kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Szukaj
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre
uwaga
WEATHER ALERT! Ostrzeżenie przed burzami dla obszaru Seattle.Czytaj dalej.
uwaga
Powstało subforum o nazwie "Alternatywna rzeczywistość".Więcej tutaj
uwaga
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.

Znalezionych wyników: 69
Dreamy Seattle Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: nieobecności
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 251
Wyświetleń: 4069

PostForum: sprawy organizacyjne   Wysłany: 2021-02-15, 22:47   Temat: nieobecności
Imię i nazwisko: Mandy O'Hara, Martin Richardson, Dottie Heughan
Długość nieobecności: do 1 marca
Powód: wpadać i pisać będę, ale najbliższe półtora tygodnia zapowiada się dosyć ciężko </3

[ Komentarz dodany przez: Kiara Wallace: 2021-02-16, 08:35 ]
Nieobecność uznana i dodana do spisu.
  Temat: #6 Again... getting my hopes up for nothing
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 94

PostForum: 237   Wysłany: 2021-02-08, 23:52   Temat: #6 Again... getting my hopes up for nothing
Gdyby wiedziała, że właśnie stoi przed TĄ kobietą, o której poprzedniego wieczora opowiadał jej Jona, pewnie bardziej fortunnie dobierałaby słowa. Ale nie miała o tym zielonego pojęcia. Kac tym bardziej nie pomagał w wyłapywaniu jakichś słownych potknięć Mari, czy nawet jakiegokolwiek zdenerwowania w jej głosie czy twarzy. O wiele bardziej skupiała się na własnym fizycznym dyskomforcie i próbach utrzymania Stitcha, który to najbliższe drzewo tylko obwąchał i już się rwał do dalszego spaceru, a najlepiej joggingu. Nie miała siły i ochoty ani na jedno, ani na drugie.
Mhm — przytaknęła na pytanie Marianne, chociaż dla niej to zawsze był "Fitz, brat Jonathana", nie odwrotnie, bo drugiego Wainwrighta nie znała aż tak dobrze. Widocznie Chambers lepiej poznała tylko jednego z braci.
W pierwszej chwili jakoś nie skojarzyła faktów. Przytaknęła lekko na wspomnienie imienia Gabe'a i tego, że tu mieszkał - oczywiście, wiedziała to. Dopiero, gdy padło słowo prywatnie, nieco się zmieszała. — Och — wymknęło jej się z ust ciche westchnienie. Sprawa wcale nie była dla niej jasna. Gabe przyznał jej się co prawda, że jego oficjalny związek jest tylko fikcją, ale nie sądziła, by był przy tym przykrywką dla romansu z własną asystentką. Z drugiej jednak strony myśli jakoś automatycznie podążyły w wiadomym kierunku. To, że akurat Marianne przygotowała tamto przyjęcie w jego apartamencie też było zastanawiające. Było wcześnie (choć pewnie wcale nie TAK wcześnie, jak się jej zdawało), a jej umysł nie mógł wymyślić sensownego powodu, dla którego kobieta mogłaby odwiedzać prywatnie swojego szefa o tej porze. Chyba, że może właśnie od niego wychodziła... — Nie, mój — odparła lekko zamyślonym głosem, gdy Mari zaczęła wypytywać o psa. Ta nagła zmiana tematu też wydawała się podejrzana. — Wabi się Stitch, od tej postaci z bajki. Jak go znalazłam w schronisku był dziki i nieprzystosowany do życia z kimkolwiek, ale szybko okazało się, że pod spodem kryje się najkochańszy pies świata — dodała, pochylając się i głaszcząc czule zwierzaka po łbie. — Co u Gabe'a? — postanowiła jeszcze wrócić do tematu Hargrove'a. Tak naprawdę nic jej do tego, z kim jej dawny przyjaciel się spotykał i z kim urządzał poranne (lub nocne) schadzki. Daleko jej było do oceniania czyichkolwiek wyborów, tym bardziej jego. Mimo to Mari wzbudziła w niej pewnego rodzaju ciekawość i... może delikatne zmartwienie? Od świątecznego przyjęcia, na którym Gabe wysyłał jej bardzo sprzeczne sygnały, nie miała okazji z nim porozmawiać, a po zeszło nocnej rozmowie i boksowaniu z Joną obiecała nawet trzymać się od niego z daleka, ale coś było jednak od niej silniejsze. Jakiś dawny sentyment. Ale czy tylko?
  Temat: Just because you can, doesn't mean you can.
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 115

PostForum: gry   Wysłany: 2021-02-08, 22:54   Temat: Just because you can, doesn't mean you can.
Przestraszył ją nieco tym burknięciem, ale zamaskowała tę reakcję pociągnięciem kolejnego łyku alkoholu. Ross jednak zdania nie dokończył. W bardzo łatwy sposób mógł przecież odbić pałeczkę i zacząć jej dogryzać lub ciągnąć za język odnośnie jej problemów, a tego oczywiście nie chciała. Na jej głupie szczęście mężczyzna chwilowo jej odpuścił. A może poczuł, że mimo wszystko potrzebuje to wszystko z siebie w końcu wyrzucić? Tym razem tak na trzeźwo? Tak czy siak, bardzo jej to w tej chwili pasowało. — Weekend to nie jest "dłuższa przerwa" — wytknęła mu, chociaż poczuła się dziwnie wypowiadając te słowa na głos. Równie dobrze to samo mogła powiedzieć sama sobie, zamiast udawać, że te dwa, w porywach na dwa i pół dnia cokolwiek zmieni. Ta cała frustracja i ból nie miną tak po prostu, tylko dlatego, że wyjechała gdzieś dalej. A nawet jeśli, to powrócą prędzej czy później, gdy już znajdzie się ponownie w Seattle, bliżej tych jej wszystkich problemów. Zdawała sobie z tego sprawę cały czas, gdzieś z tyłu głowy, po prostu odsuwała od siebie tę myśl jak najdalej. — Słuchaj, ile lat jesteście już przyjaciółmi? — zapytała czysto retorycznie, bo pewnie coś jej jednak kiedyś o tym wspominał. Po prostu chciała podkreślić bardziej swój kolejny argument. — Po takim czasie przyjaznego śmieszkowania o wszystkim i niczym, pewnie ciężko jej załapać, że tym razem mówisz coś bardziej serio — wytłumaczyła. Gdyby Jonathan, jej najlepszy przyjaciel rodzaju męskiego, któregoś dnia zaczął w jej stronę rzucać jakieś bardziej romantyczne aluzje, pewnie też wzięłaby je za żart. — Chodzi mi o to, że pewnie nigdy nie rozpatrywała waszej relacji w... hm, bliższych kompozycjach — kontynuowała. — Chodzi mi o to, że powinieneś być bardziej bezpośredni — dodała jeszcze. Trochę go rozumiała. Bezpośrednie odrzucenie na pewno byłoby bardziej bolesne, niż to, co fundowała mu Jack do tej pory. Ale z drugiej strony... Kto wie. Może kobieta potrzebowała tylko bardziej jasnego sygnału ze strony Rossa, by spojrzeć może na ich relację nieco... inaczej.
  Temat: #4 And since we've no place to go...
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 36
Wyświetleń: 859

PostForum: 210   Wysłany: 2021-02-01, 19:44   Temat: #4 And since we've no place to go...
Oczywiście! — skłamała w odpowiedzi na pytanie Jonathana. Wiedziała, że tym jednym słowem i posłanym mu zaraz po tym uśmiechem nie zamydli mu oczu, ale nie chciała rozmawiać o tym wszystkim, co działo się teraz w jej głowie i sercu. Nie teraz, na przyjęciu, wśród tych wszystkich znajomych i nieznajomych ludzi. Wolała po prostu znieczulić się alkoholem i zająć ciało i myśli czymś innym. Chociażby tańcem właśnie. Poniekąd to dlatego właśnieJerome'a, a nie przyjaciela wyciągnęła na parkiet jako pierwszego. Emerson zdawał się dziś bardziej zajęty własną głową, niż tym, co się działo wokół niego. I Mandy w tej chwili to bardzo pasowało.
Szybko zorientowała się, że Jer raczej nie tańczy, więc przejęła pałeczkę i to ona zaczęła prowadzić ich oboje. I właściwie nie było tak źle, dopóki po prostu bujali się, dreptali powoli w kółko do rytmu i nie wypróbowywali żadnych bardziej zaawansowanych figur. W pewnym momencie pożałowała trochę, że przed wyciągnięciem mężczyzny na parkiet nie polała sobie kolejnego, porządnego drinka, którego teraz mogłaby powoli sączyć. Jej wzrok wciąż mimowolnie kierował się na kolejnych gości Gabe'a i samego gospodarza, a myśli wciąż nie była w stanie do końca opanować. Przynajmniej do czasu, aż Jerome nie zadał swojego pytania... — Nie — odparła, odchylając się nieco, by móc lepiej przyjrzeć się twarzy narzeczonego przyjaciółki. — A powinna? — dopytała jeszcze, marszcząc nieznacznie brwi. Udało mu się skutecznie odwrócić jej uwagę od własnych problemów. No i naprawdę ją zainteresował. Lekko nawet zmartwił. — Co się dzieje, Jer?
  Temat: Oh Mandy!
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 15
Wyświetleń: 343

PostForum: relacje   Wysłany: 2021-01-25, 22:19   Temat: Oh Mandy!
Ooo, podoba mi się! Mandy w sumie już mogła te rolki kupić, ale przez całą sprawę z Lancem jeszcze ich nie zdążyła użyć ani razu, więc Stella mogłaby ją kiedyś na nie w końcu wyciągnąć ^^ Poza tym w karcie wyczytałam jeszcze, że Stella rysuje! O'Hara mogłaby ją namawiać, by spróbowała kiedyś popełnić coś "poważniejszego", niż te bazgroły w szkicowniku ;>
  Temat: #6 Again... getting my hopes up for nothing
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 4
Wyświetleń: 94

PostForum: 237   Wysłany: 2021-01-25, 22:02   Temat: #6 Again... getting my hopes up for nothing
~ 10 ~

Obudził ją Stitch. Nauczony nie wskakiwać do obcych łóżek, położył pysk na jej poduszce i bez ostrzeżenia zaczął ją lizać po twarzy. Mandy wydała z siebie niezrozumiały jęk, osłaniając się rękami, ale pies nawet nie myślał dawać za wygraną. W końcu nie tylko miała obcałowane całe przedramiona, ale też zsuniętą z siebie całą kołdrę. — Dlaczego nie obudzisz Jony? — mruknęła jeszcze, ale wiedziała, że to nic nie pomoże. Sama była sobie winna. Przyzwyczaiła Stitcha do porannych joggingów, to teraz miała...
Ze stęknięciem wygramoliła się powoli z łóżka, podczas gdy pies już zaczął odczyniać swój podekscytowany taniec. Nawet nie wiedziała, która była dokładnie godzina i nie miała ochoty tego sprawdzać. Było zdecydowanie jak na dzisiaj za wcześnie. Razem z Joną siedzieli do późna, również pili do późna i to - przynajmniej ona - dość intensywnie, ale chociaż zwykle wyklinałaby wczorajszą Mandy za jej głupie pomysły i obiecywałaby przyszłej Mandy, że już więcej alkoholu nie ruszy... tym razem jakoś nie potrafiła. Bo mimo niewyspania, pękającej głowy i ogólnego jakiegoś spowolnienia czuła się o wiele lepiej, niż przez ostatnie tygodnie. A jednak będzie musiała cofnąć wszystkie swoje sceptyczne komentarze, dotyczące metody Jony, przeprosić go i... podziękować. Tak, to ostatnie było najważniejsze.
Wyszła w tym, w czym spała - luźna koszulka i legginsy - po drodze tylko zarzucając na siebie płaszcz przyjaciela (bo był cieplejszy od tego jej) i nogi wsuwając w swoje krótkie kozaki. Z lodówki zgarnęła też jeszcze małą butelkę wody, zapięła Stitchowi smycz i opuściła apartament Jonathana na tyle cicho, że chyba zdołała go nawet przy tym nie obudzić.
W pierwszej chwili nie dostrzegła nikogo ani niczego. Słońce - chociaż wcale nie tak intensywne, jak wydawało się w tej chwili jej skacowanym oczom - oślepiło ją na krótki moment i zaatakowało jej głowę kolejną falą bólu. A mogła pomyśleć jeszcze o jakichś ciemnych okularach...
Hej — odpowiedziała odruchowo na powitaniem, chociaż głos nie mówił jej w tym momencie zbyt wiele. Twarz kobiety już trochę więcej, chociaż jej spowolniony w tej chwili umysł nie mógł skojarzyć kobiety z żadnym konkretnym imieniem. — Nie, ja... — urwała, bo zniecierpliwiony Stitch pociągnął ją mocno w stronę najbliższego drzewa parę kroków dalej. Zachwiała się, ale jakimś cudem utrzymała pion i dodreptała za psem do upatrzonego przez niego skrawka zieleni.
Marianne! — zawołała, gdy znajoma kobieta pomogła jej połączyć fakty. Automatycznie się też skrzywiła, bo takie podnoszenie głosu absolutnie nie służyło jej biednej głowie. — Oczywiście, że pamiętam. Wybacz, nocowałam u Jony... też był na tym przyjęciu, więc pewnie kojarzysz... no i trochę za mocno zabalowaliśmy — wyjaśniła pospiesznie z przepraszającym uśmiechem. Naprawdę było jej głupio, że nie poznała od razu Mari. — Gabe każe ci pracować w weekendy? — zapytała też. To, że może Hargrove (który też tu mieszkał) wysłał swoją asystentkę do przywiezienia mu z kancelarii do domu jakichś dokumentów, przyszło jej na myśl jako pierwsze.
  Temat: Kto do kogo pasuje?
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 8606
Wyświetleń: 164815

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-01-25, 02:40   Temat: Kto do kogo pasuje?
Lana
  Temat: Maszyny
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 244

PostForum: Seattle Boxing Gym   Wysłany: 2021-01-25, 02:33   Temat: Maszyny
Na usta cisnęło jej się, że nie to miała na myśli, ale kogo właściwie by chciała tym oszukać. Na pewno nie Melvina, skoro zdawał się czytać z niej dzisiaj, jak z otwartej księgi. Ani nie samą siebie. Właśnie to miała na myśli. Tylko zwykle po prostu w ten sposób do nikogo się nie odzywała. Nie po to, by tego kogoś w jakiś sposób zranić. Ale niestety... Jakkolwiek by nie próbowała się z tego teraz wymigać, tym razem z jej ust nie padło czyste, przyjazne droczenie się.
Z jakiegoś powodu to, że bez problemu poradził sobie z obciążeniem i że na dodatek przy nim maszyna już tak nie skrzypiała, sprawiły wspólnie, że poczuła się jeszcze gorzej. Tym bardziej to zaskakujące zrozumienie, które wręcz biło nie tylko z jego słów, ale również całej postawy. W głowie powtarzała sobie, że to właściwie jego praca. Że był psychologiem, że nie takie rzeczy widział pewnie na co dzień i już nauczył się z nimi wszystkimi radzić. Ale czuła, że nie chodzi tylko o to. Brancatisano był po prostu dobrym człowiekiem. I rzeczywiście się o nią martwił.
Westchnęła przeciągle. — Nie powiedziałeś — przyznała mu cicho rację, wiedząc, że skończyły się jej już argumenty. Co więcej mogła powiedzieć? Iść dalej w zaparte, że wszystko jest w porządku, kiedy ewidentnie rozsyłała wokół siebie na tyle negatywnych fluidów, by zwrócić jego uwagę? I zamęczyć sprzęt? Już sama we własnych uszach zaczęła nagle brzmieć cholernie śmiesznie. — Mhm, powiedzmy, że się tego trochę skumulowało... — zaczęła, przysiadając na ławeczce, którą jeszcze chwilę wcześniej zajmował Melvin. Wciąż nie chciała się zbyt mocno otwierać. Wciąż blokowała samą siebie przed powiedzeniem za dużo. Przed wyrzuceniem z siebie tej całej frustracji w bardziej konkretny, słowny sposób. A jednak wciąż mógł jej jakoś pomóc... Prawda? — Jak to wszystko znów rozrzedzić? W sensie... Skoro nawet maszyny mają mnie dosyć, to gdzie mam to wszystko... — urwała, bo zabrakło jej odpowiedniego słowa. Rozładować?
  Temat: Kto do kogo pasuje?
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 8606
Wyświetleń: 164815

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-01-24, 02:19   Temat: Kto do kogo pasuje?
Chandler :yay:
  Temat: #5 it's not the punch you expect that knocks you down
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 1
Wyświetleń: 46

PostForum: 237   Wysłany: 2021-01-24, 02:08   Temat: #5 it's not the punch you expect that knocks you down
~ 9 ~

Jesteś już! — zawołała, gdy tylko Jona podjechał pod budynek ośrodka rehabilitacji, w którym pracowała. Umówili się co prawda, że najpierw sama wróci do siebie i dopiero potem wpadnie do niego, ale z nieba jeszcze przed chwilą lało jak z cebra i to dlatego po niego zadzwoniła. Nie uśmiechało się jej dziś znów drałować na rowerze w taką pogodę i jeszcze po drodze znów kogoś spotkać... Tym bardziej, że do przewiezienia miała też kilka rzeczy - głównie rysunków jej podopiecznych, których absolutnie wolałaby nie zamoczyć. — Dzięki za pomoc — dodała już ciszej, przytulając go mocno na powitanie i całując z wdzięczności w policzek. Nawet, jeśli pogoda już się zdążyła poprawić, ta podwózka nie była właściwie takim złym pomysłem. Czasem tak głupio się zapierała, że coś zrobi sama, że nawet takie proste rozwiązania gdzieś jej umykały. — Rower zostawimy, w poniedziałek przyjadę do pracy swoim autem i go zgarnę. Chodź, to tylko dwa nieduże kartony — i pociągnęła go za sobą do środka budynku...

U niego wylądowali jakąś godzinę później. Głównie przez Mandy, która w domu nie tylko musiała się przebrać w coś pasującego bardziej do "wycisku", niż strój roboczy, ale również zadbać o to, by Stitchowi niczego nie zabrakło podczas pobytu u Jony. Wypuściła też go na dłuższą chwilę na podwórko, by załatwił to, co musiał. Wiadomo, że pies jednak najważniejszy.
Tak naprawdę nadal nie była przekonana do tego pomysłu przyjaciela, ale przed zbliżającą się rocznicą jej i Lance'a (czy wciąż mogła ten dzień tak nazywać, skoro nie byli właściwie razem?) była gotowa spróbować dosłownie wszystkiego. Jeśli weekend spędzony w siłowni Wainwrighta miał sprawić, że chociaż przez najbliższe dni, tydzień chociaż, będzie się lepiej czuła - super. Jeśli nie... cóż, przynajmniej nie będzie przez te dwa dni sama. To też było coś. Szczególnie teraz.
Zobaczysz, że nie będzie chciał potem wracać do domu — stwierdziła od progu, rozbawiona nieco, gdy Stitch wepchnął się pierwszy do środka apartamentu Jonathana i szybko znalazł sobie miejsce w części salonowej głównego pomieszczenia. Idąc psim śladem, pozwoliła sobie się rozgościć, w kuchni nalewając do miski Stitcha wody i podrzucając mu na dywan ulubioną zabawkę. — Ani ja — dodała, opadając zaraz na wygodną kanapę. Mimo wszystko chyba niespecjalnie się jej spieszyło do tego wycisku... Może jednak bała się, że zadziała aż za dobrze?
  Temat: Kto do kogo pasuje?
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 8606
Wyświetleń: 164815

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-01-24, 01:54   Temat: Kto do kogo pasuje?
^^
  Temat: SAM Gallery
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 2
Wyświetleń: 139

PostForum: Pike Place Market   Wysłany: 2021-01-23, 23:49   Temat: SAM Gallery
~ 8 ~

Starała się nie myśleć o tym dniu jako o tym najważniejszym, decydującym. Nie kłaść na samej sobie za dużej presji. Nie mieć względem Lance'a zbyt dużych oczekiwań. Podejść do tego wszystkiego na luzie, pod hasłem "będzie, co ma być", a jak nic z tego nie wyjdzie... cóż, wtedy spróbują czegoś innego. Na nic się nie nastawiaj, powtarzała jeszcze sobie przed wyjściem z domu. Nie chciała okazać mu tego zdenerwowania, kiedy już się zobaczą. Dać mu odczuć już na wstępie, że to nie jest takie zwyczajne spotkanie. Że to nawet nie jest zwyczajna randka, jeśli odważyłaby się w ogóle w ten sposób określić to wyjście do teatru. Świadomość jednak, że w gruncie rzeczy ryzykuje bardzo dużo, nie chciała jej opuścić. Do tej pory działała raczej stopniowo, małymi kroczkami, nie chcąc Hannigana przestraszyć ani do siebie przedwcześnie zrazić. Teraz dosłownie skakała na głęboką wodę. Tylko, że jak nie dzisiaj, to kiedy? Rocznice nie zdarzały się przecież codziennie. Szczególnie, kiedy zbiegały się z szóstą miesięcznicą oświadczyn.
Umówili się, że spotkają się już przed teatrem Benaroya Hall. Tak, jak wtedy. O godzinie, którą specjalnie dobrała tak, by drzwi na salę były już zamknięte, a spektakl trwał w najlepsze. Tak, jak on wtedy. Na sobie miała tę samą sukienkę, na nogach te same szpilki, na głowie tę samą fryzurę. Tylko w środku zdecydowanie większy bałagan, niż kiedykolwiek wcześniej. Na szczęście nie było to póki co chyba zbyt widoczne. Gadatliwy taksówkarz ani razu nie zapytał jej po drodze, czy się niczym nie struła, chociaż miała wrażenie, że tylko jedna niefortunna nierówność na ulicy dzieliła ją od zwrócenia... Właściwie niczego. Nie była w stanie nic przełknąć od wczoraj. Mimo starań nie była w stanie się tym wszystkim nie przejmować. Mimo obietnic składanych samej sobie, nie potrafiła nie mieć jakichś oczekiwań.
Miała ochotę zawrócić już w chwili, kiedy wysiadła z taksówki i odnalazła wzrokiem Hannigana na szczycie schodów prowadzących do teatru. Powtarzała sobie, że wciąż był tym jej Lancelotem - wciąż tym samym, chociaż może chwilowo zagubionym - ale potem przychodziły takie momenty, jak teraz... Nieco inna postawa, papieros gaszony w trochę inny sposób, tak odmienna jego reakcja na jej widok, ta różnica w posłanym jej uśmiechu... I już nic nie wiedziała.
Udała zaskoczenie, gdy okazało się, że spektakl już się zaczął. Jak to, przecież mam bilety! Och nie, rzeczywiście, źle spojrzałam na godzinę! Potem dobre kilka minut pozwoliła niby im obojgu pogłówkować, co tu zrobić w oczekiwaniu na właściwe przedstawienie, by w końcu rzucić propozycję wizyty w galerii sztuki. Dokładnie tak, jak on wtedy.
Przepraszam za to całe zamieszanie — powiedziała, kiedy już oddali płaszcze do szatni i powoli ruszyli alejkami galerii. — Tylko nie myśl, że zawsze jestem taka roztrzepana. Zwykle nie mylę szóstki z dziewiątką — zażartowała. Do niego to tak bardzo wtedy pasowało, że nawet nie podejrzewała go o jakieś niecne knucie za jej plecami. Teraz nie bardzo wiedziała, jak Lance mógł ją odbierać. — Mam nadzieję, że nie popsułam ci planów na resztę wieczoru — dodała jeszcze, odrobinę mniej pewnie, niż zamierzała. Jej spojrzenie mimowolnie uciekało z kolejnych obrazów i kierowało się w jego stronę. Chociaż raz za razem powtarzała sobie w duchu, że to przecież nie koniec świata, jeśli niczego nie przypomni sobie nawet po dzisiejszym wieczorze, ale myśli i tak biegły swoim torem. Sprawiając tylko, że coraz bardziej się denerwowała. I już nie była pewna, czy to wszystko to był na pewno taki dobry pomysł...
  Temat: Mandy -> Jonathan
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 202

PostForum: rozmowy telefoniczne   Wysłany: 2021-01-19, 00:18   Temat: Mandy -> Jonathan
Naprawdę doceniała, że nie próbował jej na siłę uspokajać. Nie mówił, że wszystko się ułoży, że wszystko będzie dobrze. Sama powtarzała sobie to każdego dnia, prawie na co dzień słyszała to od bliższych czy dalszych znajomych i chyba by nie zniosła, gdyby i on w tej chwili użył któregoś z tych sformułowań. Z jednej strony chciała, by tak sądził. By wierzył, że rzeczywiście jest taka silna, że to wszystko przetrwa, bez względu na finał. Że nie podda się, że będzie walczyła do końca. Z drugiej jednak... W tym momencie, kiedy już pękła i uchyliła mu nieco tego rąbka prawdziwych uczuć, które w niej siedziały... ostatnim, czego by chciała, było to, by je tak spłaszczał. To było ważne. To, że brał na serio jej emocje i że, w przeciwieństwie do niej, nie próbował ich umniejszać. Naprawdę to doceniała. Nawet, jeśli sama już po chwili na nowo, uparcie próbowała minimalizować swój ból. Może już inaczej nie potrafiła?
To nie wina Lance'a, ani innych ludzi, ani świata, tylko...moja, dokończyła już w myślach. — Nieważne — mruknęła już ciszej. Smutek i złość mieszał się w niej ze wzruszeniem, gdy słuchała słów Jony. Brzmiały tak dobrze, zachęcająco, ale mimowolnie każde z nich od siebie odrzucała. Bo czuła właśnie, że nie może pozwolić sobie na to wszystko. Nie teraz, nie tak wcześnie, nie w momencie, kiedy właściwie jeszcze wszystko mogło się wydarzyć. Nie miała prawa do tych wszystkich wątpliwości i strachu, i złości, i bólu, kiedy... no właśnie, nic się takiego niby nie działo, a jednocześnie mogło się zadziać w każdym momencie. To ona musiała być gotowa na każdą możliwość. A ciężko mówić o "gotowości", gdy wylewa się łzy na podłodze w kuchni...
Nie odpowiedziała od razu na jego propozycje. Nie bardzo wiedziała, w jaki sposób miałby jej pomóc taki wycisk. Chodziła już przecież na siłownia, zaczęła też pojawiać się na jodze. Co niby miał jej dać jakiś trening z Joną, skoro ćwiczenia jak dotąd sprawiały tylko, że robiła się tylko bardziej zła i smutna? Nie chciała jednak przyjaciela urazić. Chciał jej pomóc, wiedziała to mimo wszystko. — Chyba dopiero po nowym roku. Obiecałam jeszcze przed świętami pomóc z czymś w fundacji — właściwie nie kłamała, chociaż w gruncie rzeczy próbowała się wykręcić. Już wystarczająco Jonę zmartwiła, po co mu dokładać jeszcze faktem, że jego pomysł zda się na nic. Może jemu ćwiczenia pomagały, nie twierdziła, że nie, ale na nią najwyraźniej nie działały tak dobrze. — Ale zobaczymy się jeszcze przed tym świątecznym szaleństwem, prawda? Mam już coś dla ciebie — dodała jeszcze szybko, by nie odebrał jej wcześniejszych słów w jakiś nieodpowiedni sposób. Nie migała się wcale od jakichkolwiek z nim spotkań. Poza tym prezenty - fartuch z nadrukiem i specjalnie przez nią wystrugana i pomalowana drewniana figurka - oczywiście też nie mogły się zmarnować i za długo leżeć.
  Temat: Just because you can, doesn't mean you can.
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 6
Wyświetleń: 115

PostForum: gry   Wysłany: 2021-01-18, 22:45   Temat: Just because you can, doesn't mean you can.
Wcale nie planowała Rossa na tym wyjeździe wypytywać, ani tym bardziej wymuszać na nim jakichś zwierzeń. Wiedziała, jaki był. Zdawała też sobie sprawę z tego, że więcej wyciągnęłaby z niego, gdyby był pijany. Mieli się po prostu dobrze bawić, nie przejmując się niczym innym, niż śniegiem na stoku, dobrze przypiętym sprzętem i wyborem alkoholu w ośrodku. To pytanie tak jakoś jej się wymsknęło, ale teraz... Cóż, powiedzmy w skrócie, że jego reakcja tylko podkręciła jej ciekawość. — Wiem, że faceci mają z tym problem, ale ja mogę robić i jedno i drugie — stwierdziła z uśmiechem, idąc za jego przykładem i również próbując miejscowego grzańca. Im więcej rozmawiali o Rossie, tym jej umysł miał mniej okazji do przypominania jej o tym, jakim bajzlem było ostatnio jej życie. Zdecydowanie wolała cudze problemy od własnych. Szczególnie, że na te pierwsze potrafiła znaleźć rozwiązanie dosyć prosto. Na swoje... cóż, z tym było zdecydowanie gorzej. Przyciągnęła nogi znów bliżej siebie i obróciła się na kanapie nieco bokiem, by znaleźć się twarzą do Delacroix.— Czego się właściwie boisz? — zapytała szczerze zainteresowana, a nawet trochę też zatroskana. — Dlaczego po prostu z nią nie pogadasz albo nie zrobisz jakiegoś odważniejszego kroku? Nie wiem, jak młodzież teraz okazuje sobie zainteresowanie — to ostanie zdanie dodała, by wciąż pozostawić atmosferę mocno rozluźnioną. Nie o to chodziło, by go osaczyć. Po prostu odzywała się w niej ta romantyczna dusza, która chciała ni mniej ni więcej, tylko widzieć kumpla szczęśliwego. Może i na pierwszy, czy drugi (czy setny) rzut oka nie pasowało mu bycie w stałym związku, ale kto wie! Poza tym sama chyba też coraz mocniej była spragniona romantycznych uniesień, których nawet przed wypadkiem Lance'a było w jej związku raczej mało, głównie przez nią, więc chociaż chciała móc o nich posłuchać. — Jeśli to... — tu zrobiła podobny gest dłonią, co on wcześniej, zaznaczając okręgiem mniej więcej jego głowę i klatkę piersiową — ... wszystko jest na poważnie, to weekend tego nie zmieni, wiesz? Wrócisz, a ona wciąż będzie cię nieświadomie wodzić na pokuszenie — dokończyła. Po co miał się oszukiwać, że nagle po tym krótkim wyjeździe będzie lepiej? Co prawda sama w duchu okłamywała się w ten sam sposób, ale cśśś. Teraz o nim rozmawiali.
  Temat: Kto do kogo pasuje?
Mandy O'Hara

Odpowiedzi: 8606
Wyświetleń: 164815

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-01-17, 23:55   Temat: Kto do kogo pasuje?
^^
 
Strona 1 z 5
Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, styczeń - 669 punktów
Beztroska dwudziestopięciolatka, pochodząca z małego miasteczka. Romantyczka, szukająca księcia z bajki. Interesuje się modą i życiem w wielkim mieście. Ciężko pracuje, aby pomagać finansowo rodzinie. Dobry materiał na żonę, ale lepiej nie wpuszczać jej za kółko. Marny z niej kierowca.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, styczeń - 497 punktów
Osiemnastoletni kawaler, pochodzący ze wsi. Lubieżny ateista o brązowych oczach i skłonności do kłamstwa. Nie przepada za ciężką pracą i słabymi tekstami na podryw. Chętnie randkuje i być może złamie jeszcze niejedno męskie serce.