kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Szukaj
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre
uwaga
WEATHER ALERT! Ostrzeżenie przed burzami dla obszaru Seattle.Czytaj dalej.
uwaga
Powstało subforum o nazwie "Alternatywna rzeczywistość".Więcej tutaj
uwaga
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.

Znalezionych wyników: 117
Dreamy Seattle Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Pokój III
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 205

PostForum: La Hacienda Motel   Wysłany: 2021-01-17, 22:38   Temat: Pokój III
- To nic. Pomogę ci, w porządku?
Pytał, w tej swojej delikatności i obawie przed zrobieniem czegoś wbrew Cosmo, chociaż wiedział doskonale - obaj wiedzieli - że pytanie niczego nie zmieni, że musi mu pomóc, tym przecież było to “nie mogę Franklin”, którego domyślał się bardziej, niż faktycznie słyszał. Nie mógł usłyszeć, nie mógł nawet zobaczyć, bo drżące wargi ledwie się otwierały, policzki tylko wykrzywiły się w ten charakterystyczny sposób przy “nie” i to wystarczyło, by się domyślić i pochylić się. Ostrożnie złapał ramiona Cosmo i zaparł się, by go podciągnąć - niepotrzebnie zupełnie, nawet wyczerpany i pół-bezwładny Cosmo nie był ciężki, a ostatnie miesiące ciągłej fizycznej pracy wyrobiły Franklinowi trochę mięśni; wystarczająco, by teraz mógł zarzucić sobie rękę chłopaka na szyję, złapać go pod kolanami i mozolnym, lekko chwiejnym krokiem ruszyć po schodach do mieszkania.
Zaklął w myślach, gdy już tam dotarł, bo klucze w kieszeni miał, kolejny postój i przeszkoda, czemu nie pomyślał o tym wcześniej. Sapnął tylko “poczekaj”, odstawił go ostrożnie. Kieszeń, klucze, zamek. Kot plątał się pod nogami, ale to nic, nieważne zupełnie, wiedział, że kotka nie ucieknie. Znów podniósł Cosmo i nie przejmując się zostawianiem otwartych drzwi za sobą, ruszył już prosto do swojego pokoju. Łóżko nie było wygodne, Ashton często na to narzekał, prawie nigdy tu zostawać nie chciał, ale to nic teraz, mógł mu zaraz koc podłożyć.
- Wrócę zaraz.
Zamknął drzwi, wodę na herbatę wstawił, szybko sypnął Wakandzie jedzenie i do pokoju wrócił. Płaszcz, sweter. Cholera. Wyciągnął z szafy spodnie dresowe, koszulkę z długim rękawem i po szybkim rzucie oka na Cosmo, ciepłe skarpety. Pomógł mu się w to wszystko ubrać. Długo, mozolnie, nieporadnie, czuł się jak wtedy, kiedy Florian pijany do domu wrócił i próbował z niego ciasne spodnie ściągnąć i tę marynarkę, by się nie pogniotła. Podobnie bezwładny teraz Cosmo był i drżał ciągle, mówił coś chyba, łkał, ale Franklin nie mógł się na tym skupić; myślał o kocach, które zaraz wygrzebał, żeby Fletchera dodatkowo przykryć. O herbacie, którą chciał mu zalać, o Devonie, do którego chyba powinien zadzwonić. I przede wszystkim o tym, że to wychudzone, drżące ciało, teraz tak szczelnie przez niego opatulane w koce, łamało mu serce.
Kiedy miał siedem lat przyniósł do domu pisklę, łyse jeszcze, ślepe i wydające ciągłe, irytujące dźwięki. Z płaczem do matki pobiegł, że muszą go uratować, pomóc trzeba, bo inaczej przecież umrze, ale on nie wie jak, nie umie, mamo, on jest taki samotny i musi mu być zimno! Pamiętał jak niewiele to pisklę ważyło, ale jednocześnie życie jego, które zdawało się być tylko w tych niewielkich, franklinowych rączkach ciążyło mu niemiłosiernie przez kolejny tydzień, kiedy razem z Celiną ptaszęciem się zajmował, karmił i w nocy po pięć razy wstawał, żeby upewnić się, że jest z nim w porządku.
Z tym pisklęciem teraz mu się Cosmo kojarzył, drobny i bezbronny, pogrążony we śnie na płaskiej poduszce, która musiała Franklinem intensywnie pachnieć, bo już od dwóch tygodni nie zmieniał czerwonej pościeli. Zasnął, zanim woda na herbatę się zagotowała. Rysy twarzy mu się wygładziły, ale w głowie St. Verne’a już tylko ten ból i rezygnacja zostały, nic poza tym nie widział, bo Cosmo jak nigdy wcześniej bezbronny i delikatny mu się wydawał. Połamany, nie wierzący chyba, że jeszcze kogoś w tym świecie ma.
- Przykro mi, Cosmo - wyszeptał, stojąc nad tym łóżkiem, zagubiony przez chwilę. Tu nie było już Valerii, ani Celiny, które by mu pomogły, był teraz sam w tym wszystkim i flehtcherowe życie w klatce piersiowej mu ciążyło.
Przetarł twarz, odetchnął głębiej. Jedzenie, Frankie. I coś, co mu zbije gorączkę, jak się obudzi. Wodę. Ustawił to wszystko - wafle wygrzebane gdzieś z tyłu szafki, butelkę z wodą i opakowanie paracetamolu, bo to jedyne, co w domu znalazł. Więcej teraz nie mógł… prawda?
Usiadł na krześle przyciągniętym do łóżka i wsunął jedną rękę pod koc, żeby móc złapać dłoń Cosmo; potrzebował tego chyba, czuć, że chłopak nadal ciepły jest i żywy. Wolną dłonią przerzucał wyniki w wyszukiwarce, bo starał się znaleźć coś, co mógł przeoczyć. Coś, co powinien zrobić.
A potem przyszły wiadomości. Od Oscara, potem od Floriana jeszcze i zniknął z domu na kilka godzin; próbował dobudzić Cosmo i powiedzieć mu, że musi wyjść, bo to coś naprawdę ważnego, ale zostawi go z Ruth, dobra? Ruth jest miła i mu pomoże, to jego dobra przyjaciółka, można jej zaufać.
Nie wiedział, kiedy w końcu udało mu się wrócić. Ruth przysypiała na kanapie w salonie, ale obudziła się, gdy Franklin wszedł do mieszkania. Cosmo z kimś przez telefon rozmawiał, nie chciał nic zjeść. Głównie spał. Podziękował jej i zamówił taksówkę, ignorując ścisk w żołądku na myśl, ile to go będzie kosztować. Nieważne teraz.
Zrzucił buty, spodnie, koszulę, w której był cały dzień. Z jednego koca i paru swetrów zrobił sobie posłanie, drugim kocem się przykrył - jak nigdy cieszył się, że kotka, teraz zwinięta na brzuchu Cosmo, tak w kocach lubiła się bawić i ciągle jej nowe znosił na tory przeszkód. W starych, bawełnianych spodniach, podkoszulku i bluzie zwinął się na chłodnej podłodze, obok łóżka.
- Wróciłem Cosmo, już dobrze, dobranoc - wymruczał jeszcze, wyczerpany wszystkim.
Przy pisklaku też przez tydzień spał na podłodze, żeby móc w każdej chwili do niego dopaść i mu pomóc.
  Temat: Ciężko jest zasnąć ze złamanym sercem
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 3
Wyświetleń: 97

PostForum: gry   Wysłany: 2021-01-15, 10:10   Temat: Ciężko jest zasnąć ze złamanym sercem
No już, smarku, ciepły głos Floriana odbił się teraz echem wspomnienia w głowie Franklina. Wstawaj, pojedziemy do sklepu.
Lori znalazł go wtedy skulonego w kącie jednej ze szkolnych łazienek, z zaczerwienioną od płaczu twarzą i bosego, bo nowe, kupione poprzedniego popołudnia, leżały teraz po drugiej stronie pomieszczenia, wcześniej ciśnięte tam przez wściekłego trzynastolatka. Skrzypią. One skrzypią, Florian, skąd miałem wiedzieć, że skrzypią i wydają śmieszne odgłosy nie mogłem tego wiedzieć Florian a oni wszyscy… monolog był chaotyczny i przerażony, bo na co dzień wygadany Franklin zawsze pod wpływem emocji, przynajmniej w czasach dzieciństwa, gubił składnię i słowa, chcąc tylko jak najszybciej wszystko z siebie wyrzucić. Chlipiąc opowiedział Florianowi o wyśmiewających go kolegach, tym jak go popychali na szafki i zdejmowali swoje buty, żeby podarować je Franklinowi. Chociaż minęło już ponad osiem lat, wciąż pamiętał, jak Lori parsknął tylko i powiedział mu, że przecież każdy superbohater zaczyna swoją drogę od zmiany swojej wady w zaletę, że teraz zerwą się z ostatniej lekcji, żeby móc pojechać do sklepu po nowe, najcichsze jakie znajdą, buty, a potem razem będą pracować aż Franklin nie zacznie się poruszać bezszelestnie.
Przez kolejne miesiące i lata sposób poruszania się młodszego St. Verne’a faktycznie się zmienił, stał się bardziej koci i na swój sposób pełen gracji - trenowanie takich rzeczy, jak chodzenie na linie pewnie tylko w tym pomogło - a przy zakupie nowych butów do dzisiaj dzwonił do brata, by zapytać go o opinię.
Wraz z pracą nad cichszym poruszaniem się, przyszło też wyczulenie na wzrokowe bodźce w otoczeniu i praca nad refleksem. Rozglądał się częściej i uważniej, niż kiedykolwiek wcześniej, a na ruchy wyłapane kątem oka nie reagował już nagłym podniesieniem głowy. Dlatego kiedy Milo nagle, bez zapalania światła, pojawił się obok niego w kuchni, Franklin jedynie wyprostował się lekko i przymknął książkę, bezwiednie zaznaczając palcem miejsce, nad którym właśnie się pochylał, chociaż nie był w stanie przypomnieć sobie nawet imienia głównej postaci.
Zwykle był zbyt uprzejmy, żeby udawać tylko, że zrozumiał, co do niego powiedziano i przytakiwać z nadzieją, że to już nie wróci, teraz jednak nie miał siły na dociekanie, jakie słowa padły z ust mężczyzny, a które w półmroku przegapił, dlatego tylko wzruszył ramionami i uniósł lekko kącik ust do góry, licząc, że było to jedynie small-talkowe pytanie albo wspomnienie kolejny raz, że to oficjalne, Vivi już nigdy więcej nie dostanie cukru, bo zamienia się w nieokiełznanego potwora.
- Jak Florian?
Wychylił się trochę, żeby sięgnąć po leżący na wyspie pilot od światła i włączyć jedną z lamp, bo w półmroku ani dobrze nie rozumiał, ani nie mógł pozbyć się złudzenia, że rozmawia z Keyem. Postawą, kolorem włosów i rysami twarzy - bracia byli do siebie tak podobni, że tuż po przyjeździe Franklin przyjacielsko klepnął w ramię stojącego do niego tyłem Keya, będąc przekonanym, że ma do czynienia z jego starszym bratem. Wtedy złudzenie momentalnie zniknęło (głównie przez “Ashton, drama, AWKWARD”), teraz jednak w półcieniu wymęczony mózg płatał mu różne figle.
- Wybacz, chcę usłyszeć odpowiedź. - Uśmiechnął się przepraszająco, kiedy Milo skrzywił się przez nagły kontrast. Usiadł w podobnej pozycji jak wcześniej, podpierając łokcie na blacie i nieświadomie niemal co jakiś czas wracając dłonią do twarzy, by przetrzeć zmęczone oczy.
  Temat: @cosmoX
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 54
Wyświetleń: 1360

PostForum: instagram   Wysłany: 2021-01-12, 16:35   Temat: @cosmoX
Franklinstv lubi twój post
  Temat: @andtheoscargoesto
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 35
Wyświetleń: 844

PostForum: instagram   Wysłany: 2021-01-12, 16:35   Temat: @andtheoscargoesto
Franklinstv lubi twój post
  Temat: Zamówienia
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 1359
Wyświetleń: 22225

PostForum: sprawy organizacyjne   Wysłany: 2021-01-12, 15:15   Temat: Zamówienia
Aktywacja postaci
Postać: Franklin St. Verne
Wizerunek: Janis Ancens
Link do posta fabularnego: tutaj

[ Komentarz dodany przez: Aviana Thornton: 2021-01-12, 17:06 ]
gotowe
  Temat: Ciężko jest zasnąć ze złamanym sercem
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 3
Wyświetleń: 97

PostForum: gry   Wysłany: 2021-01-12, 15:08   Temat: Ciężko jest zasnąć ze złamanym sercem
Grzane, lekko przesłodzone przez Floriana wino zdążyło już wystygnąć, kiedy Franklin przelewał to, co zostało po wspólnej kolacji do dużego, ciemnozielonego kubka i siadał przy szerokiej wyspie. Pogrążone w półmroku pomieszczenie niemal prosiło się o włączenie dodatkowego światła, ale Franklinowi nie przeszkadzało, że ciemność rozpraszały jedynie światło dobiegające z salonu oraz zawieszone w jadalni świąteczne lampki, które instalował tam dwa dni wcześniej z Lulu i Vivim.
Wszyscy już chyba spali - młodszy St. Verne też chciał się zaszyć w pokoju gościnnym, który dostał na te parę dni, ale zanim położył się do łóżka, na telefonie pojawiło się powiadomienie, że użytkownik @andtheoscargoesto dodał nowy post. Ścisk w klatce piersiowej i gula w gardle towarzyszyły poczuciu utraty czegoś ważnego, przytłaczającej ułudzie, że zdjęcia, na które patrzył w innej rzeczywistości mogłyby być jego życiem. Uśmiechnął się mimowolnie do podekscytowanych opisów Oscara, bo mógł bez problemu wyobrazić sobie jego szczęśliwą twarz i gestykulowanie rękoma, jakie im towarzyszyły, ale uśmiech był słaby i gorzki, zaraz zmieniając się w grymas smutku. Zacisnął wargi próbując powstrzymać łzy, ale nigdy nie był w tym dobry. Zmusił się tylko do podwójnego kliknięcia na zdjęcie drżącym palcem i wyłączył telefon; z każdą sekundą emocje narastały, więc zanim ekran zgasł Franklin zdążył cisnąć nic na łóżko i schować twarz w dłoniach.
Przepraszam, Frankie, które Ashton tyle razy powtórzył zaledwie parę dni temu przewijało się przez pełne goryczy myśli raz po raz. Tłumaczenie, że to przez chorobę, że to tylko mania i że naprawdę jest mu tak cholernie przykro, ale już nie chce go więcej ranić…
Jak mógł być taki głupi, żeby uwierzyć, że Ashton naprawdę go kochał? Ludzie tacy jak Ash nigdy nie zwracali na niego uwagi, nigdy nie mieli najmniejszego powodu, żeby to zrobić, bo czemu by mieli? Całe życie jedyne, co mógł sobą reprezentować to nazwisko i bogactwo ojca, a i to było niczym w porównaniu do Felicii i Floriana. Nie umiał robić takiego wrażenia jak jego siostra, która nawet nie musiała się starać, ani nie czarował ludzi, jak Florian, bo nie posiadał nawet połowy jego uroku. Jego wyniki będące jednymi z najlepszych w szkole były traktowane jako coś oczywistego i oczekiwanego, a studia, które wybrał nikogo nie obchodziły. Był tylko głuchym, cichym dzieciakiem, wystarczająco naiwnym, by uwierzyć, że wyprowadzka od rodziców do jakiegoś zagrzybionego, wiecznie wyziębionego mieszkania może cokolwiek zmienić, może go zmienić.
Jaki on był durny.
Wytarł twarz w miękki rękaw swetra, oddychając głęboko, żeby powstrzymać kolejne łzy, które cisnęły mu się do oczu. Miał wrażenie, że ostatnio tylko płakał. Wiadomości z Ashtonem, który wciąż był nazwany “Rose”. Wetknięte za obudowę telefonu zdjęcie ich dwóch, które zrobili sobie w fotobudce, bo Ash tak nalegał. Nabazgrane na marginesach w jego zeszytach na studia “chodź się całować ;))”. Wszystko, na każdym kroku, wywoływało we Franklinie falę ciepłych wspomnień, które teraz zdawały się być tylko koszmarem.
Na Boga, większość jego ubrań pachniała jeszcze Ashtonem. Wieczorem zasypiał wtulony w jedną z bluz, które chłopak mu pożyczył przed miesiącem - ot, tak po prostu ściągnął swoją z siebie i podał ją Franklinowi, kiedy tamten zamarudził w kinie, że jest mu chłodno. Nie umiał jeszcze przejść do porządku dziennego nad świadomością, że to koniec. Nie miał pojęcia, co ze sobą zrobić, bo chociaż od ich pierwszej wspólnej nocy nie minęły nawet dwa miesiące, to nie potrafił sobie przypomnieć, jak jego życie wyglądało wcześniej.
Słabo mu się robiło na myśl o kolejnej nieprzespanej nocy; nie umiał sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz spał. Czuł się jak wrak, na materiałach ze studiów nie potrafił się skupić i chyba pierwszy raz w życiu cieszył się, że jego praca nie wymaga jakiegokolwiek myślenia, bo wiedział, że nie dałoby sobie rady. Tylko teraz, kiedy ktoś był obok, próbował trzymać się w jednym kawałku. Przy Key’u było mu absolutnie niezręcznie, więc unikał go jak ognia i większość czasu spędzał z dzieciakami, dając się przebierać, pomagając budować forty i klejąc kolejne dekoracje świąteczne. Dzieci były łatwe, dzieciom mógł ufać, nie musiał się ich bać. Florian nie pytał czemu sylwetka Franklina jest taka przygarbiona, a Franklin w zamian nie pytał o podkrążone oczy brata i fałszywe uśmiechy. Zresztą, poroże renifera, które nosił na przemian z Lulu oraz brokat, którym Vivi go namiętnie obsypywał chichocząc jak oszalały, całkiem skutecznie odwracały uwagę od franklinowego braku chęci do życia.
Zszedł na dół licząc, że trochę więcej alkoholu zdoła go uśpić chociaż na parę godzin. Kuchnię zresztą z całego domu lubił tutaj najbardziej; projektowanie jej dało mu najwięcej frajdy i chociaż ciągle znajdował nowe rzeczy, które by poprawił to Florian zawsze zbywał to tylko machnięciem ręki albo wywróceniem oczami, żeby Franklin w końcu wyjął tego kija z dupy, bo doprawdy.
Zabrakło mu nagle telefonu; przeszło mu przez myśl, że mógłby napisać do Cosmo, zapytać jak Bajzel się ma i gdzie jest jego 157 zdjęcie Leosia. Nigdy by nie przypuszczał, że to właśnie Cosmo, ten Cosmo, którego nie potrafił znieść jeszcze parę miesięcy wcześniej, będzie nagle kotwicą w jego życiu, trzymającą go w pionie i pozwalającą na chwilę zapomnieć o Ashtonie.
Zamiast telefonu przyciągnął do siebie porzuconą na blacie kuchennym przez kogoś książkę i otworzył ją na ran domowej stronie, trochę bardziej się pochylając, by móc lepiej widzieć w półmroku. Do jego wymęczonego, ciągle powracającego do Ashtona mózgu docierało co któreś słowo, ale nie miało to znaczenia tak długo, jak wytężanie wzroku powoli męczyło jego oczy.
  Temat: ashton
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 141
Wyświetleń: 3589

PostForum: telefony   Wysłany: 2020-12-30, 15:49   Temat: ashton
JACK
Jasne, wiesz, że dla Was zawsze jest czas i miejsce :)
zapraszam dzisiaj po szesnastej już powinienem być w domu
(stęskniłem się trochę :))
  Temat: Pokój III
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 205

PostForum: La Hacienda Motel   Wysłany: 2020-12-22, 22:11   Temat: Pokój III
Gęsia skórka pojawiła się na jego przedramionach, kiedy kierunek zmienił wiatr i otwarte drzwi, obok których kucał, już nie dawały żadnej ochrony przed chłodnymi podmuchami. Przez całe życie Franklin miał gdzieś głęboko w swoim sercu fantazję, że jeśli zawieje odpowiednio mocno, to wiatr go zmiecie i zaniesie gdzieś daleko i nie miało znaczenia, że wiedział doskonale, że tak nie może się stać, bo fizyka działa w zupełnie inny sposób. Ostatnie tygodnie sprawiały, że czuł się, jakby to się w końcu stało, chociaż mieszkał nie więcej, niż godzinę drogi od Queen Ann, a rodzinę widywał regularnie. Wszystko dookoła się zmieniło i chociaż było równie uciążliwe i szaro-bure, co pogoda dookoła to pozwoliło mu odetchnąć głębiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Uciec od oczekiwań i postępować, jak tylko chce.
Jak tylko chce? Co za brednie. Odkąd napisał tego pierwszego smsa do Cosmo, co chwilę miał ochotę pisać do brata, nawet nie wiedząc po co konkretnie. Zapytać o pozwolenie? Opieprzyć? Zapytać o to, jak on widzi sytuację? Co się dzieje? Zapytać co powinien zrobić? Chyba wszystkiego po trochu. Florian zawsze był dla niego wzorem i poniekąd "wyrocznią" - cokolwiek dostawało aprobatę starszego St. Verne'a stawało się nagle "spoko" i "no tak myślałem, że jest w porządku". Ale im starsi obaj byli, tym więcej złych rzeczy robił Florian i tym ciężej było wierzyć w jego nieomylność; relacja z Oscarem i ślepe zakochanie w Cosmo, któremu pozwalał plątać się tak blisko Lulu po wszystkim, co się działo w Vegas.
Więc nie pisał, chociaż naprawdę miał ochotę zapytać kogoś, kogokolwiek o to, co powinien zrobić, bo Cosmo wyglądał fatalnie i koszmarnie, wyglądał jak wrak, cień człowieka, ćwiartka tego czym był, kiedy Franklin widział go ostatni raz. Szpitala chyba potrzebował, lekarza i specjalistów, którzy wiedzą jak mu pomóc, a nie gościa, który jeszcze do niedawna widział w nim tylko szkodnika.
- Zabiorę cię do siebie teraz, musisz się wyspać.
Musi z siebie wejść, cokolwiek wciągnąłeś, cokolwiek sprawiło, że twoje źrenice tak wyglądają.
Przygryzł lekko wargę, próbując rozszyfrować, co Cosmo chce mu przekazać, ale było ciężko. Drżąca broda, ledwo otwierające się usta i słabe światło sprawiały, że ze wszystkiego Franklin wyłapywał tylko to nieszczęsne "przepraszam", które przecież nie miało żadnego znaczenia teraz, kiedy ważniejsze było zajęcie się młodym Fletcherem, a nie stanem emocjonalnym Franklina. Uśmiechnął się więc tylko przepraszająco, zakłopotany.
- Cosmo, przepraszam, nie wiem co mówisz. Wezmę cię do siebie, jak się prześpisz i coś zjesz to ustalimy co dalej. Okej?
Nie wiedział co miał oznaczać ten ruch głową, ale było zimno, a on nie miał i tak lepszego pomysłu teraz, więc uznał to za zgodę, wyprostował się i zamknął drzwi. W środku włączył ogrzewanie i wykręcił, żeby móc wyjechać z parkingu. Po drodze powtórzył jeszcze raz, że nie słyszy, więc nie da się z nim normalnie gadać, ale za to może pomęczyć Cosmo swoim monologiem, skoro tamten jest z nim uwięziony. Żart, słaby. Większość jego paplaniny, jaka nastąpiła - że nie zabiera go do willi rodziców, tylko swojego nowego mieszkania, że i tak nie robił niczego ważnego wcześniej, że ma nowego kota, który lubi atakować stopy, więc ma nadzieję, że Fletcher jakoś da sobie z tym radę - to wszystko też było tylko mętną paplaniną, zabarwioną sztucznie rozbawionym tonem, która miała na celu tylko rozładowanie tej ciężkiej atmosfery. Rzadko kiedy tyle gadał. Nawet przy rodzeństwie, czy najbliższych przyjaciołach.
Ciepłe słowa o wszystkim i o niczym wypełniały tę samochodową ciszę, by pokazać Cosmo, że wszystko już jest w porządku. I żeby chłopak nie siedział w tej ciszy, z samymi myślami, które gdziekolwiek błądziły - najpewniej nie były tym, czego Franklin by kiedykolwiek komukolwiek życzył.
Wyłączył silnik, kiedy zaparkował tuż pod swoim blokiem i spojrzał na blondyna. Jeszcze tylko dwieście metrów do klatki, trzy piętra, krótki korytarz w mieszkaniu i dojdą do łóżka. Normalnie trasa na niecałe dwie minuty. W tempie, w jakim opuszczali hotel, mogło zejść się nawet dziesięć. Chociaż Cosmo nie był ciężki, to Franklin podskórnie czuł jutrzejszy ból mięśni.
- Jesteśmy.
Wyciągnięcie chłopaka z samochodu poszło o wiele zgrabniej, niż usadzenie go tam. Nadstawił swoje ramię lekko się przy tym nachylając i cierpliwie poczekał, aż tamten zdecyduje się skorzystać z ewidentnie niezbędnej pomocy, bo chociaż na nogach stał sam, to ciągle podpierał się o samochód. Drogę do klatki pokonał prawie się o Franklina nie podpierając, ale ze schodami było gorzej i nie minęło dużo czasu, kiedy chyba im obu zaczęły się niemiłosiernie dłużyć.
- Świetnie sobie radzisz, jeszcze tylko pół piętra. Nie możemy tu zostać, jak pies mojego sąsiada wyleci z mieszkania, to nas obu zrzuci na parter.
  Temat: cosmo
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 150
Wyświetleń: 3523

PostForum: telefony   Wysłany: 2020-12-17, 19:45   Temat: cosmo
FRAJERSKI BRAT MIŁOŚCI MOJEJ
hej Cosmo, Wakanda pozdrawia
hej Cosmo, Wakanda pozdrawia. ile pielęgniarek zdążyłeś już wkurzyć dzisiaj? ;)
  Temat: Florek
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 191
Wyświetleń: 4486

PostForum: telefony   Wysłany: 2020-12-10, 13:49   Temat: Florek
Franklin
Dla Lulu mogę nawet nosić czapkę świętego Mikołaja ;)
Może wpadnę dwa dni wcześniej z Wakandą? Mam trochę wolnego ktoś powinien przypilnować czy lu nie zjada za dużo słodyczy przy tobie
  Temat: Devon
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 57
Wyświetleń: 1540

PostForum: telefony   Wysłany: 2020-12-10, 13:38   Temat: Devon
po odstawieniu Ashtona do szpitala, około 3-4 rano pewnie
Ashton od CSa
Hej Dede tu Franklin
Mam Cosmo u siebie, śpi w moim łóżku
daję ci znać na wszelki wypadek jutro pogadamy jestem wykończony. zabrałem dzisiaj też Ashtona do szpitala i zostawiłem go na obserwacji, bo kiepsko z nim było. straszny dzień. ale już wszystko pod kontrolą. ucałuj felę

  Temat: Florek
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 191
Wyświetleń: 4486

PostForum: telefony   Wysłany: 2020-12-10, 13:35   Temat: Florek
po odstawieniu Ashtona do szpitala
usher
Hej Lori tu Franklin
zawiozłem Ashtona do szpitala na obserwację, zamieniliśmy się telefonami
nie wyglądało to dobrze

  Temat: #8 i'm sorry for the mix-up. can you see me during liftoff?
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 10
Wyświetleń: 268

PostForum: domy   Wysłany: 2020-12-08, 12:40   Temat: #8 i'm sorry for the mix-up. can you see me during liftoff?
Bał się. Bał się tego, co Ashton może zrobić, do czego może dojść teraz w tej łazience, gdzie znajdowało się tyle ostrych i ciężkich przedmiotów; wzrok Franklina już wcześniej mimowolnie przesunął się po maszynce do golenia leżącej na wannie, ciężkiej, ozdobnej mydelniczce, czy dwóch szklanych butelkach znajdujących się przy umywalce. Wszystko to było w zasięgu kroku, dwóch od spanikowanego i wyraźnie przestraszonego chłopaka, którego słowa - każde jedno - sprawiały, że Franklin przestawał wierzyć w swój osąd sytuacji.
Bo bał się też, że zrobił błąd uznając, że załatwi to sam - przez myśl mu nie przeszło, że z Ashtonem może być aż tak źle, żeby samobójstwem groził i chociaż zdawało się to być tylko głupią, niepoważną zagrywką to... no właśnie. To nie musiało być. Wszystko co Ashton mówił teraz tak realne się zdawało, prawdziwe, najwyraźniej sam w to wierzył i naprawdę słyszał i widział swojego ojca.
Franklin, Franklin debilu, czy drugi raz już dzisiaj zrobiłeś błąd, ufając sobie i nie dzwoniąc po pomoc? Po specjalistów?
- Polecę z tobą na koniec świata, Ashton - zgodził się w końcu, trochę delikatności w głosie odzyskując i lepiej nad nim panując, bo strach był teraz chyba najsilniejszą w nim emocją, a ze strachem wiedział jak walczyć, dobrze go Hamilton nauczył. - Ale najpierw pojedziemy do szpitala, ok? Niech mi powiedzą, że wszystko jest w porządku, niech mnie uspokoją i polecimy, dobrze? Zrobisz to dla mnie?
Czyjeś skinięcie głową jeszcze nigdy nie przyniosło mu takiej ulgi, jaka go zalała teraz, kiedy Ashton zgodził się na jego kompromis. Uśmiechnął się więc lekko, jeszcze z tymi mokrymi od łez oczami i pocałował go lekko, przytknął czoło do jego czoła i wymamrotał jeszcze cicho “na koniec świata, Ach”. Złapał go za rękę i tak wyprowadził z łazienki, a potem z domu, na chwilę tylko go puszczając, żeby tamten mógł założyć buty i kurtkę. Na szczycie schodów mignął mu Oscar, bez słów więc, za plecami Ashtona, machnął swoim telefonem w powietrzu i wskazał na łazienkę, mając nadzieję, że chłopak załapie przekaz - zajmij się tweetami, telefon został w łazience.
Podróż do szpitala była cicha, samochód zawsze był dla Franklina cichy; samo prowadzenie było już wyzwaniem, kiedy nie mógł słyszeć ruchu ulicznego, nie mógł sobie pozwolić na prowadzenie rozmowy jeszcze i rozkojarzenie się swoim pasażerem. Kątem oka tylko wyłapywał nerwowe drganie i ruchy dłoni Ashtona, na zmianę klepanie kolan, deski rozdzielczej, czy majstrowanie przy radio. Co jakiś czas, kiedy zatrzymywał się na światłach, unosił wzrok na jego twarz i uśmiechał się pokrzepiająco, jakby chciał powiedzieć “nie martw się, jestem po twojej stronie, damy sobie radę”. I widział po jego twarzy, że mu nie wierzy, na zapadniętych rysach nadal malował się strach, a Mahonney co jakiś czas nerwowo oglądał się przez ramię, ale już bardziej Franklin nie mógł mu pomóc teraz - i chociaż serce mu pękało na tę myśl, to powtarzał sam sobie, że zaraz będą w szpitalu i zrobi się lepiej, już w porządku będzie wszystko.
Zaprowadził go do rejestracji, ciągle za rękę trzymając i przez wszystko przeprowadzając. Dzień dobry, jestem Franklin St. Verne, to mój partner Ashton Mahoney i potrzebuje pomocy. Nie sypia, nie je nic, nerwowe i szybkie spojrzenie na Ashtona, by sprawdzić jak zareaguje, ma omamy wzrokowe i słuchowe. Ściśnięcie dłoni. Potrzebujemy konsultacji teraz. Tak, jest ubezpieczony. Pogładzenie ciepłej skóry kciukiem.
- Spokojnie, okej? Będzie dobrze, jestem z tobą, Ashton.
Ale nie mógł z nim być cały czas, mógł tylko uśmiechnąć się pokrzepiająco, przełykając wyrzut sumienia na widok zdrady na twarzy chłopaka, kiedy zdecydowano o zostawieniu go na obserwacji. Wcisnął mu w rękę swój telefon.
- Hasło znasz, nie będziesz odcięty od świata.
Najwyższy wyraz zaufania, szybki pocałunek, jeszcze jeden ”będzie dobrze” uśmiech i zamykające się drzwi przed nosem. Jak automat się czuł, kiedy schodził z powrotem po schodach i wracał na parking, by z samochodu wyciągnąć ładowarkę i zanieść ją z powrotem do recepcji. Imię Ashtona, kiedy mówił dla kogo ją zostawia, brzmiało teraz tak dziwnie, jakby nie miał prawa go wymawiać. Kolejny uśmiech do pielęgniarki, podziękowanie i wyjście na zewnątrz.
Zimno było, tak cholernie zimno w tej koszuli, kiedy zimne powietrze go owiewało, a do głowy docierało, że już po wszystkim. Że Ashton jest pod opieką szpitala, Cosmo leży bezpiecznie w łóżku. Już na chwilę jedną, jest wszystko dobrze. Po raz pierwszy pożałował, że nie pali, miał wrażenie, że to powinien teraz zrobić - zapalić, zaciągnąć się głęboko i o ścianę oprzeć. Co innego mógł robić przez kolejne parę godzin, zanim na nowo nie wróci do szpitala z rzeczami Ashtona, by zobaczyć, co się dzieje?
Nogi same pokierowały go do samochodu, ręce otworzyły drzwi, ale nie włączyły silnika. Jasne oczy wpatrywały się nieprzytomnie w przednią szybę, zapominając nagle że ciało nadal jest przemarznięte i trzeba włączyć ogrzewanie, bo teraz już nie trzęsło się tylko z zimna. Spokój powoli znikał wraz ze świadomością, że kryzysy zażegnane, a emocje zaczęły łapać za gardło i Franklin zatrząsł się od wstrzymywanego cały dzień płaczu wywołanego poczuciem bezradności. Wściekłości na świat. Strachu przed wszystkim.
nie mogę oddychać
boję się o Ashtona, dziwny jest jakiś
sprawdź czy na stole są pieniądze
zwariowałeś Franklin
wszystko ci dałem, a ty…
Z każdym słowem z tego dnia wracającym do niego trząsł się tylko bardziej, z każdym obrazem przewijającym mu się przed oczami i niedobrze mu się robiło. Płakać chciał, rozbić coś i rzygać. Roznieść w pył wszystko co się dzisiaj stało, ojca Ashtona i kogokolwiek, kto sprawił, że Cosmo w takim stanie się znalazł.
- Kurwa kurwa kurwa - wyszlochane, bo już nie potrafił przestać. Nie potrafił powstrzymać ciężkich uderzeń w kierownicę, ani tego dławiącego szlochu, bo ilekroć próbował zapanować nad oddechem nadchodziła kolejna fala płaczu.
KURWA.
Drżącymi dłońmi próbował odpalić silnik, ale nie mógł, nie mógł w tym stanie. Ręce zacisnęły się na włosach, głowa uderzyła wściekle w zagłówek. Florian. Florian Cosmo do takiego stanu doprowadził, przez Floriana chłopak nie umiał się pozbierać. I wyjechał do tego cholernego LA, chociaż z Ashtonem źle było i wiedział, że źle jest.
przepraszam. Przepraszam przepraszam przepraszam. Że nie widziałem wcześniej, że zbyt zajęty sobą byłem, żeby ci pomóc wtedy. Że sam w tym wszystkim musiałeś być, sam radzić ze wszystkim i tak przytłoczony byłeś.
Nie wiedział już kogo przeprasza, nad kim jego serce się złamało, ale nie miało to znaczenia. Bezsilność i strach dławiły, męczyły, sprawiły, że zgiął się w pół od płaczu, co jakiś czas tylko wcierając twarz w rękaw koszuli.
Długo to trwało, zanim ostatnie łzy przestały mu napływać do oczu i odetchnął głębiej. Wystarczy.
- Wystarczy - wyszeptał pod nosem i odpalił silnik.
Musiał do Cosmo wracać w końcu na tę chwilę, zanim zacznie się nowy dzień i będzie wracał na ten parking właśnie, do Ashtona znowu.

zt x2
  Temat: @andtheoscargoesto
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 35
Wyświetleń: 844

PostForum: instagram   Wysłany: 2020-12-06, 17:19   Temat: @andtheoscargoesto
Franklinstv lubi twój post
  Temat: Pokój III
Franklin St. Verne

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 205

PostForum: La Hacienda Motel   Wysłany: 2020-12-06, 17:16   Temat: Pokój III
Parę sekund zajęło mu zrozumienie, co Cosmo próbuje wydukać; spróbował naśladować ruch jego ust, powtórzył pod nosem starając się dopasować odpowiednie sylaby do tego, co zobaczył, co to mogło być i w końcu zrozumiał. W żołądku go ścisnęło, jakby zaraz zwymiotować miał, bo zrozumiał wszystko, co się stało w tym pokoju hotelowym. Może to było oczywiste wcześniej; może już od progu, kiedy tylko zobaczył trzęsące się, nagie ramiona i desperacko ściskaną słuchawkę prysznica. Zwierzęcy strach w jasnych oczach i załzawioną twarz. Ale to takie nierealne mu się wydawało, takie ostateczne i odległe, jakby nie mogło dotyczyć Cosmo; wątek z filmów, seriali i książek, element, którym żyła obecna popkultura, a nie otaczająca go rzeczywistość.
Ktoś cię skrzywdził. Skrzywdził. Dziwna złość i poczucie bezsilność narastały we Franklinie, kiedy powtarzał te słowa w głowie, chodząc po pokoju, zbierając ubrania chłopaka. Pieniądze były. Dużo, mało? Wszystko co miało być? Połowa? Nie miał pojęcia. Wepchnął je do kieszeni spodni chłopaka, z odrazą - nie do Cosmo ta odraza była, tylko do świata całego, do sytuacji, w jakiej obaj się znaleźli, chociaż to tak śmieszne było twierdzić, że obaj w niej byli, bo niebo i ziemia znajdowały się chyba między nimi; gdzie Franklinowi w czepku urodzonym w ogóle do tego posiniaczonego, trzęsącego się blondyna było?
Koszulki nie znalazł, może pod łóżko gdzieś wkopana była, może w łazience gdzieś, a sweter brudny i dziurawy znalazł, więc go nie ruszył. Spodni zresztą też nie chciał ruszać, ale swoich Cosmo dać nie mógł, a bez wyprowadzić też, zimno przecież było. Sekundę się tylko nad tym wahał, w końcu do łazienki wrócił i kucnął, by pomóc Cosmo spodnie wciągnąć; bez bielizny, znaczenia to teraz nie miało, nic nie miało znaczenia, tylko wstać i wyjść stąd, jak najszybciej, zabrać go do ciepła, tam ubrać, tam dopytać, tam dzwonić po Devona. Teraz ubrać i wyjść.
Spodnie z oporem wchodziły na wilgotne i zmarznięte ciało, którego częściowa bezwładność, jakby Cosmo chciał mu pomóc te spodnie sobie założyć, ale nie mógł, w niczym nie pomagała. Buty mu wsunął luźno na stopy i wstał, wyciągając rękę w stronę chłopaka, by pomóc mu się podciągnąć do góry.
- Chodź, idziemy. - Ciągle ten przestraszony, zagubiony wzrok, drżąca broda. - Były pieniądze, w spodniach je masz. Chodź, wyjdziemy stąd, dobra? Miałeś jakiś plecak, torbę?
W końcu ta drobna, niezdrowo chuda dłoń uniosła się, wystarczająco, by Franklin schylić się mógł i ostrożnie to wyniszczone ciało podnieść. Próbował nie patrzeć, trochę by dać Cosmo minimum prywatności, trochę dlatego, że bał się tego, co widzi. Tych wystających żeber, tej sinej skóry i malinek znaczących różne miejsca. Spodnie pomógł mu naciągnąć na pośladki, zapiął je bez słowa i mamrocząc "poczekaj, nie ruszaj się", puścił go na chwilę, by jeszcze sweter przez głowę ściągnąć. Pospiesznie, jakby całe jego życie od tego zależało, bo bał się, że Fletcher poleci na ziemię, jeszcze większą krzywdę sobie zrobi. Ostrożnie mu sweter założył, wszystkie jego ruchy były ostrożne na tyle, na ile o tym pamiętał. Pomógł ramiona w rękawy wsunąć, nieporadnie trochę płaszcz przytrzymując jedną ręką, żeby ten na ziemię nie spadł i zaraz na nowo zarzucił go na chłopaka.
Podwinięte nad ranem i do tej pory nieopuszczone rękawy koszuli dały się we znaki, kiedy tylko opuścili bez słowa ten piekielny hotel, bo zimne powietrze owiało ich obu. A szli powoli, piekielnie powoli, każdy krok zajmował Cosmo mnóstwo czasu, wyraźnie kosztował wiele wysiłku i chociaż Franklin wiedział, że mógłby po prostu podnieść opierającego się o niego chłopaka, bez problemu go wziąć na barana i cały ten proces przyspieszyć, to nie zamierzał mu odbierać tej jednej, niewielkiej, może jedynej w tym momencie namiastki niezależności jaką tamten jeszcze mógł mieć. Znaczenia to nie miało, zaparkował zaraz obok wyjścia, zaraz wsiądą do ciepłego samochodu, obaj się ogrzeją.
Ostrożnie posadził go na przednim siedzeniu, opuścił oparcie do tyłu, by Cosmo mógł być w pozycji półleżącej i zapiął mu pasy. Cały czas mamrotał do niego różne rzeczy - że już niedaleko, że świetnie sobie radzi, żeby było spokojny i niczym się nie martwił, że bezpieczny jest.
- Spokojnie Cosmo, nie bój się, już jest dobrze - mówił mu ciągle, teraz w samochodzie też, kiedy kucał w otwartych drzwiach od strony Fletchera, by blisko niego być i swoją sylwetką nie przytłaczać. - Gdzie cię zabrać? Gdzie mieszkasz?
 
Strona 1 z 8
Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, styczeń - 669 punktów
Beztroska dwudziestopięciolatka, pochodząca z małego miasteczka. Romantyczka, szukająca księcia z bajki. Interesuje się modą i życiem w wielkim mieście. Ciężko pracuje, aby pomagać finansowo rodzinie. Dobry materiał na żonę, ale lepiej nie wpuszczać jej za kółko. Marny z niej kierowca.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, styczeń - 497 punktów
Osiemnastoletni kawaler, pochodzący ze wsi. Lubieżny ateista o brązowych oczach i skłonności do kłamstwa. Nie przepada za ciężką pracą i słabymi tekstami na podryw. Chętnie randkuje i być może złamie jeszcze niejedno męskie serce.