kliknij mnie!
Dreamy Seattle :: Szukaj
hello stranger
boom
kiara
aviana
diosmio
andrew
dAuvergne
posy
inissia
robert
myre
uwaga
WEATHER ALERT! Ostrzeżenie przed burzami dla obszaru Seattle.Czytaj dalej.
uwaga
Powstało subforum o nazwie "Alternatywna rzeczywistość".Więcej tutaj
uwaga
Jakiekolwiek problemy prosimy zgłaszać do adminów lub w tym temacie. W razie kłopotów z wyglądem strony pomoże twardy reset: ctrl + f5 lub option + command + r.

Znalezionych wyników: 407
Dreamy Seattle Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Gabinet II
Aimee Hale

Odpowiedzi: 37
Wyświetleń: 625

PostForum: Mahoney Development   Wysłany: 2021-02-22, 21:37   Temat: Gabinet II
Parsknęła na jego słowa. Niewątpliwie miał rację. Żyli w trójkącie. Z tym, że chociaż to ona i on znali się najdłużej - to nie Penny, a Aimee była na doczepkę. Oczywiście, było to zupełnie normalne, Hale akceptowała ten stan rzeczy i cieszyła się szczęściem przyszłej młodej pary tylko... Czasem zazdrościła im tego, że mają siebie w sposób, w jaki ona nie ma nikogo. Oraz tego, że żadne z nich nie jest dla niej na wyłączność. Że Daniel nie jest już jej najlepszym przyjacielem w sposób, jaki był nim kiedyś, a Penny nie jest jej siostra, jaką była dawniej. Bo nieważne jak bardzo w nich wierzyła, jak mocno im ufała, nie sądziła, że którekolwiek z nich jest w stanie trzymać język za zębami i mieć tajemnice przed swoją drugą połówką. W sprawach błahych? Pewnie. Jednak w tych wymagających głębszego namysłu... Zarówno Grahamowi, jak starszej Diaz zależało na jej dobrze i w sytuacjach kryzysowych zrobiliby absolutnie wszystko, nie cofnęliby się przed niczym. A to nieco komplikowało wzajemne relacje.
Właśnie dlatego choć chciała zrzucić z siebie ten ciężar, powiedzieć przyjacielowi o niedoszłej próbie samobójczej nie zdecydowała się na wyznanie prawdy. Bo obawiała się, że ten z troski powie o wszystkim Penelope, a ona się po czymś takim szybko się nie pozbiera. Jak zresztą by miała? Straciła już jedną siostrę, a druga chciała się targnąć na własne życie... Kto szybko przeszedłby nad tym do porządku dziennego?
"Nie, właściwie to... Nie. Wciąż jestem na etapie, że chciałabym zobaczyć jak cały świat płonie" przyznała, uśmiechając się krzywo. Widok szczęśliwych, zakochanych par był dla niej cholernie przykry i frustrujący. Otoczona chaosem czuła się o niebo lepiej. "Wiem, Danny. Ja to wszystko wiem po prostu..." urwała, bo co miała powiedzieć? Że nie wypada jej już dzwonić do niego w środku nocy i prosić, żeby odebrał ją z baru, bo się upiła i nie wie, co robi. Że nie wypada jej bombardować go ciągłymi smsami. Żalić się na to, jak okrutnie potraktował ją los. Znowu. Zamiast przejmować się jej problemami powinien poświęcać czas jej siostrze. Dbać o nią, rozpieszczać. Ostatnie czego chciała to, żeby ich związek przechodził jakieś gorsze chwile tylko dlatego, że ona sie cholernie zagubiła i potrafiła stanąć na nogi. To byłoby z jej strony nie tylko cholernie egoistyczne, ale przede wszystkim kurewsko żałosne. Zamiast jednak powiedzieć mu o swoich wątpliwościach machnęła tylko ręka i uśmiechnęła się lekko. "Dziękuję" dodała, kiwając lekko głową i przysłuchując się jego kolejnym słowom.
"Spójrz na mnie, Dan i posłuchaj uważnie. Jest szansa, że za jakiś czas Ci się zmieni i będziesz chciał mieć dzieci. Jest też szansa, że nigdy nie poczujesz chęci założenia rodziny. Penny zasługuje na to, żeby wiedzieć o twoich rozterkach. Pomyśl tylko jak się poczuje za pięć lat, gdy Ci powie, że jest gotowa, że to ten moment, że chce zajść w ciążę, a Ty dopiero wtedy wyskoczysz z wątpliwościami? Będzie się czuła oszukana i pęknie jej serce" nie było sensu się tutaj czarować, owijać w bawełnę. Graham musiał być świadom konsekwencji swojego nieprzemyślanego zachowania. "To nie jest łatwy temat, wiem. Na każdym innym polu można pokusić się o kompromis, ale na tym się po prostu nie da. Kiedy Drew mi powiedział, że nie widzi się w roli ojca i nie chce mieć potomstwa, a ja mu powiedziałam, że marzę o co najmniej trójce... To jak bardzo mi było przykro, żadne słowa nie są w stanie oddać. Powiedziałam mu wtedy, że nie szkodzi. Że będziemy tylko we dwoje. I myślałam, że faktycznie, w ten sposób damy radę. Że to nie on, ja się poświęcę i gdyby nie to, że zaliczyliśmy wpadkę... Pewnie właśnie by tak było, ale Dan... Z perspektywy ciąży, tego jak bardzo się ucieszyłam i tego jak ogromną miałam nadzieję, że będziemy jedną, wielką, szczęśliwa rodzina. Jeśli nigdy nie doczekam się własnych dzieci będę bardzo nieszczęśliwa i wiem już, że jeśli kiedyś jeszcze się z kimś zwiąże, ta osoba będzie musiała chcieć dokładnie tego samego. Bo poświęcanie się to żadne rozwiązanie. Podobnie jak i zmuszanie kogoś na siłę do ojcostwa. Przemysł to, ok?" nie chciała wzbudzić w nim wątpliwości, a zmotywować go do tego, żeby szczerze porozmawiał z ukochaną i powiedział jej o wszystkim, co leżało mu na sercu.
  Temat: #13 You got troubles, I've got 'em too...
Aimee Hale

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 58

PostForum: 220   Wysłany: 2021-02-22, 20:45   Temat: #13 You got troubles, I've got 'em too...
Na słowa siostry pokiwała jedynie lekko głową, bo jasne. Gdyby Penny podejrzewała się o to, że mogła zajść w ciążę z całą pewnością nie u siedziałaby w miejscu. I to nie dlatego, że z poddenerwowania obgryzałaby paznokcie i trzęsła kolanami, a dlatego, że radośnie by piszczała i podskakiwała niczym mała piłeczka. W końcu marzyła o dzieciach, rodzinie i miała przy sobie mężczyznę, z którym mogła stworzyć prawdziwy, pełen ciepła i miłości dom. Sytuacja Aimee może nie była skrajnie tragiczna, tak jak Diaz słusznie zauważyła miała przy sobie całe mnóstwo bliskich osób gotowych do pomocy, była tylko... Nie tak bardzo entuzjastyczna.
"Nie martw się, nic mi nie będzie" posłała jej cień uśmiechu, bo chociaż nie było tego po niej widać, wewnątrz się coraz bardziej denerwowała. Ilekroć tylko zerkała na przesuwające się na ekranie cyfry żołądek podskakiwał jej do gardła. Żeby nie patrzeć i dodatkowo się nie zadręczać, wtuliła się więc w ramię brunetki i pewnie mogłaby w tej pozycji trwać i trwać, gdyby nie kolejne słowa brunetki, na które odsunęła się od niej jak oparzona, prostując jak struna. Judah? Co? Czy ona naprawdę myślała, że... Cholera. Niedobrze. Powinna była szybciej jej wspomnieć o Eryku. Przynajmniej uniknęłaby... Tego.
"Penny, spójrz na mnie. Kiedy mówiłam, że między nami niczego nie ma, mówiłam to poważnie. Nie spaliśmy ze sobą" rzuciła zakłopotana, nie mogąc powstrzymać tych cholernych rumienców, które cisnęły się na jej policzki. "Poznałam kogoś. Zaliczyliśmy dość kiepski początek. Naprawdę kiepski początek. Chciał skoczyć z mostu i się zabić, a ja mu przeszkodziłam. A potem wpadliśmy na siebie raz i kolejny. Wylądowaliśmy w łóżku. Spotkaliśmy się na walentynkowym balu. Okazało się, że nie był tym, za kogo się podawał..." znowu zamilkła. Czy w ogóle powinna była jej o tym wszystkim mówić? Z jednej strony, czuła że tak. Komu jak nie jej, ale z drugiej... Cholernie się bała, że spotka się z jej niezrozumieniem. "Wiem jak to brzmi. Po prostu... Jest w nim coś takiego... Czasem się czuję tak, jakby tylko on mnie rozumiał" dodała, rumieniąc się jeszcze bardziej. "To bardzo świeża i niestabilna relacja. Byliśmy tylko na jednej randce. Dziecko wszystko skomplikuje" podsumowała, żałując, że i ona nie może się napić wina. A bardzo by się jej przydało. Nie jedna elegancka lampeczka jak w przypadku Penelope, a cała butelka.
  Temat: ścieżka rowerowa
Aimee Hale

Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 178

PostForum: Fremont   Wysłany: 2021-02-22, 20:44   Temat: ścieżka rowerowa
Powieki miała ciężkie jak z ołowiu. Ilekroć próbowała je podnieść, te same bezwiednie się jej zamykały. Dopiero przy trzecim czy czwartym podejściu udało się jej je otworzyć, ale wszystko było tak bardzo niewyraźne, rozmazane. Przypominało jedną, wielką, szarą bezkształtną masę. Sporo, naprawdę sporo wysiłku musiała włożyć w to, żeby wytężyć wzrok, kiedy jednak się jej to udało dostrzegła zatroskanego Erica, który siedział przy niej i trzymał ją mocno, żeby czasem nie zsunęła mu się z ławki.
"Szpitala? Nie jadę do żadnego szpitala" zaprotestowała zupełnie odruchowo, co samo w sobie było dość zabawne, bo nawet zamroczona, otępiona, jakaś taka niewyraźna była cholernie uparta i współpracować nie chciała. A wszystko dlatego, że obiecala sobie, że następny raz przestąpi próg szpitala dopiero wtedy, kiedy będzie umierać. Nie wcześniej - ze złamaną ręką, zatruciem alkoholowym czy ciąża - a stojąc jedną nogą nad grobem. Wystarczająco dużo czasu spędziła już na szpitalnych korytarzach i miłych wspomnień nie posiadała. "Nie" dodała już nieco łagodniej, gdy zapytał czy na coś choruje, albo musi na stałe przyjmować jakieś leki. Jego troska była rozczulająca. Do tego stopnia, że spomiędzy ust wyrwało się jej krótkie westchnienie. Gdyby wiedziała, że tak bardzo przejmie się jej losem kto wie, może nie czekałaby na to, aż zetknie ją z nóg, a wcześniej udałaby damę w opałach?
Z zamyślenia wyrwał ją jego głos. Zmartwiony. Stanowczy poważny. Nie żartował. Naprawdę chciał ją wsadzić w auto i zawieźć na izbę przyjęć. Niedobrze, bardzo niedobrze. Nim zdążyła przygotować sobie w głowie jakieś sensowne elementy pisnęła z przerażeniem i złapała go za rękę, aby nie mógł się od niej oddalić.
"Nie idź!" miało to zabrzmieć jak zwykła prośba, zabrzmiało jednak dość żałośnie i błagalnie." Posiedź ze mną jeszcze przez chwilkę. Nic mi nie jest. Nic mi nie będzie. Zaraz samo przejdzie" zapewniła, posyłając mu błagalne spojrzenie, co by nie skazywał jej na tak smutny i przykry los. "Nie zjadłam śniadania. To na pewno dlatego... mruknęła niewyraźnie, pozwalając, żeby Lou wdrapał się jej na kolana, a Bailey ułożył wygodnie wokół jej stóp. Kochane psiaki, zupełnie jakby czuły, że coś jest nie tak i zamiast psocić i dokazywać, grzecznie siedziały u jej boku. "Strasznie mi niedobrze. To musi być powód" kogo ona próbowała przekonać? Siebie czy jego? Nie była już pewna.
  Temat: Gabinet II
Aimee Hale

Odpowiedzi: 37
Wyświetleń: 625

PostForum: Mahoney Development   Wysłany: 2021-02-21, 12:36   Temat: Gabinet II
Zmrużyła gniewnie oczy i posłała mu spojrzenie w stylu "no chyba kpisz", no bo jak to tak? On, jej najlepszy przyjaciel, wieloletni kompan życiowy podejrzewał ją o szpiegostwo? Gotowa była już mu wybić z głowy wszystkie te głupoty, kiedy uratował go własny telefon. A przynajmniej w pierwszej chwili odniosła takie wrażenie, bo gdy Graham znów otworzył usta i z malującym się na twarzy triumfem oznajmił, że tak, ta oto jedna wiadomość od Penelope potwierdziła wszystkie jego przypuszczenia, w rzeczy samej Aimee jest podwójnym agentem... Chciałoby się rzec, że ta zniewaga krwi wymaga. Szczęśliwie, ciemnowłosa wybrała nieco bardziej pokojowe rozwiązanie i... Cisnęła w Daniela poduszka. "Dobrze Ci tak" stwierdziła, wygładzając brzeg swojej sukienki. Przecież była grzeczną dziewczynką i co złego to nie ona! "Wszystko co mówisz, zostaje między nami. I obym nigdy nie musiała wybierać" pogroziła mu palcem, bo tylko by próbował złamać serce Penny to zrobiłaby mu z dupy jesień średniowiecza. Oczywiście, działało to w obie strony, bo gdyby to jej rodzona siostra wycięła architektowi jakiś kiepski numer, ją również czekałby marny los.
Gdy przyznał, że ekstrawagancki prezent znalazł nie jedno, a parę ciekawych zastosowań uśmiechnęła się szeroko, a jej serce wypełniła przeogromna duma, bo cholera. Stanęła na wysokości zadania. Zorganizowała świetny prezent i sprawiła Penny niemałą radochę. A, że w pierwszym odruchu Dan chciał ją zabić... Tym specjalnie się nie przejmowała. Przecież jedyne co miało znaczenie to efekt końcowy, a ten był znakomity, ot co!
Na pytanie przyjaciela wyszczerzyła się w uśmiechu. Pewnie, że się cieszyła. Nie tylko z tego, że będzie stała po jego prawej stronie przy ołtarzu, że podczas ślubu będzie jego oficjalną skrzydłową (bo co z tego, że zajmowała się tym od jakiś stu lat, jak nikt nigdy nie wpadł na pomysł, żeby spisać to na papierze), ale również z faktu, że jej psiapś zostanie jej szwagrem. I będzie mógł przy każdej okazji używać zwrotu "no co, że szwagrem się nie napijesz?", polewając jej przy tym alkoholu. Piękny, jakże wzruszający obrazek. Wprost nie mogła się doczekać!
"Taaa... Nie widzieć czemu. Nie ma to żadnego związku z tym, że jesteś kiepskim gospodarzem. Ani z tamtą pamiętną, super niezręczną kolacją we czwórkę. Nic, a nic" rzuciła ironicznie, spoglądając na niego z ukosa. Na koncie miała sporo niezręcznych towarzyskich interakcji, ale tamten wieczór... Zrobiłaby wszystko, żeby móc wymazać go z pamięci. Albo, żeby móc zmienić bieg historii. Nie dopuścić do wszystkich tych komplikacji. Sercowych rozterek. Mniejszych i większych dramatów.
"Dzięki, to dużo dla mnie znaczy. Próbowałam wyjaśnić to Penny, jakoś ją przekonać, ale nie chciała słuchać. Gdyby wiedziała wszystko to co ty, pewnie tak bardzo by się nie upierała" mruknęła, zaciskając usta w wąską kreskę. Był taki czas w jej życiu, że naprawdę za nim szalała. Kompletnie straciła dla niego głowę. Chciała z nim być, wyobrażała sobie wspólną przyszłość we dwoje, Judasz zaś... Jej entuzjazm podzielał tylko do pewnego stopnia. Nie chciał z nią chodzić po ulicy i trzymać się za ręce, nie chciał się całować. Traktował ją jak swego rodzaju wstydliwy sekret, co nie tylko sprawiało jej wiele przykrości, ale też dzień w dzień podkopywało jej samoocenę. Aż w końcu wiele z niej nie zostało.
"Nie chcesz wiedzieć. Ja nie chcę, żebyś wiedział. Tak będzie lepiej. Jestem dorosła, podejmuje głupie decyzje i... sama powinnam się mierzyć z ich konsekwencjami. Nie chcę, żebyś się mną zamartwiał. Masz ważniejsze sprawy na głowie. Odciąganie się od nich... Przepraszam, wiem, że nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic, ale nie mogę" dodała ciszej. Gdyby się dowiedział, że powodem jej niespodziewanej wizyty była niedoszła próba samobójcza i to, że wciąż nie mogła się po niej pozbierać... Rzuciłby wszystko, żeby się nią zająć i ani na moment nie spuszczać jej z oka, a co z pracą? Z Penny? Ze ślubem? Innymi zobowiązaniami?
"Opowiadaj lepiej co u Ciebie" poprosiła, ściskając jego dłoń.
  Temat: #13 You got troubles, I've got 'em too...
Aimee Hale

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 58

PostForum: 220   Wysłany: 2021-02-20, 22:03   Temat: #13 You got troubles, I've got 'em too...
Gdzie ona wtedy miała głowę? O czym myślała? Chyba tylko o tym, żeby jak najszybciej zdjąć z niego spodnie i pieprzyć się z nim do utraty tchu. Była do tego stopnia napalona, tak bardzo nakręcona, że nie potrafiła utrzymać rąk przy sobie. Gdyby ktoś ją zapytał jak pokonali trasę przedpokój - salon, w którym momencie obydwoje byli już nago na kanapie? Nie byłaby w stanie odpowiedzieć. A to nie zwiastowało niczego dobrego. Niczego.
"Raz... Poniosło nas. Cholera, Penny" mruknęła, rozpakowując testy. Nie jeden, nie dwa, a pięć różnych. Bo nie chciała się zastanawiać, nie chciała obracać w dłoniach kawałku plastiku i dumać, czy dwie niewyraźnie linie to wynik negatywny, a może już pozytywny? Na tyle na ile było to możliwe, zależało jej na tym, żeby mieć pewność. "Leć, leć. Tylko wróć, okej? poprosiła, posyłając jej znaczące spojrzenie. Właśnie po to do niej przyszła, żeby nie być z tym wszystkim sama.
Gdy siostra znów pojawiła się w łazience Aimee już nastawiała czasomierz. Piętnaście minut, niby nic, a jawiło się jej to teraz jak cała wieczność. Usiadła na brzegu wanny i zaczęła nerwowo skubać własne dłonie. "Tylko dlatego, że panika niczego nie zmieni. W niczym nie pomoże. Mogę albo się rozpłakać i oczekując na wynik rwać sobie włosy z głowy, albo postarać się zachować przynajmniej względny spokój ducha. W obu przypadkach w żaden sposób nie wpłynę na wynik" westchnęła ciężko. Szczerze? Sama siebie nie podejrzewała o aż taką dojrzałość i trzeźwość umysłu. I sama też nie wiedziała, skąd się ona u niej wzięła. I dlaczego pojawiła się dopiero teraz, a nie w momencie, w którym mogła zapobiec wszystkiemu i wyciągnąć z szuflady prezerwatywę...
"Jakieś dziewięć dni. Dziesięć, zależy jak liczyć. Rzadko kiedy jest na czas, często mi się spóźnia. Do takich siedmiu dniu to absolutna norma, ale więcej..." urwała, masując dłonią obolałe skronie. Od nadmiaru myśli pękała jej głowa. "Samo to że mu się spóźnia nie byłoby aż tak niepokojące, ale... Czy ty widziałaś moje cycki?" naciągnęła dekolt, co by wyeksponować swoje kobiece krągłości. "No i... Nie bądź zła, że nie powiedziałam Ci wcześniej. Nie chciałam Cię martwić. Myślałam, że to nic takiego... Ostatnio zdarzyło mi się zemdleć. Dwa razy" dodała, kątem oka zerkając na wyświetlacz telefonu. No dalej, jeszcze siedem minut.
  Temat: ścieżka rowerowa
Aimee Hale

Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 178

PostForum: Fremont   Wysłany: 2021-02-20, 21:22   Temat: ścieżka rowerowa
I tym się od siebie różnili. Aimee nie miała nadziei, ona święcie wierzyła w to, że czegokolwiek Eric by jej nie powiedział, poradziłaby sobie ze wszystkim. I nie, z jej strony nie była to naiwność czy lekkomyślność, raczej znajomość siebie i własnych granic wytrzymałości. Przeżyła rodzinną tragedię, w której straciła rodziców, spędziła wiele smutnych i przykrych lat w domu dziecka, zmagała się z nienawiścią do siebie i do własnego ciała, z licznymi uzależnieniami. Miała na koncie mnóstwo nieudanych związków. Kiedy o tym wszystkim myślała, nie potrafiła wymienić ani jednej rzeczy, która mogłaby ją na serio przerazić czy zniechęcić. Nawet, gdyby Milton powiedział jej, że wisi nad nim widmo rychłej rozprawy sądowej - nie skreśliła by go i to z jednej, bardzo prostej przyczyny. Bo wierzyła, naprawdę bardzo mocno wierzyła w to, że ludzie zasługują na drugą szansę. Nie na trzecią, piątą czy dziesiątą, ale na drugą jak najbardziej. Bo nie ma ideałów, wszyscy popełniamy błędy. Ona też miała takich na koncie sporo i tylko dzięki temu, że zostały jej wybaczone dziś była dokładnie tą osobą, jaką była. Ciepłą, troskliwą, otwartą, współczującą.
Spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko. Cierpiała na kompleks zbawcy i chciała go uratować? Być może. Nie tłumaczyło to jednak tego, że za każdym razem, gdy był blisko czuła przyjemne ciepło rozchodzące się w okolicy klatki piersiowej. Że kąciki jej ust same wędrowały ku górze. Że ilekroć tylko czuła na sobie jego ciepły oddech czy dotyk dłoni jej skórę momentalnie przechodził przyjemny dreszcz.
"Nie każda plama to coś złego. Wszystkie błędy, podjęte przez nas decyzje... To one czynią nas tymi, którymi jesteśmy. Pozwalają nam iść do przodu, stawać się lepszymi, rozwijać. Myślałeś kiedyś o tym, kim byśmy byli, gdyby wszystko nam się w życiu od razu udawało? Gdybyśmy grali bezpiecznie, nie ryzykowali? Może nie mielibyśmy plam, ale... Nie mielibyśmy też niczego innego. Bylibyśmy totalnie przezroczyści. Bez wyrazu, charakteru" skwitowała, kiwając głową. Chciał ją przestraszyć? Skłonić do zmiany zdania? Musiał postarać się bardziej, bo wciąż... Była nim cholernie zaintrygowana i chciała się dowiedzieć więcej. Przynajmniej do czasu, bo gdy blondyn oznajmił, że nie przepada za kolacjami na mieście wpadła w jakiś taki wewnętrzny popłoch. Nabrała przekonania, że cholera, chyba się pospieszyła, wygłupiła. Źle odczytała sygnały. Może nie tyle, że Eric próbował ją do siebie zniechęcić, a dać jej do zrozumienia, że nie jest nią w ten sposób zainteresowany, a ona jedynie sobie coś uroiła? Że to spotkanie to nie przejaw tego, że mu na niej zależy, a że dopadły go wyrzuty sumienia i chciał po prostu sprawdzić, czy jest w jednym kawałku? Jej policzki oblały rumieńce. Spuściła wzrok.
A wtedy on zrobił coś niespodziewanego. Dla niej niespodziewanego. Zaprosił ją na wycieczkę za miasto. Wędrówkę górskim szlakiem. Maszerując w ramię w ramię, rozmawiając, chłonąc widoki. Na samą wizję tego oczy się jej aż zaświeciły.
"Brzmi cudnie. Piątek?" zaproponowała, zaczepnie trącając go ręką. "Jak na kogoś komu nie przeszkadza to, że na obcasach jestem wyższa, wspominasz o tym zaskakująco często" zaśmiała się cicho. Nie mogła, po prostu nie mogła sobie tego darować. Jego wzrost nie stanowił dla niej żadnego problemu. To, że gdy ubierała niebotyczne szpile był centymetr czy dwa niższy gołym okiem było praktycznie niezauważalne i szczerze? Nie dawało jej to żadnej satysfakcji. "Obiecuję, ubiorę ciepłe, wygodne, kompletnie aseksualne buty trekingowe. Tylko najpierw je kupię. Jakoś tak się składa, że nigdy się takich na własność nie doczekałam" skwitowała radośnie. Chyba nawet zbyt radośnie, bo w pewnym momencie ni z tego, ni z owego w głowie się jej zakręciło. Nie dała nic po sobie poznać. Wciąż szła dziarsko przed siebie, coraz trudniej się jej jednak było skupić. To co mówił do niej mężczyzna docierało do niej jak przez ścianę. Wszystko było takie niewyraźne, dźwięki zlewały się ze sobą. Nie potrafiła zrozumieć ani jednego słowa. "Czy możemy... wymamrotała niewyraźnie, a w każdym razie zaczęła mamrotać, bo nie dane było jej skończyć myśli. Nogi się pod nią ugięły, organizm momentalnie został odcięty od zasilania i runęła jak długa na żwirową ścieżkę.
  Temat: Czego teraz słuchasz?
Aimee Hale

Odpowiedzi: 1829
Wyświetleń: 30664

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-02-19, 17:16   Temat: Czego teraz słuchasz?
Ladyhawke | Magic
  Temat: Kto do kogo pasuje?
Aimee Hale

Odpowiedzi: 8606
Wyświetleń: 164797

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-02-19, 17:14   Temat: Kto do kogo pasuje?
Chandler
  Temat: #13 You got troubles, I've got 'em too...
Aimee Hale

Odpowiedzi: 5
Wyświetleń: 58

PostForum: 220   Wysłany: 2021-02-18, 19:23   Temat: #13 You got troubles, I've got 'em too...
Nie chciała przez to przechodzić sama, nie po raz kolejny. Wspomnienie tego jak przerażona i zapłakana siedziała na brzegu wanny i czekała na wynik testu ciążowego było zbyt żywe. Nie minął nawet rok. Nie zdążyło się zakurzyć, ukryć gdzieś w zakamarkach pamięci. Było wyraziste, kolorowe i rytmicznie pulsowało w jej klatce piersiowej, rozrywając serce na maleńkie kawałeczki. Tylko spokojnie, Aimee. Tylko spokojnie. Teraz jest inaczej. Teraz masz Penny. Zadzwoń do niej i zapytaj, czy jest w domu. Nie mów o co chodzi, wyjaśnisz jej na miejscu. Powiedz, że masz ochotę wpaść na babskie pogaduchy i się rozłącz. Tylko pamiętaj, zanim to zrobisz musisz dowiedzieć się, gdzie jest Daniel? Oby był w biurze, oby był w biurze. Masz na głowie wystarczająco dużo zmartwień, nie chcesz się teraz przed nim tłumaczyć. Zresztą może to tylko fałszywy alarm. Może wcale nie jesteś… A jeśli jesteś? Kurwa. Co teraz?
Gdyby ktoś teraz zajrzał do wnętrza jej głowy pewnie przeraziłby się nie na żarty. Tyle sprzecznych myśli, tyle uczuć. Szok, niedowierzanie, złość, nadzieja, przerażenie. Sama nie wiedziała, czego się może spodziewać. Była pieprzoną bulimiczką. Mdłości i zawroty głowy były u niej na porządku dziennym, podobnie jak spóźniający się okres. No i zawsze pamiętała o zabezpieczeniu. Tylko nie wtedy, z nim. Dali się ponieść, zapomnieli o całym świecie, a teraz towarzyszyło jej jakieś takie niejasne przeczucie, że przyjdzie się im zmierzyć z tego konsekwencjami. Była jakaś taka dziwnie ospała, piersi jej spuchły, ramiona się nieco zaokrągliły. Wyglądała inaczej, czuła się inaczej. Czy to mogła być prawda? Czy przyczyną mogła być mała fasolka radośnie pluskająca się we wnętrzu jej brzucha? Tego musiała się dowiedzieć.
Cześć siostra” przywitała się w progu, lekko przytulając brunetkę. Nie chciała jej straszyć od samego wejścia, dla niepoznaki więc wydusiła z siebie ze trzy zdania, a właściwie pytania o to, co tam u Penny słychać, jak idzie remont domu, jak idą przygotowania do ślubu, a dopiero potem zrzuciła na nią bombę. “Potrzebuję Cię. Myślę, że mogę być…” urwała, bo to słowo nie chciało przejść jej przez gardło. Szczęście w nieszczęściu, z pomocą przyszły jej testy ciążowe, które wyjęła z torebki i którymi zamachała starszej Diaz przed oczami. Jak zakładała, były one wystarczająco wymowne. “Łazienka?
  Temat: Cafe Flora
Aimee Hale

Odpowiedzi: 13
Wyświetleń: 202

PostForum: Madison Valley   Wysłany: 2021-02-18, 18:45   Temat: Cafe Flora
Kiedy ona niczego nie grała. Nie musiała tego robić i szczerze? To dobrze, bo aktorką była wyjątkowo kiepską. Ze wszystkich wartości najbardziej ceniła sobie prawdę. Szczerość w związku, ale i w każdej innej dziedzinie życia, była dla niej niesamowicie ważna. Do tego stopnia, że gdy próbowała kłamać autentycznie robiło się jej słabo, niedobrze, a wyrzuty sumienia ani na moment nie dawały jej spokoju. Oczywiście, od każdej reguły jest wyjątek. Gdy była młodsza i rodzice ją pytali o to czy paliła, a ona tak przekonująco jak tylko potrafiła mówiła, że nie, nie czuła zupełnie niczego. Nawet w okolicy klatki piersiowej ją nie zakuło. Kiedy jednak podrosła, nabrała nieco więcej samoświadomości i ogłady, zmieniło się jej postrzeganie pewnych spraw. Teraz wolała nie mówić nic, aniżeli łżeć jak pies.
Ja też myślę, że jesteś “spoko” zrobiła charakterystyczny znak palcami, uśmiechając się do Finleya szeroko. Może im nie wypadało, może nie powinni byli mówić tego na głos, ale cholera. Naprawdę całkiem nieźle się ze sobą dogadywali. I byli do siebie o wiele bardziej podobni, niż mogłoby się to komuś wydawać. Zwłaszcza teraz gdy obydwoje zostali wystawieni za Loudaina. “Dobry pomysł” przyznała, kiwając głową. Rozgrzebywanie niesklejonych ran nie było mądre i… jedyne do czego mogło prowadzić to do ich zakażenia. A tego Hale jednak wolałaby uniknąć.
Hej, nie mów tak. Zrobiłeś dla mnie bardzo wiele i byłeś już naprawdę blisko. Do końca życia będę Ci wdzięczna” zapewniła, łapiąc za butelkę i polewając im po jeszcze jednym, tym razem nie w ramach desperackiego zapijania smutków, a niemego, pełnego uznania toastu. “Gdybyś miał jakiś pomysł jak spłacić dług wdzięczności, daj proszę znać. Kucharką jestem słabą, piec nie potrafię, ale gdybyś kiedyś potrzebował kogoś, kto uszyje Ci garnitur na rozdanie dziennikarskich telekamer to powiedz tylko słowo” dodała, puszczając mu oczko. Lepszego pomysłu właściwie nie widziała. “Jako siostra jest o wiele lepsza. Gdy nie wiedziałyśmy o tym, że łączy nas krew była zazdrosna o swojego faceta, a mojego najlepszego przyjaciela. Teraz jest o wiele spokojniejsza. Świetnie się dogadujemy, to dla mnie wielkie wsparcie” uśmiechnęła się leciutko na samo wspomnienie Penny. Na tym etapie życia jej obecność dla Aimee była prawdziwym prawdziwym błogosławieństwem. Bez niej by sobie po prostu nie poradziła.
Trzydziestka? Cholerka, jakbym wiedziała to przyszłabym z jakimś prezentem” zmieszała się nieco, bo urodziny to było ważne święto i zasługiwało na specjalną oprawę. “Chciałabym pojechać, może widok znajomych miejsc pobudzi nieco moją pamięć, tylko Penny… jeszcze jej nie mówiłam o naszych planach. Nie jestem pewna jak zareaguje. Rozgrzebywanie tego wszystkiego… W jej życiu w końcu wszystko się układa, jest taka szczęśliwa. Nie chcę jej tego zabierać i skazywać na ponowne przeżywanie koszmaru” westchnęła cicho. “Może pojedziemy sami? Jeśli nie czułbyś się komfortowo możemy wziąć przyzwoitkę” zaproponowała pół żartem, pół serio.
  Temat: ścieżka rowerowa
Aimee Hale

Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 178

PostForum: Fremont   Wysłany: 2021-02-18, 18:20   Temat: ścieżka rowerowa
Pewnie, że nie było to dla niej komfortowe spotkanie. Otworzyła się przed nim, powiedziała mu o swoich planach i oczekiwaniach, wyszła z inicjatywą, a on w zamian ostudził jej zapędy, proponując kolejną, płytką, bezuczuciową relację, jakich na koncie miała już wiele i…. chyba nie muszę dodawać, że żadnej z nich najlepiej nie wspominała? Jakby tego było mało, kiedy starała wziąć się w garść, stanąć na nogi, przestać o nim myśleć - pojawiał się z nienacka. Uśmiechał się pięknie, pytał o jej samopoczucie, a ona… Nie łatwo jej było się trzymać własnych postanowień, gdy był tak blisko, że wystarczyłoby, gdyby przesunęła się odrobinkę w bok, żeby bez problemu mogła musnąć wierzchem dłoni jego rękę i spleść ze sobą ich palce. O czym notabene podczas ich krótkiej rozmowy zdań pomyślała ze trzy razy, za każdym z nich udzielając sobie we wnętrzu głowy krótką reprymendę, no bo jak to się miało do jej bycia silną, niezależną kobietą? Nijak.
Myślałeś już o czymś konkretnym? Bardziej celujesz w centrum, czy może jednak obrzeża? Mój kolega szuka kogoś, kto wynajmie od niego ładną, przyjemną kawalerkę” rzuciła, uśmiechając się lekko. Niby skupianie się na sobie i swoich potrzebach, hodowanie w sobie zdrowego egoizmu oznaczało skoncentrowanie się na własnych sprawach - nie interesowanie się tym, co u innych, ale cholera. To było wbrew jej naturze. Kiedy słyszała o tym, że ktoś ma z czymś problem momentalnie uruchamiało się w jej mózgu coś, co kazało jej przestać się zajmować czymkolwiek - co właśnie robiła - i kazało przystąpić do pomocy. A kiedy jej na kimś zależało… potrzebę zaopiekowania się nim odczuwała po stokroć intensywniej - i właśnie tak było z Miltonem.
Dopiero cisza, która między nimi znowu zapadła pomogła jej oczyścić umysł, nabrać dystansu. Nie wiedząc kiedy, odrobinę przyspieszyła kroku, swoimi botkami na płaskim obcasie wystukując żwawy, energiczny rytm. Który znów, zwolnił, ba, kompletnie stanął, gdy blondyn przyznał się do tego, że ich spotkanie nie było wcale tak bardzo przypadkowe, jak z początku mogło się jej to wydawać. Zamrugała intensywnie powiekami. Skąd wiedział, że będzie tutaj o tej porze? Próbował wcześniej zanim udało się mu ją złapać? Cholernie nierozsądne z jego strony, ale… skłamałaby, gdyby powiedziała, że jej tym nie zaimponował. Mógł napisać, zadzwonić, ale zamiast tego… nie, nie poszedł na skróty. Brawo Eric. Wow, po prostu wow. Czego oczywiście nie powiedziała na głos, uśmiechnęła się tylko odrobinkę szerzej, pozwalając aby ten mały gest zrobił to za nią.
A wtedy on postanowił się wycofać. Już nawet próbował zacząć się z nią żegnać, kiedy w jawnym wyrazie niezrozumienia zmarszczyła brwi i zabawnie poruszyła nosem, jakby chciała dać mu do zrozumienia, że to nie najlepszy pomysł, że wcale jej nie przeszkadza, że łaknie jego towarzystwa, tylko jedyne czego nie zniesie to kolejnego rozczarowania, niech się więc sam zastanowi, czy aby na pewno pragnie tego samego?
Eric…” mruknęła cicho, gdy w końcu ją przeprosił. W końcu szczerze. Tamtego razu, gdy stali na balkonie w jego głosie wyczuła odrobinę fałszu, tym razem jednak niczego takiego w jego wypowiedzi się nie doszukała. “Za późno zrozumiałeś, że…?” powtórzyła po nim, posyłając mu pełne nierozsądnej nadziei spojrzenie. Dostrzegła jednak zmieszanie na jego twarzy, dlatego zamiast usilnie ciągnąć go za język, sama znowu się odezwała. “Nie musisz się przy mnie wybielać, nie musisz udawać kogoś kim nie jesteś, kreować jakieś niestworzone opowieści… Polubiłam Cię tak bardzo między innymi za to, że od pierwszej chwili poczułam, że przy Tobie nie muszę podawać się za kogoś innego, mogę być po prostu sobą” wyznała, przygryzając dolną wargę. Czy nie przed tego typu uczuciowymi rozmowami próbowała się uchronić? Nie miało to już żadnego znaczenia. Powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. “Myślisz, że czegoś nie zniosę? Że przerażę się prawdy? Że jak dowiem się wszystkiego, nie będę chciała mieć z Tobą nic wspólnego? Spróbuj mnie. Ja jestem ulepiona z życiowych dramatów, tragedii, zawodów i niepowodzeń. Przeszłam naprawdę wiele i nie tak łatwo mnie wystraszyć” zaśmiała się pod nosem. Ktoś mówił tutaj coś o kiepskiej autoreklamie? Zdaje się, że obydwoje i Hale i Milton mieli dokładnie tego samego mentora. “Chciałabym Cię poznać lepiej” dodała, przechylając głowę w bok, kątem oka zerkając na bawiące się u jej stóp czworonogi. “Jeśli chciałbyś poznać mnie… Zgodziłabym się, gdybyś zaprosił mnie na kolację” przyznała, nerwowo skubiąc brzeg własnej kurtki.
  Temat: Gabinet II
Aimee Hale

Odpowiedzi: 37
Wyświetleń: 625

PostForum: Mahoney Development   Wysłany: 2021-02-16, 18:43   Temat: Gabinet II
Ulżyło jej, cholernie jej ulżyło. Ze wszystkich rzeczy na świecie, wchodząc do jego gabinetu najbardziej bała się tego, że będzie na nią zły. Że bedzie czuł żal i rozgoryczenie jej zachowaniem, tym, że nie poświęcała mu wystarczająco dużo czasu, że z premedytacją go unikała, nie odpisywała na wiadomości. Co w tym wszystkim najgorsze - że gdyby Daniel chciał tak postąpić, miał do tego pełne prawo i ona nie mogłaby mieć nawet względem nieco jakichkolwiek pretensji. Przecież sama dała mu amunicję, dostarczyła powody. Po raz kolejny jednak uzmysłowił jej, że nie. Nie jest tak dziecinny jak ona, tak łatwo nie chowa urazy. Ma w sobie o wiele więcej klasy, cierpliwości, zaufania. Co nie tylko ją cieszyło, ale też niesamowicie jej imponowało. Drugiego takiego przyjaciela jak on na próżno było szukać. Nikt inny na świecie nie mógł nawet w jednej setnej równać się z Grahamem. Architekt był absolutnie bezkonkurencyjny.
Bycie wrzodem na twoim zgrabnym tyłku… myślę, że niejeden, a raczej niejedna mogłaby mi pozazdrościć” zaśmiała się, puszczając mu oczko. Porównanie może dziwne, ale umówmy się. Znali się nie od dziś, poczucie humoru mieli dość specyficzne. Ani przez sekundę nie wątpiła w to, że blondyn zrozumie aluzję. “Darować sobie? Proszę Cię. To było idealne dopełnienie podarku. Zaryzykowałabym nawet stwierdzeniem, że jego kwintesencja” uśmiechnęła się krzywo. W siostrach Diaz płynęła dokładnie ta sama krew. Skoro Aimee lubiła się zabawić, istniało jakieś 99% szans, że i Penelope potrafiła pokazać pazurki. A nawet jeśli od młodszej siostry była nieco bardziej zachowawcza, kto powiedział, że nie lubiła próbować nowych rzeczy? “Użyliście go?” znacząco zafalowała brwiami, na tym kończąc rozważania dotyczące ich życia łóżkowego, bo… bądź co bądź. Na tym etapie już im nie wypadało. Nie mówili przecież o jakieś przypadkowej panience, a o jej rodzonej siostrze! W co czasem Aimes wciąż nie mogła uwierzyć. W wieku dwudziestu czterech lat spotkało ją tak wielkie szczęście. Odnalazła Penelope po prawie dwóch dekadach rozłąki. “Oczywiście, że idealnie dobrani” błysnęła śnieżnobiałymi zębami. Nie chciała już na głos dopowiadać, że to znaczyło, że ni mniej, ni więcej, są w tym samym stopniu emocjonalnie upośledzeni, bo to zepsułoby nastrój.
Na pytanie przyjaciela przecząco pokręciła głową. Owszem, umówiła się z Penny na zakupy, wybieranie farb, porównywanie wzorów tapet, ale w ostatniej chwili wypadło jej coś w pracy i musiały przełożyć spotkanie. Była jednak z siorką stale na łączach. Pogaduszki przez telefon o wszystkim i o niczym stały się ich codziennością.
Na wzmiankę o Judaszu aż się zakrztusiła. Niby nie powinna była być zaskoczona, wiedziała, że Penelope o wszystkim tym co widziała opowie Danielowi, ale cholera. Tak nagle i bez zapowiedzi z tym wyskoczył, że aż jej powietrza w płucach zabrakło.
Nie chcę Cię martwić, ale ta taktyka to jak sam powiedziałeś, najpierw dobra informacja i rozproszenie, a dopiero potem wytaczanie cięższego działa, a to znaczy ni mniej ni więcej, że nie powinneś na starcie wspominać o Hirschu, a zarzucić te… CZEKAJ, ZARAZ” urwała, bo dopiero do niej dotarło to, co oznaczały jego poprzednie słowa. “Chcesz, żebym była świadkiem? Ale Twoim świadkiem, nie?” pisnęła radośnie, znów rzucając mu się na szyi i w takiej pozycji już zostając. “Pewnie, że zostanę” zgodziła się od razu, bo come on. To była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Kto był dla niego lepszym skrzydłowym niż ona? “Okej, wiem, że Penny w to nie uwierzyła, ale serio. Do niczego między nami nie doszło. Nawet się nie pocałowaliśmy” wyjaśniła, chowając twarz w zagłębieniu między jego szyją a ramieniem. “Odpowiadając na twoje pytanie więc nie, nie zeszliśmy się. Nie planujemy się zejść. Nie trzeba będzie nas rozdzielać w obawie, że skoczymy sobie do gardeł. Jesteśmy dorośli, potrafimy się zachować” skwitowała, zaciskając usta w wąską kreskę.
  Temat: ścieżka rowerowa
Aimee Hale

Odpowiedzi: 9
Wyświetleń: 178

PostForum: Fremont   Wysłany: 2021-02-16, 18:11   Temat: ścieżka rowerowa
Walentynkowa rozmowa z Erykiem uświadomiła jej jedną, bardzo ważną rzecz. Zdecydowanie zbyt często czyjeś potrzeby, uczucia, samopoczucie przedkładała nad swoje własne. Tak bardzo zależało jej na szczęściu wszystkich dookoła, że zdarzało się jej zapominać o własnym. Więcej. Często świadomie decydowała się na coś, co nie wydawało się jej do końca w porządku, wprawiało w ją swego rodzaju zakłopotanie, odrobinę uwierało - po to, aby kogoś zadowolić. Zrobić mu przyjemność, wywołać uśmiech na jego twarzy. I tyczyło się do nie tylko związków - chociaż w jej relacjach z ukochanymi mężczyznami było to najbardziej widoczne - ale też innych dziedzin życia. Niewykluczone, że psycholog, którego artykuł kiedyś mignął jej przed oczyma miał rację. Ludzie, którzy są zepsuci i nie potrafią pomóc sobie samym, tak bardzo pragną uratować resztę, że podejmują naprawdę kiepskie decyzje, z korzyścią dla innych i szkodą dla siebie samych. Jednak koniec z tym. Choć wiedziała, że nie będzie to łatwe postanowiła, że tak łatwo się nie podda. Wyhoduje w sobie zdrowy egoizm. Nikt nie potrafił o nią zadbać? Nie dbał o nią tak jak należy? Nie ofiarowuje jej wystarczająco dużo miłości? Aimee nauczy się kochać samą siebie. A pierwszym krokiem ku temu będzie uporanie się ze wstrętem do własnego ciała - powrót na terapię. Przecież nie potrzebowała Drew, żeby siedział obok i trzymał ją za rękę. Przy odrobinie samozaparcia, sama upora się z własnymi demonami. Nie dzisiaj, jutro, nie za tydzień czy za dwa, ale w końcu stanie na nogi i będzie w stanie bez krzywienia się spojrzeć na własne odbicie w lustrze.
Spacerując, z zamyślenia wyrwał ją radosny pisk obu psiaków. Nim zdążyła zareagować, rzuciły się one przed siebie ciągnąc ją na smyczy i chociaż mieszaniec Lou był maluszkiem, Bailey’a, rosłego weimara, nie tak łatwo było zatrzymać. Pognała więc za nimi ile sił w nogach, w pewnym momencie - przypadkowym jak się jej z początku wydawało - w końcu się zatrzymując. Dokąd, a raczej do kogo przywiało jej małe cholery? Poderwała do góry głowę, żeby to sprawdzić, a na jej twarzy momentalnie pojawił się lekki uśmiech. Dave… to znaczy Eric. Cholera. Jego prawdziwe imię znała już od jakiegoś czasu, wciąż jednak nie mogła się przyzwyczaić. “Cześć rzuciła lekko, przyglądając się jak Milton bawił się z dwoma, radośnie merdającymi ogonami sierściuchami. Lubiły go, a on zdawał się to uczucie odwzajemniać. Przez myśl jej przeszło, że tak właściwie… blondyn chyba pałał większą sympatią do jej czworonogów niż do niej samej, a one skubane to wyczuwały.
Ciebie też” skoro już postanowili na kurtuazyjną wymianę grzeczności. “Nie, wciąż czekam na odpowiedź. Miał dać znać do końca zeszłego tygodnia, ale wciąż cisza. Albo coś mu wyskoczyło i nie miał do tego głowy, albo stwierdził, że jednak jest niezainteresowany i nie fatygował się już z odpowiedzią” stwierdziła, wzruszając ramionami. “A Ty… Co u Ciebie?” nie wiedząc kiedy, zaczęła nerwowo szurać butami. “Udało Ci się już znaleźć jakieś mieszkanie?” kolejne mało ambitne pytanie i kolejny uprzejmy uśmiech. Od kiedy dał jej znać, że nie jest nią zainteresowany w pełni świadomie starała się trzymać go na dystans. Nie, żeby się w jakiś sposób na nim odgrywać czy go karać, a dlatego, że jeszcze do tego stopnia sobie nie ufała i nie chciała kolejnych podjętych po pijaku, mylnych decyzji, sercowych rozterek i nieprzespanych nocy.
  Temat: Czego teraz słuchasz?
Aimee Hale

Odpowiedzi: 1829
Wyświetleń: 30664

PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2021-02-14, 21:12   Temat: Czego teraz słuchasz?
Depeche Mode | Stripped
  Temat: Gabinet II
Aimee Hale

Odpowiedzi: 37
Wyświetleń: 625

PostForum: Mahoney Development   Wysłany: 2021-02-14, 20:03   Temat: Gabinet II
Od kiedy tylko pamiętała, była ona i był on. Zawsze razem, cokolwiek by się nie działo. U jej boku pojawiali się kolejni mężczyźni, związki zaczynały się i rozpadały, Daniel przedstawiał jej swoje potencjalne partnerki, zabierał je na wspólne kolacje - byli najlepszymi przyjaciółmi, największym wsparciem. Czasem się kłócili, nie we wszystkim się ze sobą zgadzali. Mogli jednak na siebie liczyć, choćby się waliło i paliło. Choćby przyszło im wojować z całym światem. Stali za sobą murem. A ostatnio miała nieodparte wrażenie, że w tej ścianie cegieł zaczynają pojawiać się dziury i to z jej winy. Bo nie spędzała z nim tyle czasu, ile przedtem. Bo nie odpowiadała na wszystkie nieodebrane połączenia. Nie wpadała bez zapowiedzi do jego gabinetu. Gdyby chciała wymienić wszystkie swoje przewinienia, dnia by jej chyba zabrakło. A co najgorsze? Poza złamanym sercem nie miała absolutnie nic na swoje usprawiedliwienie. To znaczy, powodów jej nie brakowało. Nie bez znaczenia był ten, że nie potrafiła wytrzymać ze samą sobą, a co dopiero z innymi. Ani ten, że nie najlepiej czuła się w towarzystwie szczęśliwych, do szaleństwa zakochanych par. Jeśliby jednak ją zapytać, dlaczego tak naprawdę go unikała? Cóż… Graham był najbliższym jej człowiekiem stąpającym po tej planecie. Znał ją jak nikt. Potrafił jednym spojrzeniem rozszyfrować jej nastrój. Nie potrafiła przy nim udawać, że wszystko było w porządku, kiedy wcale takie nie było, a że nie chciała również dawać mu powodów do zmartwień… cisza wydawała się jej lepszą, bezpieczniejszą opcją.
Ale tęskniła. Cholernie za nim tęskniła i dłużej tak nie mogła. Rozbita czy nie - musiała się wreszcie z nim zobaczyć. Nie mogła w nieskończoność wykręcać się tym, że jest zajęta. Kiedy więc tylko otworzyła oczy i podniosła się z łóżka, chwyciła za telefon i napisała do niego z prośbą o spotkanie. Mógł jej odmówić. Wykręcić kota ogonem. Potraktować ją tak, jak ona go przez ostatnie tygodnie, ale nie. Miał w sobie o wiele więcej klasy i szacunku i to między innymi za nie tak bardzo mocno go kochała. W ekspresowym tempie doprowadziła się więc do porządku, wzięła prysznic, przebrała i nie dalej jak dwie godziny później znajdowała się już we wnętrzu luksusowego wieżowca. Który notabene odwiedzała już tyle razy, że nie musiała pytać nikogo o drogę. Od razu udała się do gabinetu architekta, nic sobie nie robiąc z wywieszonej na drzwiach tabliczki nie przeszkadzać. Całym sensem jej egzystencji było przeszkadzanie mu w rozmaitych czynnościach - gdyby go o to zapytała, nie było nawet takiej fizycznej możliwości, żeby zaprzeczył, o nie. On sam miał tego pełną świadomość.
Hej” przywitała się, posyłając mu skruszony uśmiech. “Przepraszam, wiem, ale nie mogłam się doczekać. Zabrzmi to jak banał, ale boże, Dan. Tak bardzo mi Ciebie brakowało” rzuciła, pokonując dzielącą ich odległość, a następnie rzucając mu się na szyję i mocno się do niego przytulając. Co z tego, że przez szklane drzwi wszystko było widać? Chyba wszyscy współpracownicy (no może oprócz Jenny) wiedzieli, że Hale była Grahamowi niczym siostra. “Przepraszam, że Cię zaniedbywałam. To nie tak, że nie miałam czasu, albo miałam lepsze rzeczy do roboty. Ostatnie tygodnie były tak bardzo do dupy, a ja nie byłam w stanie patrzeć Ci prosto w oczy i kłamać, że jest okej. Nie chciałam, żebyś się zamartwiał. Masz stresy w pracy, Penny, ślubne przygotowania… Odciąganie Cię od tego wszystkiego i zarzucanie moimi osobistymi dramatami byłoby z mojej strony co najmniej egoistyczne” mruknęła, ani na moment się od niego nie odklejając.
 
Strona 1 z 28
Skocz do:  

you're my person
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, styczeń - 669 punktów
Beztroska dwudziestopięciolatka, pochodząca z małego miasteczka. Romantyczka, szukająca księcia z bajki. Interesuje się modą i życiem w wielkim mieście. Ciężko pracuje, aby pomagać finansowo rodzinie. Dobry materiał na żonę, ale lepiej nie wpuszczać jej za kółko. Marny z niej kierowca.
Postać z największą liczbą punktów fabularnych, styczeń - 497 punktów
Osiemnastoletni kawaler, pochodzący ze wsi. Lubieżny ateista o brązowych oczach i skłonności do kłamstwa. Nie przepada za ciężką pracą i słabymi tekstami na podryw. Chętnie randkuje i być może złamie jeszcze niejedno męskie serce.