policzkach guwernantki rozbłysły rumieńce. Znamiona noszonego w klatce piersiowej wstydu. – Chyba trochę oszalałam. Popraw mnie jeśli źle interpretuje Twoje zachowanie. Czasem wydaje się... Nie obraź się i... Bądź ze mną szczery, dobrze?...błagam, bądź ze mną szczery.Czasem wydaje mi się, że to dla Ciebie zabawa. Sposób na relaks albo tymczasowe poprawienie nastroju. Ludzie, często kłamią i manipulują. – cytat niemalże bezpośredni za: Anabelle Sabini. – Nie podejrzewam Cię o to, a później przypominam sobie – wcale się nie znamy. Co o Tobie wiem? – nie wiedząc co zrobić i gdzie patrzeć wzrok wlepiła w złociste drobinki pomiędzy nimi. Zanurzyła w nich dłoń, patrząc jak ręka tonie pod miękkością piasku. – Posiadam wyłącznie jednego, ale jak na mój gust przyjaciele nie patrzą na siebie tak jak niekiedy na mnie patrzysz. – uniosła wzrok, badawczo lustrując oblicze lekarza. – Więc Ty zdecyduj co powinieneś zrobić i czy jesteś w stanie... Czy głęboko wewnątrz nie oczekujesz czegoś w zamian. Czy na coś nie liczysz? Insynuacje i sugestie bywają zabawne, ale... Nie staram się mierzyć Cię najgorszą miarą. Lubię Cię, Clive. Nawet bardziej niż powinnam... – zagmatwana i oszołomiona Molly spuentowała wypowiedź w dosyć pokraczny sposób, symultanicznie nerwowo obejmując kolana na których ułożyła policzek. Bezustannie przypatrywała się blondynowi. Posłała mu delikatny uśmiech, by wiedział; iż wszystko co powyżej wyrzuciła w ciepłym tonie. Cholernie ciepłym.
Dziękuję. – dodała po garści sekund, mając rzecz jasna na myśli „wschód słońca nad wodą”.
  Temat: Plaża III
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 454

PostForum: Alki Beach   Wysłany: 2020-11-19, 18:31   Temat: Plaża III
Nie odpuszczała. Nie całkowicie. Pozornie jednak puściła słowa mężczyzny w niepamięć. Utrzymywała iluzję czarującej naiwności, nawet jeżeli owa naiwność skazywała na ponowne zniewolenie – na tymczasową uległość pod ciężarem dominacji Thorntona. Symultanicznie zapisywała w głowie każde wyrzucone przez niego zdanie. Każde zerknięcie tatuowała we wnętrzu umysłu. Zachowanie blondyna poddawała wnikliwej analizie. Czy panna Sabini się nie pomyliła? Bawił się jej uczuciami? Na wzór pająka plótł sieć, umiejętnie wykorzystując okazje oferujące możliwość rzucenia dwuznacznym tekstem? Raz rozbierał szatynkę wzrokiem, innym razem zbywał insynuacje przy pomocy magicznego zaklęcia: „przyjaźń”.
W samochodzie zezwoliła sobie na nieco więcej luzu. Obejmując rękoma przedni fotel pasażera, policzek przytuliła do zagłówka; by z ukosa obserwować orli profil Edmunda i z szerokim uśmiechem podpytywać: o przyjaciół z dawnych czasów, o detale przejmującej opowieści, o ilość procentów w rosyjskiej wódce. O wszystko, co mogłoby okazać się dla szofera znaczące i przybliżyć go odrobinkę do domu. Nie potrafiła sobie wyobrazić jak to jest – tkwić na obcej ziemi, tak daleko od ojczyzny. Tęsknić za nią i deklarować ową tęsknotę poprzez raczenie ludzi przydługawymi anegdotkami. Kochała Eddiego. Na ten dziwny sposób, w jaki kochała absolutnie calutki świat.
Chociaż złamane serce dostawało palpitacji, panna Pilby działała w znacznym spowolnieniu. Robiła dziś tak wiele „mentalnych zdjęć”... Tak wiele obrazków zapisywała w skarbnicy reminiscencji najdroższych duszy... Plecy ubrane w brązową kurtkę na tle opustoszałej plaży. Cyk. Wielkie, błękitne oczy z iskierkami tańczącymi na granicy tęczówek. Cyk. Kubek trzymany pomiędzy szorstkimi rękoma i żyłki poruszające się pod cienką warstwą napiętej skóry. Cyk. Gdyby ktoś zapytał: dlaczego; umiałaby dokładnie określić co ją w nim urzekało. Istniała w nim zaskakująca delikatność. Miękki środek pod grubą zbroją.
Wiatr wzbierał i odpływał na południowy-zachód. Podrzucał włosy dziewczyny ku górze i czekał aż opadną. Głos chirurga dotarł do uszu Lo natychmiastowo, aczkolwiek odczekała chwilkę z odpowiedzią. Dłuższą pauzę patrzyła na budzący się dzień zamknięty w wielkiej kuli wschodzącego światła. Zdawało się, jakby wcale nie usłyszała tej kolejnej zaczepki; ale koniec końców wbiła w rozmówcę oczęta - lustrowały twarz lekarza w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania dopiero wyczekujące uformowania. – Nie. – mruknąwszy, zerknęła ku wargom Clive’a. Skórę Molly obsypał deszcz gęsiej skórki. – Nie chciałabym być tu z nikim innym. – powoli uwaga błyszczących ślepi znowu zogniskowała się na wpatrującej się w nią toni oceanów. Albo dwóch, nieskończonych niebach. – To właśnie liczyłeś usłyszeć, prawda? – prawa brew Lolly pomknęła ku górze a pełne usta wygięło łagodne rozbawienie. – Na co liczysz? – eh, zwrócona w jego kierunku traciła spektakl. Chociaż... czy właśnie nie przypatrywała się najwspanialszemu przedstawieniu spisanemu w didaskaliach targających chłopakiem emocji? Z westchnieniem rezygnacji usiadła na miękkim piasku, piegowatą buzię obracając do słońca. Na czole guwernantki pojawił się rys znajomej zmarszczki – wychodziła z ukrycia zawsze podczas rozmyślań nad szczególnie trudnymi dylematami. – Naprawdę wierzysz, że się uda? Że się zaprzyjaźnimy? Może byłam głupia a Ty miałeś rację. - wcześniej Pilby nie kwestionowała motywów szefa do tego stopnia, ale aktualnie – gdy rady Any bezustannie dźwięczały w uszach – nie ufała nikomu.
  Temat: Logan
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 35
Wyświetleń: 685

PostForum: telefony   Wysłany: 2020-11-19, 14:17   Temat: Logan
Logan
Nie wydajesz się zaskoczony.

Gdzie jedziemy?
  Temat: 5 | maybe i don't want to defend myself against you anymore?
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 76

PostForum: 131   Wysłany: 2020-11-19, 14:13   Temat: 5 | maybe i don't want to defend myself against you anymore?
Bóg rzucił kośćmi, ale jedno z nich wyszło na prowadzenie. Dotychczas zwyciężał pan Thronton. Posiadał nad szatynką niezaprzeczalną przewagę. Nie tylko jako szef dzierżący niepodzielną władzę nad pracownicą, lecz również osoba dostrzegająca szerszą perspektywę okoliczności w jakich się znaleźli. Do niedawna Molly tkwiła uwięziona w ślepej wierze w przestarzałe ideały. Trzymała na oczach klapki. Dopiero teraz zaczynała obserwować i widzieć rzeczywistość taką jaką jest naprawdę. Lo wciąż brodziła w urojeniach, lecz z wolna podążając ku wyzwoleniu. Nowym horyzontom. Wykluwała się po raz drugi. Proces powtórnych narodzin był niespieszny i przede wszystkim zatrważający. Niełatwo zdobyć się na przyznanie do klęski, przekreślenie każdej rzeczy; która niegdyś pozostawała przyjaznym drogowskazem na krętych ścieżkach życia. Szczęśliwie, panna Pilby zdążyła zaplanować pierwszy krok. Najcięższy, najbardziej bolesny. Nadal oczekiwał na realizację, aczkolwiek musiało do niej dojść prędzej niż później. Ana otworzyła prawe oko przyjaciółki, Logan zajął się drugim i nie było ucieczki przed prawdą. Nie kochała Richarda. Nie w sposób w jaki z góry zakładała.
Obejrzała się przez ramię, spojrzeniem wodząc po wypucowanym oknie. Niewiele dostrzegła. Łuna nieśmiało wschodzącego światła nie pomagała w określeniu temperatury. Tak czy owak, wychodzenie w szlafroku nie wchodziło w rachubę.
„...może wcale nie chodzi o spełnienie Twojego marzenia...”; „- może jesteś jedynie na doczepkę?” Trafił w dziesiątkę. Właśnie takie rozmyślania nie dawały kobiecie spać po nocach, nie zezwalały na pełną zgodę na zakochanie się w Clivie. Ponieważ owszem, troszkę późno; lecz dojrzała do przyjęcia przykrej teorii jako faktu. Zakochiwała się w nim. W ten inny, pierwotny, właściwy sposób. Książki, filmy, bajki kłamały. Miłość nie była spokojem. Nie istniała jedna recepta dla każdego. Dla nauczycielki uczucie okazało się żywiołem. Pożarem. „Jakbym połknęła słońce i spalała się od środka.”Gdyby tak było straciłabym do Ciebie szacunek. - ...i do siebie. – Ukryte zdolności? – wraz z akceptacją pewnych zależności pojawiła się ponadprzeciętna ostrożność. Paloma otrzymała od losu ziarenka sceptycyzmu i rozgoryczenia. Tego samego dnia zasiała je w sercu i patrzyła jak wypuszczają pędy. „Faceci kłamią i manipulują. Nie daj się złapać w pułapkę.” Oh nie, nigdy więcej klatek. Nawet złotych. – Jakie ukryte zdolności masz na myśli? – posławszy rozmówcy niewinny uśmiech, wbiła w niego wyczekujące; przerażająco bystre oczęta. Prowokowały. Nie było w nim charakterystycznego zamglenia. Wyłącznie determinacja i cicha prowokacja.
- Chętna do... wyjazdu na ryby? – przez aneks kuchenny oraz salony przepłynęła fala wdzięcznego śmiechu. – Nie, nie mogłabym. Na pewno ucieszy się mogąc spędzić z Tobą odrobinę czasu sam na sam. Zasłużyliście na chwilkę dla siebie. Fajnie, że robicie coś wspólnie. – po parsknięciu na twarzy Lolly pozostał wyraz szczerego zadowolenia. Fakt, iż Clive pielęgnował relację z synkiem napawała jej ciało dodatkowym ciepłem. Wyobrażała sobie ich we dwójkę – łowiących maleńkie płotki, stare buty albo zwyczajnie wpatrujących się w przestrzeń i zazdrościła. Ugh, coraz częściej egzystencją guwernantki rządziło doznanie kłującej zazdrości. Tym razem szło o posiadanie owej szczególnej więzi. Tak potwornie pragnęła zostać matką, aż każda komórka w organizmie stawała się ociężała i obolała na myśl o przeraźliwym, rozrywającym duszę braku. Różowe wargi zadrżał, kiedy lekarz zaczął marudzić na Edmunda. Prędko zwilżyła je końcówką języka, by kiwnąć ochoczo łepetyną. – Dwadzieścia pięć. Ale mogą poczekać na inną okazję. Chodźmy. – po złapaniu z kołka jeansowej kurtki oraz przejściu przez drzwi frontowe poczekała aż dołączy do niej muł juczny Thornton. Zamknąwszy mieszkanie ramię w ramię z blondynem zeszła na dół.

/2zt -> nad wodę!!
  Temat: Logan
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 35
Wyświetleń: 685

PostForum: telefony   Wysłany: 2020-11-18, 13:52   Temat: Logan
Logan
Wybacz, że się nie odzywałam. Musiałam przemyśleć wiele spraw. Rozstałam się z Richardem. Nie chcę jeszcze o tym rozmawiać, ale potrzebowałam to komuś napisać. Wszystko jest w porządku. Ściskam.
  Temat: #4 | Learn to live to love to always nod - yes
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 118

PostForum: 131   Wysłany: 2020-11-18, 13:41   Temat: #4 | Learn to live to love to always nod - yes
Nerwowo przygryzła dolną wargę. – Co z nią? – ciemne oczy powiodły po przestrzeni, jakby w akcie desperacji przed wstydem ratując się ucieczką. Finalnie jednak ponownie odnalazły błękitne tęczówki Sabini. – Jest w ciąży. Z Clivem są w separacji, od niemal roku. Rzekomej separacji. Wciąż razem mieszkają no i... tak, jest... w ciąży. – drobny nosek podmarszczyło zażenowanie. – Sympatyczna. Odrobinę oziębła, ale non stop przesiaduje w szpitalu; więc... bo jest lekarzem, podobnie jak on. – im bardziej wgłębiała się w kwestie rodzinne Thorntonów tym mocniejszego doświadczała skrętu w trzewiach. – Cóż ja... – w pierwszym odruchu zamierzała obronić obydwu delikwentów. Jak zwykle. Lecz zabrakło jej sił na defensywę czyjegoś dupska. Richard wiedział jakie są pragnienia partnerki, acz zbywał je i torturował ukochaną bezsensownym oczekiwaniem na „odpowiedni” moment; który nigdy nie nadchodził. Chirurg mógł po prostu uznawać flirt za świetną zabawę. Ratowanie samego siebie od nudy codzienności – skoro już okrutny los wymusił na nim porzucenie uwielbianej pracy oraz powołania. Ona...? Nie odnajdywała się w realiach pozbawionych celu. Bez opiekuna, bezpiecznego gniazda męskich ramion. Nie umiała poradzić sobie w wielkim świecie. Zawsze polegała na facetach. Najpierw na ojcu. Gdy ojciec zmarł – na wujku Franklinie. Później w swe intrygi wplatała starszego brata. Wreszcie odnalazła Donnelly’ego. Miał być ostatnim przystankiem – tym, zapewniającym miłość „póki śmierć ich nie rozłączy”. Lo uzależniła się od czyjejś troski. Nie chciała się jej pozbywać.
Inaczej postrzegała rzeczywistość. Ze złamanymi obiema nogami upierałaby się, by pójść do pracy; ugotować lubemu obiad, zrobić babci zakupy. Ponadto, nie pojmowała potrzeby utrzymywania konkretnego „wizerunku”. Sama nia musiała o nic dbać ani walczyć w owym zakresie; więc po krótkim wytłumaczeniu wydała z gardła ciche: - Oh, no tak... – po czym wątek kostki odrzuciła na bok. Choć w „no tak” wybrzmiewały echa niezrozumienia.
Kocham go. Na dłuższy moment Molly zaniemówiła. Czujnie obserwowała przyjaciółkę a z jej gardła nie wydobywał się pojedynczy, cichy dźwięk. Zero okrzyków ekscytacji, wstrzymanego oddechu lub gwizdu wyrażającego podziw. Zamyślona przypatrywała się rozmówczyni, bezustannie analizując ładną buzię Any. Przy tym świetle blondynka wyglądała niczym porcelanowa laleczka. Przez kręgosłup guwernantki przeskoczył impuls. Zazdrość. Anabelle zadeklarowała swą miłość tak stanowczo. Jak to zrobiła? – Skąd wiesz? – mruknąwszy, Pilby wypaliła pytanie; którego raczej żadna osoba nie spodziewałaby się po zwariowanej romantyczce. – Jak to rozpoznajesz?? Kiedy to rozpoznałaś?? – i dopiero po dłużej chwili skupienie opuściło oblicze szatynki a różowe usta wykręcił szeroki, szczery uśmiech. – To wspaniale! Znaczy... to jest wspaniałe, prawda? Czy on się domyśla? – nie czekając na odpowiedź machnęła ręką jak gdyby ofukana na wszystkich przedstawicieli płci „brzydkiej”. – Na pewno nie. Panowie są cholernie niedomyślni, czyż nie? Jak zgraja dzieciaków! – ująwszy otwartą butelkę za zgrabną, szklaną szyję nauczycielka pokonała dzielący ją od przyjaciółki dystans i przycupnęła tuż obok. Polała drugą kolejkę. Przerwa w „celebracji” przyzwoliła na dostrzeżenie szerszej perspektywy. Istotnie, sprawa była pogmatwana. – Wciąż tęskni za żoną...?ona z całą pewnością myślałaby o zmarłym mężu.
  Temat: Jaki masz dzisiaj humor?
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 114
Wyświetleń: 1963

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2020-11-16, 07:29   Temat: Jaki masz dzisiaj humor?
  Temat: #4 | Learn to live to love to always nod - yes
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 118

PostForum: 131   Wysłany: 2020-11-16, 07:25   Temat: #4 | Learn to live to love to always nod - yes
Podążając za poradą przyjaciółki wzięła głębszy wdech po czym powoli wypuściła powietrze z płuc. Nie przeszkadzało jej, że być może właśnie wyolbrzymia drobny problem; że prawdopodobnie przesadza i zachowuje się jak karykatura człowieka. Głęboko w sercu postawiona przed nią diagnoza uderzyła w nieodpowiednie struny rozedrganej podświadomości. Ziarno wątpliwości (a raczej zapewnienia o rodzącym się uczuciu do Thorntona) zostało zasiane i wyłącznie czekało na pielęgnacje, jaką za parę dni miała zapewnić niezbyt przyjemna wiadomość od Logana. Nikt nigdy nie uprzedzał, iż dociekanie prawdy okaże się równie bolesne.
- Nie, nie. Nie wydaje mi się. – przez moment powtórnie zanurzyła się w reminiscencjach minionych tygodni. W blasku księżyca pod którym stali z Clivem podczas przyjęcia zorganizowanego przez wspólnego znajomego. W gorącu jakie rozpływało się po podekscytowanym ciele, gdy stał blisko niej na balkonie. Ekscytacji oraz wściekłości zrodzonych z „parkowego incydentu”. – Wydaje mi się, że między nami nic nie było. Raz... może dwa... Miałam wrażenie, że chce... Nachylał się... Ale to pewnie moja wyobraźnia. Wiesz, że często wyobrażam sobie różne rzeczy. – zerknąwszy na blondynkę posłała Anabelle przepraszający uśmiech, jak gdyby zawracanie komukolwiek głowy potencjalnymi fantasmagoriami wpisywało się w łamanie niespisanego przykazania. No i szukała potwierdzenia. „Tak, Lo. Z pewnością Ci się wydaje.” „Oczywiście! Ty bezustannie zmyślasz!” „Thornton nachylający się, żeby... co? Haha, dowcip Ci się wyostrzył; Lolly!”
Panna Pilby pochodziła z umiarkowanie religijnej rodziny. Po prawdzie, nikt nie umiał powiedzieć skąd wzięło się w niej ponadprzeciętne uwielbienie względem wszelkich rytuałów, modlitw, rozmów z kapłanem „prowadzącym”. Prawdopodobnie śmierć ojca odbiła się piętnem na kruchej psychice. W okolicy owego okresu guwernantka częściej zaglądała do cerkwii, kupowała nowe ikony i stała się stróżem „świętego kąta” czyli tradycyjnego, prawosławnego ołtarza domowego. Wyrobiła w sobie zestaw żelaznych zasad. Richard był pierwszym partnerem dziewczyny. Dostrzegała w nim wyczekiwanego królewicza. Oddała mu absolutnie całą siebie z pewnym zamiarem skończenia jako pani Donnelly. Rosnący afekt, ten; którego nie chciała – przed którym się zapierała burzył cały światopogląd Palomy.
- ...bo...? – wtrąciwszy uniosła brwi ku górze równocześnie mocząc usta w alkoholu. Dzisiejszego wieczora planowała się upić. Brewki prędko opadły, gdy do szatynki sens wypowiedzianych przez rozmówczynię słów. Poprawiła się na siedzeniu. – Co się dzieje...? – mózg automatycznie rozpoczął tasowanie różnych scenariuszy. Jeden okazywał się gorszy od drugiego. - Pogmatwane...? Jestem specem od pogmatwanych spraw. Powiedz o co chodzi a ja zerknę na to okiem eksperta i wydam wyrok w jak bardzo skomplikowanej sytuacji rzeczywiście się znalazłaś, hm?
  Temat: 5 | maybe i don't want to defend myself against you anymore?
Paloma Pilby

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 76

PostForum: 131   Wysłany: 2020-11-16, 07:15   Temat: 5 | maybe i don't want to defend myself against you anymore?
Paloma dopiero docierała do swojego olśnienia i wcale nie czuła, że prawda ją wyzwala. Wręcz przeciwnie – akceptacja raczkującego uczucia do chirurga (które z każdą sekundą wydawało się nieznośnie przybierać na sile) była torturą. Intensywność wyrzutów sumienia z jakimi dziewczyna musiała się borykać po spotkaniach z mężczyzną okazywała się równa doznaniu ekstazy wypełniającej ciało podczas tych zbyt krótkich chwil razem. Teraz również wiedziała co powinna zrobić. Co zrobiłaby przyzwoita kobieta. Roześmiałaby się, z gracją machnęłaby ręką i zasugerowała; by nieoczekiwany gość wrócił do domu. Do ciężarnej żony.. Powinna zamknąć mu drzwi przed nosem. Dopuszczalne byłoby wkurzenie się, zwyzywanie delikwenta, obrzucenie kaskadą oskarżeń. Niemniej, z dnia na dzień Lo coraz zgrabniej poruszała się po planszy. Przestawała pełnić rolę biernego pionka. Siedziała na ogonie samemu Mistrzowi Gry i czerpała z tego niesamowitą przyjemność.
W ślad za nim przymrużyła powieki. Zaspany czy nie umysł zarejestrował wplecioną w zdanie dwuznaczność. Insynuacje niezbyt przypadły Molly do gustu. Szczególnie, iż gdyby zechciała wytknąć lekarzowi „dowcip” uniósłby dłonie w obronnym geście i winę zrzucił na jej rzekomo brudne myśli. Clive to świetny strateg i... Cholera, może miałby rację...? Może jednak panna Pilby dostrzegała nieistniejące drugie dno w prostej, szczerej wypowiedzi? – W szlafroku? – przekręciła głowę na bok, wpatrując się w rozmówcę z powątpieniem. Gdzieś w głębi duszy ucieszyła się z decyzji narzucenia na ramiona podomki. Odsłaniała tyle, ile należało odsłonić; by pobudzić męską wyobraźnię.
- Rach-ciach. Ehe. Pewnie. – nauczycielka nadal nie wierzyła w czyste zamiary szefa. Wciąż wewnętrznie zapierała się przed ideą mieszkającego w Thorntonie romantyzmu. Ale szła w „to”. Czemu nie? O szóstej rano nie miała nic innego do roboty. – Kuubeek... - nie czekając aż skończy gadać zniknęła za niedomkniętymi drzwiami do sypialni gdzie znowu złapała głębszy wdech, palcami przesuwając po swoim chłodnym policzku. Przez parę uderzeń serca rozmyślała czy nie wywalić blondyna za próg – nadal jeszcze był czas na naprawdę początkowego błędu! Ostatecznie zwyciężył kaprys. Przegrała. Poddawała się pragnieniom; nadziei na doświadczenie czegoś więcej. Więcej niż opanowaniu jakie dominowało w szatynce w towarzystwie Richarda. Wyciągnąwszy z szafy parę jeansów i długi, beżowy sweter (na moment ręka zawisła jej nad wieszakiem z szarymi dresami Donnelly’ego, ale nie - ominęła je) schowana za jednoskrzydłowcami poczęła zsuwać z ramion halkę oraz ramiączka koszulki nocnej. Materiał natychmiastowo spłynął na dywan. – Musi Ci się naprawdę nudzić!! – krzyk szatynki przetoczył się aż do salonu. Zwykle wpisywała się w sztab perfekcyjnych lokatorów, także sąsiedzi raczej wybaczą ten jednorazowy wybryk, hm. – ...biegasz za pracownicą biedną jak mysz kościelna i spełniasz marzenia jak jakaś fundacja charytatywna... – po zapięciu guzika przy spodniach z uśmiechem na ustach wciągnęła sweter przez głowę. – Dobra, nie biegasz. Każesz się wozić biednemu Eddiemu. – jeszcze tylko poprawka grzywki w lustrze, złapanie sztruksowej kurtki i wróciła do salonu. Niemalże gotowa do wyjścia. – I nie, z tą „biedną jak mysz” nie chodziło o podwyżkę. Chociaaaż... – przyszła w samą porę, aby przepchnąć się obok Clive’a i wyłączyć wodę zanim jego ręka zdążyła dotknąć gałki. - ...po dzisiejszym poranku Edmundowi pewnie się należy. - oczyma prześwietlała mu twarz. Był tak blisko. Uzależniała się od tej bliskości. – Skoro goni nas czas kawy zalej nam w tych wysokich, ceramicznych. W tamtej komodzie są przykrywki, weźmiemy je ze sobą. A ja znajdę klucze... – gdy do pięknego umysłu dotarło, że nie wie gdzie je zostawiła; w roztargnieniu pozwoliła by „chwila” wypełniająca powietrze elektrycznością minęła i zaczęła przemieszkać się po pomieszczeniu niczym tornado. Przesuwała miski, otwierała szuflady. Nawet zajrzała do klatki zaskoczonego Dumbo – zgubę finalnie znajdując na kanapie, pod jedną z poduszek.
 
Strona 1 z 9
Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, październik - 71 punktów
Ruda dwudziestosześciolatka, która w Seattle mieszka od nieco ponad dekady. Podobno tańczy jak szalona, gdy układa ludziom fryzury. Lubi chwalić się, że jest tą starszą z bliźniaczek. Możesz pomylić ją z Tottie.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, październik - 83 punkty
Szalony pisarz, który oprócz przelewania fabuł na kartki książek - wciela je w życie. Znany bohater Seattle oraz celebryta, który wystąpił u Ellen DeGeneres i wcale nie była to wizualizacja.